Wydanie bieżące

15 października 20 (332) / 2017

Miłosz Markiewicz,

AMOR VACUI? (MAŁGORZATA CZAPIGA: 'PO-WIDOKI PUSTKI')

A A A
Czy rzeczywiście natura nie znosi próżni? Jeśli spróbujemy przyjrzeć się otaczającej nas rzeczywistości z perspektywy zachodzącej w niej procesów fizycznych i chemicznych, a także spróbujemy podzielić ją na mikrocząstki, przyjdzie nam skonstatować, iż rację miał zapewne Baruch de Spinoza, gdy twierdził, że wszystko, co istnieje, jest jedną materią (Spinoza 2010). Choć pozornie pomiędzy czytającymi oczami a ekranem, na którym widnieje ten tekst, znajduje się pusta przestrzeń, w rzeczywistości okazuje się ona wypełniona chociażby powietrzem. Ono zaś jest może i bezbarwne, nie posiada woni ani nie da się go zobaczyć, jednak nie oznacza to, że nie istnieje. Wręcz przeciwnie – pomiędzy czytelniczym nosem a ekranem poruszają się nieustannie miriady cząstek takich gazów jak chociażby tlen, azot, dwutlenek węgla, hel czy argon. Pomiędzy nimi poruszają się też wszelakie drobnoustroje. To, co z pozoru puste, okazuje się wypełnione po brzegi niewidoczną i nienamacalną substancją, samoorganizującymi się bytami, których istnienie odbywa się daleko poza granicami naszej codziennej świadomości. Pytanie o pustkę musi więc pochodzić z innego niż „naturalny” porządku. Jest raczej pytaniem o charakterze kulturowym – ujawnia procesy myślowe stojące za wytwarzaniem pustki, jej synonimów, metafor oraz kontekstów. Pustka istniałaby więc w sposób szczególny, bowiem jako wyobrażenie czy też symbol. W rzeczywistości materialnej zaś nie byłoby dla niej miejsca. Nie istniałaby.

Martin Heidegger zastanawiał się, dlaczego wciąż próbujemy zapytywać o nicość: „Czym jest nicość? Już pierwsze zetknięcie się z tym pytaniem wskazuje na coś niezwyczajnego. W pytaniu tym ujmujemy od razu nicość jako coś, co »jest« tak a tak, jako byt. A przecież właśnie różni się ona zasadniczo od bytu. Pytanie o nicość, o to, czym jest nicość i jak jest, przekształca to, co zapytywane, w jego przeciwieństwo. Pytanie samo wyzbywa się własnego przedmiotu” (Heidegger 1977: 267). Podobne pytanie moglibyśmy zadać w kontekście pustki. Czyż już samo mówienie o niej nie wypełnia jej treścią? Czy nie jest tak, że cokolwiek spróbujemy na jej temat zapisać, to zawsze już „za dużo”? A jednak z przekorą odrzucamy zasadę, iż „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć” (Wittgenstein 2000: 83), i czynimy aporetyczne próby zmierzenia się z pustką. Jedną z nich jest wydana przez Universitas książka Małgorzaty Czapigi „Po-widoki pustki. O sposobach konceptualizowania pustki w kulturze współczesnej”, zawierająca zarówno publikowane już wcześniej rozważania autorki, jak i nowe analizy. Wrocławska antropolożka kultury stara się badać ślady pustki w rozmaitych, rozproszonych na przestrzeni wieków tekstach kultury, wystawiając niejako na próbę stwierdzenie, iż „kultura boi się pustki” (s. 44).

Książka Czapigi została podzielona na dwie części. W pierwszej z nich, „O współczesnej kulturze jako po-widokach”, autorka kreśli perspektywę, w jakiej ma zamiar przyglądać się przykładom zawartym w części drugiej, zatytułowanej „Studia przypadków”. Wybrane przez Czapigę do analizy teksty kultury, w których poszukuje ona po-widoków pustki, pochodzą z różnorodnych porządków – zarówno tzw. kultury ludowej, „wysokiej”, jak i popularnej. Autorka sprawnie sięga po kulturowe metafory, mity czy wierzenia, przygląda się grafikom Piranesiego, estetycznej funkcji ruin, opuszczonym miejscom, filmom Tarkowskiego i Herzoga, grom komputerowym, beletrystyce, polityczności map czy współczesnej – w dużej mierze cyfrowej – kartografii. Dysponuje niezwykle szerokim wachlarzem porównawczym, z łatwością przywołuje rozliczne konteksty, zagłębia się w nie i precyzyjnie omawia. Uwodzi czytelnika swoją erudycją i proponowaną grą skojarzeń. Umiejętnie korzysta z narzędzi historii kultury, jak i szeroko rozumianej antropologii kulturowej, porusza wątki związane z etyką, medioznawstwem oraz estetyką. Bogactwo treści sprawia, że nie sposób omówić tej partii książki bez ryzyka utraty części wartościowych spostrzeżeń, które czyni autorka. Sęk jednak w tym, że w przywoływanych analizach niezwykle łatwo przeoczyć klucz, którym posługuje się Czapiga – pustkę. Cała druga część książki nie traktuje o pustce rozumianej eksplicytnie, jest raczej pustką podszyta, co po zakończonej lekturze wywołuje chęć powrotu do tekstu, ponieważ zdajemy sobie sprawę, iż chyba w tych wszystkich erudycyjnych analizach umknęło nam sedno rozważań autorki. Ponowna lektura utwierdza nas jednak w przekonaniu, że to nie my straciliśmy pustkę z oczu, a sama Czapiga. Bogactwo przywoływanych przez nią kontekstów, skojarzeń i ich analiz sprawia, że pustka staje się jedynie słowem-wytrychem zamiast pełnoprawnym tematem badań.

Być może powodem tego stanu rzeczy jest pierwsza część książki, w której zagadnienie pustki wydaje się niewystarczająco rozwinięte. Główny problem tych rozważań stanowi fakt, iż autorka nie pochyla się nad ontologią pustki – w efekcie „pustka” staje się dla niej pojęciem dryfującym, z łatwością przylegającym do różnorodnych dyskursów i sytuacji. Oczywiście – jak już zauważyłem – pustka jest zjawiskiem o charakterze kulturowym i w tej także mierze interesuje Czapigę. Efemeryczność tematu sprawia jednak, że należałoby poddać go najpierw solidnym rozważaniom onto-epistemologicznym, które pozwoliłyby na wytyczenie dróg poszukiwania pustki w omawianych później tekstach kultury. W innym przypadku otrzymujemy bowiem zbiór niezwykle interesujących analiz, których spójności nie jest jednak w stanie obronić nawet kilkustronicowy tekst „Zamiast zakończenia”, w którym autorka – ewidentnie świadoma owego mankamentu – próbuje wskazać, gdzie w przywoływanych wcześniej przykładach pojawia się pojęcie pustki i jak w danym miejscu należy je rozumieć. Ów brak namysłu ontologicznego sprawia, że Czapiga zbyt łatwo daje się ponieść potocznym skojarzeniom. Widać to chociażby, gdy w pierwszej części książki próbuje osadzić pojęcie „pustki” w różnorodnych kosmogoniach – w ramach tych rozważań autorka zrównuje pustkę z chaosem, co wydaje się znaczącym nadużyciem. Jeżeli bowiem ujmowalibyśmy pustkę tak, jak Heidegger rozumie nicość, to chaos byłby w takim wypadku jej całkowitym przeciwieństwem – jednym, pozbawionym ludzkiego systemu porządkowania, bytem. Ujmując rzecz nieco prościej: owo utożsamienie okazuje się niemożliwe, ponieważ chaos JEST, a pustki NIE MA. Podobnie rzecz ma się z pojmowaniem pustki w perspektywie kosmicznej. Choć autorka zdaje sobie sprawę, iż nauki fizyczne odrzucają pojęcie pustki na rzecz nieopisywalnej ludzkimi kategoriami materii (s. 53) – przykładowo tzw. ciemnej materii – to nie przeszkadza jej to przywoływać niejednokrotnie w kolejnych partiach książki kategorię „kosmicznej pustki”.

Odnoszę jednak wrażenie, że to nie pustka jest najważniejszym tematem tej książki, a opisywana przez Czapigę kategoria po-widoków, stanowiąca autorską propozycję badań historycznokulturowych. Jak twierdzi autorka, „kultura współczesna (…) ma charakter po-widokowy. Użytkownik/współtwórca, konfrontując się nieustannie z tekstami różnego rodzaju, zapamiętuje je – w mniej lub bardziej świadomy i aktywny sposób – aby zaraz odwrócić od nich swoją uwagę i penetrować kolejne kadry kultury. W trakcie percepcji pozostają w nim jednak po-widoki poprzednich, obrazy następcze, ulegające często zniekształceniu, nawarstwieniu, zdekontekstualizowaniu. W ten sposób negocjuje się nowe znaczenia i sensy, wydobywając ich głębię bądź spłycając pierwotne odczytania” (s. 33–34). Badanie po-widoków będzie więc zadaniem z pogranicza antropologii obrazu, estetyki, historii oraz antropologii kultury. Czapiga stara się w ten sposób zaproponować swoistą kontynuację dla rozważań Władysława Strzemińskiego, Aby’ego Warburga, Rudolfa Arnheima czy Hansa Beltinga. Za koncepcją po-widoków kryje się bowiem przekonanie o obrazowym charakterze rzeczywistości oraz dominacji percepcji wzrokowej w poznaniu świata. Autorka traktuje kulturę niczym palimpsest po-widoków, a więc obrazów, które odnoszą się do innych – zazwyczaj wcześniejszych – obrazów. Sposoby myślenia charakterystyczne dla tzw. „kultury Zachodu” opierałyby się na kategoriach wizualnych, na dialogu obrazowych referencji, w których medium staje się przezroczyste, a na pierwszy plan wysuwa się jedynie powtarzany obraz, po-widok. To właśnie zaproponowany przez Czapigę termin staje się drogowskazem i pozwala jej na prowadzenie studiów zawartych w dalszej części książki. „Ustalenie źródeł europejskiego imaginarium to (…) jeden ze składników zadania historyka kultury. Potem należy zobaczyć kolejne użycia tej figury wyobrażeniowej, zobaczyć, jak wiążą się z nowymi dyskursami, jaki wpływ mają na ich znaczenia i funkcje nowe media oraz ich obiegi itd. Dopiero z takim materiałem wyjściowym można przystępować do procedur interpretacyjnych” (s. 125). Koncepcja po-widoków będzie więc łączyła przeszłość z teraźniejszością oraz perspektywę indywidualną ze zbiorową. Tak jak w przypadku zapominania, o którym Paweł Mościcki pisał: „Udział zapominania w konstrukcji pamięci wizualnej nie ogranicza się z pewnością do życia wewnętrznego poszczególnych jednostek, ale obejmuje również przedstawienia, które krążą w obrębie społeczeństwa, zapewniają mu nie tylko orientację w teraźniejszości, ale też pewien rodzaj kontaktu z przeszłością” (Mościcki 2016: 44). Po-widoki nie tylko przywołują więc funkcjonujące w danej grupie obrazy, ale też pozwalają danej społeczności kształtować własny wizerunek, konstruować genealogię, mity i wyobrażenia.

Zarysowana w książce Czapigi koncepcja po-widoków jest wciąż jeszcze w fazie rozpoznawczej, choć wydaje się, że ma szansę rozwinąć się wyjątkowo owocnie. To jedynie zarys studiów, które mogą stać się ważnym punktem w badaniach nad percepcją wizualną i myśleniem wzrokowym. Potencjalnie ta koncepcja zawiera w sobie bowiem nie tylko propozycję badania poszczególnych tekstów kultury, ale może także stać się przyczynkiem do analiz autokreacji społecznego wizerunku funkcjonującego w danej kulturze. Wydaje się, że zbiorowe wyobrażenia kształtujące tożsamość poszczególnych grup zbudowane są właśnie na takiego rodzaju po-widokach. Autorka musi jednak zdecydowanie bardziej pilnować się w poszukiwaniach prowadzonych w przestrzeni poszczególnych tekstów kultury, ponieważ na razie zbytnio daje się ponieść erudycyjnym skojarzeniom, tracąc w ten sposób sprzed oczu przedmiot własnych badań. Pustka jest bowiem słabo obecna w publikacji Czapigi – aż prosi się, by rzec, iż jej tam nie ma. Zamiast tekstu utrzymanego w konwencji amor vacui otrzymujemy raczej analizy, nad którymi ciąży barokowy horror vacui – szczelnie zapełnione bogatą dekoracją, tak jakby autorka nie znosiła próżni.

LITERATURA:

Heidegger M.: „Czym jest metafizyka?”. Przeł. K. Pomian. W: tegoż. „Budować, mieszkać, myśleć. Eseje wybrane”. Warszawa 1977.

Mościcki P.: „Zobaczyć zapomnienie”. W: „Tempus Fugit. O czasie i przemijaniu”. Red. A. Olszewska. Kraków 2016.

Spinoza B. de: „Etyka”. Przeł. L. Kołakowski. Warszawa 2010.

Wittgenstein L.: „Tractatus Logico-Philosophicus”. Przeł. B. Wolniewicz. Warszawa 2000.
Małgorzata Czapiga: „Po-widoki pustki. O sposobach konceptualizowania pustki w kulturze współczesnej”. Wydawnictwo Universitas. Kraków 2017.