Wydanie bieżące

15 września 18 (330) / 2017

Paulina Zięciak,

SKĄD PRZYSZLIŚMY? KIM JESTEŚMY? DOKĄD ZMIERZAMY? (MNK: #DZIEDZICTWO)

A A A
Dziedzictwo to dobra kultury, nauki i sztuki pozostawione przez poprzednie pokolenia. Muzeum Narodowe w Krakowie pod hasłem „#dziedzictwo” podjęło się tego rozległego i trudnego tematu, przygotowując ekspozycję prezentującą dzieła sztuki, jak również zabytki oraz pamiątki, które mówią o polskiej przeszłości, ale i teraźniejszości. Jak podaje we wprowadzeniu do wystawy doktor habilitowany Andrzej Betlej, dziedzictwo jest tym, co nas określa, kształtuje, a także determinuje nasze postępowanie.

Łącznikiem między tym, co było, a tym, co jest, ma być znajdujący się w tytule hasztag – współczesny sposób wyrażania emocji, jak i skrót myślowy mogący być zaczątkiem definiowania świata kiedyś i dziś. Ten łącznik wprowadza sztukę minioną do świata obecnego, a także pokazuje ciągłość dzieła sztuki, obiektu, przedmiotu. W ten sposób muzeum staje się instytucją ponadczasową, przekraczającą granice – te niewidoczne, umowne, systematyzujące.

Ponad sześćset obiektów znajdujących się na ekspozycji zostało podzielone na pięć głównych paneli, wpisujących się w kontekst #geografii, #języka, #obywatela, #obyczaju oraz #sztuki współczesnej, mających ułatwić poszukiwania „polskości” oraz definicji Polaka.

Nie byłoby tej wystawy, gdyby nie instytucja Muzeum Narodowego. Muzeum, które wyciąga ze swoich magazynów dzieła malarskie, rzeźbiarskie, meble, tkaniny, militaria, ilustracje, książki. Przedmioty z różnych epok, powstałe w różnych kręgach stylistycznych, stworzone dla rozmaitych celów. Większość z nich łączy tylko jeden punkt – zasadniczy w kontekście tej wystawy – Polska. Polska rozumiana w kontekście miejsca powstania, pochodzenia autora lub tylko miejsca przechowywania obiektu. Dlatego jako preludium ekspozycji zostają zaprezentowane statut Muzeum Narodowego, uchwalony w 1883 roku, oraz materiały konserwatorskie z drugiej połowy XIX i pierwszej XX wieku, definiujące funkcję muzeum nie tylko jako kolekcjonera oraz wystawcę dóbr, ale i opiekuna, którego cel jest jasny – zachowanie tego, co cenne dla kolejnych pokoleń.

Wystawę rozpoczyna określenie lokalizacji Polski i Polaków w przestrzeni geograficznej. Prezentowane mapy pokazują zmienność granic, która wiąże się nie tyle ze zmianą ich położenia, co przede wszystkim losami zamieszkujących te tereny ludzi. Ale sposób patrzenia na terytorium nie ogranicza się jedynie do płaskich wyobrażeń kartograficznych. Owa przestrzeń przeradza się również w pełnoplastyczną warstwę wizualną grafik, a nawet obrazów olejnych (praca Włodzimierza Pawlaka) i często umiejscawia Polskę jako kolebkę chrześcijaństwa i tygiel demokracji. Polska bywa również centrum Europy, ale też centrum świata, chociażby poprzez przykłady migracji Polaków. Stąd polski patriotyzm nie ma tutaj granic, a same granice na mapach są granicami umownymi, podobnie jak granice owej wystawy. Podsumowaniem tych myśli został obraz Leszka Sobockiego „Ukrzyżowanie”, będący przykładem obecnego nawet w drugiej połowie XX wieku patriotyzmu z ducha romantycznego, ukazujący Polskę jako Chrystusa Narodów i mesjanistyczną ideę o zbawieniu świata przez Naród Polski.

W tej wymowie pozostają nie tylko pamiątki i artefakty – jak zasuszone szczątki roślin i prochy z ważnych dla Polaków miejsc (Grochów, Racławice), ale i portrety. Portrety wielkich – Lecha, Władysława Jagiełły, Jana III Sobieskiego, ks. Hugona Kołłątaja, obok portretu Karola Szymanowskiego pędzla Stanisława Ignacego Witkiewicza czy bezimiennych dziewczynek i chłopców huculskich według Kazimierza Sichulskiego (Niedziela Palmowa, 1906), pokazują, że wszyscy Polacy to jedna rodzina, jak śpiewał w latach 90. jeden z najbardziej znanych przedstawicieli polskiego folkloru miejskiego, zespół Bayer Full.

Obyczaj, bazujący w znacznej części na religii, zostaje naznaczony ideami chrześcijańskimi, gdzie obok „Diakona” Jarosława Modzelewskiego prezentowane są ikony oraz szopka, właśnie w Krakowie zajmująca miejsce szczególne (tu z wieku XVIII). Ta obrzędowość niewyzbyta jest również zapomnianych wierzeń, mitów i kultury słowiańskiej, reprezentowanych między innymi przez „Bożki Słowiańskie” Zofii Stryjeńskiej. Tym sposobem w Polski ceremoniał wkraczają nie tylko inne religie, ale i inne kultury, zaistniałe dzięki ruchom migracyjnym oraz podróżom. Artyści i rzemieślnicy przywożą swoje upodobania z zagranicznych, często orientalnych (również w znaczeniu po prostu „odmiennych”) wojaży, by wprowadzić je do swojego stylu lub zwyczajnie zachować w pamięci poprzez malarstwo, ilustrację, fotografię lub słowo.

Obyczaj to również życie codzienne. I tu do gry wchodzi strój – zademonstrowany przez nowoczesne suknie balowe, w tym sukienkę „chłopczycy” z lat 20. XX wieku, obok tradycyjnej, ludowej sukmany krakowskiej. Podobnie do mody przybliżony zostaje design – to swoisty miszmasz przedmiotów – od łyżek, porcelanowych figurek, przez tkaniny i meble, po opakowania. Na wystawie znajdziemy meble w stylu zakopiańskim, meblościankę z lat 70. czy figurki – kameralne rzeźby – ćmielowskie z lat 50. Polska tradycja, ludowość i swojskość zostaje zestawiona z nowoczesnością i awangardą. Pokazuje to rozbieżność w postrzeganiu przedmiotu, różnorodność stylów i funkcji, które przeradzają się w bogactwo kultury, historii i tradycji, które składają się na tytułowe dziedzictwo. Zwraca uwagę ten dualizm, skłaniając do własnych poszukiwań indywidualnych upodobań i własnej tożsamości, choć takie przekrojowe i różnorodne zestawienia mają swoją wadę – wyimkowość oraz fragmentaryczność.

Na granicy obyczajowości i języka pozostaje literatura, prezentowana tu, podobnie jak pozostałe obiekty, z rozmachem treści i formy. „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza z 1882 roku ilustrowany grafikami wykonanymi w technice drzeworytu sztorcowego znajduje się przy skrypcie „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego z 1900/1901 roku z notatkami samego autora, a miejsca nie ustępuje im „Abecadło Krakowskie” Wandy Chotomskiej z komentarzem wizualnym jednego z najwybitniejszych polskich ilustratorów i przedstawiciela Polskiej Szkoły Ilustracji, Jana Marcina Szancera. Bogactwo literatury polskiej spaja się tutaj z obfitością wyobrażeń plastycznych, gdzie słowo zostaje dopełnione przez obraz, niezależnie od gatunku oraz upodobań odbiorcy, zestawiając treść z bogatym komentarzem wizualnym.

Ubogi panel sztuki współczesnej, mogący sprawiać wrażenie zaniku wybitnej twórczości artystycznej od drugiej połowy wieku XX, pozostaje w swoim skąpym wyborze mocno zaznaczony dekadami minionymi. Tutaj imitująca kobierzec praca Natalii Wiernik („Wota”, 2017) w rzeczywistości będąca precyzyjną fotografią militariów, pozostaje w łączności z tkaninami eksponowanymi we wcześniejszych przestrzeniach. Tak samo Władysław Pluta, konstruując swoje pejzaże zimowe („Zima w górach”, 2014) bazujące na słowie graficznie wprowadzonym w nurt minimalizmu formy i koloru, dopełnia zbiór prezentowanych na wystawie widoków z Polski, również różnorodnych, bo będących spojrzeniem na krajobraz okiem Władysława Strzemińskiego, Marka Bieniasza czy Leona Wyczółkowskiego.

Ekspozycję doskonale zamyka praca Roberta Kuśmirowskiego „Naokół”, nawiązująca do wprowadzenia do wystawy, weryfikująca funkcję muzeum, zaznaczając jego rolę w budowaniu dziedzictwa narodowego. Tu, nieco sarkastycznie, artysta wyobraża cztery na pozór tożsame prezentacje muzealne, ale w detalach odmienne. Niemożliwe do jednoczesnego zobaczenia gabloty, stwarzają wrażenie powtarzalności i niezmienności. Jednak niuanse, początkowo niemające większego znaczenia, definiują sposób zwiedzania – często nieuważny, sprowadzony tylko do tytułowego hasztagu, pozbawiony wnikliwej analizy i czerpania z muzeum czegoś więcej niż zaznaczenia w nim wirtualnej obecności. Po drugie, Kuśmirowski – zbieracz (co już zaprezentował w instalacji „Tężnia sztuki”, będącej zapowiedzią wystawy) nazywa samo muzeum zbieraczem. Zestawiając obiekty o różnej wartości, pokazuje je jak na targach staroci, na których trudno wydobyć ich prawdziwą wartość, nie tylko materialną, ale emocjonalną. Nadrzędną rolą muzeum jest właśnie te wartości odnaleźć.

Można powiedzieć, że wystawa „#dziedzictwo” demonstruje spuściznę Polski bez przywar, wad i błędów. Polska i jej dobra narodowe są tutaj nieskazitelne, naznaczone ogromną miłością do ojczyzny i budowane na gruncie chrześcijańsko-demokratycznej moralności. Jednak jak inaczej pokazywać własną tradycję? Każdy naród zbiera to, co dla niego najcenniejsze, tworzy kolekcje dzieł wybitnych, ważnych pamiątek i chce pokazywać swoją kulturę z wykorzystaniem wszelkich jej bogactw. Należy jednak pamiętać, aby zawsze budować ten wizerunek rzetelnie. Wystawa zaznacza, że Polacy zdobywali i wciąż zdobywają świat, nie zapominając jednocześnie o swoich korzeniach. Ukazuje także narodowości migrujące do Polski na przestrzeni wieków, czerpiąc wzory z ich kultur, będące nie tylko inspiracją dla Polskich twórców, ale śladem namacalnie przywiezionym przez nich dla własnych kolekcji. I w ten sposób na wystawie pojawiają się chociażby drzeworyty Hiroshige, mające miejsce w polskich zbiorach dzięki Feliksowi Jasieńskiemu. Ale czy na pewno na tyle należą one do polskiej kultury, nauki i sztuki by uznawać je za polskie dziedzictwo, spuściznę narodową dla przyszłych pokoleń? Co na to Japonia?
#dziedzictwo”. Kurator: dr hab. A. Szczerski. Muzeum Narodowe w Krakowie. 23.06.2017-07.01.2018.