1 października 19 (331) / 2017

Zofia Bałdyga, Alžběta Michalová,

WIERSZE

A A A
***

wystarczył krzyk



uciekajcie stąd

idźcie stąd w końcu

drżąc

jak matka siedmiorga krucząt

był wieczór

nikt nie wyrzuciłby nawet psa



uciekliśmy

w końcu poszliśmy

a wszystko wokół skrzypiało

jak bawełna w zębach



Mam matkę

mam

madonnę otoczoną konturem płaszcza



niesie dziecko

jej najmłodsze już dawno skończyło osiem lat

mimo wszystko

wciąż ta jedna myśl w głowie

nie może zapomnieć

jak przykładać do piersi



***

codziennie ją obserwuję

te zaciekłe starania przed lustrem

aż czerwienieją jej policzki



wciągnięty do sedna

brzuch

ciało niech mi tu nie przecieka

jak to bywa

po szóstce dzieci



***

codziennie posuwasz się dalej

obserwujesz swój brzuch

rozszarpany szóstką dzieci

rozmawiasz z nim

wyrzucasz mu te blizny



przesiaduję obok ciebie

słucham winna

że ja sama

rodziłam się sześć razy



Matki

Nie wykreślając z portfolio

kobiety matki szorstkiej mowy

słyszymy na progu skruchę



tak jakby to było zadanie

zostać matką

żyć jako matka

zajmować się matką

zanim to się skończy



to już lepiej uciec przed własnymi dziećmi

z własnej

tak doskonale znajomej

dziedzicznej szorstkości



Publikowane wiersze pochodzą z tomu „Zřetelně nevyprávíš”.
Przełożyła Zofia Bałdyga