Wydanie bieżące

15 października 20 (332) / 2017

Katarzyna Szkaradnik,

SYZYFOWE PRACE HERMENEUTYKI (MICHAŁ JANUSZKIEWICZ: 'W POSZUKIWANIU SENSU')

A A A
Tak się składa, że spośród rozmaitych pozycji z dziedziny humanistyki publikacje poświęcone hermeneutyce na ogół przechodzą bez echa, zwłaszcza gdy firmują je oficyny uniwersyteckie. Z owego nurtu pędzącego w zapomnienie pozwoliłam sobie wyłowić nową monografię Michała Januszkiewicza, jednego z apologetów tej orientacji, którzy niestrudzenie udowadniają, że nie jest ona „szkołą badawczą” wyciągniętą z lamusa, ale specyficznym, a zarazem w zasadzie nieodzownym nastawieniem człowieka do własnego bycia-w-świecie.

Już tytuł „W poszukiwaniu sensu” może jednak wprawiać w konfuzję wobec panującego poglądu, że sens (lub raczej znaczenia, w liczbie mnogiej) to wielorako uwarunkowany konstrukt. Także podtytuł – „Phronesis i hermeneutyka” – nie brzmi atrakcyjnie; co prawda wszechstronny Arystoteles wciąż bywa inspirujący, lecz wyróżniona przez niego „mądrość praktyczna” humanistyce zorientowanej interwencyjnie zapewne wydaje się zbytnio… teoretyczna i anachroniczna. Januszkiewicz, owszem, za twórcą hermeneutyki radykalnej Johnem Caputo zauważa, że odwoływanie się do phronesis (rozwagi) nie rodziło specjalnych kłopotów w polis, gdzie łatwo było wskazać ludzi rozważnych jako wzorce do naśladowania, obecnie natomiast mamy do czynienia z nadmiarem sprzecznych autorytetów. Niemniej przekonuje, że pojęcie to stanowi rdzeń nie tylko hermeneutyki, ale też – za jej pośrednictwem – refleksji zarówno egzystencjalnej, jak i naukowej. (Oczywiście, poznański badacz nie jest jego odkrywcą, posługiwał się nim choćby Gadamer, zresztą autor przytacza m.in. dotyczący owej kategorii artykuł Andrzeja Wiercińskiego z tomu zbiorowego „Hermeneutic Rationality”). Ta propozycja ze wszech miar jest godna uwagi, aczkolwiek niepozbawiona pewnych uproszczeń i skłaniająca do dyskusji. Przyjrzę się jej w perspektywie idei koła hermeneutycznego – rozpatrując dynamiczne oświetlanie się części i całości.

Części

Chociaż phronesis tworzy motyw przewodni, na książkę złożyły się różnorodne teksty, przyporządkowane do działów „Hermeneutyka i humanistyka” bądź „Egzystencja i transcendencja”. W pierwszym Januszkiewicz wychodzi od próby zdefiniowania sedna humanistyki, za której fundamentalne kwestie uznaje tożsamość, etykę i rozumienie (w innych pracach z kolei nazywane przez niego „trójkątem hermeneutycznym”). Akcentując jej wymiar etyczny – ściśle spleciony z życiową praxis – oraz przypominając, że jej istotą, „wyrażającą się w doświadczeniu hermeneutycznym, jest nie tyle wyizolowana relacja pomiędzy teorią a jakimiś faktami, lecz wiedza o człowieku, której nieusuwalnym aspektem jest samorozumienie (…)” (s. 45), argumentuje za nieodłącznością humanistyki od phronesis jako trafnego namysłu nad działaniem w konkretnej, niepowtarzalnej sytuacji. Wreszcie w nawiązaniu do Gadamera charakteryzuje główne rysy „fronetycznego” oblicza humanistyki, m.in. historyczność czy dialogiczność, a przede wszystkim odniesienie całości do poszczególności.

O ile taki syntetyzujący szkic raczej nie przynosi nic nowego osobie, która miała jakąś styczność z koncepcjami autora „Prawdy i metody”, o tyle w następnym czytelnik zostaje wrzucony na głęboką wodę. Metafora ta zdaje się wyjątkowo trafna, gdyż tematem jest znamienne dla (późnej) nowoczesności doświadczenie utraty gruntu, krachu metafizycznych fundamentów, w efekcie zaś przygodności istnienia i zaniku jednoznacznych reguł działania. Jako kwintesencję owej epoki Januszkiewicz traktuje przeto nihilizm – o czym, notabene, pisał w książce „Horyzonty nihilizmu. Gombrowicz, Borowski, Różewicz” – i uwypukla problematyczność phronesis (zatem również odpowiedzialności) w warunkach konfliktu interpretacji oraz nieprzystawania tego, co ogólne (prawa), do przypadku (zdarzenia), a za ilustrację służy mu Józef K. z „Procesu”. Podkreślając za Caputo, iż nowoczesna hermeneutyka nie czyni rzeczywistości przejrzystą, twierdzi nie bez dozy patosu, że musimy niczym Abraham pragnąć niemożliwego, skazani na tłumaczenie sobie świata pełnego rozmytych znaków.

Od tego nieco kaznodziejskiego wywodu przeskakujemy znów do rzeczowego omówienia paranteli między hermeneutyką a tzw. zwrotami lingwistycznym i narratywistycznym. Dostajemy więc w pigułce przegląd stanowisk zaliczanych do linguistic turn oraz zapatrywań Heideggera i Gadamera na stosunek mowy do rzeczy. Kluczowa wydaje się kardynalna dla hermeneutyki teza, że ani językiem, ani rozmową nie władamy niczym narzędziem; ich „rola” polega na otwieraniu przed nami świata. Nie abstrahuje tu Januszkiewicz od phronesis, rozmowa bowiem przypomina o konieczności „odnalezienia się w świecie w swej jednostkowości, urzeczywistniającej się jednak dopiero w relacji do innego” (s. 98). Fragment poświęcony drugiemu ze zwrotów jeszcze bardziej przybrał postać streszczenia zagadnień po wielokroć już omawianych (czego autor nie przemilcza): filozofii Heideggera jako zaplecza teorii narratywistystów, a także Ricoeurowskich koncepcji potrójnej mimesis i tożsamości narracyjnej.

Jeśli owe teoretyczne rozdziały nazwać można bezosobowymi, to w następnym poznański badacz nie unika zaangażowania ani prywatnych opinii, bo też o zaangażowanie chodzi – o pozycję humanistyki względem polityki. Zgadza się z powszechnym przekonaniem, że ta pierwsza nie powinna ani manifestować désintéressement, ani dogadzać partykularnym/partyjnym interesom, natomiast niewątpliwie prowokuje krytyką tzw. poprawności politycznej, posuniętej do skrajności na uczelniach w USA. Promowany przez lewicowych intelektualistów opór wobec „reakcyjnych” grup uprzywilejowanych Januszkiewicz utożsamia z generalnym odtrąceniem kultury wysokiej (!) – europejskiego dziedzictwa – czego nie waha się określić mianem nowej cenzury. Co więcej, tzw. studies dotyczącym gender, rasy, klasy etc. zarzuca bycie ideologicznymi quasi-metodologiami (s. 136-137), owocem kryzysu naukowości wynikłego z dekonstrukcji pojęć Prawdy i Teorii. Jawi się zatem jako umiarkowany konserwatysta w stylu Gadamera, kiedy utrzymuje, że „postawić w sposób radykalny na różnicę, idiosynkrazję czy subiektywność to utracić związek ze światem, porzucić wiarę w możliwość rozumienia i porozumienia” (s. 138). Broniąc pierwszeństwa – przynajmniej chronologicznego – interpretacji świata (tj. refleksji humanistycznej) przed jego zmienianiem (tj. polityką), apeluje o roztropny namysł (tj. phronesis), równocześnie zaś szuka trzeciej drogi między anything goes a podejściem totalizująco-uniwersalistycznym. Trudno wszakże imputować mu podsuwanie łatwych rozwiązań, przeciwnie – podobnie jak w rozdziale o nihilizmie przywołuje metaforę humanistyki vel hermeneutyki jako syzyfowej pracy (do czego przyjdzie mi jeszcze powrócić).

Tym mocnym akcentem kończy się pierwsza część tomu, skoncentrowana na statusie humanistyki/hermeneutyki, podczas gdy druga skupia się raczej na dramacie egzystencji. Ponownie więc porusza Januszkiewicz problem nihilizmu, przy czym wprowadza frapujący wątek odmiennych reakcji na nowoczesne zachwianie tożsamości: oprócz rozpaczliwego pytania o sens życia wyróżnia „zderomantyzowane” postawy: z jednej strony pozytywistyczne dążenie do utopii społecznej, z drugiej nastawienie rewolucyjno-anarchiczne. Ciekawe byłoby naświetlenie zależności między nimi i rozwinięcie myśli, że przedłużeniem ostatniej z postaw jest współczesny terroryzm. Niestety, autor ucina tę dygresję, by naszkicować obraz społeczeństwa przednowoczesnego i stopniowej autonomizacji jednostki oraz scharakteryzować nowoczesność/nihilizm przez pryzmat szlagwortów typu „jeżeli Boga nie ma, wszystko wolno” czy „odczarowanie świata”.

W następnym tekście idee Heideggera stają się kanwą rozważań nad rozumieniem jako powracaniem do bycia-sobą, realizacją imperatywu „stań się tym, kim jesteś”. Zagadnienia troski, upadania w Się, zdecydowania (w znaczeniu gotowości do przyjęcia winy i cierpienia) ponownie zilustrowane zostały przykładami literackimi; kontrowersje może budzić wina Józefa K., który „wypierając owo pierwotne bycie winnym, wypiera się w istocie samego siebie” (s. 180). W kontekście phronesis warto podkreślić, że powracanie do siebie stanowi proces nieskończony, toteż „[w]ażna okazuje się sama praca, choćbyśmy mieli nazwać ją syzyfową, praca podejmowana jako sprzeciw wobec niesamodzielności (…) zatraconych w Się. (…) chodzi o zdecydowanie bycia w-przód (…), ku swej własnej i właściwej możności bycia (…)” (s. 182).

Jakby dla złagodzenia wyczuwalnego w powyższym cytacie tonu wyższości nad „zatraconymi” analizowana jest z kolei dialogiczna natura „ja” w polemice z koncepcjami tzw. mocnego podmiotu. Ale znowu autor przedstawia w telegraficznym skrócie przemiany pojmowania tożsamości/podmiotowości oraz filozoficzny namysł nad Innym od Feuerbacha po Derridę i Gadamera. Obiecująco wygląda zamiar znalezienia moralnej, nie tylko naturalistycznej motywacji odpowiedzialności za Innego, która „oznaczać musi nieuchronnie także odpowiedzialność za siebie samego. I na odwrót, w ruchu hermeneutycznego koła: moja odpowiedzialność za siebie samego nieuchronnie oznaczać musi odpowiedzialność za Innego”, lecz również tutaj czeka nas rozczarowanie: „Te kwestie domagają się jednak niezależnego omówienia” (s. 209).

Problem Innego – acz z wychyleniem ku transcendencji – dominuje w dwóch ostatnich rozdziałach w powiązaniu z niepokojącą autora diagnozą zaniku duchowości. Pierwszy w zasadzie odchodzi od teorii ku interpretacyjnej praktyce zmierzającej do wykazania, iż w powieściach Michela Houellebecqa pod płaszczykiem nihilizmu występuje specyficzny moralizm, oraz do wydobycia z nich kryptoteologii. Przy czym przez teologię Januszkiewicz rozumie to, co dotyczy naszych ostatecznych trosk, odnosi się więc nie tyle do boskości, ile do luki, której rozrost skutkuje rozpadem więzi, wyalienowaniem i reifikacją jednostki. Jego zdaniem francuski pisarz eksponuje bankructwo idei emancypacji i samowystarczalności człowieka, prowadzącej do „śmierci sensu” (s. 211). Residuum kryptoteologii okazuje się bezwarunkowa – ale też niemożliwa w świecie przedstawionym powieści Houellebecqa – miłość. (Nie)możliwość zaś staje się pomostem do zamykającego rozdziału, poświęconego mesjanistycznej teologii tudzież „religii bez religii” Caputo, który w ślad za Derridą z konstatacji, że nowoczesność stawia nas w obliczu niemożliwego, wywodzi szansę otwarcia religijnego wymiaru doświadczenia. Właśnie afirmacja nieuwarunkowanego, wymykającego się logice, nieprzewidywalnego cechuje religijność ufundowaną, by tak rzec, na (bez)gruncie hermeneutyki radykalnej. Religijność być może dlatego, paradoksalnie, wciąż możliwą.

Całość

Wspomniałam już o podważającej tradycyjne koło hermeneutyczne niewspółmierności „całości” i fragmentu – a co można powiedzieć ogólnie o monografii Januszkiewicza i prezentowanej w niej koncepcji? Wprawdzie tę ostatnią warto rozpatrywać łącznie z poprzednimi jego stricte hermeneutycznymi książkami (prócz „Horyzontów nihilizmu” zwłaszcza „Kim jestem ja, kim jesteś ty? Etyka, tożsamość, rozumienie”), niemniej i tutaj wyłania się w miarę spójna, chociaż pełna napięć wizja.

Najpierw jednak o drobnych mankamentach. Otóż podręcznikowo-przyczynkarski charakter poszczególnych tekstów sprawia, że brak miejsca na pogłębienie danego tematu, stąd wprost zabawne tłumaczenia typu: „W zarysowanej i bardzo generalizującej, a przeto uproszczonej i niedokładnej mapie problemu (…)” (s. 208). Ponadto do minusów można zaliczyć niezbyt fortunny układ rozdziałów (np. umieszczenie tego o nihilizmie jako drugiego) oraz powielanie cytatów (np. bodaj czterokrotnie przywołanie tezy Derridy o nierozstrzygalności będącej warunkiem każdej decyzji).

Ale może nawet te niedociągnięcia przyczyniają się do spójności książki. Przez wszystkie szkice – mimo że część była publikowana wcześniej – przewija się czerwoną nicią kwestia phronesis, różnych aspektów racjonalności hermeneutycznej. Wypada tu nadmienić, że podobne zagadnienia poruszył niedawno Andrzej Przyłębski w „Krytyce hermeneutycznego rozumu” (recenzowanej w „artPAPIERze”, więc Czytelnicy mogą porównać oba stanowiska: http://artpapier.com/index.php?page=artykul&wydanie=306&artykul=5664). Co symptomatyczne, Januszkiewicz rozpoczyna od obrony racjonalności hermeneutyki, nierzadko oskarżanej o metodologiczną dezynwolturę i „pięknoduchostwo”. Tego rodzaju obrona zajmuje także sporo miejsca np. w „Obliczach hermeneutyki” Pawła Dybla, w czym można się dopatrywać pewnego kompleksu – przymusu udowadniania, że omawiana orientacja nie jest czczą igraszką.

W przypadku autora „W poszukiwaniu sensu” istotne wydaje się też powtarzanie, iż hermeneutyka „stanowi syzyfową pracę ponawianego wysiłku konstruowania niekonstruowalnego, jest afirmacją niemożliwego” (s. 73). Tę camusowską apologię bezkresnego trudu, którego wartości nie kwestionują porażki, badacz uzasadnia, twierdząc, że tak właśnie kształtujemy w sobie otwartość na prawdę (scil. to, co inne), zdolną przeobrażać status quo. „Syzyfowa praca” byłaby również wzmiankowaną już trzecią drogą. Otóż z jednej strony autor – nieco histerycznie? – dystansuje się nie tylko wobec wynaturzeń współczesnej kultury (m.in. powszechnego narcyzmu, czemu sprzyjać ma zachodni liberalizm), ale też jakoś powiązanego z nimi postmodernizmu (dodałabym: wulgarnego). Przejawia się on w negowaniu kategorii narodowości, religii, historii czy tradycji jako potencjalnie konfliktogennych; tymczasem „dążenie do eliminacji konfliktu oznacza ostatecznie eliminację wszystkich sporów, których stawką są wartości”, co z kolei „otwiera furtkę do nieograniczonej samowoli i hedonizmu, brak tu bowiem ograniczenia ze strony rozumu, który według Foucaulta i postmodernistów okazał się jedynie – podobno – narzędziem wykluczenia i przemocy” (s. 223). Napotykamy zatem ubolewanie nad relatywizmem i nad kryzysem duchowości, a wręcz tezę, że społeczeństwa nie mogą się ostać bez religii. Z drugiej strony natomiast nie ma mowy o prostym fideizmie, odżegnuje się też Januszkiewicz od predylekcji do wszelkich „twardych” kategorii, od ujednoznaczniania rzeczywistości, nawet od optymizmu poznawczego, akcentując nieistnienie klarownych znaków i niekonkluzywność doświadczenia. Nie przeszkadza mu to wszakże napomknąć mimochodem w duchu Gadamera, że „nierozumienie jest jedynie prywatywną postacią rozumienia” (s. 263) (tzn. polega na jego braku).

Jaka więc wizja hermeneutyki przebija z tych ambiwalentnych rozważań? Pomimo zapewnienia, że jej elementarne zadanie „dotyczy tego, co najbardziej praktyczne, wiąże się bowiem z pytaniem o to, co najważniejsze: jaki jest sens mojego życia?” (s. 21), nie otrzymujemy oczywiście żadnego poradnika. Podejście Januszkiewicza określiłabym – parafrazując tytuł tomiku Juliana Przybosia – próbami (ponawianymi niczym u Syzyfa) całości. Całości jako względu na arystotelesowski ideał dobrego życia, zawierającej pierwiastek duchowy i będącej, można by rzec, rodzajem „horyzontu i tła, w którym się skromnie poruszamy na nasz ograniczony sposób” (tak drugi obok Caputo główny hermeneuta ponowoczesny scharakteryzował doświadczenie prawdy po rewizji jej przedmiotowego ujęcia – zob. Vattimo 2006: 14).

Chodziłoby zatem o pewien horyzont sensu. Rzecz jasna, hermeneutyka bynajmniej nie utrzymuje, że „ma sens” (tzn. jakąś prawdę ostateczną), ten przecież wydarza się (lub raczej przydarza), nie jest trwałą, obiektywną własnością. Równocześnie Januszkiewicz konstatuje, że sens „rozpoznany być może wyłącznie w odniesieniu do tego, co wspólne” (s. 139), chociaż kładzie nacisk na otwartość owej wspólnoty. W każdym razie postmodernistycznej „kulturze wyboru” przeciwstawia przeświadczenie o „przynależności każdego z nas do długiego i niekończącego się łańcucha historii interpretacji, niemającego końca dialogu, w którym to, co moje własne, »dochodzi do głosu« w spotkaniu z tym, co inne” (s. 262). Dlatego właśnie hermeneutyka ma sens (!) jako perspektywa uprzytamniająca człowiekowi, że „dzień po dniu gonić musi za sensem” (s. 73). Kojarzy się w tym miejscu przysłowiowe gonienie króliczka, które znów odsyła do figury Syzyfa – sens bowiem tkwi w gonieniu, a nie w złapaniu. I tutaj właśnie upatrywałabym rolę phronesis, czuwającej, żeby nie było to gonienie w piętkę.

LITERATURA:

Vattimo G.: „Koniec nowoczesności”. Przeł. M. Surma-Gawłowska. Wstęp A. Zawadzki. Universitas. Kraków 2006.
Michał Januszkiewicz: „W poszukiwaniu sensu. Phronesis i hermeneutyka”. Wydawnictwo Naukowe UAM. Poznań 2016.