Wydanie bieżące

1 października 19 (331) / 2017

Kamila Czaja,

NASZA, A JAKBY NIE NASZA (ANNA CIEPLAK: 'LATA POWYŻEJ ZERA')

A A A
Zasłużona – przy bardzo silnej konkurencji – Nagroda Literacka im. Witolda Gombrowicza. Nominacje do Nagrody Literackiej Gdynia i do Stypendium im. Stanisława Barańczaka. Anna Cieplak powieścią „Ma być czysto” ustawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. A po sukcesie tamtej wciągającej, dającej do myślenia historii z życia dzisiejszych gimnazjalistów i ich opiekunów tym razem postanowiła sięgnąć do przeżyć własnej generacji. Druga powieść, „Lata powyżej zera”, miała szansę umocnić pozycję młodej pisarki. W założeniach książka zdaje się nastawiona głównie na czytelników rekrutujących się spośród dzisiejszych trzydziestolatków, ale przecież debiut zdobył fanów nie tylko wśród nastolatków i ich bliskich, więc i tym razem były podstawy, żeby spodziewać się szerszego powodzenia. Coś jednak zawiodło.

Co nam zostało z tych lat”?

Główna bohaterka, Anita, dorasta w Będzinie (dla „lokalsów” – w Będziniu). Nie można odmówić Cieplak trafnego uchwycenia klimatu wczesnych lat zerowych w tamtym miejscu i czasie (co akurat doceniam na podstawie autopsji; i dla mnie w 2001 roku wyprawa do czeladzkiego M1 stanowiła przeżycie, a i w lożach „Graffiti”, dąbrowskiego klubu organizującego rockoteki, bywało się w okresie licealnym). Także prezentacja ważnych dla regionu wydarzeń z zakresu gospodarczej transformacji wybrzmi dla mieszkańców okolicy znajomo – jak kupno Huty Katowice przez Mittala, potentata nazywanego w Zagłębiu (tak jak w powieści) po prostu „Hindusem”… Zakorzenienie w lokalnym konkrecie to dla autochtonów dodatkowa, chociaż mało uniwersalna zaleta powieści. Uśmiechałam się więc podczas czytania o przestrzeni, która w ówczesnym kształcie była też trochę moja, i doceniałam wizję: „Obawiam się tej chwili. Ataku furii, która dopada mnie raz na jakiś czas i zamienia w babę z targu w Będziniu, która nie ma jak wydać” (s. 169).

Szczegółowo i trafnie zapamiętany konkret „lat powyżej zera” nie ogranicza się zresztą do miejsca. Bardzo ważną rolę odgrywa muzyka tamtego czasu, nieraz szerzej: popkultura. Cieplak nie ma złudzeń w kwestii gimnazjalnych priorytetów roku 2001: „Tego dnia, gdy samolot celnie wbił się w dwie wieże World Trade Center, wznosząc puchate chmury białoszarego dymu, postanowiłam, że nie będę już dłużej słuchała Ich Troje” (s. 11). Kto był wtedy gimnazjalistą, nawet jeśli nazwę zespołu podmieniłby na inną – zrozumie. Podobnie jak doceni zasadniczą wagę takiego oto życiowego kryzysu: „Nie mogłam żyć dalej pod jednym dachem z Backsteet Boys” (s. 14). A przykłady aż chce się mnożyć. Trudno odmówić wdzięku takiemu opisowi sytuacji w nowej szkole: „Chyba duża część dziewczyn i chłopaków myśli, że są częścią Stowarzyszenia Umarłych Poetów albo przynajmniej należą do Gryffindoru. Do mnie odnoszą się tak, jakby tiara przydziału niestety się pomyliła” (s. 135). O ile jednak „potterowskie” interteksty odczytać będą umieli zapewne również czytelnicy starsi/młodsi niż bohaterka książki, to już diagnoza: „Dużo moich koleżanek ubiera się obecnie jak Avril Lavigne. Chcą być trochę bardziej skomplikowane niż kilkanaście miesięcy temu (…)” (s. 41) wywoła pełne zrozumienia kiwnięcie głową wyłącznie u tych odbiorców, którzy wciąż żywo pamiętają nieco zapomniany przebój Avril „Complicated”…

Ta warstwa książki – odmalowanie scenerii i uczuć towarzyszących dorastaniu w konkretnym „tu i teraz” – wypada dobrze. Odnajdzie się w tych realiach pokolenie, które pierwszy raz o HIV usłyszało w „Klanie”, wierzyło, że „zestaw Happy Meal stanowi mocną konkurencję dla Hostii” (s. 66), odkrywało z bólem: „A przecież niepostrzeżenie dwór dobiegł końca. W pewnej chwili każdy zaczyna opuszczać dom tylko i wyłącznie w jakimś celu” (s. 98), i pewnie licznie podpisałoby się pod kpiącym ujęciem przydatności gimnastyki korekcyjnej dla dobra ludzkości: „Jedyne, co mi z tych zajęć pozostało, to kifoza oraz umiejętność przenoszenia woreczka z grochem gołą stopą. Jeszcze do niczego mi się to nie przydało, ale może kiedyś będę musiała przenieść woreczek. Na przykład gdyby ktoś związał mi ręce i położył klucz do kajdanek w zasięgu stóp, mogłabym się uratować dzięki wieloletniej gimnastyce korekcyjnej” (s. 125). A jednak to nagromadzenie rekwizytów i uczuć rodem z pierwszej dekady XXI wieku, chociaż zapewniło mi sporo wzruszeń i sprowokowało do obszernego cytowania, to trochę za mało na powieść faktycznie chwytającą nie tylko za (trzydziestoletnie) serce, ale i za (dowolny metrykalnie) umysł.

Szybko przez wszystko”

Cieplak w wywiadzie twierdzi: „Ta książka nie dowala mocnymi zwrotami akcji, wypełniają ją raczej minimalistyczne scenki. Pisząc »Lata powyżej zera«, chciałam zwrócić uwagę na to, jak małe sytuacje mogą zmienić nasze życie i jak różne możemy mieć aspiracje” (ksiazki.onet.pl). Nawet jeśli taka koncepcja jest z góry założona, to niestety nie za bardzo się sprawdza. Brak pomysłu fabularnego przeszkadza, powieść „ślizga się” po życiu Anity. Ważnych wątków jest sporo (poczucie niepasowania do otoczenia, konflikty pokoleniowe, wyraźna dominacja kolejnych mężczyzn, których bohaterka spotyka na swojej drodze – aż do przemocy fizycznej i seksualnej, emigracja, choroba). Większość z tych tematów potraktowano jednak zbyt pobieżnie. Starczyło miejsca na odmalowanie tła, ale nie na stworzenie budzących zaangażowanie postaci i wydarzeń, które miałyby silny emocjonalny rezonans i/lub pobudzałyby do refleksji.

To nie znaczy, że nie ma w „Latach powyżej zera” mocnych, wartych zapamiętania tematów i scen. Właściwie im poważniej, tym lepiej. Pierwsze zderzenia Anity z przemocą ze strony zaufanej osoby i ze śmiercią w rodzinie przedstawia Cieplak przekonująco. Działa ta ponura wizja świata, w którym młodzi ludzie kończą często w swoim najgorszym koszmarze, powielając schematy znane z życia rodziców, a relacje międzyludzkie można uchwycić frazą: „(…) z wyrazem twarzy widywanym zwykle u wariatów albo staruszek, które nie dosłyszą i dlatego wydaje im się, że świat jest dobry, a ludzie nie życzą im źle” (s. 86). Liczne pomysły – te dobre i te gorsze – nie składają się jednak na spójną całość. „Ma być czysto”, mimo skupienia na kilku postaciach, stanowiła spójny, poruszający głos. „Lata powyżej zera”, chociaż pozornie bardziej skondensowane, krążące wokół jednej biografii, nie spełniają tych kryteriów.

Powyżej zera” – poniżej debiutu

Może zabrakło dystansu – zarówno autorki do własnej generacji, jak i bohaterki do siebie i otoczenia? Część problemu tkwi chyba w przyjęciu pierwszoosobowej narracji (debiut był trzecioosobowy). Mimo że Anita przejawia autoironiczne i ironiczne tendencje, jej krytycyzm zawodzi. Dostajemy studium przypadku, który jest mniej interesujący, niż sam o sobie myśli. I mniej interesujące, niż o sobie myśli(my), jest tu też całe pokolenie. Owszem, dorastanie w tamtych czasach pokazano dość trafnie – tylko że nie okazuje się ono jakoś szczególnie warte zapisania. A przynajmniej zapisania w tej wersji. Można się dobrze bawić przy popkulturowych (a dla ludzi z Zagłębia – i przestrzennych) wędrówkach po świecie Anity w „latach powyżej zera”, ale nie płyną z tej drogi szczególnie istotne wnioski, więc nie miałam poczucia, że ta powieść pozwala mi lepiej zrozumieć moją generację.

Anita stwierdza: „Pewne fakty z okresu dojrzewania trzeba przemilczeć albo przywołać je dopiero za jakiś czas w formie żartu, świadectwa niewinnej głupoty. Że niby od początku się wiedziało” (s. 21). Może tego czasu minęło jeszcze za mało? W efekcie „Lata powyżej zera” czyta się szybko, a jeśli ma się podobne pokoleniowe doświadczenia, to nawet z pewnym wzruszeniem. Ale na tle świeżości „Ma być czysto” wypada to blado. Recenzję tamtej książki zatytułowałam „Ta (nie) nasza młodość”, bo chociaż nie jestem w sytuacji dzisiejszych nastolatków, to podczas lektury czułam empatię dla ich – często uniwersalnych – uwikłań, jakby dotyczyły też mnie. Gdyby nowa powieść spełniła pokładane w niej nadzieje, to pewnie ze względu na generacyjny „target” zatytułowałabym jej omówienie po prostu „Ta nasza młodość”… Ale paradoksalnie mimo odpowiedniego wieku i rozpoznawania znajomych rekwizytów czuję się mniej związana z zawartością „Lat powyżej zera” niż z tamtą opowieścią o ludziach o połowę ode mnie młodszych.

LITERATURA:

„Anna Cieplak: dlaczego w dalszym ciągu trwa ta reprodukcja, dlaczego to, gdzie się rodzimy, determinuje nasz los?”. Z Anną Cieplak rozmawia Emilia Padoł. http://ksiazki.onet.pl/anna-cieplak-dlaczego-w-dalszym-ciagu-trwa-ta-reprodukcja-dlaczego-to-gdzie-sie/m4f4z5.
Anna Cieplak: „Lata powyżej zera”. Wydawnictwo Znak. Kraków 2017 [seria: Proza PL].