Wydanie bieżące

15 września 18 (330) / 2017

Olga Grzelak,

OBŁĘD AUTENTYCZNOŚCI, CZYLI O FUNKCJONOWANIU AUTENTYCZNOŚCI W POPKULTURZE

A A A
Człowiek nowoczesny funkcjonuje w rzeczywistości jako podmiot nieświadomy. Poziom zmanipulowania jednostki przez społeczeństwo i przez nią samą implikuje masowe dążenie do obnażenia autentycznego ja, co powoduje podwójne (przynajmniej) zafałszowanie naturalności człowieka w rozumieniu Russowskim. Autentyczność stanowi wartość pożądaną, ale paradoksalnie wszelkie dążenia do jej osiągnięcia presuponują powstawanie kolejnych naleciałości o charakterze mistyfikacyjnym wokół jednostki. Dążenie do osiągnięcia autentyczności wzmacnia więc wielokrotnie procesy kreowania własnej tożsamości. W rezultacie „bycie sobą” okazuje się stanem idealnym, a ten z definicji jest nieosiągalny.

Odpowiedź na pytanie, czym jest autentyczność – mimo prób, i to niejednokrotnie godnych podziwu – to zadanie praktycznie niemożliwe do wykonania. Pojęcie autentyczności jest historycznie zmienne i niejednoznaczne. Koncepcje tego dotyczące zmieniały się wraz ze światopoglądem i nastrojami społecznymi. Brak definicji pojęcia i mnogość teorii odnoszących się do niego każą zastanowić się nad zasadnością dyskusji. Trudno wszakże określić, wokół czego owa dyskusja się toczy; każdorazowa wzmianka o autentyczności wymaga uprzedniej definicji bądź dodania przypisu: „w rozumieniu Sartre’owskim” albo „zgodnie z założeniami romantycznymi” czy „rozumianej po Freudowsku”. Liczba koncepcji autentyczności i to, że często są one od siebie odległe, a nawet opozycyjne wobec siebie, sprawia, że pojęcie to staje się niemal niedorzeczne. Hume i Kant przesądzają o błędności Kartezjańskiego argumentu cogito, Theodor Adorno bezpośrednio kwestionuje Heideggerowską filozofię Dasein, przyjęcie myśli Hegla wiąże się z odrzuceniem idei Russowskiej, uznanie Freudowskiej nieświadomości za obraz prawdziwego oblicza jednostki jest jednoznaczne z negacją większości pozostałych teorii, a w kontekście Nietzscheańskiej tezy, że „(…) fakty nie istnieją, tylko interpretacje” (Nietzsche 1994: 211) problem wydaje się przynajmniej… nieautentyczny. Pojęcie, które winno być autoteliczne i w swej istocie jednoznaczne, jest pozbawionym esencjalnej postaci, najbardziej zagmatwanym i niejednoznacznym terminem, którego analiza może doprowadzić do szaleństwa.

Należy więc raczej postawić pytanie – z pełną świadomością, iż dotyczy ono stanu niezdefiniowanego i że odpowiedź nigdy nie będzie wyczerpująca – jak w kontekście obłędu autentyczności funkcjonuje człowiek nowoczesny. Wszak wspomniany obłęd sprawia, że tenże człowiek miota się straszliwie. Za wszelką cenę buduje i manifestuje swoją autonomię oraz swój indywidualizm. Interesuje się tym, co skataloguje uprzednio jako oryginalne, z całym przekonaniem, że takim oto jest człowiekiem – niezależnym i zdecydowanie nieprzeciętnym. Dlatego (jak sądzi) jest człowiekiem autentycznym. Człowiek nowoczesny nie krępuje się bowiem obnażyć autentycznego ja, gdyż autentyczne ja człowieka nowoczesnego jest piękne, oryginalne i wyjątkowe. Nie należy więc się go wstydzić. Trzeba je manifestować. Choć przecież wydawałoby się, że w tym kontekście pojęcie autentyczności stoi w opozycji do pojęcia manifestacji. Autentyczność w swej istocie powinna przecież być taką siłą, która nie wymaga demonstracji. Jednak stłamszony człowiek nowoczesny nie funkcjonuje w separacji, a w społeczeństwie, które jest tworem bezlitosnym. I to społeczeństwo wymusza na jednostce pokaz autentyczności, co od razu skazuje człowieka na wysłanie odwrotnego przekazu: „Nie jestem autentyczny. Robię to, co robię, na pokaz”. Być może człowiek funkcjonujący w izolacji byłby człowiekiem autentycznym. A może wcale nie. Może rację ma Erving Goffman, kiedy neguje istnienie tożsamości jednostki i opisuje porządek interakcyjny, dowodząc, że oblicze człowieka każdorazowo wiąże się z kontekstem, w którym jednostka się znajduje. Rzeczywiście istnieje pewne prawdopodobieństwo, że człowiek jest autentyczny tylko w kontakcie z drugim człowiekiem. Zresztą tutaj właśnie znajduje się punkt zapalny owego miotania się człowieka nowoczesnego w obłędzie autentyczności. Nie wiadomo wszak, w jakim środowisku jednostka może być sobą, jeśli w ogóle da się myśleć realnie o stanie autentyczności. Każda bowiem myśl może stanowić – i na pewno często stanowi – próbę autokreacji. A więc wszystko, co czyni człowieka autentycznym, co decyduje o jego człowieczeństwie, jest jednocześnie narzędziem kreowania własnego ja. Paradoksalnie naturalna zdolność człowieka do autorefleksji uniemożliwia mu bycie autentycznym. Nieustające rozważania wokół własnego ja, permanentne pragnienie ujawniania swojego prawdziwego oblicza skutkują jego projektowaniem. Mimo to, a może właśnie dlatego, eklektyczne (sic!) pojęcie autentyczności zostało wyniesione do rangi dobra niemal materialnego – a na pewno namacalnego – o olbrzymiej wartości rynkowej. To, co jest prawdziwe, ma realną wartość, czyli faktycznie: to co nosi znamiona autentyczności, co wydaje się rzeczywiste, ma wartość realną.

O sile potencjału jakkolwiek rozumianej autentyczności (bo krąg podstawowych konotacji jej dotyczących pozostaje niezmienny, a wśród nich prym wiedzie pożądane bycie sobą i kolejna trudna do określenia kategoria, czyli prawda) nie decydują filozofowie i teoretycy rozważający różne aspekty pojęcia skomplikowanego, o którym często słusznie sądzą, że powinno być pojęciem prostym. Być może zresztą to oni – w ciągu lat – zdecydowali o złożoności problemu, który bez ich ingerencji nie osiągnąłby stanu wielokrotnego zapętlenia, a być może nawet nie zyskałby miana kłopotu, oszczędzając kolejnym pokoleniom napadów psychotycznych, pojawiających się po zbyt długich rozważaniach nad autentycznością. Niemniej o wielopłaszczyznowym potencjale pojęcia autentyczności świadczy nie szeroko zakrojona dyskusja na gruncie naukowym i terminologiczny zamęt różnej proweniencji, a obecność w kulturze popularnej. To właśnie dowodzi potęgi i „magii” autentyczności. Współcześnie jest to pojęcie niesłychanie mocno eksploatowane, a w rezultacie takie, któremu przypisuje się moc sprawczą. To od autentyczności zależy jakość życia jednostki, to ona jest katalizatorem kolejnych zmian. Autentyczność jawi się jako wartość immanentna, w związku z czym jednostka uważana za autentyczną czy też uważająca siebie za autentyczną – znowu paradoksalnie – pielęgnuje ów stan. Faktycznie, mimo immanencji byciu sobą przypisuje się rozmaite funkcje i właściwości; w społecznej świadomości jest to czynnik umożliwiający pomyślność sensu largo.

Piękna autentyczność

Popkulturowa eksploracja pojęcia autentyczności ujawnia się przede wszystkim w częstym wykorzystywaniu sformułowania być sobą, któremu to stanowi przypisuje się rozmaite wartości, na przykład estetyczną. Człowieka nowoczesnego cechuje naiwna wiara w to, że autentyczne ja jest piękne i nigdy nie będzie powodem do wstydu. Znany wokalista, laureat popularnego niegdyś programu, promującego wschodzące gwiazdy muzyki, wydaje się o tym szczególnie mocno przekonany, śpiewa wszakże: „Będę sobą, / Ja będę sobą i / Będę swego życia ozdobą / Ja będę sobą, gdy / Gdy nawet ciężko będzie mi”. Bycie sobą stanowi o wartości życia jednostki, jak udowadnia autor, wskazując w piosence, że całą życiową niemoc, brak dokonań, „niezdobyte szczyty”, niepowodzenia i wszelkie nieosiągnięte cele rekompensuje stan bycia sobą. Najistotniejsze jednak niewątpliwie pozostaje to, że artysta dzięki byciu sobą będzie „swego życia ozdobą”. Tym samym okazuje się rzeczą niezaprzeczalną, że jego autentyczne oblicze jest niebanalne i piękne. Bycie sobą staje się celem życia i zyskuje wartość estetyczną.

Nie tylko popularny wokalista nadaje autentyczności taki walor. Czyni to również firma produkująca kosmetyki do makijażu, reklamująca się hasłem „Jak pięknie być sobą”. W kontekście autentyczności sformułowanie to okazuje się szczególnie wdzięczne do interpretacji. Oczywiście początkowo narzuca się właśnie konstatacja o przypisywaniu autentyczności wartości estetycznej. Jednak dzieje się tutaj coś znacznie ciekawszego. Trudno przecież odmówić kosmetykom do makijażu mocy zmieniania twarzy, zmieniania oblicza. Kosmetyki takie nie odzierają jednostki z naleciałości fałszu, a raczej mają moc odwrotną. W związku z tym hasło „Jak pięknie być sobą” aspiruje do Baudrillardowskiego miana podwójnego symulakrum. Można by oczekiwać, że w razie konfrontacji przedstawiciel firmy kosmetycznej broniłby zasadności sloganu argumentem, że owe kosmetyki mają podkreślać autentyczność jednostki, jej autentyczną urodę lub też charakter. Jednak gdyby autentyczność trzeba było podkreślać, wszystko to, czym ona jest, a czego jednoznacznie podsumować się nie da, straciłoby wszelkie znamiona autentyzmu (które skądinąd traci nieustannie). W tym kontekście hasło „Jak pięknie być sobą” nie wpisuje się w żaden projekt autentyczności, choć wydaje się, że dysponując cierpliwością i determinacją można by – z wysiłkiem – dopasować, niezwykłą wprost myśl producenta kosmetyków, do koncepcji Zygmunta Freuda. Upraszczając: można by podjąć wyzwanie i starać się dowieść, że chęć używania kosmetyków tak zwanych kolorowych generuje id, a więc owo pragnienie wypływa ze struktury osobowości, która jest niezależna i pierwotna, nieskrępowana normami moralnymi, społecznymi i kulturowymi. Zadanie jednak wydaje się o tyle trudne, że trzeba by wykazać, iż pożądanie manewrowania wyglądem za pomocą kosmetyków jest uprzednie w stosunku do ukształtowania się presji społecznej związanej z nienagannym wyglądem, mody oraz produkcji tychże kosmetyków.

Byle być sobą

Traktuje się też autentyczność jako wartość samą w sobie, jak czyni to artysta hip-hopowy: „Nieważne jest, jaki znak Twój / Nieważne to, kto jest tobą / Nieważne jest sam z zasobów / Ważne, by być zawsze sobą / Nieważne jest, gdzie mieszkasz, żyjesz / Nieważne, czy znasz wielu ludzi / Ważne jest to, co masz w sobie / Ważne, by być zawsze sobą”. Twórca wynosi bycie sobą do rangi najwyższej wartości. Nic nie jest ważne, poza tym, by zawsze być autentycznym. W tekście – który ma zresztą nośny tytuł „Być sobą” – pojawia się sformułowanie „Nieważne to, kto jest tobą”, co może sygnalizować, że jednak wiara w możliwość eksponowania „prawdziwego” ja nie jest powszechna i niezachwiana. Okazuje się, że człowiek nowoczesny może zdawać sobie sprawę z tego, iż – zgodnie z tezą Goffmana – w zależności od sytuacji, w której się znajduje, wchodzi w określoną rolę, przybiera maskę, zostaje obdarzony słynną – choć nieco już sfatygowaną przez intensywną eksploatację – Gombrowiczowską gębą. Dla autora tekstu nie jest ważne, jaką rolę w danej chwili się odgrywa, o ile jednostka zachowuje świadomość, że jej „prawdziwe” ja jest inne, ale określone. To jednak kłóci się z pojęciem autentyczności, wpędza w kwestie świadomego kłamstwa i permanentnego oszustwa z premedytacją. Niemniej zgodnie z treścią piosenki bycie sobą równoważy inne elementy określające jednostkę, jak zagadkowy „znak”, jeszcze bardziej intrygujące „sam z zasobów”, miejsce zamieszkania i otaczający jednostkę ludzie. Artysta hip-hopowy inaczej niż wspomniany wcześniej laureat programu muzycznego traktuje autentyczność, ale obydwaj wskazują na nią jako na narzędzie kompensacji.

Autentyczność jako immanentną wartość traktuje również znana polska wokalistka, debiutująca w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku, jednak czyni to w sposób odmienny, przyjmuje perspektywę przeciwną: „Sobą bądź, z tobą być najlepiej jest”. Autentyczności więc przypisuje artystka najwyższą rangę, która decyduje o wartości drugiego człowieka. Jedynie ten, który jest sobą, może pretendować do miana najlepszego; tylko taki może uczestniczyć w relacji określanej jako najlepsza. Potwierdza się zatem, że w społecznej świadomości naturalność funkcjonuje jako cecha, która nie może być powodem zażenowania, a wręcz przeciwnie – wyłącznie człowiek autentyczny, nienakładający masek nie musi się wstydzić i pozwala na zaistnienie autentycznej relacji opartej na prawdzie.

W pocie i znoju

Bycie sobą, jak się okazuje, jednak może wymagać odwagi, choć nie znaczy to równocześnie, że w wypadku niektórych jednostek autentyczność powoduje wstyd, wymagający przełamania. Znana wokalistka, która niedawno dokonała przełomu w swoim stylu muzycznym, śpiewa: „Powiedz tylko słowo, a ośmielę się być sobą / Powiedz tylko słowo, a odważę się być z tobą”. Ukazanie swojego prawdziwego oblicza zdaje się wobec tego posunięciem ryzykownym; kamuflaż stanowi rodzaj ochrony, jego brak może powodować uszkodzenie autentycznego oblicza, które bez pancerza fałszu okazuje się delikatną strukturą, wymagającą pielęgnacji i zainteresowania zaufanej osoby. Dla zaistnienia relacji między jednostkami konieczne jest wcześniejsze odsłonięcie autentycznego oblicza, odwaga potrzebna do zaangażowania wydaje się więc wtórna wobec odwagi koniecznej do bycia sobą; nie będąc sobą, jednostka nie ośmieli się zacieśniać więzi z drugim człowiekiem, czyli jeśli pragnie tę więź zacieśniać, musi zdecydować się na ukazanie swego autentycznego ja. Człowiek nowoczesny ryzykuje więc bezpieczeństwo swojej autentyczności. Odwaga związana z ekspozycją „prawdziwego” ja nie wymaga wobec tego przełamania wstydu, a raczej przełamania obawy przed naruszeniem prawdziwego oblicza.

Nie dość, że bycie autentycznym wymaga odwagi, to – jak zapewnia zespół niegdyś reprezentujący Polskę w finale konkursu Eurowizji – jeszcze wymaga wysiłku, jest trudne: „Stale sobą być / Sobą / Udajemy zawsze kogoś lub coś / Stale sobą być / Sobą / Nie tak łatwo – a ten w lustrze to kto?”. Muzycy nie kwestionują wartości autentyczności, jednak przyznają, że jest to stan, którego osiągnięcie jest nierozerwalnie związane z wysiłkiem i pokonywaniem piętrzących się trudności. Wydawałoby się, że autentyczność powinna być sama z siebie, a nie dopiero generowana przez podmiot, a konstytutywną cechą podmiotu powinno być właśnie to, że jest on autentyczny; tymczasem członkowie znanego zespołu przekonują, że by być sobą, trzeba wcześniej przezwyciężyć rozmaite przeciwności. Rzecz to tym ciekawsza, że z kolei znany zespół amerykański nie wiąże stanu autentyczności z pokonywaniem trudności i jakimkolwiek wysiłkiem. „To be yourself is all that you can do” – śpiewa wokalista grupy, a więc postrzega stan bycia sobą zupełnie inaczej niż polscy wykonawcy. Amerykański zespół wskazuje na to, że w obliczu trosk i problemów wszystko, co można uczynić, to właśnie po prostu być sobą. Muzycy interpretują więc autentyczność jako rzecz oczywistą, która nie wymaga wysiłku, nie wiążą jej z uprzednim podjęciem wyzwania, sprowadzają stan bycia sobą do podstawowej umiejętności właściwej każdej jednostce.

Wyzwolenie (w) autentyczności

Interesująco wobec tego sytuuje się kultowy już tekst piosenki polskiego zespołu, który szczególną popularnością cieszył się w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. „Chciałbym być sobą / Chciałbym być sobą wreszcie / Chciałbym być sobą / Chciałbym być sobą jeszcze” i dalej „Po co się spieszysz, po co się spieszysz / Przecież do końca życia mamy na to czas / Aby być sobą / Aby być sobą jeszcze / Aby być sobą / Aby być sobą wreszcie / Chcemy być sobą / Chcemy być sobą wreszcie / Chcemy być sobą / Chcemy być sobą jeszcze…”. Artyści wyrażają więc po pierwsze pragnienie bycia sobą jednostki i grupy. Autentyczność zaczyna funkcjonować na dwóch poziomach: indywidualnym i ogólnym. Ważna jest nie tylko jako cecha odnosząca się do pojedynczego człowieka, ale także jako przymiot właściwy jakiejś zbiorowości. Pojawia się więc istotny problem tożsamości grupy, a wraz z nim kolejna kłopotliwa kwestia: jak może funkcjonować „prawdziwe” ja określonej zbiorowości, założywszy, że tworzą ją jednostki autentyczne? Czy warunkiem autentyczności grupy jest autentyczność jednostek ją tworzących, czy też może jednostki muszą poświęcić swoją autentyczność, by uautentycznić grupę, którą tworzą? A może warunkiem autentyczności jednostki jest autentyczność grupy? W tekście „Chcemy być sobą” wyrażone zostaje również przekonanie o tym, że autentyczność nie jest oczywista i trzeba do niej dążyć. Z jakiegoś powodu „chcemy być sobą wreszcie” (podkr. O.G.), jakby nie można być sobą od razu, jakby dotychczas coś stało na przeszkodzie w drodze do osiągnięcia autentyczności. Piosenka została wydana w 1981 roku, a więc w czasach politycznego napięcia i sprzeciwu wobec ówczesnej władzy, co dodatkowo wartościuje dążenie do osiągnięcia autentyczności, które staje się równoznaczne z buntem przeciwko i manifestacją własnych pragnień, jednoczy uciśnionych ludzi, którzy chcą tylko prawa do decydowania o sobie, o swojej edukacji, stroju, o godzinach odwiedzin u znajomych. Na bycie sobą oczekuje się niecierpliwie, a jednak jest to stan, który jedynie coś dopełnia: „chcemy być sobą jeszcze” (podkr. O.G.), być sobą oprócz czegoś. Autentyczność zostaje więc odciążona, polscy muzycy ściągają z niej obowiązek kompensacji; choć nie odmawiają jej wagi, rezygnują z autentyczności jako celu samego w sobie, w takiej sytuacji nie wystarczy być sobą.

Świadoma autentyczność

Ciekawe, że wobec obłędu autentyczności można być przekonanym o zakresie prawdziwości jednostki, jak na przykład wokalistka popularna w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, która zdradza się z naiwną wiarą w to, że człowiek nowoczesny jest wystarczająco świadomy i ma odpowiednią wiedzę dotyczącą autentyczności, by decydować, jakie są granice bycia sobą, śpiewa wszak: „Nie byłabym sobą, gdy byłabym inna”. Podobne przekonanie żywi młody duet hip-hopowy: „Nie wiesz kim być? / Bądź sobą, / Nie Rysiem Ochódzkim, / Nie Kubą Wojewódzkim i nie Majdanem, i nie Dodą. / Bądź sobą! / I tylko sobą”. Jednostka ma kompetencje, by świadomie manewrować swoją tożsamością w kontekście autentyczności. Może wybrać, kim być, może również zdecydować się na bycie sobą, do czego wystarczy li tylko podjęcie decyzji, ponieważ jednostka posiada wiedzę, która pozwala na określenie granicy pomiędzy „prawdziwym” ja a ja wykreowanym, przy czym twórcy wskazują, że najlepszym wyborem jest autentyczność.

W niebezpieczeństwie

Możliwość niebycia sobą bywa utożsamiana ze stanem, który jest niebezpieczny, a nawet wiąże się z lękiem. Trwoga niebycia sobą może się wiązać z niechcianym uczuciem, które powoduje, że jednostka nie jest sobą; jak przekonują twórcy reklamy, w tej roli występuje na przykład uczucie głodu: „Snickers – głodny nie jesteś sobą”. Niebycie sobą samo w sobie może być przerażające. Bezpośrednio wyraża to wokalista zespołu znanego przede wszystkim z muzyki do polskich filmów komediowych: „Nie jestem sobą to straszne / Jestem nie sobą no właśnie”. Musi być to uczucie potężne, gdyż jak się okazuje utrata autentyczności wywołuje taki lęk, że aby ją jednak zachować, warto poświęcić szczęście i powodzenie, o czym śpiewa wokalista popularnego zespołu ze Śląska: „Znów wszystko poszło nie tak / Znowu musiało tak być / Jakbyś bez tego nie był sobą”. Należy więc pokornie znosić niepowodzenia, ponieważ wybór pomiędzy zachowaniem autentyczności a powodzeniem jest oczywisty. Obawa przed utratą autentyczności okazuje się tak wielka, że człowiek znosi porażki, bo być może to, że mu się nie powodzi, stanowi część jego autentyzmu. Wobec tego okazuje się, że lęk związany z niebyciem sobą może być implikowany (na przykład przez uczucie głodu) albo implikujący (na przykład znoszenie porażek).

„Wybierz Pepsi!”

Bez wątpienia w świadomości społecznej autentyczność funkcjonuje jako wysoka wartość. Człowiek nowoczesny zachowuje się wobec autentyczności rozmaicie. Dominuje jednak przekonanie, że warto być sobą. Takie przeświadczenie człowieka nowoczesnego i jego pożądanie względem autentyczności zmyślnie wykorzystują specjaliści do spraw reklamy, jednocześnie dodatkowo nobilitując pojęcie. „Bądź sobą, wybierz Pepsi” – tak, człowiek nowoczesny pożąda autentyczności, ale czy kierując się wskazówkami zawartymi w reklamie, jest sobą? Hasło to wydaje się ukrytą negacją stanu autentyczności, zwłaszcza że Pepsi nie ma wiele wspólnego z naturą. „Sprite – wyraź siebie”, ponieważ człowiek nowoczesny musi manifestować swoje „prawdziwe” ja, musi demonstrować jak bardzo jest sobą, sobą niepowtarzalnym i oryginalnym, pięknym, wartym intensywnej ekspozycji. Hasło „Fortuna się kołem nie toczy / Fortuna się toczy owocem / Póki słońce ziemie karmi / I obdarza owocami / A owoce nas sokami / Wybierz ją, bądź naturalny / Fortuna, natura / Sok naturalny / Fortuna, natura” jest wyjątkowe na tle pozostałych, wydaje się wszak odwoływać do natury jako do świata przyrody, jednak sformułowanie „Wybierz ją, bądź naturalny” wskazuje również na powiązanie z autentycznością. Wybór określonego soku pozwala być sobą, wrócić do stanu natury. A przecież nawet wielki, deprecjonujący wartość kultury, postulujący stan naturalny jako jedyny, który pozwala na powrót do samego siebie, Jan Jakub Rousseau nie wierzył w możliwość odzyskania pierwotnego stanu natury. Mimo wszystko zdaje się, że autorzy hasła reklamowego głęboko inspirowali się myślą genewskiego filozofa…

Wstydliwa autentyczność

Okazuje się, że można również uciekać od bycia sobą. Znana aktorka i piosenkarka śpiewała: „O, jak dobrze umieć być tym, kim się nie jest / Ja umiałam, nim przyszedłeś ty / Dla ciebie jestem sobą / I choć to tak mało jest / Nie potrafię być przed tobą nikim innym / (…) / Tak mi z sobą nie do twarzy / Tak powinnam siebie kryć / Ale kiedy na mnie patrzysz / Ja nie umiem inną być”. Autentyczność, zwykle wysoko ceniona, w piosence polskiej aktorki zostaje uznana za rzecz wstydliwą, brzydką. Jest to zdanie odosobnione, jeśli chodzi o stosunek do formy bycia sobą. Ale pojawia się tutaj również powtarzająca się u innych twórców zależność bycia sobą od drugiej osoby, w tym przypadku jednostka reaguje na inną jednostkę niemożliwym do powstrzymania odsłonięciem swojego prawdziwego oblicza, bez względu na to, czy uważa to za słuszne. Jakby bycie sobą, bez względu na charakter i urodę „prawdziwego” ja, stanowiło warunek zaistnienia relacji między dwojgiem ludzi, czyli mimo chęci ukrycia „prawdziwego” ja, mimo decyzji, że to mało do zaoferowania, autentyczność ma wartość, ponieważ jest uwarunkowana obecnością drugiego człowieka. Być może – zgodnie z koncepcją Emmanuela Lévinasa – usprawiedliwienie wolności i nadanie wartości jednostce konstytuuje jedynie Inny, absolutnie inny człowiek, którego jednostka sama w sobie nie jest w stanie ogarnąć, jakby bycie sobą zależało od obecności Innego. Przy czym nie może być to przypadkowy inny, ale taki, którego jednostka napotyka w epifanii twarzy. Może więc z Innym wolno utożsamiać tylko człowieka, który wchodzi w relację z określoną jednostką. Wobec tego nawet jeśli człowiek myśli o swoim „prawdziwym” ja w kategoriach negatywnych, musi zgodzić się, że owo ja ujawnia się, kiedy relacja między jednostkami jest na tyle zaawansowana, że znika wstyd. Nawet jeśli w piosence polskiej aktorki nie uznano za wartość samej autentyczności, to w tekście dostrzec można przekonanie, że jest ona następstwem innej wartości.

Wobec obłędu

Wydaje się, że naturalne środowisko człowieka nowoczesnego istnieje tylko o tyle, o ile da się je nazwać nieautentycznym autentycznym kontekstem, zwłaszcza gdy wziąć pod uwagę stwierdzenie Jeana Baudrillarda, że „Rzeczywistość nie istnieje” (Baudrillard 2005: 7). Ponieważ człowiek nowoczesny determinuje swoje życie pojęciem autentyczności, mimo jego rozstrzygniętej niedefiniowalności, wszelkie dylematy związane z tym wydają się nieautentyczne, by przypomnieć rozważania Charles’a Taylor’a o tym, czy jednostka powinna pozostać wierna wewnętrznym instynktom, czy ustalonym normom. Pojawia się bowiem tutaj pytanie, na ile wewnętrzne instynkty są autentyczne, skoro nie rozwijają się niezależnie od wszystkiego.

Autentyczność dla człowieka nowoczesnego jest niesłychanie atrakcyjna, czego dowodzi jej popularność w popkulturze. Cel, jaki stanowi bycie sobą w dobie daleko posuniętego zaawansowania różnych dziedzin nauki, zdaje się szybko i bezpowrotnie oddalać, choć – rzecz jasna – nigdy nie był w zasięgu jednostki, a mimo to jego wizja człowiekiem powodowała i w dalszym ciągu powoduje. Brak wyjaśnienia nie przeraża człowieka nowoczesnego, autentyczność – również bliżej nieokreślona – jawi się jako wysoka wartość. Człowiek nowoczesny sprawia wrażenie, jakby nie był ani przerażony, ani zmęczony obłędem autentyczności. Może wynika to z tego, że jest – wbrew wszelkim pozorom, wbrew rozwojowi sztuk i myśli – podmiotem nieświadomym, któremu wszystko się wydaje. Człowiek nowoczesny miota się straszliwie, a jego nieświadomość to być może ratunek przed szaleństwem, które mogłoby stać się jego udziałem w związku z uwikłaniem w obłęd autentyczności. Autentycznie.

LITERATURA:      

Adorno T.W.: „Dialektyka negatywna”. Przeł. K. Krzemieniowa. Warszawa 1986.

Austin J.L.: „Udawanie”. W: tegoż: „Mówienie i poznawanie”. Przeł. B. Chwedeńczuk. Warszawa 1993.       

Baczko B.: „Rousseau: samotność i wspólnota”. Gdańsk 2009.     

Baudrillard J.: „Symulakry i symulacja”. Przeł. S. Królak. Warszawa 2005.         

Bielik-Robson A.: „Duch powierzchni: rewizja romantyczna i filozofia”. Kraków 2010. 

Bieńczyk M.: „Przezroczystość”. Kraków 2007.     

Descartes R.: „Rozprawa o metodzie właściwego kierowania rozumem i poszukiwania prawdy w naukach”. Przeł. T. Żeleński (Boy). Warszawa 1980.      

Diderot D.: „Paradoks o aktorze”. W: tegoż: „Paradoks o aktorze i inne utwory”. Przeł. J. Kott. Warszawa 1958.           

Freud Z.: „Ego i id”. Przeł. J. Prokopiuk. W: tegoż: „Poza zasadą przyjemności”. Warszawa 2005.       

Freud Z.: „Kultura jako źródło cierpień”. Przeł. J. Prokopiuk. Warszawa 1995.    

Goffman E.: „Człowiek w teatrze życia codziennego”. Przeł. H. Datner-Śpiewak i P. Śpiewak. Warszawa 2008.           

Gombrowicz W.: „Ferdydurke”. Kraków 1989.      

Heidegger M.: „Bycie i czas”. Przeł. B. Baran. Warszawa 2008.    Hume D.: „Traktat o naturze ludzkiej”. Przeł. C. Znamierowski. Warszawa 2005.

Kant I.: „Przypuszczalny początek ludzkiej historii i inne pisma historiozoficzne”. Przeł. M. Żelazny. Toruń 1995.           

Kostkiewiczowa T., Sinko Z.: „Russoizm”. W: „Słownik literatury polskiego oświecenia”. Red. T. Kostkiewiczowa. Wrocław 2006.          

Lévinas E. „Całość i nieskończoność”. Przeł. M. Kowalska. Warszawa 1998.      

Nietzsche F. „Pisma pozostałe 1876-1889”. Przeł. B. Baran. Kraków 1994.         

Rousseau J.-J.: „Marzenia samotnego wędrowca”. Przeł. E. Rzadkowska. Wrocław 1983.

Rousseau J.-J.: „Wyznania: wybór”. Przeł. T. Żeleński (Boy). Wrocław 1978.      

Starobinski J.: „Jean-Jacques Rousseau. Przejrzystość i przeszkoda oraz siedem esejów o Rousseau”. Przeł. J. Wojcieszak. Warszawa 2000.           

Taylor Ch.: „Etyka autentyczności”. Przeł. A. Pawelec. Kraków 2002.     

Warchala M.: „Autentyczność i nowoczesność: idea autentyczności i nowoczesności od Rousseau do Freuda”. Kraków 2006.

W eseju odnoszę się do tekstów następujących popularnych piosenek: „Będę sobą” Szymona Wydry, „Być sobą” Ośki we współpracy z Selmą, „Coś optymistycznego” Kasi Kowalskiej, „Powiedz” Chylińskiej, „Noheo” Blue Café, „Be yourself” Audioslave, „Chcemy być sobą” Perfectu, „Skłamałam” Edyty Bartosiewicz, „Bądź sobą” Grupy Operacyjnej, „Nie jestem sobą” Elektrycznych Gitar, „Znów wszystko poszło nie tak” Myslovitz, „Dla ciebie jestem sobą” Kaliny Jędrusik, a także haseł reklamowych: marki kosmetycznej Astor, producenta batoników Snickers, producenta napojów Pepsi i Spirite oraz producenta soków Fortuna.

Zdjęcie: https://pixabay.com/pl/znak-town-miejsce-nazwa-znak-924570/