15 lipca 14 (326) / 2017

Marek Doskocz, Łukasz Stachniak,

CIEMNE SPRAWY DAWNYCH WARSZAWIAKÓW

A A A
Marek Doskocz: Minęło już trochę czasu od premiery Twojej debiutanckiej powieści. Emocje już opadły?

Łukasz Stachniak: Na pewno oswoiłem się już z myślą, że udało mi się ją napisać i wydać.

M.D.: Łatwo było wydać książkę ? Ty nawiązałeś kontakt z wydawnictwem Znak?

Ł.S.: Szukałem kontaktów na własną rękę, wysłałem konspekt pod niejeden adres. Po około dwóch miesiącach wydawnictwo Znak odezwało się do mnie z propozycją współpracy. Ucieszył mnie fakt, że tekst obronił się sam.

M.D.: „Polityka i kryminaliści spotykają się na kartach trylogii Grzegorza Kalinowskiego »Śmierć frajerom«, błyszczą u Szczepana Twardocha w »Królu«, ale prawdziwą powieścią z cyklu »jak hartowała się ferajna« może być w 2017 roku »Czarny charakter« Łukasza Stachniaka”. To wstęp do jednej z recenzji Twojego debiutu – co czujesz, czytając takie opinie?

Ł.S.: Nadzieję, choć poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko.

M.D.: Ile czasu zajęła Ci praca nad „Czarnym Charakterem”? Z jakich źródeł korzystałeś?

Ł.S.: Od momentu sporządzenia pierwszych notatek do oddania gotowego tekstu praca nad „Czarnym charakterem” zajęła mi cztery i pół roku. Sporą część tego czasu poświęciłem kompletowaniu materiałów źródłowych. Bez wątpienia najwięcej razy sięgałem po pracę Jerzego Rawicza – pozycję obowiązkową dla wszystkich zainteresowanych tematem. Wypada też wymienić „Ciemne sprawy dawnych warszawiaków” Milewskiego.

M.D.: Jakich jeszcze?

Ł.S.: Prawdziwą kopalnią wiedzy okazały się artykuły lokalnych gazet z epoki. Co ciekawe, nie tylko warszawskich. Drobniejszych źródeł było zbyt wiele, by je kolejno wymieniać.

M.D.: Głowni bohaterowie Twojej powieści to postacie fikcyjne. Miały swoje pierwowzory?

Ł.S.: Ładek i Innocenty są postaciami zbudowanymi z cech, które mógłbym z łatwością przypisać sobie. Wachlarz podobieństw jest bardzo szeroki, weźmy za przykład ich podejście do spraw obyczajowych. Poza nielicznymi wyjątkami reszta z opisanych przeze mnie osób jest autentyczna. Starałem się w miarę możliwości wiernie oddać to, czego dowiedziałem się na ich temat.

M.D.: Autor przeważnie ma swoją ulubioną postać w świecie przez siebie wykreowanym? Jak to w Twoim wypadku wygląda?

Ł.S.: Przeważające grono bohaterów „Czarnego charakteru” nie zasługuje na sympatię. Starałem się ich przedstawić w taki sposób, by na nią nie zasługiwali. Gdybym miał jednak kogoś wyróżnić, z pewnością wskazałbym główną bohaterkę książki – Warszawę

M.D.: Skąd bierze się ta fascynacja Warszawą?

Ł.S.: Jest następstwem niedosytu. Nigdy nie będzie mi dane przejść się ulicami, o których piszę. Pozostały po nich zaledwie nazwy.

M.D.: A nie jest też czasem tak, że mit Warszawy przedwojennej, tego wspaniałego „Paryża Północy” bierze się z faktu, iż miasto zostało praktycznie całkowicie zniszczone? Zostały tylko zdjęcia i wspomnienia?

Ł.S.: Cudze wspomnienia to dla mnie stanowczo za mało – stąd bierze głód tamtej Warszawy. Nawiasem mówiąc, nie przesadzałbym też z tym „Paryżem Północy”.

M.D.: Czym na co dzień zajmuje się autor „Czarnego Charakteru”?


Ł.S.: Moja zawodowa codzienność nie różni się bardzo od pracy nad książką, gdyż od ponad dziesięciu lat zajmuję się wymyślaniem scenariuszy reklamowych. Jedyną różnicą jest długość spisywanych historii.

M.D.: Plany na przyszłość?

Ł.S.: Urlop! Potem ciąg dalszy pracy. Nie poruszyłem w „Czarnym charakterze” jeszcze wielu ciekawych wątków z historii Warszawy.

M.D.: Jakich? Domyślam się, że planujesz kolejne powieści tematycznie związane ze stolicą?

Ł.S.: Ekscytującym okresem jest pierwsza dekada XX wieku. W mieście panował zupełny chaos. Uważam, że ówczesna atmosfera ma ogromny potencjał, by stać się tłem dla wciągającej historii.

M.D.: Tak z innej beczki, w końcu jesteś debiutantem (śmiech). Pisanie to dla Ciebie praca czy pasja i dobra zabawa? Lubisz pisać?

Ł.S.: Pisanie okazało się wyjątkowo przyjemnym zajęciem. Mam nadzieję, że takim pozostanie.

M.D.: Dziękuję za rozmowę.

Ł.S.: Dziękuję bardzo.