Wydanie bieżące

1 października 19 (331) / 2017

Michał Paweł Urbaniak,

CZY TO TEN? (EWA OSTROWSKA: 'O ZMIERZCHU')

A A A
Ewa Ostrowska, pisarka, dziennikarka, autorka powieści psychologicznych, kryminałów, thrillerów, opowiadań, reportaży, książek dla dzieci i młodzieży, zmarła w lipcu 2012 roku. Długo, bo pięć lat przyszło czekać czytelnikom na wydanie jej ostatniej powieści. W „O zmierzchu” Ostrowska powróciła do tematów, które przewijały się przez większość jej książek przeznaczonych dla dorosłego odbiorcy (choć niektóre z nich pojawiły się także w jej powieściach dla młodzieży): toksyczne związki, trudne funkcjonowanie w rodzinie, walka z wewnętrznymi demonami czy wyalienowanie i pogarda społeczna. Ważnym motywem jest też miłość – taka, która ma być ratunkiem, a jednak nie przynosi ocalenia.

Historię opisaną w „O zmierzchu” poznajemy z perspektywy blisko siedemdziesięcioletniej kobiety. Małgorzata cierpi na depresję. Izoluje się od społeczeństwa. Straciła najbliższe osoby – jej małżeństwo się rozpadło, ukochana matka – Irena – umarła, dwie przyjaciółki (a zarazem przybrane siostry) rozstały się z życiem w dramatycznych okolicznościach. Osamotniona, skazana na beznadziejną walkę z demonami bohaterka chce uciec „może w ciemność, może w jasność; w każdym razie tam, gdzie są oni, wszyscy najbliżsi, mama, Halinka i Laurka, jak zawsze piękna, nawet w trumnie. Wreszcie wyzwoleni od własnych upiorów”. Małgorzata nie potrafi udźwignąć brzemienia straty. Ma żal do swoich przyjaciółek, które wybrały samobójczą śmierć („A ja żyję, nie wiedząc, czemu ani po co. Obie jesteście świnie. Odchodząc szczęśliwiutkie, bo znalazłyście idealne rozwiązanie, czy zdawałyście sobie sprawę, że to ja będę was grzebać? Pomyślałyście o tym?”). Prowadzi rozmowy z bliskimi, przede wszystkim ze zmarłą matką (słyszy w głowie jej głos). Ostatecznie zamyka się w domu, jakby chciała przeczekać życie, ten czas, który jej pozostał. Demony nie chcą odejść – Małgorzata wraca wspomnieniami do dzieciństwa, do relacji z matką, do przyjaźni, a także do mężczyzn, którzy odegrali istotną rolę w jej życiu.

Małgosię wychowuje tylko matka-nauczycielka – ojciec zginął podczas wojny śmiercią bohatera (tak przynajmniej utrzymuje Irena, która wciąż wskrzesza we wspomnieniach wielką miłość, jaka połączyła ją z mężem). Obie są bardzo mocno ze sobą związane – dla głównej bohaterki Irena jest nie tylko matką i oddaną opiekunką (aby zapewnić córce odpowiedni komfort życia, pracuje na dwóch etatach, co w końcu przypłaca zdrowiem), ale także przyjaciółką i powiernicą. Przede wszystkim chce ochronić Małgosię. To „mamica-chichotnica”, która własne zmartwienia ukrywa za śmiechem i absurdalnymi żartami. Irena jest osobą mądrą i empatyczną – okazuje serce i zrozumienie także pozostającym w trudnych sytuacjach życiowych Halinie i Laurze. Rodzina tej pierwszej żyje w skrajnej biedzie, a drugą nie interesuje się ani matka, zajęta kolejnymi romansami, ani bierny ojciec. To Irena wspiera przyjaciółki Małgosi, wierzy w nie, motywuje do działania, a przede wszystkim – daje im namiastkę prawdziwego domu. One odpłacają „cioci” szczerą troską i oddaniem.

Gdy trzy przybrane siostry dorastają, zaczynają marzyć o miłości. Małgosia początkowo nie potrzebuje relacji z chłopcami (nie potrafi się odnaleźć na randce), za to przedwcześnie uświadomiona przez niedyskrecję rodziców – i zarazem niedojrzała – Halinka zaczyna eksperymentować z seksem. Tymczasem to Laurka, zaczytująca się namiętnie w miłosnych wierszach Staffa i Iwaszkiewicza, budzi w przyjaciółkach określone marzenia i potrzeby. Dla niej miłość jest świętością, a wymarzony ukochany pozostaje tym jedynym. Jak wyzna w jednym ze swoich egzaltowanych monologów: „Dla niego zostawiam usta, piersi, ramiona i dłonie. Całą siebie. Będę go kochać aż do śmierci. I on będzie mnie kochał aż do śmierci. Będziemy kochać się tak, że jeśli on odejdzie pierwszy, ja podążę za nim. Jeżeli ja pierwsza, on za mną”. Przyjaciółki będą szukać „tego jedynego”. Pytanie „czy to ten?” stanie się mantrą. Patetyczne stwierdzenie Laurki „Przecież każda z nas marzy o miłości, dziewczyny. Co byłoby bez niej warte nasze przyszłe życie?” może razić, może też śmieszyć. A jednak – zdaje się mówić Ostrowska – wiele dziewcząt ma właśnie takie marzenia. Nie jest to dalekie od prawdy. Idea „księcia na białym koniu” jest wiecznie żywa. Widać to w literaturze (zwłaszcza popularnej, ale nie tylko), w filmach czy reklamach. Te wzorce przenikają do codziennego życia, kształtują wymagania, oczekiwania i potrzeby. Bywają też początkiem dramatów, które często znajdują swój tragiczny finał dopiero po wielu latach.

Tak się dzieje i w tej powieści. Laura i Halina wychodzą za mąż. Wzniosłe uczucia muszą się zderzyć z szarą codziennością spod znaku prania brudnej bielizny, lepienia pierogów, wyciskania wągrów czy znoszenia humorów małżonka. A jednak i w tym bohaterki potrafią odnaleźć namiastkę miłości. Ciągle dążą do tego, by zadowolić męża („Zasłużyć na jego uśmiech, na czułość, na coraz rzadszy i coraz bardziej pospieszny seks”), zapominając o sobie, ignorując sygnały ostrzegawcze. Ostatecznie obie zostają porzucone na rzecz młodszych kobiet. To w gruncie rzeczy trywialna, prawie ordynarna historia, tyle że kończy się tragicznie. Straciwszy złudzenia co do siebie, mężów, miłości, Laurka się wiesza, a Halinka przedawkowuje przepisane przez psychiatrę leki. Dramat miłosny dotyka także główną bohaterkę. Jest zakochana w starszym mężczyźnie – ta fascynacja naznacza całą jej biografię. Małgosia nie jest może tak naiwna, jak jej przyjaciółki, wydaje się, że potrafi walczyć o swoje, stawia warunki, gotowa nawet poświęcić ukochanego ze względu na matkę (stwierdza: „Bez ramion Wiktora wytrzymam. Bez ramion mamy nie”). A jednak i ona daje sobą manipulować, żyje w złudzeniach i rozczarowaniu, a w końcu – przegrywa. Warto przypomnieć, że motyw zawiedzionej miłości, oszukanych, zakochanych kobiet często jest obecny w książkach Ewy Ostrowskiej. Gdy Marta, ofiara molestowania seksualnego z powieści „Abonent czasowo niedostępny”, poznaje Michała, wydaje się, że wszystko zmierza ku lepszemu. A jednak Michał okazuje się człowiekiem tchórzliwym i słabym. Bodaj jeszcze bardziej dramatyczna sytuacja dotyczy bohaterki powieści „Między nami niebotyczne góry”. Po kilku latach nieudanego małżeństwa Łucja Gąsowska – poniżana przez męża, zdegradowana do roli pomocy domowej, wiecznie sfrustrowana – wpada we wściekłość. Ona i Paweł przez jeden wieczór prowadzą ze sobą regularną małżeńską wojnę na argumenty, oskarżenia i manipulacje – a jednak to Łucja jest tu przegrana. To właśnie z tej powieści pochodzą słowa, które mogłyby paść z ust każdej z trzech przyjaciółek w „O zmierzchu” podczas małżeńskiej kłótni: „Wszystko pomiędzy nami jest kłamstwem. Nasz dom. Ty. Ja. Nasze życie”. A jednak autorka „Tortu urodzinowego” daje głównej bohaterce trochę nadziei. To ta z trzech przyjaciółek, która nie wybrała śmierci, ma szansę wyjść z depresji, rozpocząć życie na nowo. Czy to zasługa rozmów z nieżyjącą, ale w umyśle Małgorzaty wciąż obecną matką? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Pewne jest to, że Małgorzata odnalazła w sobie siłę, aby przeżyć.

Tytułowy zmierzch może mieć tu wiele znaczeń. To oczywiście, kres życia. To także niepokojący czas, w którym dzień znika i nastaje noc – coraz głębsza, coraz czarniejsza (to znaczenie odnosi się do stanu, w jakim tkwi główna bohaterka). To również pora rozejścia się kochanków, uwłaczającego porzucenia. Wreszcie – zmierzch jest momentem, w którym można spotkać kogoś, kto obdarzy prawdziwym uczuciem (romantyczna Laurka snuje marzenia o swoim ukochanym: „Spotkam go o zmierzchu. W ciszy. Spojrzymy sobie w oczy. I od razu będziemy wiedzieli, że jesteśmy sobie przeznaczeni”). Jaki zmierzch przypadnie w udziale Małgorzacie?

Opowieść o Małgorzacie, Laurze, Halinie, Irenie i ich mężczyznach, nieobecnych, egoistycznych, nierzadko oszukujących, sprawiających zawód i ból (a bywa, że i skrzywdzonych), może być uznana za trywialną pod względem tematycznym. Tak samo trywialne są przecież wzniosłe słowa Laurki o wielkiej miłości. A jednak Ewa Ostrowska ukazała cały niekłamany dramatyzm takich historii – rozpaczy, straconych złudzeń, źle ulokowanych uczuć. Bohaterki stają się ofiarami własnych marzeń. Poznają całkiem nieromantyczną stronę małżeństwa, a później – destrukcyjną siłę tak upragnionej miłości. „O zmierzchu” to książka pełna psychologicznego autentyzmu, niemal pulsująca bólem, jaki staje się udziałem bohaterek. Nie da się jej czytać bez emocji. Jest to, niestety, ostatnia ukończona powieść Ewy Ostrowskiej – ale stanowi wspaniałe ukoronowanie jej długiej pisarskiej kariery.
Ewa Ostrowska: „O zmierzchu”. Wydawnictwo Oficynka, Gdańsk 2017.