Wydanie bieżące

15 lipca 14 (326) / 2017

Paulina Zięciak,

ILUSTRACJA KSIĄŻKOWA W PIGUŁCE (MCK: 'ARTIS AND MASTERPIECES OF ILLUSTRATION')

A A A
Z okazji 50-lecia prestiżowego konkursu Bologna Ragazzi Award, organizowanego przez Bologna Book Fair, Międzynarodowe Centrum Kultury przygotowało wystawę przybliżającą półwiecze ilustracji książkowej dla dzieci. „Artis and Masterpieces of Illustration”, jak sama nazwa wskazuje, to kompendium najlepszych prac oraz zbiór nazwisk wybitnych, znanych nie tylko koneserom tematu książki ilustrowanej. Przygotowanie takiej wystawy to nie lada wyzwanie – jak pokazać 50 lat w tak ograniczonej przestrzeni? Jak wybrać najwybitniejszych z wybitnych? Choć wystawa jest wyimkiem z tego rozległego tematu, jest również punktem zapalnym do jego zgłębienia i zwrócenia większej uwagi na równie ważną co słowo część literatury dziecięcej.

To zestawienie klasyków literatury z klasykami ilustracji zostało spójnie podzielone na dekady, które przeprowadzają po skrupulatnie opracowanej osi czasu. Zaczynając od lat 60., zapoznajemy się z pracami artystów wybitnych, lub odwrotnie – z literaturą wybitną, zilustrowaną również przez osobowości znaczące w świecie artystycznym, nie tylko na polu grafiki użytkowej. Ten wybór pokazuje rozmaitość stylów i inspiracji. Poszczególne prace trudno precyzyjnie datować, gdyż mimo 40-letniej różnicy czasowej wszystkie posiadają cechę wspólną – indywidualizm i wysoki poziom artystyczny.

Ilustratorzy przy ich tworzeniu inspirują się otaczającą rzeczywistością. Stosują techniki rozpoczynające się od najprostszych (rysunku ołówkiem lub flamastrem), przechodząc przez akwarelę, a kończąc na kolażu. Nie sposób scharakteryzować i usystematyzować wszystkich technik i inspiracji. Należy jednak zaznaczyć, że mimo dużej rozpiętości czasowej (jak i różnic geograficznych) nie uda się wskazać okresów upadku.

Mimo nazwisk z całego świata, często nietypowo zestawionych, warto znaleźć odniesienia do Polskiej Szkoły Ilustracji, rodzącej się po odwilży 1956 roku, mającej swój rozkwit w latach 60., trzymającej poziom w latach 70. aż po 80., przeżywającej upadek w latach 90. i mającej obecnie swój renesans. Tutaj tego upadku nie widać. Gdyby nie systematyzujące datowanie, mimo rozwijającej się techniki drukarskiej i wkraczającej do grafiki użytkowej techniki komputerowej trudno byłoby odnaleźć się w poszczególnych dekadach. To pokazuje, że niezmiennie, niezależnie od czasu, ilustratorstwo książkowe posiada te same inspiracje i charakteryzuje się wybitną wartością artystyczną, a przy tym nie posługuje się kalką prac z dekad poprzednich oraz powtórzeniem. Jest zdolne cały czas wykorzystywać swoje umiejętności i zdobytą wiedzę artystyczno-plastyczną w kolejnych okresach. Jest również przyszłościowe.

Trudno w tym miejscu skupić się na poszczególnych osobowościach, których lista jest długa. Warto jednak zaznaczyć kilka prac wybitnych (spośród wybitnych), aby uświadomić sobie, jakim poziomem operują artyści wspominani na wystawie oraz w jakich zestawieniach zostali zaprezentowani.

Obok Quentina Blake’a, żywo współpracującego z wybitnym pisarzem Roaldem Dahlem (ich działalność zaowocowała między innymi znakomicie wydanym „Charliem i fabryką czekolady”), posługującym się rysunkową, podmalowaną kreską, znajduje się praca Statysa Eidrigeviviusa, ilustratora litewskiego pochodzenia, który specjalizuje się w malowniczej, malarskiej technice. O ile ilustracja tego pierwszego, pochodząca z 1980 roku, naszpikowana jest dużą dawką humoru, hiperbolizacją cech charakterystycznych bohatera, przy użyciu minimalistycznych środków naznaczonych satyrą i elementami karykatury, ten drugi, reprezentuje w swojej o cztery lata późniejszej pracy ciemną, monochromatyczną tonację, wprowadzającą nastrój grozy. Fizjonomie przedstawiane przez obu artystów oraz ich kreska są nad wyraz charakterystyczne, jednak wzbudzają zdecydowanie odmienne odczucia i emocje. Mimo zamiłowania obydwu do turpizmu Blake jest dowcipny i niezwykle groteskowy, natomiast Eidrigevivius, dzięki swojej magiczno-fantastycznej aurze, buduje poczucie niepokoju, które doskonale wpisuje się w wymowę ilustrowanego przez niego Andersena – baśniopisarza, którego utwory same w sobie operują uczuciem lęku, poruszając głównie tematykę śmierci, ubóstwa i losów sierot.

Ten mrok łamie jeden z najwybitniejszych ilustratorów pochodzenia australijskiego – Robert Ingpen, który w prezentowanej ilustracji z 1985 roku – do klasycznej powieści dla dzieci Kennetha Grahame’a „O czym szumią wierzby” (wydanej w 1908 roku) – wprowadza baśniowy, ale romantyczny nastrój. Jego bajeczne, malarskie, dopracowane w każdym calu oraz pełne szczegółów i detali ilustracje pozostają romantyczne w znaczeniu operowania przez artystę motywem natury. Stworzony przez niego świat przyrody i postaci w nim zamieszkałe zostają przez naturę zdominowane i nacechowane nastrojem zmysłowości i romantycznej duchowości. Ten klasyk ilustracji tworzył dla klasyków literatury. Jego prace do „Alicji w Krainie Czarów”, „Tajemniczego ogrodu” czy „Opowieści wigilijnej” to kanon ilustratorstwa, wpisany w nurt malarski, malowniczy, magiczny, naznaczony nutą niepokoju i grozy, ale w „tonacji stonowanej”.

To bogactwo środków artystycznych warto zestawić z twórczością włoskiej ilustratorki Ieli Mari, która ogranicza środki stylistyczne do kilku kresek i kilku barw. Zaprezentowana ilustracja do picture booka z 1967 roku to minimalizm formy przy maksymalizmie treści. Stworzona z trzech kresek i trzech kolorów, w tym podstawowej bieli i czerni, figura ludzka oddaje tyle samo treści, co pełnoplastyczne, realistyczne i detalistyczne ilustracje Ingpena. Włoszka tworząca dla najmłodszych znana jest jako ilustratorka świata fauny i flory, który dzięki użyciu ulubionych środków przedstawia niezwykle precyzyjnie, przekazując dużą dawkę wiedzy i emocji. Ta oszczędność oraz częsta dominacja dużej powierzchni białych pól stwarza również poczucie precyzji i przejrzystości, mającej duże znaczenie w ilustracji edukacyjnej oraz ilustracji dla najmłodszego czytelnika.

Wśród przedstawicieli lat 90. warto wymienić Klausa Ensikata, którego ilustracja do „Muzykantów z Bremy” Braci Grimm (1994) pokazuje, że klasykę literatury można zmieszać z środkami na pierwszy rzut oka niepasującymi do wymowy utworu. I tak klasyczna niemiecka baśń została przeniesiona do bocznych ulic współczesnego miasta, naznaczonego brudem i brzydotą, a postaci muzykantów stały się zezwierzęconymi ludźmi bądź pozostały zwierzętami w ludzkich przebraniach. Nad wyraz realistyczna i monochromatyczna, „brudna” kreska przywołuje skojarzenia z malarstwem Nowej Rzeczowości i pracami wybitnego artysty Otto Dixa, pozostając tym samym w tradycji niemieckiego kręgu historii sztuki. Ten groteskowo-turpistyczny, ale realistyczny klimat warto zestawić z nieco ponad dekadę późniejszą pracą Dunki – Bente Olesen Nyström (2006), reprezentującej nurt surrealistyczny, operujący niezwykle zaskakującymi zestawieniami, pełnymi koloru oraz fantastyki. Rozległe, magiczne pejzaże, budowane z pozornie realistycznych elementów, są niezwykle precyzyjne i szczegółowe i trudno poznać ich detale podczas krótkiego oglądania. Ten magiczno-fantastyczny klimat wypełniają do końca zabudowane, zamknięte obrazy, zbierające to, co w różnych kulturach najlepsze i najbogatsze – przywołują na myśl malarstwo Salvadora Dalego, grafiki Kazimierza Mikulskiego, ale i kulturę orientalną.

Ilustracja jest unieruchomionym momentem danej opowieści i aby ją poprawnie odczytać, należy wejść w obrazek i uruchomić wyobraźnię – stwierdziła w latach 70. Irena Słońska. Jednak, jak sama definicja wskazuje, ilustracja nie jest samodzielnym dziełem sztuki, ale plastycznym uzupełnieniem tekstu, bez którego nie może istnieć. Stąd problem tego typu ekspozycji – oglądamy produkt, który nie został zaprezentowany w stu procentach. Ile więc możemy z niego odczytać? Jednak dzięki tego rodzaju przedsięwzięciom dowiadujemy się, jakie wartości artystyczno-malarskie posiada ilustracja i że wciąż tradycja pięknie ilustrowanej książki pozostaje żywa.
„Artis and Masterpieces of Illustration”. Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 4.06.2017–25.06.2017.