Wydanie bieżące

1 lipca 13 (325) / 2017

Przemysław Pieniążek,

CHŁOPIEC I JEGO POTWÓR (SIEDEM MINUT PO PÓŁNOCY)

A A A
Conor O’Malley (Lewis MacDougall) zdecydowanie nie ma łatwego życia. Wyjątkowo zaradny i samodzielny chłopiec każdego dnia przyjmuje swoją porcję razów od szkolnych prześladowców pod wodzą Harry’ego (James Melville). Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak w rodzinnym domu: samotnie wychowująca Conora matka (Felicity Jones) powoli przegrywa walkę z chorobą nowotworową. Chociaż lekarze nie pozostawiają złudzeń, mały bohater wciąż nie traci nadziei, że rodzicielka znów będzie zdrowa. Pewnej nocy, o tytułowej porze, Conora nawiedza mroczna, drzewopodobna istota ze świata snów (Liam Neeson), która za pomocą trzech niezwykłych opowieści stara się pomóc protagoniście w znalezieniu odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Na tym jednak nie koniec: czwarta narracja należeć będzie bowiem do małego O’Malleya, któremu przyjdzie się zmierzyć z jego największym koszmarem.

Wzruszająca, choć nie oferująca łatwych pocieszeń historia chłopca i jego niezwykłej przyjaźni z nadprzyrodzoną istotą miała stanowić kanwę piątej powieści Siobhan Dowd. Choć brytyjska pisarka zmarła na raka w 2007 roku, pomysł nie odszedł w zapomnienie. Wydawca poczytnej autorki zaproponował Patrickowi Nessowi rozwinięcie zalążka owej książki, która ostatecznie ukazała się w 2011, szturmem podbijając listy bestsellerów. Skierowany do szerokiego kręgu odbiorców utwór (wydany także w Polsce) zafascynował scenarzystę Sergio G. Sáncheza, mającego na koncie między innymi skrypty horroru „Sierociniec” (2007) oraz dramatu katastroficznego „Niemożliwe” (2012), wyreżyserowanych przez Hiszpana, Juana Antonio Bayonę.

Urodzony w Barcelonie twórca, zachęcony przez wieloletniego współpracownika, również sięgnął po „Siedem minut po północy”, dając się oczarować fabule zrekonstruowanej i rozbudowanej przez Nessa, który w niedługim czasie został poproszony o napisanie scenariusza ekranizacji swojej prozy. Temat poznawania samego siebie w ekstremalnych sytuacjach oraz przepracowywania osobistych traum z miejsca przemówił do filmowej wyobraźni Bayony, prowadzącego narrację zgodnie z Hitchcockowką receptą: zaczyna od trzęsienia ziemi (a właściwie od widowiskowej demolki na cmentarzu), a następnie skutecznie podtrzymuje stan emocjonalnego zaangażowania widza w to, co dzieje się na ekranie.

Duża w tym zasługa wzorowo skrojonej dramaturgii (chwile wyciszenia przeplatają się z bardziej dynamicznymi sekwencjami), w której kluczową rolę – obok świetnych zdjęć autorstwa Óscara Faury oraz nastrojowej ilustracji muzycznej skomponowanej przez Fernando Velázqueza – odgrywa naprawdę solidne aktorstwo. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że dwunastoletni wówczas Lewis MacDougall kradnie show swoim starszym kolegom i koleżankom, którzy (podobnie jak reżyser omawianego filmu) w samych superlatywach wypowiadali się o występie małego Szkota. Debiutujący w „Piotrusiu. Wyprawie do Nibylandii” (2015) Joe Wrighta młodzian przekonująco ukazuje złożoność i zmienność emocji targających bohaterem „Siedmiu minut po północy”: poczucie bezradności, gniew i rozpacz to jedno, ale nie sposób odmówić protagoniście swoistego heroizmu w próbie przezwyciężenia niesprawiedliwego (w jego odczuciu) wyroku losu.

MacDougall przekonująco prezentuje się nie tylko w scenach z udziałem ekranowej matki (oddanej swej pociesze kobiety coraz bardziej naznaczonej piętnem choroby), którą z powodzeniem zagrała brytyjska gwiazda znana chociażby z „Teorii wszystkiego” (2014) Jamesa Marsha oraz „Łotra 1. Gwiezdnych wojen – historii” (2016) Garetha Edwardsa. Uwagę zwracają także fragmenty przedstawiające czułą, choć niełatwą relację łączącą Conora z ojcem (epizodyczny występ Toby’ego Kebbella) – żyjącym w Ameryce u boku nowej rodziny – oraz pełne uczuciowych przesileń rozmowy z babcią (niezawodna Sigourney Weaver), na pozór surową, zamkniętą w sobie matroną, będącą de facto cierpiącą osobą, starającą się (na swój sposób) pomóc wnukowi przetrwać najczarniejszy okres w jego życiu.

Oczywiście trudno pominąć udział Liama Neesona, którego kreacja (opierająca się na zmodulowanym, choć z miejsca rozpoznawalnym tembrze głosu i technologii performance capture) również należy do najważniejszych atutów recenzowanego dzieła. W interpretacji Irlandczyka drzewny stwór jawi się jako ambiwalentny byt, którego opowieści (pozbawione optymistycznego finału, a przez to bardziej „życiowe”) nie tylko zwiastują rychły koniec dzieciństwa, ale prowokują do refleksji nad istotą człowieczeństwa, w tym – niedoskonałością ludzkiej natury. Dla miłośników kina pewnym rarytasem może okazać się cameo Geraldine Chaplin (gościnnie pojawiającej się również w innych produkcjach Bayony), wcielającej się w dyrektorkę szkoły.

Realizowane w brytyjsko-hiszpańskich sceneriach „Siedem minut po północy” fascynuje nie tylko klarowną, pozbawioną ckliwego sentymentalizmu fabułą, ale i nienaganną oprawą wizualną, za którą odpowiada sztab specjalistów (razem ze scenografem, Eugenio Caballero) współtworzących słynny „Labirynt fauna” (2006) Guillermo del Toro. Z łatwością dostrzeżemy pewne podobieństwa między tymi dziełami (vide: dziecięcy bohater wystawiony na działanie traumatycznych doświadczeń, przenikanie się mrocznej baśniowości z nie mniej ponurą rzeczywistością), aczkolwiek film twórcy „Sierocińca” szczędzi widzom rozlewu krwi i scen brutalnej przemocy (choć sceny katowania Conora przez łobuzów trudno uznać za wyjątkowo łagodne).

Klimatyczna czołówka czy zapadająca w pamięć sekwencja rozgrywająca się na cmentarzu to klasa sama w sobie, podobnie jak design roślinnego potwora. Kilkudziesięcioosobowa ekipa grafików, speców od animacji 2D i 3D oraz hydromechaników pracowała nad tym, by każdorazowe pojawienie się owej zagadkowej istoty (której fizys inspirowany był oryginalnymi książkowymi ilustracjami Jima Kaya, skądinąd wykonującego na potrzeby filmu szereg szkiców koncepcyjnych i rysunków) dostarczał odbiorcom jak najwięcej wizualnej satysfakcji. Z powierzonego zadania wywiązali się doskonale, czego dobrym, choć nie jedynym przykładem mogą być sceny, w których cyfrowy awatar Nessona pojawia się nagle w salonie babci protagonisty czy w szkolnej stołówce.

Kosztujące 43 miliony dolarów „Siedem minut po północy” to solidnie zrealizowane kino familijne, w którym wątki baśniowe tylko w niewielkim stopniu łagodzą trudną, chwilami bolesną, lecz bez wątpienia ważną i potrzebną lekcję na temat przemijania, oswajania choroby i śmierci, a także konieczności pogodzenia się ze stratą. Polecam!
„Siedem minut po północy” („A Monster Calls”). Reżyseria: J. A. Bayona. Scenariusz: Patrick Ness. Zdjęcia: Óscar Faura. Obsada: Lewis MacDougall, Felicity Jones, Sigourney Weaver, Liam Neeson, Toby Kebbell. Produkcja: Hiszpania/USA 2016, 108 min. Dystrybutor: Monolith Films.