Wydanie bieżące

15 lipca 14 (326) / 2017

Michał Paweł Urbaniak,

KACI, OFIARY, RODZINNE ZALEŻNOŚCI (DOMENICO STARNONE: 'SZNURÓWKI')

A A A
Aldo i Vanda Minori, małżonkowie z ponadpięćdziesięcioletnim stażem, bohaterowie powieści Domenica Starnonego „Sznurówki”, wybierają się na urlop. Tuż przed wyjazdem tracą pewną sumę pieniędzy. Najpierw zostają oszukani przez kurierkę, a później obcy mężczyzna podstępem kradnie Aldowi z portfela sto euro. Gdy państwo Minori wracają z urlopu, okazuje się, że ktoś włamał się do ich mieszkania i je zdewastował. Włamywacze nie ruszyli kosztowności ani gotówki, przepadł za to Labes, rodzinny kot. Aldo i Vanda muszą uporządkować bałagan. Są zdruzgotani i przerażeni. Kto jest odpowiedzialny za ten okrutny akt wandalizmu? Gdzie się podział Labes – może został porwany dla okupu? Czy kurierka i mężczyzna podający się za dawnego znajomego należeli do jakiejś szajki? Po takim początku książka Starnonego mogłyby być uznana za thriller. Niewątpliwie panuje w niej napięcie, jest też zagadka. A jednak „Sznurówki” to mocna powieść psychologiczna traktująca o (fatalnej) kondycji rodziny.

Tu jedna historia (zniszczenie całego życiowego dobytku Minorich) kryje w sobie drugą, znacznie ważniejszą i bardziej przejmującą. Kiedy Aldo i Vanda zgłaszają włamanie na posterunku, policjant bagatelizuje zajście, wysuwając propozycję: „proszę się wyzbyć przykrych myśli i doszukać się w tym wszystkim strony pozytywnej: to wydarzenie to dobra okazja, żeby od nowa uporządkować całe mieszkanie, pozbyć się rzeczy zbędnych, odnaleźć zapomniane, a przydatne”. Dla Aldo konieczne porządki stają się okazją do snucia refleksji na temat związków z najbliższymi osobami. W młodości porzucił on Vandę i nastoletnie dzieci, Sandra i Annę, aby zamieszkać z kochanką i rozpocząć nowy rozdział w życiu. Jego związek z Lidią trwał kilka lat, następnie Aldo wrócił do żony (nadal był niewierny, ale dbał o to, aby Vanda nie dowiedziała się o kolejnych romansach). Jednak ten powrót nie oznaczał końca rozpadu rodziny, choć pozornie tak to mogło wyglądać. Teraz po latach bohater konfrontuje się z minionym czasem. Próbując okiełznać chaos, przegląda dawne notatki, zdjęcia uwieczniające szczęśliwe dni. Rozważa koleje swego małżeństwa i zdrad, inaczej postrzega Vandę: „Pomyślałem o tej osobie, która (…) od pięćdziesięciu lat była moją żoną. Nie, nie zapamiętałem, że była naprawdę taka jak na tych zdjęciach. Dlaczego? Czyżbym patrzył na nią nieuważnie od naszego pierwszego spotkania? (…) Czy zawsze odnosiłem się do Vandy z roztargnieniem?”.

„Sznurówki” to przede wszystkim kameralna opowieść o dramacie, który stał się udziałem czworga ludzi. Starnone oddaje głos kolejnym członkom rodziny. Na początku swoją wersję przedstawia Vanda – wypowiada się ona poprzez listy, które w czasach kryzysu słała do niewiernego męża. Ta korespondencja tchnie autentyzmem, gęsto tu od emocji. Bohaterka stara się przekonać Aldo do powrotu. To oskarża, to żali się, to chce wzbudzić w nim poczucie winy, to próbuje analizować sytuację na chłodno, to znów traci panowanie nad sobą. Pisząc o sobie i dzieciach, stwierdza nie bez racji: „My jesteśmy dla ciebie świadectwem zmarnowanej młodości. Ułomnością, która nie pozwoliła ci się wspiąć wyżej, i spodziewasz się, że bez nas to nadrobisz”. Na łamach listów analizuje postępowanie męża, jego postawę życiową. Dochodzi do trafnych, choć gorzkich, wniosków: „Nigdy nie jesteś sobą, nigdy sobą nie byłeś, nie wiesz nawet, co to takiego. Tylko przytomnie starasz się chwytać okazje, gdy ci się nadarzają. (…) Zawsze będziesz szedł przed siebie w ten sposób i nigdy nie będziesz taki, jakim chciałbyś być, tylko taki, jakim być Ci się przydarzy”.

Głos Aldo ma stanowić kontrapunkt dla tych listów. Bohater, opowiadając tę samą historię, uzupełnia ją, pokazuje, co nim kierowało. Jego wersja nie oczyszcza go ze stawianych mu w listach zarzutów, choć pozwala go lepiej zrozumieć. Prawdziwa miłość i fascynacja skłoniły go do porzucenia dotychczasowego życia, a związek z Lidią przyniósł mu spełnienie, siłę i szczęście (choć później także – o ironio! - niepokój przed porzuceniem). Aldo, próbując się usprawiedliwić, pyta: „Czy podążanie za własnym losem jest przestępstwem? Czy niezgoda na wyrzeczenie się siebie jest przestępstwem? Czy nieakceptowanie instytucji małżeństwa i duszącej codzienności jest przestępstwem? Toż to absurd!”. Jego tłumaczenia są pokrętne i raczej nieprzekonujące. Jawi się on jako człowiek dążący do własnego szczęścia cudzym kosztem, bezmyślny, samooszukujący się. Ileż obłudy jest w tych słowach: „mówiąc Vandzie o związku z Lidią, chciałem tylko zyskać trochę czasu, aby przeżywać tę przygodę komfortowo i otwarcie, dopóki sama nie wygaśnie. Słowem, kiedy odszedłem z domu po pierwszym starciu z Vandą, byłem pewien, że wkrótce do niej wrócę. Wmawiałem sobie, że taka przerwa przyda się również po to, by na nowo ułożyć związki z żoną, by stało się jasne, że musimy zmienić schematy naszego współżycia”. Wyjaśnieniem takiej postawy do pewnego stopnia może być traumatyczne dzieciństwo, zamknięcie na cudzy ból dla własnego bezpieczeństwa. To, co Aldo wyniósł wówczas z domu, towarzyszyło mu stale: „Od małego hartowałem się w tym, żeby nie przejmować się udręką matki maltretowanej przez ojca. Tak umiałem sobie z tym radzić, że chociaż byłem obecny przy różnych wydarzeniach, udawało mi się nie słyszeć krzyków, wyzwisk, odgłosu policzkowania, płaczu czy (…) pogróżek. (…). Nauczyłem się nie słyszeć moich rodziców, zaś, żeby ich nie widzieć, wystarczyło zamknąć oczy. Tą dziecinną sztuką posługiwałem się potem przez całe życie w niezliczonych okolicznościach”. Na marginesie trzeba zaznaczyć – narracja Aldo jest raczej monotonna, nieciekawa. Zamiast ujęcia zdarzeń w konkretne, wyraziste sceny, włoski pisarz przedstawia ich streszczenie. W rezultacie ciężko zaangażować się emocjonalnie w tę opowieść. Trudno rozstrzygnąć, na ile była to świadome posunięcie twórcze. Zarówno listy Vandy, jak i narracja Anny Minori (w części trzeciej) wypadają dużo lepiej.

Czy winą za zaistniałą w rodzinie sytuację da się obarczyć tylko Aldego? Starnone ucieka od tak łatwych rozwiązań. Owszem, to romans z Lidią był czynnikiem, który ostatecznie rozbił rodzinę. Sam Aldo wydaje się skoncentrowany na sobie i swoim komforcie (nawet porządkując mieszkanie, przede wszystkim szuka pliku fotografii ukochanej Lidii – to dla niego artefakt szczęśliwej przeszłości. Jednocześnie odkrycie tych zdjęć przez osoby trzecie mogłoby prowadzić do poważnego konfliktu z żoną). Natomiast trudno oprzeć się wrażeniu, że związek Aldo i Vandy i bez zdrad nie okazałby się szczęśliwy. Pobrali się oni raczej w zgodzie z niepisanym społecznym porządkiem niż z miłości. Sama Vanda przyznaje to po latach w szczerej rozmowie: „Z całą pewnością nie byłeś dla mnie kimś jedynym, kimś nadzwyczajnym. Dałeś mi tylko szansę, bym mogła się uznać za kobietę dojrzałą, która ma męża, dzieli z nim łóżko, ma dzieci. Kiedy mnie zostawiłeś, cierpiałam przede wszystkim dlatego, że niepotrzebnie poświęciłam się tobie. A kiedy przyjęłam cię z powrotem do domu, chciałam tylko, byś mi zwrócił to, co mi zabrałeś”. Smutnym symbolem tego związku staje się kot. Z jednej strony jest on synonimem rodzinnego ciepła, generuje pozytywne uczucia, z drugiej – jego imię nasuwa zupełnie inne skojarzenia (labes to z łaciny: upadek, zagłada, hańba, skaza). Rany nie miały szans na zabliźnienie. Kolejne dekady upływały bohaterom na swoistej wyciszonej wojnie, rozpamiętywaniu minionych zdarzeń w oczekiwaniu na następny rozpad. Vanda gorzko podsumowuje czas małżeńskiego pożycia: „Na tej grze minęły nam lata, dziesiątki lat, i już do niej przywykliśmy: przeżywać razem katastrofę, cieszyć się hańbą, to nas ze sobą sklejało”.

Opowieść o tej rodzinie nie byłaby kompletna bez głosu dzieci. W ostatnim rozdziale – rozgrywającym się przed powrotem Minorich z urlopu – spotykają się Sandro i Anna. I oni byli świadkami i uczestnikami kryzysu, jaki dotknął rodziców (według Vandy „dzieci powinny o wszystkim wiedzieć, wszystko przemyśleć i ocenić”). Dziś obwiniają zarówno ojca – porzucającego i powracającego – jak i matkę żyjącą wyłącznie małżeńską wojną, w którą wplątała także dzieci. Brat i siostra noszą traumy wyniesione z dzieciństwa, w ich życiu brakuje stabilności. Wyrośli na ludzi rozgoryczonych, niepewnych, może nawet przegranych. Sandro wstąpił na podobną drogę jak ojciec – lawiruje między kolejnymi partnerkami i dziećmi. Z kolei Anna nie chce zakładać rodziny. Stwierdza: „Od naszych rodziców nauczyłam się tylko jednego: że nie trzeba mieć dzieci. (…) Mając dzieci, na pewno będziesz je krzywdzić, a potem one z całą pewnością zaczną krzywdzić ciebie jeszcze bardziej”. I oni wreszcie dopuszczają się okrutnej zemsty na rodzicach.

Tytułowe sznurówki to złożony symbol w powieści. Spontaniczne wiązanie butów zbliża do siebie ojca i dzieci, stanowi początek ponownego porozumienia. Zarazem wiązanie/związywanie kojarzy się z uwikłaniem, zniewoleniem, a zatem odnosi się także do trudnych relacji między najbliższymi. Członkowie rodziny Minori są związani ze sobą, choć wcale tego nie chcą, gdyby byli w stanie zapewne odcięliby się od siebie. Jednak mają na siebie wpływ, nawet po latach. Wspólnie stworzyli pewien porządek w życiu – rodzaj udawanego szczęścia.

„Sznurówki” to przejmująca proza psychologiczna traktująca o sprawach uniwersalnych. Aldo, Vanda, Sandro i Anna noszą w sobie traumy, winy, pretensje, złudzenia. Każde czasem jest tu katem, jednocześnie wszyscy pozostają ofiarami. Domenico Starnone przekonująco przedstawia ten toksyczny rodzinny układ, z którego właściwie nie ma ucieczki. Co ważne, nie ocenia on swoich bohaterów, po prostu oddaje im głos. Ocenić ich przyjdzie dopiero czytelnikowi. Niełatwe będzie to zadanie – i to jak najlepiej świadczy o tej powieści.
Domenico Starnone: „Sznurówki”. Przeł. Stanisław Kasprzysiak. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2017.