15 lipca 14 (326) / 2017

Rafał Strózik,

PRZYSPIESZONY KURS Z ISTOTY CZŁOWIECZEŃSTWA (WONDER WOMAN)

A A A
Trwająca od kilku już lat audiowizualna batalia poszczególnych wytwórni filmowych o dominację na rynku przeniosła się w znacznym stopniu na grunt ekranizacji komiksów, co niewątpliwie jest światowym zjawiskiem godnym szczegółowych analiz akademickich. Niemniej, poniższy tekst jest zaproszeniem do zdystansowania się wobec popkulturowej wojny o wyższość jednego komiksowego uniwersum nad drugim oraz propozycją przyjrzenia się „Wonder Woman” w odseparowaniu od zgiełku towarzyszącego wyścigowi niezliczonej rzeszy współczesnych herosów.

Akcja filmu przybliża losy Diany (Gal Gadot) – amazońskiej księżniczki, która w okresie dzieciństwa stara się wyrwać spod jarzma protekcji swej matki Hippolity (Connie Nielsen). W dniu, w którym młoda bohaterka zostaje mianowana na wojowniczkę, w niewyjaśnionych okolicznościach na odseparowaną dotąd od reszty świata wyspę trafia pilot maszyny latającej (Chris Pine), a wraz z nim grupa ścigających go napastników. Pomiędzy przybyszami a amazonkami dochodzi do nieuniknionego i krwawego starcia. Gdy cudem ocalały rozbitek samolotu przedstawia się jako uczestnik „wojny mającej zakończyć wszelkie wojny” (mowa o I wojnie światowej), Diana decyduje się na opuszczenie dotychczasowego domu i wraz z nowo poznanym mężczyzną wyrusza w podróż do świata ludzi, by zgładzić boga wojny Aresa, którego podejrzewa o doprowadzenie do tak dramatycznej sytuacji. Młoda kobieta wierzy, iż w ten sposób zdoła odmienić losy świata i uchronić ludzkość przed totalną zagładą.

Najnowsza produkcja o silnej, niezależnej i zarazem pięknej wojowniczce o pokój koncentruje uwagę na „narodzinach” Wonder Woman – zderzeniu poglądów i wyznawanych przez bohaterkę wartości z okrutną rzeczywistością. Binarny porządek świata Diany – w którym istnieje spersonifikowane zło oraz dobro – skonfrontowany zostaje z relatywizmem, demagogią, bezosobowym wymiarem zła i stale napędzającą status quo działalnością ludzką, co prowadzi do ostatecznej przemiany księżniczki. Co jednak istotne, w trakcie swej przygody wkraczająca w dorosłe życie kobieta doznaje także wielu wspaniałych aspektów charakteryzujących życie ludzkie. Bohaterka wraz z początkiem swej wyprawy jest pozbawioną treści formą, która z biegiem wydarzeń i coraz bardziej złożonych interakcji z innymi staje się „kompletną” istotą ludzką. Dianie po raz pierwszy w życiu dane jest doświadczyć gniewu, miłości, nienawiści, pożądania i pozostałych emocji z bogatego spektrum ludzkich przeżyć oraz uniesień. Zapuszczając się coraz to głębiej w ludzkie jądro ciemności, księżniczka odarta zostaje ze swych wierzeń, lecz powraca, „awansując” na wyższy stopień egzystencji. Niczym Neo (Keanu Reeves) spoglądający na kod Matrixa („Matrix”, 1999) Wonder Woman dostrzega skomplikowaną sieć zależności oraz wpływów, które determinują istnienie ludzkie. Wojowniczka o pokój musiała jednak wpierw stać się jednością z ludzkością – tylko w ten sposób jest ona w stanie pełnić rolę obrończyni człowieka. W tej materii „Wonder Woman” konsekwentnie wykazuje toczący byt ludzki dualizm i nierzadko związaną z nim ambiwalencję.

Nie sposób zaprzeczyć, że „Wonder Woman” jest w pełni świadomym dziełem feministycznym. Przygody Diany to ucieleśnienie dążeń do uwolnienia kobiety od kulturowych stereotypów i związanych z nimi środków „przymusu” oraz krzywdzących nacisków (np. polemika z obrazem niezdatnej do walki reprezentantki słabej płci). Co jednak istotne, najnowsza produkcja o „niesamowitej kobiecie” zdecydowanie stawia granicę pomiędzy byciem w opozycji a atakiem. O ile opresyjny dla ideologii feministycznej system patriarchalny poddany zostaje krytyce, a jego postulaty w sposób zabawny wypunktowane, o tyle atrybuty męskości – zarówno te kulturowe, jak i biologiczne – nie stają się bezpośrednim celem ataku. „Wonder Woman” sprawnie i niezwykle atrakcyjnie posługuje się  groteską. Rajska rodzinna wyspa bohaterki – obfitująca w soczyste kolory Themiscyra – zestawiona jest z brudnym i zimnym widokiem wojennej Europy. Losy pięknej i miłującej dar życia księżniczki splecione zostają z oszpeconą i bądź co bądź zagubioną panią naukowiec, która pracuje nad stworzeniem broni chemicznej. W kontekście kontrastów  dochodzi również do gagów o zabarwieniu kulturowym, którego źródłem niejednokrotnie staje się zagadnienie płciowości (kulturowej) lub też umiejscawianie poszczególnych bohaterów w roli Innego wobec kultury, w której dane jest mu w określonej chwili funkcjonować. Przykłady można mnożyć. Warto odnotować przede wszystkim niezwykle umiejętną zabawę konwencjami i kliszami, również tymi wizualnymi. W trakcie pierwszego aktu filmu, który przybliża widzowi dzieciństwo Diany, bohaterka dowiaduje się o przeszłych wydarzeniach, które bierny uczestnik ekranowej historii ma okazję poznać w formie ruchomych kadrów komiksowych.

Reżyserce filmu Patty Jenkins udało się stworzyć komercyjną produkcję (wysokobudżetowe dzieło skierowane do możliwie jak najszerszego grona odbiorców), nie popadając przy tym w pułapkę nijakości. „Wonder Woman” jest filmem świadomym swych postulatów, ale unikającym przy tym dyktatorskiego moralizatorstwa, wstrzymującym się od chirurgicznego dawania jednoznacznych „przepisów” na idealny porządek świata, a jedynie ośmieszającym i wytykającym palcem sprzeczności kultury Zachodu. Najnowsza produkcja o obrończyni ludzkości w punkcie wyjścia operuje klasyczną walką dobra ze złem, wesoło grając przy tym tandecie i banałowi na nosie, natomiast kończy patetycznym przesłaniem, które nie zaburza wcześniejszych wątków o charakterze czysto ludycznym. Produkcja z 2017 roku jest dziełem dydaktycznym i refleksyjnym; jest obrazem dostarczającym rozrywki, ale należy uznać go zarazem za cierpki dramat wojenny „Wonder Woman” okazuje się dziełem zdecydowanie godnym polecenia.
„Wonder Woman”. Reżyseria: Patty Jenkins. Scenariusz: Allan Heinberg. Zdjęcia: Matthew Jensen. Obsada: Gal Gadot, Chris Pine, Connie Nielsen, Danny Huston i in. Produkcja: Chiny, Hongkong, Kanada, Nowa Zelandia, USA, Wielka Brytania, Włochy 2017, 141 min.