15 lipca 14 (326) / 2017

Kamila Czaja,

SŁOWNIK NIESPEŁNIONYCH OBIETNIC ('SŁOWNIK POLSKICH AUTORÓW LITERATURY KRYMINALNEJ')

A A A
Widząc w katalogu Wydawnictwa EMG „Słownik polskich autorów literatury kryminalnej”, nastawiałam się na przełom. Ucieszyłam się, że wreszcie ktoś zebrał w jednym miejscu najważniejsze informacje o twórcach gatunku wprawdzie docenianego w kraju coraz bardziej, ale opisanego wciąż niewystarczająco. Gdy zauważyłam, że książka liczy zaledwie 132 strony (z dużym marginesem i licznymi zdjęciami), zaniepokoiłam się, że nadmiernie wyśrubowałam oczekiwania wobec publikacji, która została chyba pomyślana jako zaledwie dodatek do Międzynarodowego Festiwalu Kryminału Wrocław 2017… I niestety, lektura upłynęła mi pod znakiem niespełnionej obietnicy, chociaż niewątpliwie można dostrzec w „Słowniku…” zalążek czegoś więcej i elementy, które warto docenić.

Im nas więcej, tym weselej

Wstęp jest obiecujący. To zaledwie 1,5 strony, ale redaktorzy wyszczególniają tam liczne problemy związane z tego typu projektem wydawniczym, zwracają uwagę na dylematy towarzyszące selekcji, a także trudności z wyznaczeniem granic czasowych i gatunkowych. Wybierają rozwiązanie logiczne – chociaż dla purystów kryminału pewnie zbyt pragmatyczne. Literatura kryminalna zdefiniowana zostaje w tomie możliwie szeroko, praca „uwzględnia również inne gatunki: sensację i thriller” (s. 5), a hasła dotyczą (z wyjątkami) twórców, którzy napisali co najmniej 2 książki mieszczące się w tak ujętej twórczości. Redaktorzy dają sobie też bardzo duży margines wolności, wyjaśniając, że „Słownik…” jest „dziełem autorskim z wszystkimi konsekwencjami takiego ujęcia tematu” (s. 6). Konsekwencje okazują się na przykład takie, że uwzględniono prawie wszystkich autorów, o których można by w tym kontekście w ogóle pomyśleć, a i paru zaskakujących. Mimo namysłu nasunął się tylko brak Zbigniewa Nienackiego (i to wyłącznie dlatego, że w publikacji pojawia się wielu kontynuatorów jego cyklu o Panu Samochodziku). Ale być może eksperci mieliby jakieś niszowe nazwiska do dodania.

Chyba najbardziej skrajny przykład poszerzania listy to obecność w „Słowniku…” Jacka Kuronia, który „W swojej autobiografii (…) poinformował, że w latach 70. napisał 3 lub 4 kryminały, które następnie wydano pod pseudonimem jednego z ówczesnych autorów powieści milicyjnych. Do dziś jednak nie jest pewne, o jaki pseudonim chodzi” (s. 60). Ale o rozluźnieniu kryteriów uznania kogoś za „polskiego autora literatury kryminalnej” świadczy też uwzględnienie nie tylko pisarzy z taką twórczością kojarzonych, ale i tych, którzy wprawdzie pisali kryminały, ale do historii literatury weszli głównie dziełami należącymi do innych gatunków (jak Janusz Głowacki, Stefan Grabiński, Józef Hen). Plus stanowi docenienie klasyków gatunku – pojawiają się nie tylko oczywisty Joe Alex, ale też bardziej zapomniany Jerzy Edigey, a także autorzy przedwojenni. Warto docenić również nacisk położony w „Słowniku…” na powieści dla dzieci i młodzieży. Redaktorzy wspomnieli zarówno PRL-owskich władców wyobraźni (choćby Adam Bahdaj i Edmund Niziurski), jak i licznych twórców współczesnych.

Niestety mam wrażenie, że o ile wolność selekcji nazwisk (czy raczej celowego braku ich selekcji) można potraktować jako zaletę, to wizja „dzieła autorskiego” przy samym konstruowaniu haseł została posunięta nieco za daleko.

Kogo kocham, kogo lubię

Nawet jeśli nie skupiać się złośliwie na proporcjach (chociaż trudno nie zauważyć, że poświęcone jednemu z redaktorów hasło „Irek Grin”, choć niewątpliwie dotyczy osoby zasłużonej, zajmuje mniej więcej tyle miejsca, co hasło „Joe Alex”), to brak obiektywizmu i spójności uderza w samych hasłach.

Czasem mamy do czynienia przede wszystkim z rozbudowaną warstwą biograficzną, a czasami większość hasła zajmuje spis tytułów lub nagród (i to niepełny, skoro przy Annie Kańtoch wspomniano o jednej Nagrodzie Zajdla, a pisarka dostała ich już 5). Nie ma konsekwencji nawet w samym potraktowaniu biografii. Wśród dość typowych streszczeń najważniejszych faktów z życia mogą się pojawić na przykład informacje, że „Anna M. Zawadzka to pseudonim pisarki, która urodziła się więcej niż 35 lat temu” (s. 123), a Piotr Głuchowski „Mieszka we wsi Niemcz przy torach kolejowych na trasie z Gdańska do Poznania” (s. 32). Zapewne takie wstawki mają w założeniu rozluźnić sztywność kojarzoną z publikacjami słownikowymi. Podobną rolę grają zamieszczone w ramkach ciekawostki (na uwagę zasługuje świetny pomysł graficzny w przypadku Marty Guzowskiej), te jednak zostały wyraźnie oddzielone od haseł, tymczasem zawarta w głównym wywodzie dowolność doboru informacji biograficznych dezorientuje.

Najdziwniej jest jednak wtedy, gdy autorzy haseł „Słownika…” co jakiś czas dorzucają opinie (własne lub cudze). Rażą niekonsekwentnie, tylko przy niektórych autorach dopisywane tropy interpretacyjne czy wręcz oceniające. I tak na przykład książki Katarzyny Bondy „charakteryzują się rozbudowanym tłem obyczajowym, mnogością wątków i dużą dbałością o szczegóły” (s. 15), Anna Fryczkowska „tworzy pogłębione portrety psychologiczne bohaterów, często też posługuje się ironią” (s. 29), a Jacek Rębacz „często pokazuje zdeprawowane środowisko ludzi będących u władzy, za co jedni go chwalą, inni przeklinają” (s. 95). Czasami szansę na prezentację swojego dzieła dostaje sam autor, skoro w haśle o Janie Grzegorczyku czytamy: „Według autora wszystkie jego książki są wariacjami opowieści o miłosierdziu” (s. 39).

Należało chyba albo zrezygnować z przemycania tego typu wartościowań, albo – jeżeli twórcom „Słownika…” zależało na elemencie streszczającym czy oceniającym – zaproponować takie fragmenty w każdym haśle. Zamiast wydać cienką książkę, można było pokusić się o pogłębienie wątków obecnych w omawianej twórczości. Ukazać autorów w kontekście epoki i innych pisarzy. Rozważyć gatunkowe wariacje. Odesłać do dalszych lektur. Czytelnik poznałby coś poza kilkoma datami czy wybiórczymi ocenami. Wiedziałby też, czy interesuje go sięgnięcie po książki danego autora. Mógłby się zgodzić lub nie zgodzić z opiniami autorów haseł, ale przynajmniej nie zadawałby sobie pytania – podważającego wiarygodność publikacji – dlaczego jedni pisarze doczekali się diagnoz, a dokonania innych (często bardziej znanych i doświadczonych) pozostawiono w wersji faktograficznej.

Intrygujące marginesy

Na szczęście przy lekturze „Słownika…” nasuwają się też inne, tym razem inspirujące pytania. Kwestie genologiczne, mimo odsunięcia na margines kwestii gatunku poprzez jego możliwie szerokie ujęcie, co jakiś czas o sobie przypominają. Pojawiają się określenia typu „kryminał neomilicyjny” (w kontekście twórczości Ryszarda Ćwirleja) czy „kryminał non-fiction” (książki Piotra Głuchowskiego), prowokując do refleksji nad wewnątrzgatunkowym zróżnicowaniem literatury kryminalnej.

Z kolei lektura notek biograficznych, jeśli czytelnik pokusi się o próbę syntezy, uświadamia pewne prawidłowości: liczne przejścia od pisania fantastyki do pisania kryminałów, mechanizmy promocyjne, modne tematy. Czytając znane nazwiska – ale też bardzo wiele znanych mniej – myśli się na przykład o tym, jak wielu mamy „polskich autorów literatury kryminalnej”, a stosunkowo niewielu udało się uzyskać dużą popularność. Wśród 254 twórców (taką liczbę haseł podają redaktorzy we wstępie) jest zaledwie garstka utrzymująca z pisania. Pozostali wykonują przeróżne zawody (ich lista okazuje się fascynująca, chociaż nie jestem pewna, czy przede wszystkim takie ciekawostki powinny pozostać ze mną po lekturze „Słownika…”).

Niektóre interesujące tematy pojawiają się zupełnie mimochodem. Tak jest z historią polskiego kryminału i jego uwikłaniem w politykę. Szkoda, że niewiele pojawia się w publikacji poszerzających fachową wiedzę fragmentów w rodzaju: „Marka Romańskiego razem z Adamem Nasielskim i Antonim Marczyńskim zalicza się do tzw. wielkiej trójki polskich pisarzy powieści kryminalnych II Rzeczypospolitej” (s. 97). Warto byłoby też rozwinąć obecny w kilku hasłach wątek tego, że książki wielu autorów w 1951 roku wycofano z bibliotek i objęto cenzurą.

Źródło bez źródeł

Można by zapytać o sens publikowania zbioru notek o autorach w dobie internetu. Łatwo byłoby jednak wskazać potencjalną zaletę takiego słownika – przynajmniej informacje zostały zweryfikowane (jak zapewniają redaktorzy we wstępie), czego o wielu tekstach w sieci powiedzieć nie można. Szkoda jednak, że nie podano pod każdym hasłem źródeł. Nie ma bibliografii przedmiotu, więc zainteresowany zgłębianiem tematu czytelnik pozostawiony został sam sobie.

Być może redaktorzy nie chcieli się źródłami afiszować? Przypadkiem odkryłam na przykład, że opis „Złego” Leopolda Tyrmanda zaskakująco bliski jest Wikipedii (Wikipedia: „Zły – wielowątkowa powieść kryminalna Leopolda Tyrmanda, której akcja toczy się w Warszawie na początku lat 50. XX wieku. Tytułowy »Zły« to tajemniczy bohater samozwańczo walczący w obronie słabszych z warszawskimi chuliganami i półświatkiem stolicy”; „Słownik…”: „Tyrmand znany jest przede wszystkim dzięki wielowątkowej powieści kryminalnej »Zły« (1955), której akcja toczy się w Warszawie na początku lat 50. XX wieku. Jest to historia tajemniczego bohatera samozwańczo walczącego w obronie słabszych z warszawskim półświatkiem” [s. 114]).

Przystawka

Zredagowana przez ludzi związanych z wrocławskim Międzynarodowym Festiwalem Kryminału publikacja miała szansę być czymś więcej. A wydaje się zaledwie okolicznościowym zbiorem notek biograficznych o nieco zaskakujących proporcjach miejsca poświęconego różnym autorom i niepokojącym wychyleniu w stronę pochwały kilkorga (wybranych według niejasnego klucza) pisarzy.

W paru miejscach książka odsłania drzemiący w temacie potencjał i podsuwa intrygujące pytania o polską literaturę kryminalną. Od słownika oczekiwałabym jednak nie tylko pytań, ale przede wszystkim odpowiedzi – i to bardziej pogłębionych niż to, co znajdę w Wikipedii. Wydana przez EMG publikacja raczej zaostrza apetyt, zamiast go zaspokoić. Dostaliśmy ładnie wydaną „zajawkę”, całkiem uroczą i niebolesną w lekturze ciekawostkę, a nie opracowanie aspirujące do miana bogatego merytorycznie słownika. Taki „zbrodniczy” projekt wciąż pozostaje do zrealizowania.
„Słownik polskich autorów literatury kryminalnej”. Red. Ewa Dąbrowska, Hanna Wojciechowska, Irek Grin. Wydawnictwo EMG, Biuro Festiwalowe IMPART. Kraków-Wrocław 2017 [seria: Polska Kolekcja Kryminalna, t. XVI].