Wydanie bieżące

1 września 17 (329) / 2017

Marta Bieganowska-Molendowska,

GLIWICKIE BESTIARIUM (WOJCIECH CHMIELARZ: 'ZOMBIE')

A A A
Wojciech Chmielarz to obecnie jedna z najjaśniej świecących gwiazd na całkiem bogatym firmamencie polskiego kryminału. Po błyskotliwym debiucie książkowym, który inicjował niezakończony jeszcze warszawski cykl z Jakubem Mortką, oczekiwania wobec zapowiadanej serii gliwickiej sięgały zenitu, jednak wydany w 2015 roku „Wampir” okazał się pewnym rozczarowaniem. Mimo całkiem poprawnego warsztatu i momentami ciekawej fabuły, nie sposób uznać pierwszego tomu cyklu za porywający w tym samym stopniu, co wcześniejsze publikacje, chociażby „Farma lalek” czy „Przejęcie”. Rokująca wydawała się natomiast konstrukcja postaci pierwszoplanowych oraz osadzenie historii w realiach geograficznych Górnego Śląska. Ci, którzy obdarzyli pisarstwo Chmielarza kredytem zaufania i tym samym postanowili dać detektywowi Dawidowi Wolskiemu kolejną szansę, z pewnością się nie zawiedli. „Zombie” to bowiem kryminał doskonały.

Druga odsłona serii gliwickiej rozpoczyna się wspomnieniem o Filipie Korsarskim, postrachu uczniów Szkoły Podstawowej numer dziesięć w Gliwicach, który będzie w tomie pełnił rolę tytułowego zombie – po dwudziestu latach powstanie (?) z martwych, aby siać zarazę i zniszczenie wśród odpowiedzialnych za swoją śmierć. Nie brzmi to wprawdzie jak streszczenie dobrego kryminału, a raczej horroru niskich lotów, ale jest opisem najprawdziwiej oddającym przebieg linii fabularnej książki i stanowi poniekąd o sile jej przekazu. Od samego początku bowiem Chmielarz myli tropy, udowadniając krok po kroku, że nic nie jest tym, czym się wydaje.

Akcja powieści rozgrywa się na dwóch planach czasowych – latem 1996 roku oraz we współczesności. Jak nietrudno się domyślić, w przeszłości zaszło coś, co będzie rzutowało na losy bohaterów po upływie dwudziestu lat. Tym czymś jest zabójstwo wspomnianego „Korsarza” – szkolnego chuligana i prześladowcy słabszych, którego dokonał piętnastoletni wówczas Adam Górnik, dziś obiecujący młody prokurator. Kiedy ten po latach otrzymuje wezwanie na miejsce dawnej zbrodni, przekonany jest, że oto przyjdzie zapłacić za czyny z przeszłości. Jednak tam, gdzie ukryte zostały zwłoki, policja nie odnajduje wcale ofiary Górnika, a ciało zabitej niedawno dziewczynki. Tym samym rozpoczyna się szaleńczy wyścig z czasem, by złapać zabójcę i rozwiązać zagadkę szczątków Korsarza. W śledztwo prokurator angażuje kolejne osoby, wciągając je w bagno pełne potworów z przeszłości i czyniąc z teraźniejszości prawdziwy koszmar, który przejdzie po Gliwicach jak tornado, nie oszczędziwszy nikogo. Fabuła powieści jest porażająca, prawdopodobna i fantastyczna (nawiązanie w tytule do naczelnego upiora popkultury zobowiązuje!), zarazem obfituje tak w sceny zabawne – w tym większość dotyczy bijatyk, w które wdaje się wynajęty przez Górnika detektyw-niezguła, jak i całkiem odpychające, jak na przykład sceny naturalistycznego seksu.

Nie ma w „Zombie” jednej postaci pierwszo- ani zresztą drugoplanowej, która byłaby poprowadzona w sposób sztampowy, łatwy do przewidzenia. Nawet postać Dawida Wolskiego, skonstruowana w oparciu o przebogatą tradycję literacką trochę nieporadnego detektywa-lumpa, momentami wymyka się wzorcowi, na przykład wówczas, gdy bohater prezentuje zachowania całkowicie bezwzględne lub odwrotnie – pozwala dojść do głosu uczuciom (zwłaszcza tym dla niego szczególnie trudnym – rodzinnym). Wolski to bohater zdecydowanie antypatyczny, chronicznie dokonujący niewłaściwych wyborów życiowych, nierzadko śmieszny w swoich niedostatkach i ograniczeniach. Chmielarz prowadzi go bardzo interesująco, pozwalając na zachowania budzące w czytelniku nić zrozumienia dla postaci czy nawet podszytej politowaniem sympatii, by natychmiast odwrócić kierunek emocji, każąc detektywowi uczynić coś zwyczajnie podłego. Ciekawie ewoluuje też prokurator Górnik; jeśli rozwój jego postaci zachowa kierunek przyjęty w – zapierającym dech w piersiach! – finale, możemy oczekiwać w kolejnym tomie bohatera na miarę Harveya Denta.

Jeśli określenie postaci pierwszoplanowych jako porywających jest uprawnione, to dla bohaterów (a dokładniej: bohaterek) z drugiego planu powieści powinno zabraknąć skali. Kreacje zarówno Karoliny, młodzieńczej miłości prokuratora, jak i Marty, dziewczyny pomieszkującej w kawalerce detektywa, są po prostu doskonałe – wielowymiarowe, zaskakujące i wiarygodne zarazem (oczywiście z zachowaniem pewnego marginesu właściwemu literaturze gatunkowej). Na uwagę zasługują także postacie żony Górnika, Hani, Billa – przyjaciela Karoliny i Adama z dzieciństwa, Eldricha, jak i bohaterowie trzecioplanowi, dopełniający mrocznego, dusznego klimatu gliwickich zaułków.

Plejada różnorodnych, charakterystycznych postaci zdecydowanie sprzyja wieloaspektowości fabuły. Choć „Zombie” to powieść kryminalna czystej wody i z jej przynależnością gatunkową nie sposób dyskutować, konstrukcja akcji skupia wokół siebie zdecydowanie wiele więcej wątków. Wraz z narratorem części retrospektywnych czytelnik przemierza świat uczniów gliwickiej podstawówki, ich sielskich wakacji, których beztroska zatruwana jest raz po raz pojawianiem się agresywnego Korsarza, co wprawnemu czytelnikowi na pewno skojarzy się z najlepszymi książkami Stephena Kinga, takimi jak „Joyland” czy „To”. W tym kontekście to książka o dojrzewaniu, szczeniackiej miłości, rytuałach przejścia, pierwszych razach, wreszcie o tym jednym lecie, po którym już nic nigdy nie będzie takie samo. Wybranie szkoły jako miejsca akcji z 1996 roku pozwala też na udane przemycenie treści znanych z „Co się stało z naszą klasą?” Jacka Kaczmarskiego, dowiadujemy się zatem, jak i dlaczego właśnie tak potoczyły się losy dawnych przyjaciół. Poza tym wszystkim Chmielarz znajduje jeszcze miejsce na komentarze polityczne, nie oszczędzając swym piórem na przykład programu 500+, ale także na analizy społeczne, szczególnie środowisk patologicznych i bardzo bogate rozważania nad naturą związków międzyludzkich. W tym pozornym misz-maszu, który w toku lektury okazuje się misterną układanką, nadrzędną rolę pełni jednak psychologiczne zagadnienie pamięci, której meandry organizują ciąg wydarzeń w jedną całość.

Podsumowując, chciałoby się postawić choć jedną uwagę przeciwko wygłoszonym powyżej na cześć „Zombie” peanom. Niektórzy recenzenci wskazują jako rozczarowującą scenę finałową, która jest przecież wspaniałym odniesieniem do gatunkowego horroru literackiego, inni – obrazy brudnego, odartego z uczuć seksu, choć taki kontakt to jedyny, na jaki bohaterów stać. Mimo głębokiego namysłu, nie potrafię wskazać nic, co sprawiałoby, że najnowsza powieść Chmielarza byłaby gdziekolwiek niespójna czy niedoskonała. Jest to propozycja przemyślana, znakomicie skonstruowana, niezwykle zajmująca, ale i ambitna. Mówiąc krótko – prawdopodobnie mamy do czynienia z kryminałem roku.
Wojciech Chmielarz: „Zombie”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2017 [seria: Ze strachem].