Wydanie bieżące

15 października 20 (332) / 2017

Magdalena Malinowska,

PLAGA PROPAGANDY (HEGE STORHAUG: 'ISLAM. JEDENASTA PLAGA')

A A A
Islam jest jedną z trzech wielkich religii monoteistycznych, najmłodszą, ale też zbierającą coraz większe rzesze wyznawców. Jest też religią najbardziej kontrowersyjną, szczególnie w Europie, której kultura opiera się na dziedzictwie chrześcijańskim. Do kontrowersji przyczyniło się wiele czynników, takich jak ogromne różnice kulturowe pomiędzy obszarami, na których najbardziej rozwinęły się te religie (Europa–Półwysep Arabski), a także silne powiązanie życia religijnego i społeczno-politycznego w islamie, podczas gdy w wielu krajach europejskich obowiązuje rozdział państwa od kościoła. Te dwie zasadnicze różnice pomiędzy islamem a podejściem do kwestii religii w Europie są źródłem coraz częstszych napięć i nieporozumień.

Islam narodził się w określonym miejscu i czasie i nosi w sobie wiele znamion epoki, w jakiej powstał. Dotyczy to praktycznie każdej religii, w szczególności trzech monoteizmów, które często są dość wsteczne w stosunku do współczesnej rzeczywistości – i z tego między innymi powodu potrzebują, szczególnie teraz, konstruktywnej krytyki i progresywnych zmian. Książka Hege Storhaug, norweskiej dziennikarki i działaczki na rzecz praw człowieka, zaprzepaszcza moim zdaniem szansę na zbudowanie takiej krytyki religii muzułmańskiej (w szczególności w jej wydaniu europejskim). „Islam. Jedenasta plaga” to książka z tezą, którą autorka od początku do końca konsekwentnie próbuje udowodnić, najczęściej tak dobierając przytaczane argumenty i przykłady, by ją popierały. Daleko jest jej do naukowej rzetelności czy chociażby dziennikarskiej uczciwości, dlatego czytelnik musi się mieć nieustannie na baczności, by nie dać się uwieść emocjonalnej retoryce, nie uwierzyć niemożliwym do weryfikacji przykładom, nie ulec czającym się gdzieniegdzie manipulacjom. Ale od początku.

Storhaug stawia tezę, że islam z założenia jest religią przemocy i jako taki zagraża europejskim wartościom i zachodniej demokracji. Stwierdza także, że obecnie mamy do czynienia z trzecim dżihadem, czyli świętą wojną muzułmanów przeciwko „niewiernym”, i dlatego tym bardziej powinniśmy się jako Europejczycy obawiać. Nie sposób odmówić autorce znajomości tematu (a taka sytuacja nierzadko ma miejsce w przypadku – najczęściej prawicowych – publicystów wypowiadających się na temat tej religii). Norweżka niejednokrotnie bywała w krajach muzułmańskich, a nawet przez dwa lata mieszkała w Pakistanie, co niewątpliwie pozwoliło jej poznać tamtejszą kulturę, a także życie społeczne, polityczne i religijne. Nie neguje ona istnienia umiarkowanych w swych poglądach i działaniach muzułmanów, ale też nie sili się na ukazanie oblicza tego umiarkowanego czy też światłego islamu dla przeciwwagi, co skutkuje brakiem obiektywizmu, niezwykle potrzebnego w przypadku tak trudnego i kontrowersyjnego tematu. Zresztą już tytuł „Jedenasta plaga” (będący notabene dokładnym tłumaczeniem oryginalnego tytułu publikacji) sugeruje, jakie jest nastawienie autorki do tematu jej badań, a lektura tylko nas w tym przeświadczeniu utwierdza.

W książce poruszone zostają takie zagadnienia jak muzułmańskie getta w krajach Europy Zachodniej, w szczególności we francuskiej Marsylii i szwedzkim Malmö, opinie autorytetów świata nauki poprzednich wieków oraz współczesnych polityków i badaczy na temat najmłodszego z monoteizmów, zamachy terrorystyczne popełniane w imię religii muzułmańskiej, obecność muzułmanów w Norwegii, analiza świętych tekstów islamu, sytuacja kobiet w społecznościach muzułmańskich, antysemityzm, narastający fundamentalizm i plany utworzenia światowego kalifatu. W wielu punktach można się z autorką zgodzić. Społeczności muzułmańskich imigrantów w Europie są coraz większe i coraz głośniej domagają się swoich praw; wiele wysuwanych przez nie postulatów stoi w sprzeczności z europejskimi wartościami takimi jak laickość czy demokracja; Europa coraz częściej brana jest na celownik dżihadystów, których cel (notabene całkiem skutecznie realizowany) stanowi zasianie strachu wśród ludności europejskiej i odwrócenie się muzułmańskich imigrantów od wartości zachodnich ku islamowi. Jednak książka ta podsyca strach przed wszystkimi muzułmanami i dlatego w moim odczuciu jest niebezpieczna, szczególnie w naszym kraju, w którym coraz częściej dochodzi do ataków na tle rasowym czy wyznaniowym. Polacy coraz bardziej poddają się atmosferze podejrzliwości i wrogości wobec wszystkiego, co obce i inne. Co więcej, nie sposób porównywać sytuacji w Norwegii i w Polsce, gdzie muzułmanie stanowią zaledwie 0,013% populacji. Warto też porównać radykalizację uczuć religijnych w islamie i chociażby katolicyzmie – sami jesteśmy obecnie świadkami coraz większej ingerencji kościoła katolickiego w sprawy krajowej polityki, przybywa też coraz gorliwszych wyznawców. Zatem radykalizacja europejskich muzułmanów nie jest zjawiskiem odosobnionym, a tylko jednym z przykładów nasilania się uczuć religijnych czy ideologii. Storhaug nie próbuje dociekać przyczyn takiej sytuacji, nie wnika w pobudki fanatyków z samozwańczego Państwa Islamskiego siejących terror na ulicach Europy, ogranicza się do ukazania stanu rzeczy i stwierdzenia, że nam zagrażają. Nie daje też żadnych recept na załagodzenie napięć, nawołuje jedynie do opamiętania i zerwania z „poprawnością polityczną”, która w jej ocenie nie pozwala zachodnim politykom, badaczom i dziennikarzom szczerze rozmawiać o islamie – ze strachu przed byciem oskarżonym o islamofobię. Debata jest potrzebna, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, ale poprzedzić ją musi głęboka diagnoza sytuacji i przyznanie się przywódców państw europejskich i Stanów Zjednoczonych Ameryki do tego, że swoimi działaniami przyczynili się do eskalacji obecnego problemu*.

Książka Storhaug liczy ponad 300 stron, nie sposób zatem w recenzji przekazać wszystkich nasuwających się w trakcie lektury refleksji. Dlatego też chciałabym zwrócić uwagę czytelników na kilka błędów, przekłamań czy też manipulacji, z którymi zetknęłam się w trakcie czytania.

Autorka stwierdza, że islamiści, którzy zaatakowali paryską redakcję „Charlie Hebdo” w 2015 roku, działali w imię religii muzułmańskiej, nie z powodu spotykających ich na co dzień rasizmu, dyskryminacji czy ogólnie niestabilnej sytuacji życiowej, a świadczyć ma o tym wykrzykiwanie wyrażenia „Allahu akbar”, a nie haseł o dyskryminacji: „Ja w każdym razie nie odnotowałam, żeby wołali coś o zemście za dyskryminację i rasizm, które ich spotkały” (s. 115). Myślenie autorki wydaje mi się dość naiwne, gdyż fakt, że zamachowcy sami nie podali wrogości społeczeństwa jako motywu ich zbrodni, nie oznacza, że ta wrogość nie legła u podstaw ich frustracji i nie pchnęła ich ku fanatyzmowi. Jest to zresztą dość częste zjawisko i można było je zaobserwować chociażby w Algierii na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy bieda i pogarszająca się sytuacja socjoekonomiczna ludności sprawiła, że młodzi, bezrobotni i sfrustrowani mężczyźni zwrócili się ku religii, a wielu z nich zaciągnęło się do grup terrorystycznych działających w kraju. Kiedy społeczeństwo, w którym żyjesz, cię odrzuca, a państwo zawodzi nadzieje na godne życie, płomienne mowy imamów mogą się wydawać jedynym wyjściem z sytuacji. To właśnie zapewnia ISIS takie powodzenie: rekruterzy skuteczni w wyłapywaniu zagubionych, niemających nic do stracenia ludzi i podsycanie ich frustracji i nienawiści. Podejście Storhaug wydaje się zatem bardzo płytkie, gdyż autorka nie próbuje w żadnym miejscu wniknąć w źródło problemu.

À propos samego wyrażenia „Allahu akbar” Storhaug pisze, że „uczestnicy protestu rytmicznie wykrzykiwali swój okrzyk wojenny, zwany takbirem: »Allah jest wielki«” (s. 99). Takbir nie jest (lub nie jest tylko) okrzykiem wojennym, jak twierdzi autorka, a swojego rodzaju wyznaniem wiary i wypowiada się te słowa przy przeróżnych okazjach: podczas nawoływania do modlitwy i w jej trakcie, w sytuacjach wielkiej radości czy też smutku, w celu podkreślenia wielkości Boga, są też wpisane w niektóre flagi krajów muzułmańskich. Tego typu nadinterpretacje i wartościujące określenia mijające się z prawdą okazują się w tej książce nagminne. Co więcej, przeciętny Polak (przypuszczalnie także przeciętny Norweg) nie jest w stanie wyłapać tego typu błędów, gdyż potrzeba do tego specjalistycznej wiedzy na temat islamu, której większość osób nie posiada. Dotyczy to w szczególności rozdziałów skupiających się na dogmatach tej religii, gdyż wiadomości w nich zawartych nie sposób w pełni samodzielnie zweryfikować.

Autorka manipuluje także danymi statystycznymi. Przytoczę tu dwa przykłady. W rozdziale II mowa o powstających we Francji „jak grzyby na deszczu” (s. 75) nowych meczetach. Czytamy: „W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku we Francji zbudowano 20 nowych kościołów, ale 60 zlikwidowano. W latach 2001-2006 powstało aż 500 nowych meczetów, a ich liczba do dnia dzisiejszego przekroczyła już 2 tys.” (s. 75). Zestawienie liczb takich jak 20, 500 i 2000 buduje w umyśle czytelnika wrażenie, że świątyni muzułmańskich jest w stosunku do chrześcijańskich dużo więcej. Jednak kiedy sprawdzam liczbę kościołów katolickich we Francji, okazuje się, że jest ich obecnie ponad 45 tysięcy. Proporcja 2 tysięcy do 45 tysięcy nie wygląda już tak strasznie, ale tego nie mamy szansy dowiedzieć się z książki. Drugi przykład pochodzi z rozdziału V i dotyczy liczby salafitów w Norwegii. Autorka pisze, że jest to „najszybciej rozrastająca się forma islamu w Norwegii” (s. 126), na kolejnej stronie dodając, że szacunkowa liczba wyznawców wynosi 2 tysiące. Po raz kolejny autorka nie daje nam możliwości skonfrontowania tej liczby z żadnymi innymi danymi statystycznymi, musimy więc sięgnąć po źródła zewnętrzne. Dowiadujemy się, że pierwszą religią Norwegii jest luteranizm: 73% populacji, islam plasuje się na drugim miejscu i ma 148 tysięcy wiernych, co stanowi 2,8% populacji (w kraju tym są również obecni katolicy, ok. 200 tysięcy, głównie wśród polskich imigrantów, którzy stanowią najbardziej liczną grupę napływową w Norwegii – jest ich np. dwa razy więcej niż Pakistańczyków, których większość wyznaje islam). Zatem 2 tysiące salafitów stanowią nieco ponad 1% wszystkich norweskich muzułmanów i 0,038% populacji Norwegii. Nie są to więc (po raz kolejny) tak alarmujące dane, jak chciałaby je widzieć i przedstawić czytelnikom autorka.

Odnoszę wrażenie, że nadrzędnym (choć ukrytym) celem tej książki jest wzbudzenie u czytelnika strachu przed muzułmanami. Widać to również, kiedy autorka pisze o „nowej erze terroru” (s. 113) i ogranicza się do wyliczenia zamachów, których dokonano pod koniec XX i na początku XXI wieku na świecie w imię religii muzułmańskiej. Zapomina przy tym chyba, że w porównaniu z obecnymi latami to poprzednie dziesięciolecia należałoby nazwać erą terroru, gdyż wtedy ataki terrorystyczne były dużo częstsze niż obecnie: w latach 1970-1997 16 tysięcy ataków terrorystycznych przeprowadzonych przez lokalne ugrupowania nacjonalistyczne miało miejsce w Europie Zachodniej, co daje liczbę ok. 350 ataków rocznie (por. https://qz.com/558597/charted-terror-attacks-in-western-europe-from-the-1970s-to-now/). Miały one rzecz jasna lokalny zasięg i ich wydźwięk medialny był dużo mniejszy, jednak zebrały dużo więcej ofiar, niż ma to miejsce współcześnie. To fakt, o którym często zapomina się, kiedy mowa o islamskim terroryzmie – i przemilczała go też autorka książki.

Muszę Storhaug zarzucić również brak obiektywizmu, co widać dość wyraźnie w rozdziale III. Dziennikarka przytacza krytyczne wypowiedzi dotyczące islamu wypowiedziane przez znane postaci świata nauki czy filozofii, ale ogranicza się po pierwsze do źródeł dość dawnych (kilka najnowszych cytowanych pozycji pochodzi z pierwszej połowy XX wieku), a po drugie do uwag skrajnie krytycznych, których apogeum stanowi porównanie religii muzułmańskiej do nazizmu (podrozdział „Co jest groźniejsze – nazizm czy islam?”). W wypowiedziach tych można łatwo zauważyć typowy dla okresu imperialnego europocentryzm, niezrozumienie i pogardę dla innych kultur. Autorka przytacza na przykład wypowiedź Churchilla, według którego zacofanie społeczne i gospodarcze ludności afrykańskiej wynika z wyznawanej przez nich religii. Trudno o lepszy dowód na ówczesne poczucie wyższości Europejczyków i brak najmniejszego chociażby relatywizmu kulturowego. Co więcej, niektóre z przytoczonych opinii są fałszywe, jak chociażby stwierdzenie żyjącego w XIX wieku Louisa Bertranda, że „Arabowie nie wymyślili niczego oprócz islamu” (s. 81). Wszakże nie trzeba być wierzącym muzułmaninem, żeby potrafić dostrzec i docenić dziedzictwo kultury arabskiej oraz jej wpływ na naukę i cywilizację europejską (jak chociażby stworzenie algebry czy systemu dziesiętnego).

Wielu źródeł nie sposób zweryfikować, ponieważ autorka przeprowadza wywiady ze zwykłymi ludźmi, a ich osobiste doświadczenia i opinie podaje jako wspólne i prawdziwe dla wszystkich, co także może prowadzić do błędów i nadużyć. Jest tak chociażby w przypadku informacji na temat „terenów utraconych” – Storhaug opiera się na własnym doświadczeniu i rozmowach z mieszkańcami, zatem czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak tylko uwierzyć jej na słowo. A z tym może być trudno, szczególnie że wiele źródeł dostępnych w internecie dementuje doniesienia o istnieniu w Europie muzułmańskich gett, do których nie mają dostępu służby bezpieczeństwa ani żadne osoby z zewnątrz (np. https://www.buzzfeed.com/ishmaeldaro/no-go-zone-myth?utm_term=.yoG1mBvGX#.gx1Oeqw6k).

Trudno mi zatem powiedzieć, czy polecam tę lekturę. Na pewno można się z niej wiele nauczyć – pod warunkiem, że uda nam się skonfrontować zawarte w niej informacje z rzetelnymi opracowaniami oraz przesiać je przez sito samodzielnej krytycznej refleksji.

* Gorąco polecam prawie trzygodzinny film dokumentalny produkcji BBC „HyperNormalisation” (2016) w reżyserii Adama Curtisa, poruszający między innymi problem interwencji krajów zachodnich na Bliskim Wschodzie – i konsekwencji, z którymi mierzymy się po dziś dzień.

LITERATURA:

Merelli A.: „Charted: Terror attacks in Western Europe from the 1970s to now”. https://qz.com/558597/charted-terror-attacks-in-western-europe-from-the-1970s-to-now.

Daro I.N.: „How The Myth Of Lawless »No-Go Zones« In Sweden Took Hold Among Right-Wing Media”. https://www.buzzfeed.com/ishmaeldaro/no-go-zone-myth?utm_term=.yoG1mBvGX#.gx1Oeqw6k.
Hege Storhaug: „Islam. Jedenasta plaga”. Wydawnictwo Stapis 2017.