ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (332) / 2017

Aleksander Kopka,

ŚLADEM ARCHIWÓW (JACQUES DERRIDA: 'GORĄCZKA ARCHIWUM')

A A A
„Gorączka archiwum” jest zapisem wykładu wygłoszonego przez Jacques’a Derridę w 1994 roku w czasie konferencji poświęconej kwestii pamięci i archiwum. Pomimo że to właśnie w trakcie tego wykładu problem archiwum zostaje po raz pierwszy tak ewidentnie zaprezentowany, to sam tekst „Gorączki…” wpisuje się w łańcuch dociekań Derridy nad strukturą pamięci, statusem śladu i widma czy, w wymiarze etycznym, kwestią odpowiedzialności za to, co otrzymujemy drogą dziedziczenia. Jest on także kolejnym z wielu dowodów niesłabnącej fascynacji Derridy nie tylko dorobkiem, ale i osobą Zygmunta Freuda. Już w 1966 roku w innym wykładzie, „Freud i scena pisma”, wygłoszonym dla Société Psychanalytique de Paris, Derrida odczytuje Freuda niejako przeciw metafizycznym skłonnościom, jakie wyłaniają się z jego dzieła. Zastanawiając się nad charakterem transferu pomiędzy nieświadomością a świadomością, Derrida dochodzi do konkluzji, że treść uświadomiona nie jest transkrypcją czy też przeniesieniem treści obecnej już gdzie indziej, w nieświadomości. „Tekst nieświadomy jest już utkany z czystych śladów, z różnic, w których jednoczą się sens i siła, jest tekstem nigdzie nieobecnym, złożonym z archiwów, będących od zawsze [toujours déjà] transkrypcjami” (Derrida 2004: 37; cytat został przeze mnie delikatnie zmodyfikowany – dla przejrzystości i spójności wywodu zdecydowałem się na przełożenie francuskiego „archives” na „archiwa,” rezygnując tym samym z propozycji Kłosińskiego „archiwalia”, które znaczeniowo są terminem węższym). Obecność dla Derridy może być tylko odtwarzana, a zatem nie może funkcjonować jako pierwotna i autonomiczna instancja sensu i prawdy. Te ostatnie są zatem zdane na archiwa, które przenosząc sens, ocalając prawdę na przyszłość, nie pozwalają jej się w pełni usamodzielnić. Prawda jest od zawsze zdana na tę nieustanną pracę archiwizowania i przekazywania, odpowiedzialności za pozostawiony ślad. Ślad, o którym w 1966, bazując na freudowskim pojęciu i radykalizując je, Derrida mówi, że „stanowi wymazanie siebie, własnej obecności, ustanawia go groźba lub obawa nieodwołalnego zniknięcia, zniknięcia swego zanikania” (tamże, s. 400).

W „Gorączce…” figura archiwum odtwarza tę samą logikę instancji narażonej na wymazanie, które nie stanowi jakiejś zewnętrznej okoliczności przydarzającej się (lub nie) archiwom. Owa groźba przynależy źródłowo do istoty archiwum. Archiwum jest wrażliwe, podatne i zdane na odtwarzanie (czy też powtórzenie), które jest jednocześnie jego zatarciem. W swym wykładzie Derrida zachęca nas zatem, aby na archiwum spojrzeć zdecydowanie szerzej niż tylko z perspektywy jego pospolitego znaczenia, czy to jako społecznej lub politycznej instytucji, czy prywatnej kolekcji dokumentów. Archiwizujący ślad to dla filozofa trawiona przez gorączkę (wzajemnej gry ocalenia i destrukcji, w którą Derrida umiejętnie wplata Freuda pojęcie popędu śmierci), dynamiczna struktura, jedyna możliwość ukazywania i przekazywania prawdy i sensu w ogóle (jako pamięci), a samo Freudowskie archiwum stanowi, zaledwie i aż, metonimię tego nieustannego i wyczerpującego procesu. Dla Derridy archiwum jest momentem kryzysu, a także momentem krytycznym; sytuuje się ono „w miejscu źródłowego i strukturalnego załamania się mówionej pamięci” (s. 23). Pamięci, która by przetrwać, musi zostać złożona w zewnętrznym miejscu, w znaku, w piśmie, które z jednej strony pozwala uwolnić ją od ożywiającej intencji, lecz zarazem naraża na absolutne zapomnienie i wymazanie.

Ta ogólna konieczność ma według Derridy odzwierciedlenie w praktykach archiwalnych. Zgodnie z nią archiwum nie staje się tylko niemym, neutralnym nośnikiem, w którym skupiona i zachowywana jest pamięć: „techniczna struktura archiwum archiwizującego określa również strukturę treści dającej się zarchiwizować, ujętej w chwili jej powstania i w ramach jej odniesienia do przyszłości. Archiwizacja wytwarza zdarzenie o tyle, o ile je archiwizuje” (s. 31). Oznacza to, że techniki archiwalne, i technika w ogóle, ma źródłowy wpływ na charakter prawdy i pamięci; że sfery, które dotąd uznawano za autonomiczne względem zewnętrza, techniki, mechanicznej reprodukcji, tak naprawdę są od niej źródłowo zależne. Teoria psychoanalityczna, która dla Derridy jest nie tylko teorią pamięci, ale i archiwum, staje się przykładem owego wpływu techniki na istotę nauki. Autor „Gorączki…” zastanawia się bowiem, jak wyglądałaby dziś psychoanaliza, gdyby proces jej formowania nie był w tak wielkim stopniu uzależniony od formuły epistolarnej. Jakie oblicze miałaby psychoanaliza pomyślana przez Freuda, gdyby on sam żył w dobie komunikacji wirtualnej, internetu, coraz to bardziej zaawansowanych urządzeń archiwizujących?

Archiwum staje się także dla Derridy okazją, aby przywołać nie tylko widmo Freuda, ale koncepcję hauntologii przedstawionej w „Widmach Marksa”. W pojęciu archiwum pracuje zatem widmowa mesjańskość (otwarcie na przyszłość), co wiąże je z szczególnie pojmowanym pojęciem obietnicy –a zatem i wiary – jako jedyny związek z innym jako innym (s. 139). Derrida rozpatruje tę kwestię, bazując na lekturze pism Yosefa Hayima Yerushalmiego poświęconych Freudowi. Odsłania w jej trakcie napięcie między nauką a żydowskością. Figura tego napięcia odwzorowywana jest przez Derridę wielokrotnie w jego poprzednich, nawet najwcześniejszych dziełach: czy to pomiędzy Grekiem a Żydem, czy pomiędzy transcendentalnym idealizmem a historycznością. W „Gorączce…” żydowskość Derrida rozumie w bardzo specyficzny sposób jako wiarę w przyszłość, która wykracza poza judaizm, a jest otwarciem na to, co nadchodzi; otwarciem się na historyczność, gdyż jedynie w niej może się nam ukazać inny; a zatem i otwarciem na proces odtworzenia i zatarcia śladu, czyli na żywe i martwe jednostkowe istnienia, na widma, których znaczenie wiedza chciałaby zredukować w imię jednorodnej i powtarzalnej idei. „Gorączka…” wobec tego stanowi dla Derridy okazję do polemiki nie tylko z Freudem (archontem, duchem, jednym z ojców nowoczesnej metafizyki), ale także z całą linią metafizyków. Archiwa okazują się dla Derridy miejscem czy też momentem delikatnego oporu bazującego na „historyczności i obowiązku pamięci” (s. 113). Obowiązku archiwum.

Niezwykle bogaty w zagadnienia tekst „Gorączki…” odsłania więc przed czytelnikiem kolejne oblicze myśli Derridy. Jest to swoista wiązka problemów, z którymi wierni czytelnicy jego prac na pewno mieli okazję się już konfrontować. O ile zatem warto czytać i wszczepiać ten tekst w łańcuch głównych wątków i tekstów Derridy, o tyle jako autonomiczne dzieło, a może nawet swoisty punkt wyjścia do dalszych badań, „Gorączka…” oferuje przejrzystość i przenikliwość postawionych tez oraz wrażliwość na problematykę psychoanalityczną.

LITERATURA:

Derrida J.: „Freud i scena pisma”. W: „Pismo i różnica”. Przeł. K. Kłosiński. Warszawa 2004.
Jacques Derrida: „Gorączka archiwum. Impresja freudowska”. Przeł. Jakub Momro. Warszawa 2016.