Wydanie bieżące

1 lipca 13 (325) / 2017

Adrianna Smyk,

Z RODZINĄ LEPIEJ NIE DYSKUTOWAĆ O POLITYCE (SIERANEVADA)

A A A
Cristi Puiu jest jednym z ojców rumuńskiej Nowej Fali. W 2005 roku jego film „Śmierć pana Lazarescu” zdobył wyróżnienie Un Certain Regard na festiwalu w Cannes, na którym w 2016 roku odbyła się premiera „Sieranevady”. Mimo że najnowszy film Puiu został nominowany do Złotej Palmy oraz wybrany rumuńskim kandydatem do nagrody Akademii Filmowej za najlepszy film nieanglojęzyczny, „Sieranevada” nie otrzymała żadnego z tych wyróżnień. W Cannes uhonorowano społecznie zaangażowany film Kena Loacha („Ja, Daniel Blake”), zaś w Hollywood dzieło Asghara Farhadiego („Klient”). Loacha i Farhadiego nagradzano już wcześniej zarówno w Europie, jak i w Ameryce. Brytyjczyk aż jedenaście razy brał udział w konkursie głównym w Cannes, otrzymał dwie Złote Palmy oraz trzy Nagrody Jury. Irańczyka nominowano do Złotej Palmy dwukrotnie, lecz ani razu nie został uhonorowany statuetką. Mimo to w Cannes otrzymał nagrodę za najlepszy scenariusz, zaś amerykańska Akademia Filmowa dwa razy przyznała mu Oskara.

Cristi Puiu walczył zatem o filmowe nagrody z najlepszymi. Warto jednak zaryzykować stwierdzenie, że „Sieranevadę” w 2016 roku w pewnym stopniu skrzywdzono – wprawdzie „Klient” to arcydzieło, w którym trudno dopatrzyć się jakichkolwiek braków, lecz „Ja, Daniel Blake” jest w zasadzie przeciętnie wyreżyserowanym filmem o wręcz propagandowym charakterze i, w konsekwencji, dziełem emocjonalnie szantażującym swoich widzów. Trudno jednak stwierdzić, czy to właśnie „Sieranevada”, jak życzyłoby sobie tego wielu krytyków, powinna otrzymać Złotą Palmę. Zastanawiać może jednak fakt, że ostatecznie nie znalazła się ona na liście filmów nieanglojęzycznych, które kandydowały w tegorocznym konkursie Akademii – dzieło Puiu jest znacznie dojrzalsze w formie niż chociażby szwedzki „Mężczyzna imieniem Ove”.

„Sieranevada” opowiada o spotkaniu rumuńskiej rodziny, która, przestrzegając prawosławnej tradycji, postanawia uczcić pamięć zmarłego czterdzieści dni wcześniej Emila. Lary (Mimi Brănescu) udaje się na rodzinną uroczystość odbywającą się w domu jego matki, gdzie przebywają wszyscy krewni nieżyjącego ojca. Niecierpliwie wyczekują spóźniającego się kapłana, który niebawem ma odprawić religijne obrzędy w intencji zmarłego. „Sieranevada” jest dziełem, w którym najważniejsze zdaje się słowo, a dziejące się wydarzenia mogłyby być wręcz idealnym fundamentem do skonstruowania interesujących dialogów, jednak Puiu nie wykorzystał w pełni potencjału swojej filmowej fabuły. Jego bohaterowie rozmawiają o zamachach terrorystycznych i snują rozważania skupiające się wokół tragedii World Trade Center (jeden z nich twierdzi, że katastrofę spowodowali Amerykanie). Tak zbudowany wątek mógłby przecież ciekawie wpływać na rozwój akcji, lecz irracjonalne rozmowy o zamachach powracają niemalże przez cały czas. Trudno uwierzyć w fakt, że dorośli, wykształceni Rumuni, poświęciliby aż tyle uwagi na rozważanie absurdalnych teorii spiskowych.

Dyskusje polityczne obejmują również moralną ocenę reżimu Ceaușescu. Ta część filmowych dialogów opiera się głównie na rozmowie pomiędzy młodą Sandrą (Judith State) a znacznie starszą i doskonale pamiętającą rządy Ceaușescu Eveliną (Tatiana Iekel). Podczas gdy Sandra mówi o terrorze setek niewinnych ludzi, Evelina opowiada o swojej tęsknocie za rządzącym. Mimo że kłótnia Sandry i Eveliny w celny sposób nakreśla konflikt przeciwników i zwolenników Ceaușescu, dialog kobiet zwraca zbyt wielką uwagę na międzypokoleniowy aspekt sporu i tym samym spłaszcza go. Po wysłuchaniu argumentów obu bohaterek odnosi się wrażenie, że wszyscy młodsi, podążający za współczesną myślą Rumuni są patriotycznymi obrońcami udręczonego narodu, zaś starsi nie potrafią dostrzec zgubnych skutków komunizmu i tkwią w naiwnym przekonaniu o słuszności działań Ceaușescu.

W opozycji do dialogów związanych z polityką znajdują się te ukazujące rodzinne problemy i niesnaski. Cristi Puiu wykreował w „Sieranevadzie” życiowy obraz rodzinnego piekła. Uwięzieni i stłoczeni w ciasnym mieszkaniu bohaterowie duszą się nie tylko fizycznie, lecz również metaforycznie z powodu eskalacji sprzeczek i nawarstwiających się wspomnień; krążą między pokojami, trzaskają drzwiami, niektórzy pragną ucieczki od swoich najbliższych. W filmie obecny jest misternie skonstruowany wątek rozpadającego się małżeństwa cioci Ofelii (Ana Ciontea), angażujący niemalże wszystkich bohaterów „Sieranevady”, którzy starają się pomóc pogrążonej w rozpaczy kobiecie i na chwilę jednoczą się poprzez współodczuwanie jej cierpienia. Niestety kunsztowny wątek zostaje przerwany telefonem od żony Lary’ego, która prosi go o pomoc w wyjechaniu z parkingu. Rozpoczyna się jedna z nielicznych scen rozgrywających się poza mieszkaniem, w czasie której Lary siedzi ze swoją żoną w samochodzie i rozmawia z nią o nurtujących go rozterkach. Mimi Brănescu oraz Catalina Moga tworzą w filmie wyjątkowo dobrze dobrany duet, jednak ich przemyślana gra aktorska nie ma szansy na pełne rozwinięcie się w tym szczególnie ważnym momencie filmu. Dialog napisany przez Puiu zdaje się nieco sztuczny, a zachowanie Laury niewspółmierne do jej reakcji znanych widzom ze wcześniejszych scen – nerwowa i kąśliwa kobieta, nagle staje się chłodna i opanowana, co sprawia, że jej postać jest mniej wiarygodna.

Scenariusz „Sieranevady” nie daje aktorom szansy na pełne rozwinięcie swoich postaci, traktuje ich nierówno; wszyscy raz po raz pojawiają się i znikają z ekranu. Trudno stwierdzić, którzy bohaterowie filmu odgrywają w nim główne role – wydaje się, że są to Lary i Laura, jednak przez większość czasu kobieta znajduje się poza mieszkaniem, w którym toczy się akcja. Mimo pewnego rozproszenia w dialogach odnaleźć można jednak wnikliwe przemyślenia, niwelujące wrażenie powierzchowności pojedynczych scen.

Nawet jeśli dialog bohaterów jest niejednolicie nasycony, w każdym ujęciu widać kunszt realizacji filmu. Cristi Puiu zamknął bohaterów „Sieranevady” w mieszkaniu o mikroskopijnym metrażu, po którym, niczym tancerze, poruszają się starannie mierzący swoje ruchy odtwórcy ról. Każda wypowiedź, wyraz twarzy czy choćby najmniejszy gest odegrany jest z niebywałą precyzją, powodującą wrażenie, że film z powodzeniem mógłby zostać wystawiony jako kilkugodzinny, improwizowany spektakl teatralny.

Teatralność „Sieranevady” widoczna jest również w jedności czasu, miejsca i akcji. Choć film trwa niemal trzy godziny, dłuży się jedynie w nielicznych momentach. Nawet jeśli akcja dramatu niekiedy ulega spowolnieniu, „Sieranevada” wynagradza chwile zawieszenia starannie zrealizowanymi ujęciami oraz skłaniającymi do refleksji  intymnymi dialogami, będącymi odbiciem ludzkich trosk i powszednich zmartwień. Rumuński dramat pochwalić można również za wyważone zakończenie, którego ciepły przekaz przywraca wiarę w sens utrzymywania rodzinnych więzi.

„Sieranevada” jest niezaprzeczalnie wartościowym dziełem sztuki filmowej, które miejscami zawodzi zbyt powierzchownym scenariuszem, tak bardzo rozwiniętym i dopracowanym choćby w irańskim „Kliencie”. Każdy kadr filmu Puiu niesie za sobą wizualną maestrię, której do perfekcji brakuje jedynie pogłębienia przesłania tkwiącego w kwestiach wypowiadanych przez aktorów. Cristi Puiu w przyszłości z całą pewnością zrealizuje dzieło pełniejsze, satysfakcjonujące w każdym aspekcie.
„Sieranevada”. Scenariusz i reżyseria: Cristi Puiu. Zdjęcia: Barbu Bălăşoiu. Obsada: Mimi Brănescu, Dana Dogaru, Ana Ciontea, Bogdan Dumitrache, Sorin Medeleni i in. Produkcja: Rumunia, Chorwacja, Francja, Macedonia, Bośnia i Hercegowina 2016, 172 min.