Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (327-328) / 2017

Marta Bieganowska-Molendowska,

'WSZYSCY POTRZEBUJEMY GŁASKANIA' (CHRISTOPH JUNG, DANIELA PÖRTL: 'CZŁOWIEK I PIES')

A A A
Choć historia współpracy i koegzystencji człowieka z psem, jako pierwszym udomowionym zwierzęciem, sięga czasów sprzed naszej ery, tak naprawdę dopiero od kilkudziesięciu lat zmieniła ona na dobre swój charakter. Posiadanie psa stało się modne, w szczególnie dobrym tonie jest pozyskanie go za sprawą adopcji, rośnie rynek psich usług i akcesoriów, krótko mówiąc – Polaków opanowała pewna obsesja na punkcie czterech łap (a w poszczególnych domach nierzadko też ośmiu, a nawet dwunastu!).

Mimo że piszę o tym nie bez przekąsu, sądzę, że ów trend może naszym czworonożnym przyjaciołom przynieść więcej pożytku niż szkody – najczęściej za wydawaną fortuną na wymyślne obroże, zbilansowane karmy i kompleksowe szkolenia kryje się zwyczajna troska właścicieli o szeroko pojęty dobrostan zwierzęcia, nieopierający się już – jak do tej pory myślano – na misce pełnej resztek i sporadycznych wizytach u weterynarza z okazji obowiązkowych szczepień.

Pokłosiem zdecydowanego wzrostu zainteresowania społecznego psimi sprawami jest w ostatnim czasie wysyp publikacji o charakterze popularnonaukowym i poradnikowym, w odróżnieniu od panujących na półkach księgarń w poprzednich dziesięcioleciach atlasów typu „100 najpiękniejszych ras psów”. „Człowiek i pies…” to propozycja należąca do pierwszej z przedstawionych kategorii, o szczególnie interdyscyplinarnym charakterze. Christoph Jung i Daniela Pörtl zaczynają, co prawda, całkiem sztampowo – od historii oswojenia wilka i wyewoluowania nowego gatunku Canis lupus familiaris, ale później robi się już tylko ciekawiej. Autorzy „Człowieka i psa…” sprawnie poruszają się po wielu obszarach wiedzy, będących częściami składowymi kynologii, tutaj szeroko rozumianej, zarówno w kontekście hodowlanym, jak i biologiczno-behawioralno-społecznym.

Jung i Pörtl szczególnie dużo uwagi poświęcają miejscu, jakie obok człowieka od 30 tysięcy lat zajmował pies, podkreślając jego służebną, choć niezwykle doniosłą rolę – stróża, pasterza, myśliwego. Pomimo tego, że istnieją przykłady zachowanych dowodów na silnie emocjonalne relacje łączące przewodnika ze swoim czworonogiem (jak na przykład… wspólne pochówki w czasach prehistorycznych i starożytnych), nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w nowożytności relacja człowiek-pies najczęściej miał charakter pragmatyczny, a zwierzę rzadko uważało się na członka rodziny. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu, a nawet kilkunastu lat, w związku z postępującą technicyzacją życia codziennego, pies coraz rzadziej występuje w tradycyjnie przypisywanych mu rolach, a częściej pełni funkcję asystującą – towarzysza, przyjaciela, terapeuty. Choć, jak słusznie zauważają Jung i Pörtl, pozycja psa zdecydowanie się zmieniła: ekonomicznie – z (pośredniego) producenta stał się konsumentem, społecznie – nie jest już służącym, a członkiem rodziny, nadal istnieją wymierne korzyści płynące z jego obecności w życiu człowieka. Jak dosyć pobieżnie obliczyli autorzy, niemiecka służba zdrowia może oszczędzać nawet 3 miliardy euro dzięki właścicielom psów (odbywają oni bowiem średnio 7,5% mniej wizyt lekarskich, niż „niezapsieni”), a całkowicie nie do przecenienia są usługi czworonożnych asystentów w sektorach opiekuńczych, terapeutycznych, ratowniczych, stróżujących, myśliwskich i policyjnych.

Psy pracujące to jednak zaledwie niewielki procent wszystkich obecnie towarzyszących człowiekowi czworonogów, dlatego też w publikacji dużo większy nacisk kładzie się na psychologiczny aspekt tej relacji. Zostaje on rozłożony na czynniki pierwsze, poddany (momentami aż nazbyt) dokładnemu oglądowi od strony ewolucyjnej, biologicznej i fizjologicznej, dobrze opisany i uzasadniony. To analiza na wskroś naukowa, dla laika może okazać się nużąca (choć jestem pewna, że przyrodnicy właśnie tę część będą czytali z wypiekami na policzkach), ale uspokajam: także dla romantyków, odczuwających swoją więź z psem jako połączenie dusz, a nie szereg chemicznych reakcji zachodzących w mózgu, znajdzie się coś interesującego. Autorzy mnożą przykłady psiej wierności, lojalności (czasem tylko zakłócanej przez pokusy w stylu kawałka spleśniałej kiełbasy…) i mocno zaraźliwej radości życia.

Dosyć nowatorskie jest w książce spojrzenie na psa jako swoistego nauczyciela, a posługując się popularnym ostatnio sformułowaniem: lifestyle coacha. Autorzy zwracają uwagę na kompletnie niedoceniany wymiar i korzyść psychologiczną z dzielenia życia z psem, a mianowicie coś, co nazywają „bezwarunkowym spowolnieniem” (s. 205-215), czyli w największym skrócie – byciem tu i teraz. Jak pisze Pörtl: „Mój pies niczego nie oczekuje, cieszy się bezwarunkowo. Właśnie ta radość z chwili przenosi się na mnie. Czuję się uwolniona od dotychczasowych i mających nadejść przeżyć tego dnia, i w mgnieniu oka mogę po prostu cieszyć się razem z Zanderem” (s. 212). Na tego typu koncentracji na emocjonalnych przeżyciach w bezwarunkowej relacji zwierzęcia z człowiekiem zasadza się także terapeutyczne działanie obecności psa, wykorzystywane na przykład w pracy z osobami autystycznymi czy cierpiącymi na depresję.

Wnioski dotyczące prozdrowotnego i wysoce korzystnego społecznie wpływu posiadania czworonoga nie są już podobnie odkrywcze, choć trudno wyobrazić sobie opracowanie tego typu bez przytoczenia kilku z nich, zwłaszcza tych wiążących obecność psa z obniżeniem ciśnienia tętniczego, zwiększeniem odporności organizmu na infekcje, redukcją stresu, poprawą funkcjonowania społecznego i innych, niezliczonych i niemierzalnych benefitów.

Bardzo obszerną część publikacji stanowią analizy dotyczące tego, co rodzaj ludzki tak naprawdę zawdzięcza towarzystwu psów. Przez ostatnie 30 tysięcy lat psich zasług wobec człowieka nazbierało się naprawdę sporo. Większość z nich jest dla nas oczywistością, uczymy się o nich w szkole, czytamy w dziecięcych książeczkach, słuchamy od dziadków, część stanowią ciekawostki, wyczytane w branżowej prasie czy książkach. Najczęściej jednak – pomimo trwającego boomu na świadome życie z psem – jest to coś, co bierzemy za pewnik, rzadko zadając sobie pytanie, z jaką odpowiedzialnością się to dla nas wiąże i co moglibyśmy zrobić, by choć trochę wyrównać ten bilans. Ostatni rozdział książki pod tytułem „Nasze dziedzictwo epoki kamienia” odsłania mniej idylliczną stronę stosunków człowieka z psem, wprowadza refleksję dotyczącą podwójnych standardów, jakie przyjmujemy w opiece nad zwierzętami: „Troszczymy się o nasze psy. Ale dbamy przede wszystkim tylko o własnego psa i najczęściej tylko o niego. Losy psa jako gatunku są nam raczej obojętne” (s. 233.) Kontekst, który tutaj przyjęto, jest szalenie aktualny także i w Polsce – co rusz docierają do nas wstrząsające relacje z rozbijania kolejnych pseudohodowli, gdzie rozmnaża się (często na zasadzie chowu wsobnego!) i eksploatuje zwierzęta w sposób nieetyczny, co prowadzi do ciężkich chorób i kalectwa; niewielu jednak takie obrazy powstrzymują przed zakupem szczeniaka za kilkaset złotych. Rozdział ten zaledwie zaznacza pewien obszar rozważań, odpowiedzialność moralna człowieka wobec zwierzęcia nie jest bowiem zasadniczym tematem książki, niemniej sądzę, że zamieszczenie go w tym opracowaniu okazuje się bardzo ważne, nadaje publikacji jeszcze głębszy wymiar, a znikomy rozmiar tej części tekstu skutkuje mocniejszym wydźwiękiem treści.

„Człowiek i pies. O głaskaniu, stresie i oksytocynie” to ciekawa pozycja dla tych, którzy nie tylko chcą odczuwać nieprzebrany ogrom miłości do swojego czworonożnego towarzysza, ale i ją lepiej zrozumieć. I tu po raz kolejny pies stanie w służbie człowieka, ponieważ razem z refleksją nad niezwykłym charakterem tej więzi przychodzi namysł nad sobą samym, bo przecież to „człowiek oswoił wilka, a pies oswoił człowieka” (s. 194).
Christoph Jung, Daniela Pörtl: „Człowiek i pies. O głaskaniu, stresie i oksytocynie”. Wydawnictwo Naukowe PWN. Warszawa 2017.