Wydanie bieżące

15 września 18 (330) / 2017

Marek Bochniarz,

KINO LGBT O HOMOFOBII W SPOŁECZEŃSTWIE TOLERANCJI (ODWET)

A A A
Dyskurs ssie! Aczkolwiek może to być wbrew utartym mądrościom na temat predyspozycji homoseksualistów do doceniania sztuki i praktyk artystycznych, Fioletowy Ruch Oporu generalnie nie wspiera ani nie akceptuje artystów czy dyskursu sztuki, aczkolwiek gówniani artyści i ich narracje są tymczasowo akceptowalne. Świat sztuki stał się czysto reaktywną i reakcyjną instytucją, której trendy i tendencje są zdeterminowane i ograniczone przez szerokie, konserwatywne siły kultury i politykę społeczno-ekonomiczną klasy rządzącej – kapitalistyczny wyzysk; od dawna zrezygnował ze swej funkcji jako przedpola awangardy czy jako środka terapeutycznego, katarktycznego, a nawet krytycznego, a tym bardziej politycznego lub rewolucyjnego.

(LaBruce 2011)

Kanada to kraj, w którym tolerancja jest wartością kluczową. Tamtejsza legislacja w przeszłości wyprzedziła inne w sferze praw osób LGBT, depenalizując homoseksualne czynności seksualne już w 1969 roku. To właśnie tam też wyruszyli geje z amerykańskiego serialu „Queer as Folk”, aby pobrać się – gdyż Kanada w kwestii związków partnerskich i jednopłciowych jest o wiele bardziej tęczowym miejscem niż Stany Zjednoczone (a na pewno była w czasach produkcji tego popularnego serialu). Niemniej, dzieci bywają okrutne i nietolerancyjne, z czym ciężko na co dzień walczyć – o czym niejako informuje publiczność „Odwet”.

Pierwszym wrażeniem po seansie jest bowiem postawienie sobie pytania: „Ale mówimy o szkole w tolerancyjnej Kanadzie, prawda?”. Antoine-Olivier Pilon, dość już emblematyczny dla kina LGBT, bo znany z występów w filmach Xaviera Dolana („Na zawsze Lawrence”, „Mama”), gra Tima – młodego homoseksualistę, który nie potrafi zaakceptować swojej tożsamości i lęka się prześladowań ze strony rówieśników. W przeciwieństwie do niego jego chłopak stara się trzymać fason – przez co codziennie jest obiektem nienawistnych ataków, podszytych rzecz jasna homofobią.

Szukanie tożsamości

Wydaje się, że jest tyle rodzajów mężczyzn homoseksualnych, co rodzajów muzyki. Geje, których pociąga rock alternatywny, punk, sztuka undergroundowa czy hipsterska moda, nazywają siebie alternaqueers (…). Wielu dużych, zarośniętych gejów określa się jako miśki. Niektórzy młodsi mężczyźni dumni z bycia szczupłymi i gładko ogolonymi nazywają się twinks. Geje o cechach żeńskich mogą się określać jako queens (...) Geje, którzy dużo trenują, odnoszą się do siebie jako muscle queens czy gym queens, a jeśli podróżują po kraju aby tańczyć całe noce do muzyki techno – circuit queens. Bogaci geje, często ubrani w stylu studentów ekskluzywnych uczelni prywatnych, są znani jako A-gays, a geje zainteresowani skórą – leathermen. Pomimo tego, że znajdziecie wiele śladów tych subkultur w sieci i większych miastach, nie musicie należeć do żadnej z nich – możecie także stworzyć swoją własną. Pamiętajcie – te tożsamości mają jedynie pomóc gejom powiedzieć światu trochę o tym, kim są.

(Belge, Bieschke: 2011)

Tim na tle tego wyliczenia subkultur sprawia wrażenie młodego chłopaka „bez właściwości”. Nie „wyautował się” nawet przed ojcem, który po śmierci matki wychowuje go w pojedynkę. Nie jest pewny swej orientacji, wypiera ją i próbuje sprawiać wrażenie tak przeciętnego, jak to tylko możliwe. I tak pełni funkcję kozła ofiarnego.

Po samobójstwie ukochanego Tim próbuje zmienić swoje zachowanie i wraca do biegania, w którym jako dzieciak był bardzo dobry… Oczywiście – musi zmierzyć się także z otaczającą go atmosferą homofobii, choć nie ma natury wojownika, który co dzień odważnie stawia czoła przeciwnościom losu. Tim boi się o wszystko – o to, że „sprawa się wyda”, że stanie się obiektem jeszcze większej agresji. Przez te tak ludzkie lęki jest paradoksalnie o wiele lepszym bohaterem dla takiego filmu jak „Odwet” niż jednostki silne psychicznie. Słabości charakteru powodują, że to postać realistyczna – taka jak „każdy z nas”. Presja stopniowo i niepostrzeżenie dalej narasta wokół osamotnionego Tima-odludka – aby widz odczuł choć posmak tego, jak homoseksualiści mogą się czuć w nieprzyjaznym im środowisku. Jaki jest zatem wybór Tima? Jako introwertyk i chemiczny geek, decyduje się sięgnąć po zabawy z ładunkami wybuchowymi. Taki jest jego desperacji odwet.

Nauczyciele w szkole ukazanej w filmie reagują zbyt mało bądź wcale. Choć instytucja edukacyjna przedstawiona w „Odwecie” sprawia wrażenie nowoczesnej, nie można zarazem powiedzieć, aby była wyjątkowo przyjazna gejom. Kanadyjski system edukacji ma wciąż z tym problem – zajęcia z tolerancji dla osób z mniejszości seksualnych nie są prowadzone we wszystkich szkołach, a stosunek do kwestii LGBT zależy tak naprawdę od konkretnych nauczycieli czy od poszczególnych placówek. Niby prawo zapewnia przynajmniej podstawową ochronę osobom o innej orientacji niż heteroseksualna, ale praktyka jest jak zwykle pełna „osobnych przypadków”.

Czy kino zaangażowane może być sztuką?

Filmy tworzone w celach perswazyjnego oddziaływania na publiczność, jako rozszerzenie pola działań aktywistycznych, toczy rak nadmiernych uproszczeń. Aby być komunikatywnymi i dotrzeć do jak największej liczby odbiorców, filmowcy muszą posługiwać się kalkami kina mainstreamowego czy szukać porozumienia z odbiorcą, przywołując znane mu wątki z „normalnych” filmów tworzonych wyłącznie w celach rozrywkowych i komercyjnych.

Podstawowym pytaniem kina walczącego jest też tak naprawdę to, które stawia sobie sam filmowiec, gdy dopiero przystępuje do pracy. Zastanawia się wówczas, o czyje tak naprawdę prawa chce walczyć. Tak postąpiła Karolina Bielawska przy pracy nad dokumentem „Mów mi Marianna”, dopasowując komunikat do bohaterki – osoby, która zdecydowała się na operację korekty płci, lecz nie uczestniczyła nigdy w tęczowych paradach. To najzwyczajniejsza kobieta, zainteresowana „banalnym” życiem, pragnąca trwałego związku, opartego na szacunku i miłości. Dlatego Bielawska konstruuje dokument noszący cecha klasycznego melodramatu, mistrzowsko budując opowieść, która w publiczności wywołuje niemałe wzruszenie. I można być nawet i zatwardziałym w swym wyrafinowaniu i obyciu widzem, a i tak łza nam niechybnie (prawie że) popłynie po policzku, gdyż Marianna to – podobnie, jak Tim – każdy z nas.

Jako typowy reprezentant kina zaangażowanego „Odwet” posiada szereg mankamentów fabularnych czy choćby i technicznych. Jednak uproszona fabuła ma za zadanie – jak to w filmie propagującym dane idee (tu – filmie dopominającym się o tolerancję w szkolnictwie) – ilustrować problem społeczny i stawiać edukacyjne, a przy tym czytelne pytania: „Widzu, zastanów się, czy tak być musi? Co trzeba zrobić, aby przerwać łańcuch nietolerancji i sprawić, aby w kanadyjskich szkołach uczniowie nie znęcali się nad osobami LGBT?”. Paradoksalnie, to właśnie słabości filmu Yana Englanda uzasadniają jego istnienie w świecie, w którym – jak to ironicznie ujął Bruce LaBruce w „Manifeście Purpurowego Ruchu Oporu” – kino artystowskie stało się tak zdegenerowane, że jest realizowane wedle wskazówek dominującej mody (to także casus coraz bardziej skostniałego formalnie new queer cinema) i zazwyczaj na skutek pragmatycznych działań, z myślą o osiągnięciu konkretnych celów ekonomicznych.

LITERATURA:

Belge K., Bieschke M.: „Queer: The Ultimate LGBT Guide for Teens”. San Francisco 2011.

LaBruce B.: „The Purple Resistance Army Manifesto”. „The Vice”. 25 października 2011. https://www.vice.com/en_us/article/7be9g9/bruce-labruce-for-the-purple-resistance-army.
„Odwet” („1:54”). Scenariusz i reżyseria: Yan England. Zdjęcia: Claudine Sauvé. Obsada: Antoine-Olivier Pilon, Lou-Pascal Tremblay, Sophie Nélisse. Produkcja: Kanada 2016, 106 minut.