Wydanie bieżące

15 września 18 (330) / 2017

Przemysław Pieniążek,

OTO NADCIĄGA... (POŻOGA. TOM 1/3)

A A A
Jean-David Morvan wie, jak przykuć uwagę czytelnika już od pierwszych stron: wrzucić go w sam środek postapokaliptycznej batalii toczonej przy użyciu łuków, kusz i broni białej wszelakiego rodzaju. Dodajmy do tego niespełna stutrzydziestoletniego brodacza zwanego Patriarchą, który z werwą rzuca się na wroga, szturmując obleganą twierdzę (gdzie ukryty jest pradawny artefakt zwany Maszyną), torując sobie drogę przy użyciu topora i majchra. O ile większość faktów dotyczących genezy konfliktu pozostaje póki co w sferze lekkiego niedopowiedzenia, odbiorca nie ma wątpliwości, że gra toczy się o wysoką stawkę – a powstrzymanie (kolejnego już) końca świata jest nią z całą pewnością.

Po tym jakże dynamicznym wstępie przenosimy się w przeszłość, do Marsylii A.D. 2052. Tam poznajemy Françoisa Dechampsa, który wyrusza w podróż do Paryża, gdzie ma kontynuować edukację w Wyższej Szkole Chemii Rolniczej. Zanurzając się w przestrzeń wysoce stechnicyzowanej metropolii, bohater snuje rozważania nad bolączkami współczesności. Jedną z nich jest pokładanie zbytniej ufności w maszynach, które konsekwentnie zastępują ludzi w kolejnych codziennych czynnościach. Wizyta Françoisa w tętniącym mechanicznym życiem mieście nie dotyczy wyłącznie studiów: chłopak ma nadzieję na spotkanie z przyjaciółką z dzieciństwa, Blanche Rouget, która stoi u progu wielkiej muzycznej kariery. Jednak menedżer dziewczyny, Jérôme Seita, mało przychylnym okiem patrzy na potencjalnego „rywala” (promowana przez biznesmena piękność nie jest mu obojętna), dlatego też – wykorzystując swoje wpływy – zamyka przed Dechampsem szansę na naukę w prestiżowej placówce. Oczywiście protagonista nie należy do tych, którzy łatwo się poddają, niemniej wkrótce okazuje się, że brak przyjęcia na uniwersytet to najmniejsze z jego zmartwień. Ziemia staje bowiem w obliczu nadciągającego kataklizmu, a jego początkowe akordy z mocą wybrzmiewają w finale pierwszego tomu „Pożogi” – komiksowej trylogii sygnowanej logo wydawnictwa Taurus Media.

Jako że mamy do czynienia z albumem inaugurującym rzeczony tryptyk – wywiedziony z opublikowanej po raz pierwszy w 1943 roku powieści „Ravage” autorstwa specjalisty od literatury SF, René Barjavela (1911-1985) – hipotetycznie wiemy, czego się po nim spodziewać: klarownego ustawienia najważniejszych (póki co) pionków na dramaturgicznej planszy, nakreślenia ciekawej relacji między postaciami, wskazania orientacyjnych punktów na mapie rzeczywistości świata przedstawionego oraz pozyskania uwagi odbiorcy mającego rozstrzygnąć, czy będzie zainteresowany sięgnięciem po kolejną odsłonę cyklu. Z powyższego scenarzysta Jean-David Morvan – mający na koncie skrypty „Armady” oraz miniserii „Irena” – wywiązuje się co do joty, zyskując (przynajmniej u mnie) pożądany kredyt zaufania. Ale „Pożoga” w pierwszej kolejności strawiła moje oczy. Rewelacyjne sceny batalistyczne, zapierająca dech w piersiach panorama futurystycznego Paryża; kapitalna, utrzymana niemalże w secesyjnej manierze miękka kreska Filipińczyka Reya Macutaya oraz świetnie dobrana przez Waltera paleta pastelowych barw – pod tym względem recenzowany tom robi naprawdę duże wrażenie. Hit? Zdecydowanie zbyt wcześnie, by o tym przesądzać, jednak powyższe elementy dobrze rokują na (nomen omen) przyszłość. Polecam!
JD Morvan, Macutay, Walter: „Pożoga. Tom 1/3” („Ravage tome 1/3”). Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo Taurus Media. Piaseczno 2017.