Wydanie bieżące

sierpień 15-16 (327-328) / 2017

Anna Katarzyna Dycha,

'PODBITE OCZY KAMIENIC NIE WIDZĄ PEJZAŻY MIAST'. L.STADT I JEGO ŁÓDZKA HISTORIA

A A A
L.Stadt debiutował w 2008 roku. Na krążku zespół łączył popowe, przestrzenne melodie z elektroniką, a delikatne brzmienie przełamywał ostrymi partiami gitar. Dwa lata później ukazała się płyta „EL.P”, która potwierdzała klasę grupy. Dało się na niej wyczuć też pewne amerykańskie inspiracje. W 2013 roku ukazała się EP-ka „You gotta move”, na której znalazły się covery kompozycji artystów z Teksasu.

Na wydanej po ponadtrzyletniej przerwie płycie L.Stadt jeszcze bardziej stanowczo odchodzi od swojego dawnego wizerunku – rockowego składu z klasycznym frontmanem śpiewającym i grającym na gitarze. Udowadnia, że z różnych stylistyk może czerpać garściami. Więcej tutaj klawiszy niż gitar, więcej orkiestrowych aranżacji. A przede wszystkim chór, który daje dużo przestrzeni. Trudno znaleźć podobne zestawienie na polskiej scenie. Ta płyta ma jeszcze jeden wyznacznik – jest w całości zaśpiewana po polsku. Wielkim atutem jest niezmiennie wokal Łukasza Lacha, który dysponuje szeroką skalą. Czaruje falsetem, by za chwilę zejść na bardzo niskie rejestry. Album zaskakuje i rzuca inne światło na łódzką grupę, która uwielbia zbaczać z obranych ścieżek i wychodzi jej to znakomicie.

Wszystko zaczęło się od współpracy z Konradem Dworakowskim, dyrektorem i reżyserem łódzkiego Teatru Lalki i Aktora „Pinokio”. L.Stadt wspólnie z Wielkim Chórem Młodej Chorei wystąpił we Wrocławiu w ramach Koalicji Miast dla Europejskiej Stolicy Kultury. To miało być jednorazowe przedsięwzięcie, a w efekcie powstała płyta. Wprawdzie album trwa jedynie 36 minut – debiut łódzkiej grupy także nie przekraczał 40 minut – to jednak wystarczy, by zrozumieć, w którym miejscu jest zespół. Wystarczy też, by pokazać grupę z zupełnie nowej strony.

Tematem przewodnim poetyckich tekstów napisanych bez wyjątku przez Konrada Dworakowskiego jest przemijanie, odchodzenie, zapominanie. Z emocjami z tym związanymi trzeba sobie poradzić w miejscu, w którym „złamane zęby bram seplenią historię, a podbite oczy kamienic nie widzą pejzaży miast”.

Płytę rozpoczyna „Strumień świadomości”. Hipnotyczny utwór z melorecytacją Łukasza przechodzi w chóralny refren. „Ja jestem stąd/ To moja opowieść/ To jest mój głos/ Daj się mu ponieść/ Kiedy mnie pytasz/ Kim się czuję/ Odpowiedzi nie znam…” – śpiewa Wielki Chór Młodej Chorei, zapowiadając, że będziemy mieli do czynienia z osobistymi historiami, osadzonymi w konkretnym miejscu, Łodzi właśnie.

Singlowe „Oczy kamienic” są zarazem kompozycją najbardziej zapadającą w pamięć. Pianino, gitara akustyczna, syntezatory, zawodzący refren. „W oczach niknie ten świat…” – przekonuje wokalista po wyliczeniu osób, których już nie ma. Jest to jednocześnie tekst przesycony klimatem Łodzi. Miasta przedwojennych kamienic nadgryzionych zębem czasu. Mimo tematyki utwór ma pewien luz i pogodny rys.

Stylistyka zmienia się w „Halo” – elektronicznym, szybkim, choć dalej utrzymanym w nostalgicznym nastroju. W „Moście” powraca zestawienie pianina i syntezatorów, a w tekście „świat, który w oczach ginie”. To jedynie powtarzane cztery wersy: „Stoję na moście, którego nie ma/ Myślę o świecie, który w oczach ginie/ Krzyczy pytanie w zamkniętych ustach/ Skacze do rzeki, która nie płynie”.

Tytuł „Pozwól zasnąć/ Idzie sen” sygnalizuje dwie części utworu. W pierwszej słyszymy nawet saksofon. Druga ma spokojniejszy charakter. Łukasz Lach śpiewa trochę jak Stanisław Soyka, a trochę jak Damon Albarn. „Pozwól mi zasnąć/ Miasto moje daj spać” – prosi.

„Gdybym” to jeszcze większe zaskoczenie. Po pierwsze, utwór wykonuje basista Adam Lewartowski (on też napisał muzykę). Po drugie, brzmią w nim oryginalne instrumenty – cigar box gitar (gitara z pudełka po cygarach) i shakery. Kompozycję przesyca psychodeliczny klimat.

Wydaje się, że „Strumień” z fragmentem tekstu z otwierającego „Strumienia świadomości” kończy płytę. Niespodziewanie pojawia się jednak „Od nowa”. Koniec może przecież być początkiem. Przekonuje o tym również okładka albumu. W kolażu Laury Paweli „Past Present Continuos” w betonowej przestrzeni wyrasta ożywcza trawa.

To płyta do wielokrotnego słuchania i ciągłego odkrywania. Świadoma, nieprzegadana, przejmująco smutna i urzekająco piękna. Wspaniały powrót.
L. Stadt: „L.Story” [Mystic Production, 2017].