Wydanie bieżące

1 lipca 13 (325) / 2017

Marta Bieganowska-Molendowska,

HARRY HOLE Z PRZEDMIEŚCIA (JO NESBO: 'PRAGNIENIE')

A A A
Z uwagi na trwający od dłuższego czasu (i wciąż mający się świetnie!) boom na powieść kryminalną, trup ściele się gęsto we wszystkich zakątkach Europy, każde większe miasto i całkiem sporą ilość miejscowości prowincjonalnych obdarowano własnymi papierowymi zbrodniami – te bardziej fortunne doczekały się nawet seryjnego zabójcy – i co najmniej jednym bezkompromisowym stróżem prawa. Nie inaczej jest w przypadku Oslo, które, z jedenastotomowym cyklem autorstwa Jo Nesbø, stanowi mocno wyeksploatowane, ale, jak się okazuje, wciąż inspirujące miejsce działań morderców i degeneratów wszelkiej maści.

„Pragnienie” rozpoczyna się sceną internetowej randki umówionej za pośrednictwem popularnej aplikacji Tinder. Jak nietrudno się domyślić, spotkanie to dla jednej ze stron nie okazuje się szczęśliwe – wkrótce po schadzce w barze Jealousy kobieta zostaje odnaleziona martwa w swoim mieszkaniu, a obrażenia na jej ciele wskazują na gwałtowny charakter śmierci. Za sprawą wyjątkowej brutalności (metalowe szczęki na okładce tomu zamieszczono nie bez powodu), zbrodnia szybko staje się obiektem zainteresowania prasy brukowej, co niejako wymusza na szefie policji zaangażowanie w śledztwo Harry’ego Hole. Choć początkowo niechętnie, były komisarz przystaje na tę prośbę i po raz kolejny podejmuje niebezpieczną grę z psychopatycznym zabójcą.

Gra jest o tyle ryzykowna, że Hole stawia na szali wszystko, co w ostatnim czasie udało mu się w życiu osiągnąć czy odmienić. Kiedy pojawia się w „Pragnieniu”, jest wykładowcą w szkole policyjnej, szczęśliwym mężem Rakel, mieszka w willi przy wzgórzu Holmenkollen i co najważniejsze, stroni od alkoholu. O demonach przeszłości zdaje się przypominać już tylko blizna na twarzy. Spokojne życie jest chyba jednak do pewnego stopnia fasadą, bowiem Harry’ego wciąż męczą nierozwiązane sprawy sprzed lat – antagoniści pojawiają się w snach, a na widok pełnej butelki Jima Beama nadal czuje – nomen omen – pragnienie.

W moim odczuciu charyzmatyczny dotąd bohater sporo traci na zastosowanych w najnowszej odsłonie serii zabiegach fabularnych. Do końca dziewiątego, a nawet może i połowy dziesiątego tomu cyklu postać śledczego była tym, co do książek Nesbø przyciągało najbardziej. Jego potyczki ze złoczyńcami w różnych zakątkach świata, nierówna walka z nałogami, samym sobą i resztą świata elektryzowały i nie pozwalały oderwać się od lektury. I choć po każdym kolejnym spektakularnym upadku Harry’ego czy – zazwyczaj noszącym znamiona autosabotażu – rozstaniu z Rakel czułam żal i złość na bohatera, to Hole jako stateczny mąż, starzejący się mieszkaniec bogatego przedmieścia Oslo, w dodatku na etacie wykładowcy akademickiego po prostu mnie nudzi. Choć Nesbø robi, co może, by nie stracić zainteresowania czytelnika postacią byłego komisarza, niestety momentami ociera się o groteskę, jak w scenie obrony doktoratu, która bardziej niż do cyklu o Harrym Hole pasowałaby do amerykańskiego serialu proceduralnego.

Tam, gdzie na autentyczności, ale przede wszystkim na zainteresowaniu czytelnika traci główny bohater, zyskują postacie drugoplanowe. Na szczególne uznanie zasługuje to, jak autor już od kilku tomów rozwija wątki policjantów Mikaela Bellmana i Trulsa Berntsena – niespiesznie, konsekwentnie i wiarygodnie. Żaden z nich, co prawda, nie ma charyzmy nawet zbliżonej do tej, która cechowała w przeszłości Harry’ego, przeciwnie – są osobami na wskroś zwyczajnymi, takimi, jakie na co dzień spotyka się pracy czy mija na ulicy, jakie mieszkają za ścianą i jakimi po trosze pewnie też sami jesteśmy. Trawią ich zadry z przeszłości, chowają trupy w szafie, są samotni, zgorzkniali, zakłamani, podstępni, pragną władzy – ale wszystko to na małą skalę (przynajmniej do tej pory!). Wizja rozwoju postaci Bellmana i Berntsena w mrocznym kierunku jest tym, co w kontekście kolejnych części cyklu interesuje mnie najbardziej.

Sama akcja „Pragnienia” jest wartka, czyny brutalne, bohaterowie (drugoplanowi!) ciekawi, tożsamość zbrodniarza do ostatniej chwili niepewna, zakończenie emocjonujące i otwarte, ale… odnosi się wrażenie, że to już wszystko było. Książki Nesbø pozbawione głównej siły napędowej, jaką była nieprzewidywalna, kongenialna natura komisarza Hole mocno tracą na wyrazie. Wprawdzie podczas tropienia i pogoni za sprawcą bohater wykazuje się właściwą sobie błyskotliwością i przenikliwością, a jego działania wciąż są dosyć niekonwencjonalne (nie tylko we wzmiankowanej, chybionej scenie obrony doktorskiej, ale też na przykład w znakomitej akcji w łaźni tureckiej), trudno oprzeć się wrażeniu, że powieść jest niekompletna. W przeciwieństwie do wielu innych pozycji cyklu (może z wyłączeniem słabego literacko i fabularnie „Człowieka – nietoperza”), przy lekturze „Pragnienia” nie odczuwa się działania przemożnej siły nakazującej przewracać kolejne kartki, choćby nawet miałoby to skutkować zarwaniem nocy. Część wątków, zwłaszcza tych związanych z Harrym i jego rodziną, sprawia wrażenie podjętych niepotrzebnie, zastępczo (problemy zdrowotne Rakel, Oleg w szkole policyjnej) – być może stanowią wstęp do zdarzeń w kolejnych częściach? Niewykluczone, ale w „Pragnieniu” dawały wrażenie funkcji wypełnienia arkuszy drukarskich.

Choć recenzje najnowszej propozycji literackiej Jo Nesbø są w ogromnej mierze entuzjastyczne, nie mogę niestety zaliczyć swojej oceny do tego grona. Po doskonałych, mrocznych, porażających wręcz „Upiorach”, obserwuję u norweskiego autora stopniowe zwalnianie tempa i spuszczanie powietrza z ogromnego balona, jakim był świat wewnętrzny Harry’ego i jego zagmatwane stosunki z otoczeniem. Inni recenzenci dopatrują się w tym zabiegu, który ma dać sygnał do zmiany warty w uniwersum policji z Oslo – Hole wyraźnie się starzeje; być może Nesbø szykuje kogoś nowego na jego następcę? Czy jest to obiecujący młody policjant Anders Wyller? A może Oleg Fauke, którego Harry traktuje jak syna? Obaj bohaterowie mają ciekawą historię, której w powieściach poświęcono już sporo uwagi. Sądzę, że odpowiedź na te pytania poznamy wkrótce.

Mimo że lektura „Pragnienia” nie zapewniła mi oczekiwanych doznań czytelniczych, daleka jestem od odradzania komukolwiek zapoznania się z najnowszą częścią cyklu o najsłynniejszym norweskim śledczym. To wciąż kawał dobrej roboty pisarskiej sięgający poziomu, o którym większość autorów powieści kryminalnych i sensacyjnych może tylko pomarzyć. „Pragnienie” może być ciekawe dla tych, którzy wcześniej nie zetknęli się z twórczością Nesbø (nie będą świadomi, jak wysoko autor postawił poprzeczkę starszymi tomami), jak i dla zagorzałych fanów (sentyment powinien złagodzić krytycyzm). Ja, pomimo pewnego niepokoju, z jakim myślę o kierunku rozwoju tej historii, z niecierpliwością wyglądam kolejnej jej odsłony.
Jo Nesbø: „Pragnienie”. Przeł. Iwona Zimnicka. Wydawnictwo Dolnośląskie. Wrocław 2017.