Wydanie bieżące

15 września 18 (330) / 2017

Przemysław Pieniążek,

WEWNĘTRZNA EMIGRACJA (JOANNA CZECZOTT: 'PETERSBURG. MIASTO SNU')

A A A
Joanna Czeczott proponuje jedyną w swoim rodzaju reporterską podróż ulicami tytułowego miasta, w fascynujący sposób łącząc w recenzowanym tomie reminiscencje mniej lub bardziej zamierzchłej przeszłości Piotrogrodu/Leningradu/Petersburga ze współczesnymi human stories pozyskiwanymi od przedstawicieli różnych grup społecznych i środowiskowych. Konfrontując ze sobą odmienne poglądy (i pozostawiając czytelnikowi ocenę prezentowanych stanowisk), dziennikarka tworzy narracyjny wielogłos, który w połączeniu z autorskimi refleksjami – bardzo trafnymi oraz nienagannymi w warstwie językowej – tworzą wielowymiarową panoramę trzystuletniego „Pitra” ze szczególnym uwzględnieniem jego burzliwej historii, dziedzictwa kulturowego, ale także napięć społeczno-politycznych. Zwracając uwagę na fakt, że nad położonym w delcie Newy miastem (dla wielu będącym synonimem swobody, niezależności, niezłomności oraz nowoczesności) od samego początku unosiło się widmo klęski, Joanna Czeczott gruntownie analizuje podłoże petersburskiego mitu eschatologicznego, przypominając o cyklicznych walkach miejscowej ludności z życiodajnym i niszczącym żywiołem wody oraz o (ukończonej z inicjatywy Władimira Putina) budowie Petersburskiego Kompleksu Zapobiegania Powodziom.

Snując wielowątkową opowieść o fenomenie dawnej stolicy Imperium Rosyjskiego, politolożka rekonstruuje genezę „wyśnionego” przez cara Piotra I miasta, mającego być kosmopolityczną metropolią na wzór zachodnioeuropejskich lokacji. Miasta, które – jak wykazuje reporterka – stało się za czasów rządów jego charyzmatycznego patrona „pierwszym rosyjskim gułagiem” (s. 99). Wspomnienie rewolucji październikowej, stalinowskiego terroru końca lat 30. minionego wieku oraz trwającej 872 dni blokady Leningradu (doświadczenia, na którym budował się zarówno „etos miasta-bohatera”, [s. 186], ale także pamięć o kryzysie idei człowieczeństwa) stanowią istotne punkty na historycznej mapie Petersburga, skrupulatnie kreślonej przez autorkę omawianej publikacji.

Poetycka twórczość Aleksandra Galicza – radzieckiego barda, dramaturga i dysydenta – stanowi z kolei osnowę reportażu dotyczącego trupy teatralnej, która w niecodzienny sposób starała się dotrzeć do młodego pokolenia ze scenicznym memento dotyczącym przeszłych i bardziej współczesnych przejawów totalitarnej władzy. Dziennikarka poznaje także codzienne życie obnośnych handlarzy z petersburskiego metra, jak również relacjonuje działania Komunistów Petersburga i Obwodu Leningradzkiego, konsekwentnie dążących do ponownego wprowadzenia Rosji na tory socjalizmu. Joanna Czeczott rozmawia również z potomkami przedrewolucyjnych arystokratów oraz przedstawicielami pokolenia lat 80. „zakochanymi” w silnym ojcu narodu, jakim w ich odczuciu jest przywoływany już Prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin.

Rzucając nieco więcej światła na temat rządzonego przez korupcję, przemoc i bezprawie „bandyckiego Petersburga” (taka łatka przylgnęła do „Pitra” w latach 90. XX wieku), autorka – głosem bohaterów jej tekstów – sygnalizuje problem swoistej bezrefleksyjności znacznej części rosyjskiego społeczeństwa, które „nie przygląda się sobie” (s. 347). Mało satysfakcjonujący poziom reportaży oraz filmów dokumentalnych, efemeryczność produkcji mogących uchodzić za reprezentację kina moralnego niepokoju prowadzi do konstatacji, że – jak słusznie zauważa jeden z rozmówców Joanny Czeczott – „problemem nie jest brak wolności słowa. Problemem jest brak potrzeby wolności słowa” (ibidem). Z drugiej strony jednak to Petersburg uchodzi za błękitną stolicę Rosji (dziennikarka podkreśla, iż pod koniec lat 80. to właśnie w ówczesnym Leningradzie rozkwitła kultura LGBT), mając przeciwko sobie władzę ignorującą, a nawet wspierającą przejawy homofobii.

Joanna Czeczott przypomina także o wciąż aktualnym problemie wewnętrznej emigracji, zwanej także życiem wnie. Owa kategoria, opisana przez Aleksieja Jurczaka (profesora kulturoznawstwa na Berkeley oraz rodowitego leningradczyka), wiąże się ze specyficznym dystansem, dzięki któremu jednostce łatwiej odnaleźć własną niszę wewnątrz opresyjnego systemu. Jednostce, dla której „totalitarna władza i dysydencka opozycja stanowiły jedynie awers i rewers tej samej, mało interesującej monety. Monety, której lepiej w ogóle nie dotykać” (s. 10). Stąd ideałem egzystencji w tytułowym mieście okazywały się niegdyś fuchy dozorcy, stróża i palacza w kotłowni w jednym z sowieckich, wielopiętrowych bloków. Wszak to kotłownia stanowiła enklawę idealną, gdzie palacze „dbali o żar w kotłach państwa radzieckiego, pozostawiając swój świat całkowicie poza jego zasięgiem” (s. 12). Równocześnie autorka podkreśla, iż ten, kto jest „dobrze wyćwiczony w byciu wnie, odtworzy swoją stolicę nawet na obczyźnie” (s. 15). Dlatego też Petersburg niezmiennie pozostaje miastem snu – mitologizowaną, a jednocześnie rzeczywistą przestrzenią, urastającą do rangi ponadczasowej idei, nieustającego natchnienia, kuszącej obietnicy, ale i bolesnych wspomnień, wciąż kładących się cieniem na współczesnym pejzażu „Paryża Północy”.
Joanna Czeczott: „Petersburg. Miasto snu”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2017 [seria: Sulina].