Wydanie bieżące

15 czerwca 12 (324) / 2017

Zuzanna Sokołowska,

TO, CO ŚWIADOME (MIESIĄC FOTOGRAFII W KRAKOWIE)

A A A
Miesiąc Fotografii w Krakowie zaliczany jest do najważniejszych i najbardziej oczekiwanych wydarzeń artystycznych. Tegoroczna edycja tradycyjnie obfitowała w wydarzenia i wystawy, stanowiące przekrój przez działania współczesnych fotografów. I – jak zwykle – Miesiąc Fotografii nie zawiódł swojej licznej publiczności. Hasło przewodnie wydarzenia – „Zewnątrz wewnątrz” – wymyślił Gordon MacDonald, autor koncepcji tegorocznego Miesiąca. Ma ono ścisły związek z obserwacją, pozostawaniem w pozycji patrzącego zza obiektywu, jak i manipulacją obrazem, celową ingerencją. „Nic nie jest prawdą i nic nie jest fałszem – wszystko może być prawdziwą fikcją zwodniczego faktu” – śmiało stwierdza MacDonald, zapraszając widzów do wizualnej, fotograficznej uczty.

Jedną z wystaw głównych była ekspozycja amerykańskiej artystki Susan Lipper „Grapevine 1988-1992”. Składała się ona z fotografii wykonanych w trakcie pobytu fotografki w Grapevine Branch, malutkiej miejscowości wyglądającej na pozornie odciętą od świata, mieszczącej się w Wirginii Zachodniej. Wystawę Lipper można było oglądać w MOCAKu. Zdjęcia powstały w trakcie podróży, podczas której artystka musiała przeżyć wiele przygód, aby móc zaprzyjaźnić się z ekscentrycznymi i zamkniętymi w sobie mieszkańcami. Kadry Lipper bynajmniej nie rejestrują sielskich krajobrazów Grapevine. Wręcz przeciwnie, widzowie mają do czynienia z czarno-białą, brutalną rzeczywistością, w której przy koszu do gry w koszykówkę wisi martwa sarna, a młody, ale już bardzo zniszczony mężczyzna z krzywym uśmiechem na twarzy i petem w ustach szczyci się upolowaniem królika. To miasteczko jest dziwne, inne. Inni są też ludzie, w których trudno dostrzec coś znajomego, oswojonego, może oprócz radośnie gaworzącego bobasa, który na zdjęciu bierze kąpiel w zlewie, cierpliwie łapiąc przeciekające mu przez place kropelki wody.

Choć czarno-białe kadry Lipper mieszczą się gdzieś pomiędzy dokumentem a uświadomioną sztuką, trudno przypisać im upragnioną autentyczność. Lipper pozwala bohaterom swoich fotografii wcielać się w role, które niekoniecznie muszą odpowiadać ich prawdziwemu wizerunkowi. Naga pierś nieznanej kobiety, męska postać dzierżąca w dłoni rewolwer na tle rdzewiejących i rozpadających się samochodów, młoda kobieta owinięta w ręcznik, poprawiająca włosy w odbiciu lustra, pozbawione ubrań lalki Barbie zwisające swobodnie z łazienkowej suszarki – oto niecodzienni bohaterowie zdjęć Lipper, która raz za razem zaskakuje widza i nawet na moment nie pozwala mu spuścić oka z jej fotografii. Kadry pełne trudnego do opisania napięcia posiadają pewien niepokojący potencjał wrażliwości – odbiorca nieustannie, gdzieś pod skórą, instynktownie przeczuwa, że coś z bohaterami Lipper jest nie tak. I nie chodzi tu wcale o chorobę, fizyczne niedomagania, tylko o wrażenie, że zaraz wydarzy się coś, co nieodwracalnie zmieni tryb życia mieszkańców, którzy na zdjęciach artystki przypominają nieco bohaterów filmów Davida Lyncha.

Kolejną, równie ciekawą odsłoną Miesiąca Fotografii jest ekspozycja Diany Lelonek „Liban i Płaszów – nowa archeologia”, którą także można było obejrzeć w krakowskim MOCAKu. Jest to wystawa związana z prywatnymi archeologicznymi znaleziskami z dwóch miejsc Krakowa – kamieniołomu Liban oraz obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Artystka tropi i zbiera prywatne ślady, które przeszłość zostawiła w tych miejscach. Niczym kolekcjoner oraz badacz z prawdziwego zdarzenia natrafiła na ciekawe znaleziska: skamieliny z okresu jurajskiego, pozostałości po obozie koncentracyjnym, elementy scenografii do filmu Stevena Spielberga „Lista Schindlera” (1993), a także zasilacz Apple i karty graficzne. Wszystkie te elementy nadwyrężone przez ząb czasu znalazły się w gablotach, które stają się milczącym świadectwem ponurej historii, zarówno zbiorowej pamięci, jak i współczesności. Niezwykły projekt Lelonek cały czas ewoluuje, a wiele skrawków przeszłości wciąż pozostaje przez nią do odkrycia.

Tymczasem Bunkier Sztuki prezentował ekspozycję „Wojna, jaką widzimy”, składającą się de facto z kilku miniwystaw autorstwa Lisy Barnard, Niny Berman, Monici Haller, Sophie Ristelhueber i Marthy Rosler, oscylujących wokół wizualnej recepcji konfliktów, ich rozumienia, a przede wszystkim interpretacji za pomocą obrazów. Najbardziej zapadają w pamięć realizacje Marthy Rosler oraz Niny Berman. Druga z nich stworzyła wstrząsające świadectwo wojny, budujące cykl „Ślub żołnierza piechoty morskiej”. Bohaterem zdjęć jest Tyler Ziegel, sierżant amerykańskiej piechoty morskiej, który został ciężko ranny w trakcie wybuchu samochodu-pułapki w Iraku. Barwne kadry prezentują jego mozolny powrót do zdrowia oraz przygotowania do ślubu z ukochaną. Młody żołnierz z potwornie okaleczoną twarzą pokazywany jest przez artystkę w trakcie domowych rytuałów, spotkań z bliskimi, chwil bliskości z ukochaną, która ciągle uczy się ciała swojego narzeczonego. Na jednym ze zdjęć ślubnych widać ogromny smutek panny młodej, która z przygnębieniem spogląda w obiektyw, pytając swoim spojrzeniem: „dlaczego?”. Pomiędzy widzem a zdjęciami rodzi się trudne do wytrzymania napięcie – z jednej strony kadry Berman budzą naturalny sprzeciw wobec wojny, osobistych tragedii i przemocy, z drugiej natomiast pytają o niepełnosprawność, o sposób odnalezienia się w świecie, w której wygląd odgrywa zasadnicze, o ile nie najważniejsze znaczenie. Kadry powstawały w 2006 i 2008 roku w Teksasie oraz Illinois. Czy ta historia zakończyła się happy endem, a młoda para żyje długo i szczęśliwie? Niestety nie. Ziegel zmarł w 2012 roku z powodu przedawkowania heroiny oraz alkoholu.

Tymczasem Marthę Rosler w cyklu „Dom piękny. Przynosząc wojnę do domu” interesują emocje związane z wojną. Prace artystki powstawały w latach 1967-1972 oraz 2004-2008. Na pierwszy plan wysuwają się zdjęcia z pierwszego okresu twórczości Rosler, związanego z wojną w Wietnamie. Artystka zestawiała ze sobą prasowe fotografie pokazujące wojnę i pełne życia oraz radosnej konsumpcji reklamy, które wykorzystała w swoich fotokolażach. Rosler pokazuje dwa światy – w jednym z nich dzieci i dorośli umierają w wyniku wojny, w drugim panuje niczym niezmącony spokój. Trzeba przyznać, że taki zabieg jest wizualnie wstrząsający. Najmocniej zapada w pamięć kadr „Baloniki” (1967-1972). Po lewej stronie zdjęcia widać pięknie wyposażone mieszkanie i miękkie poduszki, które aż kuszą, aby się na nich położyć, a także tytułowe, niezwykle kolorowe baloniki, z których zaczęło już powoli uchodzić powietrze; tymczasem po prawej zrozpaczony młody Wietnamczyk trzyma w ramionach swoje nieżywe dziecko. Czy trzeba tu jakiegokolwiek komentarza?

Tegoroczna odsłona Miesiąca Fotografii była niezwykle wyrazista i spójna, a bardzo ważnym jej elementem okazały się praktyki artystyczne odnoszące się do prac tych twórców, którzy za pomocą obiektywu (i nie tylko) badają historię. Jak zauważa Charlotte Cotton, większość współczesnych artystów przyjmuje praktykę antyreportażową, ponieważ zarówno telewizja, jak i media elektroniczne uzurpują sobie prawo do bezpośredniego pokazywania wydarzeń. „Zamiast być osaczonymi w pogrążonym w chaosie centrum wydarzeń lub w bezpośredniej bliskości bólu i cierpienia, fotografowie wybierają prezentowanie tego, co pozostaje po tych tragediach” (Cotton 2010: 167) – podkreśla Cotton. Twórcy przyjmują rolę obserwatorów, by za sprawą pojedynczego człowieka pokazać zdarzenia, które mają wymiar ogólnoludzki, a nawet ogólnoświatowy. Trudno wobec ich twórczości przejść obojętnie, nie zadając sobie pytania, co ukrywa w zanadrzu dziejąca się na naszych oczach historia, która wydaje się bliska coraz większych konfliktów, siejących śmierć i spustoszenie.

LITERATURA:

Ch. Cotton: „Fotografia jako sztuka współczesna”. Kraków 2010.
Miesiąc Fotografii w Krakowie. 19.05.-18.06.2017.