Wydanie bieżące

15 września 18 (330) / 2017

Kamila Czaja,

(NIE)POWAŻNA SPRAWA (STANISŁAW BARAŃCZAK: 'ODBIORCA UBEZWŁASNOWOLNIONY')

A A A
Do dziś pamiętam ze studiów fragmenty „Czytelnika ubezwłasnowolnionego” Stanisława Barańczaka. Przewrotność sytuacji polega na tym, że pamiętam je z przedmiotu o nazwie „język promocji”. Widzę w tym dydaktycznym geście pewien niebezpieczny potencjał „użycia” prezentowanych w książce analiz nie przeciw perswazji, lecz w jej służbie, z perspektywy czasu coraz bardziej doceniam jednak fakt, że języka promocji uczono nas nie przez afirmację, lecz przez demaskację (w spisie lektur pojawiali się Roland Barthes, Umberto Eco czy Jerzy Bralczyk). Tym bardziej ucieszył mnie fakt, że Wydawnictwo Ossolineum w tomie „Odbiorca ubezwłasnowolniony” wznowiło tę ważną, trudno dostępną publikację z 1983 roku, uzupełniając ją o inne rozważania autora poświęcone kulturze masowej: niepublikowane wcześniej w wersji książkowej cykle „Dziennik TV” i „Odbiorca ubezwłasnowolniony”, „Katalekty” (fragmenty wywiadów i wypowiedzi Barańczaka) oraz „Recenzje apokryficzne” (dostępne wcześniej w albumie „Kino Andrzeja Dudzińskiego” i, częściowo, w „Tygodniku Powszechnym”). Mnogość zjawisk poruszanych w tym obszernym zbiorze właściwie uniemożliwia wyczerpujące streszczenie, zachęca raczej do próby wskazania punktów wspólnych w podejściu badacza. Zwłaszcza że szczegółowe analizy każdy powinien i tak przeczytać sam, bez – ułomnego na tle oryginału – recenzenckiego zapośredniczenia.

(Nie)poważny badacz

Fanów pisarza nie zdziwi fakt, że i tym razem uwodzi on wyrafinowanym humorem. Można by cytować bez końca, ale z bólem serca ograniczę się do trzech przykładów: „Udaj się do Delf, a poznasz samego siebie. Zapłać wróżce stosowne honorarium, a poznasz samego siebie. Odpowiedz na dziesięć pytań i oblicz punkty, a poznasz samego siebie. Jak widać, psychozabawa jest formą samopoznania z pewnością najtańszą i najmniej uciążliwą” (s. 156).; „Kto to jest Jan Ciszewski, wiedzą doskonale nawet ludzie, którym Homer myli się z homarem; co nie powinno zresztą dziwić, bo w kształtowaniu świadomości współczesnego Polaka Jan Ciszewski odgrywa rolę niepomiernie ważniejszą niż Homer” (s. 167); „(…) uczucia przestępcy, który popełnił pierwsze w swym życiu morderstwo, zabijając w dodatku przyjaciela, określa się tu soczystym zdaniem: »Przestępca doznawał uczucia przykrości« (…)” (s. 412).

Zabawnie brzmi też diagnoza: „Bzdurność »Doktor Ewy« jest trojakiego rodzaju. Bzdurność – nazwijmy ją tak – fachowa. Bzdurność artystyczna. I bzdurność moralna” (s. 20). Jest w tym zdaniu jednak coś poza kpiną: typowa dla Barańczaka umiejętność celnego klasyfikowania zjawisk. Przy całej niepowadze niektórych sformułowań autor „Odbiorcy ubezwłasnowolnionego” pozostaje przecież badaczem, który traktuje swoją pracę poważnie, a w analizach kultury masowej wykorzystuje ten sam przemyślany i precyzyjny warsztat, który tak dobrze sprawdza się na przykład w rozprawie „Język poetycki Mirona Białoszewskiego”. Najwyraźniej można to dostrzec w najobszerniejszej części tomu, czyli w „Czytelniku ubezwłasnowolnionym”. Autor wprost przedstawia swoją strategię: „Rozdziały następujące po niniejszym skupią się na kilku wybranych zjawiskach i wybranych tekstach – za to zajmę się nimi w sposób analityczny i możliwie najbardziej skrupulatny” (s. 215). Realizuje tę obietnicę, ale daje więcej, niż zapowiada w cytowanym zdaniu. Jak zwykle bowiem konkretne przykłady służą Barańczakowi do formułowania szerokich wniosków. Najbardziej wprost (w definicji „funkcji perswazyjnej” oraz przy użyciu listy „mechanizmów retorycznych” służących ubezwłasnowolnieniu odbiorcy) czyni to w rozdziale „Słowo – perswazja – kultura masowa”, ale i inne partie książki są dowodem na to, że przez analizę tekstu da się dojść do reguł rządzących życiem kulturalnym i sferą polityczno-społeczną. Jako motto – nie tylko tej pracy Barańczaka – działać mogłoby stwierdzenie zapisane niemal na marginesie rozważań o wadze odautorskich wypowiedzi Władysława Broniewskiego o jego wierszach: „Ostateczną instancją jest sam tekst i te sensy, które się z niego obiektywnie dają wyczytać” (s. 293). Gdy do tego doda się jeszcze innowacyjne wykorzystanie cudzych koncepcji (na przykład mechanizmów identyfikacji i projekcji Edgara Morina czy „ucieczki od wolności” Ericha Fromma), czytelnik otrzymuje naprawdę fenomenalne interpretacje wytworów kultury masowej.

Adam Poprawa stwierdza w „Posłowiu”: „Tak jak cała książka, »Nadludzie w niebieskich mundurach« pozostają przykładem wielokontekstowej maestrii interpretacyjnej” (Poprawa 2017: 507). Śmiem twierdzić, że – przy docenieniu reszty tomu – rozdział ten jest przykładem najlepszym. „W kręgu powieści: Nadludzie w niebieskich mundurach” wypada czytać z kilkoma poświęconymi takiej tematyce felietonami z „Książek najgorszych”, ale i bez tych prześmiewczych egzemplifikacji ostatni rozdział „Czytelnika ubezwłasnowolnionego” sprawdza się jako – bardzo wciągający – podręcznik literatury kryminalnej. Składają się na to przekonujące klasyfikacje, dobrze umotywowane wnioski ogólne, a do tego takie przykłady polskiej odmiany gatunku, że nie wiadomo: śmiać się czy płakać.

Najlepsze momenty to te, w których Barańczak łączy wyrafinowany humor z mistrzostwem poważnej interpretacyjnej pracy. Nieco słabiej przemawiają do mnie teksty bardziej jednoznacznie serio (jak rozdział „W kręgu estrady: Piosenka i wolność” – chociaż należy docenić jego precyzyjną strukturę) czy te mocniej nastawione na czystą parodię – jak „Recenzje apokryficzne”, którym wprawdzie nie można odmówić uchwycenia specyfiki parodiowanych filmów i mistrzowskich fragmentów w rodzaju: „(…) reżyser Jerzy Hoffman w sztuce stopniowania napięcia przeszedł sam siebie i dotychczas nie powrócił (ubrany w granatową kurtkę ortalionową i spodnie od dresu w kolorze beżowym)” (s. 467), ale w których częściej źródłem komizmu są nazwiska, cechy wyglądu czy, jakkolwiek śmieszne, to jednak mniej „intelektualne” żarty typu: „Kulminacyjna scena łyskania biustonosza spomiędzy wyłogów rozpiętego na piersi huzarskiego munduru (debiut dublerki Magdy Lentyi, o której jeszcze nieraz usłyszymy i to z dwóch powodów) (…)” (s. 478).

Dla wielbicieli Barańczaka dodatkową atrakcją lektury będzie śledzenie powiązań w ramach samego tomu i między tomem a „Książkami najgorszymi” (tu poza recenzjami kryminałów na przykład „Nie będzie Neeskens pluł nam w twarz” – tekst korespondujący z zamieszczonymi w nowo wydanym zbiorze analizami „sportowymi”). Warto też wyczulić się na związki „felietonów analitycznych” (Poprawa 2017: 498) z twórczością poetycką ich autora. Poza przykładami podanymi przez Poprawę w „Posłowiu” (i wcześniej: zob. Poprawa 2007), czyli między innymi podobnymi wątkami w „Odbiorcy…” i w wierszach „Co jest grane” i „Łzy w kinie”, można się pokusić o wskazanie w rozdziale „Czerwony sztandar nad dyskoteką” frazy „narody, którym się lepiej powiodło” (s. 201), natychmiast kojarzącej się z wierszem „Naród, któremu się lepiej powiodło” z tomu „Atlantyda”. A podczas lektury deklaracji zawartej w jednym z wywiadów: „Kiedyś, w przerwie między jednym a drugim tłumaczeniem z Szekspira, uda mi się może napisać traktacik o estetyce koszykówki, w którym udowodnię, że koszykówka na najwyższym poziomie to właściwie poezja” (s. 451) można przypomnieć sobie, że wcześniej powstał już wiersz o głębszym znaczeniu koszykówki („Pierwsza piątka” z tomu „Widokówka z tego świata”).

(Nie)poważny temat

Barańczak, zwłaszcza jak na dość już odległy czas powstania tych tekstów, wykazuje się nowoczesnym podejściem do tematu. Wielokrotnie wyłuszcza swoje stanowisko, pisząc na przykład: „Wydaje się dzisiaj coraz wyraźniej, że »arystokratyczna« krytyka kultury masowej stała się postawą zdecydowanie anachroniczną” (s. 68) czy – choć tu nieco już jednak „arystokratycznie” w doborze słów – „Krytyk dzisiejszy jest, moim zdaniem, krytykiem w pełnym sensie tego słowa, kiedy śledzi, analizuje i komentuje nie tylko arcydzieła i nie tylko obszar literatury »wysokiej«, ale również okazy kiczu i krainę szmiry” (s. 442). W innym miejscu powie konkretniej: „Ja zresztą w ogóle nie uznaję podziału na kulturę wysoką i niską. Uznaję tylko podział na kulturę wartościową (w której mieszczą się moim zdaniem Bach i Szekspir, ale również Charlie Parker i Monty Python) i kulturę bezwartościową, czyli kulturę kiczu (w której mieszczą się dla mnie: piosenkarka Madonna i film »Rambo«, ale również koncert fortepianowy Czajkowskiego i film »Podwójne życie Weroniki«)” (s. 447).

Stawka zajmowania się kulturą masową okazuje się jednak znacznie wyższa niż próba zniesienia utartych podziałów i odświeżenia kryteriów wartościowania. „Krytyka kultury masowej, inaczej mówiąc, dowodzi właśnie wiary w jej możliwości, żąda od niej najlepszego, na co ją stać” (s. 69) – deklaruje autor, a to żądanie nie jest estetycznym kaprysem wymagającego odbiorcy, lecz walką w słusznej sprawie wykraczającej poza kanony artystyczne. Barańczak mocno akcentuje to, że nowym kryterium oceny powinien być „skutek społeczny”. Władza „rozgrywa” obywateli, „przemycając zalecenia, naciski, ideologiczne schematy, systemy wartości w opakowaniu atrakcyjnego wyrobu masowej kultury” (s. 194). Dlatego najważniejszą tezą autora, kilkukrotnie na przestrzeni tomu powtórzoną, jest konieczność docenienia tych tekstów, które sprzyjają samodzielności i aktywności myślowej odbiorcy, a demaskowania mechanizmów działania tych wytworów kultury, które samodzielność i aktywność tłumią. Autor diagnozuje mocno: „Walka z nadmiernymi uroszczeniami perswazji staje się w takiej sytuacji nie tylko walką o jakość kultury. Jest również walką o własną duchową wolność” (s. 249), a w wywiadzie z roku 1975 podkreśla egzystencjalne wręcz konsekwencje „zniewolenia”: „Odbiorca ubezwłasnowolniony, jak go nazywam, nie jest w stanie zdobyć się na samodzielność również wtedy, gdy od odbioru kultury przechodzi do rozwiązywania własnych problemów życiowych” (s. 427).

Duch (każdego) czasu

Precyzyjnie przeprowadzana przez Barańczaka analiza związków między kulturą masową a kondycją społeczeństwa czasów słusznie minionych prowokuje, by zapytać o aktualność „Odbiorcy ubezwłasnowolnionego”. Ale gdy czyta się choćby felietony „Głos ma szary człowiek” i „Dyskusja przed kamerami” albo zdanie typu: „Inaczej mówiąc, w takim stadium rozkładu więzi społecznych jedyną możliwą formą integracji narodu staje się nieraz wspólna nienawiść do jakiegokolwiek – mniej lub bardziej wyimaginowanego – przeciwnika” (s. 203), to wydaje się, że mamy do czynienia z tekstem napisanym dziś. Uniwersalne okazują się też frazy nieomal aforystyczne: „Używając może zbyt drastycznych słów: nacjonalizm rodzi szowinizm” (s. 26), „poklepywanie po ramieniu jest nieraz gestem bardziej pogardliwym niż uderzenie w twarz” (s. 38), „konserwatyzm, (…) w sprawach odbioru sztuki jest tylko innym mianem niechęci do myślenia” (s. 56).

Sam autor „ostrożnie” dopuszczał myśl o przyszłej anachroniczności swoich koncepcji: „Tak pomyślaną dziedzinę kultury cechować będzie zawsze nierozwiązywalna sprzeczność. Czy raczej, ostrożniej i z większym mimo wszystko optymizmem rzecz ujmując: sprzeczność, którą da się rozwiązać dopiero wtedy, gdy zmieni swe oblicze system społeczno-polityczny, który tę paradoksalną kulturę powołał do życia” (s. 414). Jednak mimo że system się zmienił, część analizowanych przez Barańczaka tekstów kultury przeszła do historii (czy raczej przepadła w mrokach dziejów), polski kryminał uwolniony od ideologicznych powinności rośnie w siłę, a poezję Broniewskiego wykonuje się nie tylko w poetyce „pieśni masowej” (s. 300), ale i w rockowych rytmach (przykładem choćby album „Broniewski” z roku 2006), to rozważania badacza pozostają wciąż cenne – zarówno jako wzór warsztatu interpretacyjnego, jak i przykład rozbrojenia ponadczasowych mechanizmów manipulacji (por. Krasuski 2016).

W „Przedmowie do wydania krajowego” zawartej w „Czytelniku ubezwłasnowolnionym” Barańczak stwierdza: „Jeśli decyduję się na wydanie książki, to głównie dlatego, że analiza przeszłości może się przydać i na przyszłość. Wolałbym, ma się rozumieć, aby nie było po temu okazji” (s. 185). Cóż, związany z ponadczasowością zamieszczonych w tomie diagnoz triumf odczytać można pewnie jako klęskę społeczeństwa. Ta przykra (i cenna) świadomość nie zakłóca jednak lektury – pełnej przyjemności, pokory i podziwu.

LITERATURA:      

Barańczak S.: „Książki najgorsze i parę innych ekscesów krytycznoliterackich 1975-1980 i 1993”. Kraków 2009.           

Krasuski K.: „Stanisław Barańczak i kultura masowa”. W: „Literatura polska w świecie. Tom VI. Barańczak. Postscriptum”. Red. R. Cudak, K. Pospiszil. Katowice 2016.        

Poprawa A.: „Mitologie Barańczaka. Wypisy porównawcze”. W: „»Obchodzę urodziny z daleka…«. Szkice o Stanisławie Barańczaku”. Red. J. Dembińska-Pawelec, D. Pawelec. Katowice 2007.      

Poprawa A.: „Posłowie” W: S. Barańczak: „Odbiorca ubezwłasnowolniony. Teksty o kulturze masowej i popularnej”. Wrocław 2017.
Stanisław Barańczak: „Odbiorca ubezwłasnowolniony. Teksty o kulturze masowej i popularnej”. Wybór, opracowanie i posłowie Adam Poprawa. Wydawnictwo Ossolineum. Wrocław 2017 [seria: Sztuka Czytania].