Wydanie bieżące

15 października 20 (332) / 2017

Michał Paweł Urbaniak,

MIĘDZY RODZINNYM DOMEM A LEŚNĄ CHATĄ (TESSA HADLEY: 'PRZESZŁOŚĆ')

A A A
W „Przeszłości” – powieści brytyjskiej pisarki Tessy Hadley – Harriet, Roland, Alice i Fran postanawiają spędzić kilka tygodni lata w domu swego dzieciństwa w Kington, gdzie kiedyś mieszkali ich dziadkowie i matka – Jill Fellows Crane. To ich ostatni pobyt w tym szczególnym miejscu przed planowaną sprzedażą posiadłości. Harriet – najstarsza z rodzeństwa – przybywa do Kingston samotnie. Alice przywozi ze sobą Kasima, syna swojego byłego partnera. Fran przyjeżdża z dwójką dzieci – dziewięcioletnią Ivy i sześcioletnim Arthurem. Rolandowi towarzyszą dorastająca córka Molly i nowa żona – argentyńska prawniczka Pilar. Nadchodzące dni okażą się trudnym czasem dla tej rodziny, niepozbawionym napięć, refleksji i bolesnych konfrontacji zarówno z przeszłością, jak i z teraźniejszością.

Idealizowany dom dziadków jest właściwie zapuszczony, ale dla bohaterów pozostaje przestrzenią usytuowaną poza rzeczywistością, prawie magiczną. Ważna w tym kontekście jest jedna z pierwszych scen powieści, w której Alice zagląda przez okno domu: „wnętrze zdawało się wizją innego świata, jego cisza wydawała się brzemienna w znaczenie jak pokój oglądany w lustrze”. Czas zdaje się tu tkwić w miejscu, dlatego dom staje się materialnym łącznikiem z przeszłością. Pokoje wciąż wypełniają meble dziadków, a na regałach można znaleźć dziecięce książki należące do Jill. To miejsce przypomina również o tragedii, jaka spotkała Hettie, Alice, Rolanda i Fran („Śmierć matki i jej następstwa, nowe widzenie rzeczy, które za sobą pociągnęła, zdawały się przenikać wszystko – koce na łóżkach, klawisze pianina i kamienne ściany”). Zarazem przez swoje odseparowanie i związek z dawnymi czasami dom stanowi miejsce w gruncie rzeczy bezpieczne. Przebywanie w nim wiąże się z serią rytuałów: „przeszłość tego miejsca otaczała ich zaraz po przyjeździe, wpadali w ustalone wzory i powtórzenia, ogarniani przez to, co robiono tu dawniej. Potem nie mogli odróżnić jednego dnia spędzonego w Kington od drugiego. Wszystkie te spacery, pikniki, leniwe godziny jedzenia i picia przy stole zlewały się w jedno – dni słoneczne, deszczowe i śnieżne”.

A jednak tym razem jest nieco inaczej. Nadwrażliwa outsiderka Harriet jest wyraźnie zagubiona („wycofała się ze swego dawnego życia, pozostawiając je za sobą jak skorupę. A potem poczuła, że bez niej sama nie ma żadnego kształtu. Nie zostało w niej nic energii, by zaangażować się na nowo”). Fran cierpi z powodu narastającego konfliktu z mężem. Alice śledzi przeszłość, znajduje stare listy, powraca do czasów dzieciństwa poprzez dobór lektur (czyta książki dla dzieci należące do matki). Oczekuje w pewnym napięciu na zmianę w swoim życiu – choć sama jeszcze nie wie, jaka to zmiana i co będzie dla niej oznaczać. Z kolei Roland obawia się o to, jak siostry przyjmą jego nową żonę, nie potrafi także pogodzić się z tym, że jego córka zaczyna dorastać. Ponadto obecność osób postronnych – Kasima i Pilar – burzy rodzinny charakter spotkania. Zwłaszcza żona Rolanda niejako odstaje od reszty („wydawała się zrobiona z innego materiału niż oni”. Pilar „nie pasuje do ich wytartych, rodzinnych relacji”). Młodsze pokolenie to także pełnoprawni bohaterowie. Kasim i Molly mają się ku sobie, a z kolei Arthur i Ivy podczas tajemnych zabaw odkrywają te obszary rzeczywistości, które pozostawały dotąd poza ich zasięgiem.

Ważnym – bo symbolicznym – miejscem w „Przeszłości” jest opuszczona leśna chata popadająca w ruinę. Na mapie powieści wydaje się swoistym odpowiednikiem domu Fellowsów. Jednak o ile dom dziadków jest światem poukładanym, wyważonym, pełnym nienazwanych napięć i stłumionych emocji, leśna chata pozostaje przestrzenią, w której do głosu dochodzi to, co ukryte, niezbadane, bolesne i wstydliwe, nierzadko budzące lęk. Została ona opisana jako miejsce poniekąd nierzeczywiste („stała na zakręcie ścieżki […], szara i tajemnicza, zawieszona nad podobnymi do szczupłych palców gałęziami drzew w dolinie”). Ivy i Arthur znajdują tam truchło psa – i w ten sposób konfrontują się ze śmiercią – a także pisma pornograficzne – co pozwala im odkryć naturę pożądania. Oczywiście są jeszcze za mali, aby zrozumieć sedno tych spraw – oswajają je przy pomocy dziecięcych rytuałów. Jednocześnie obserwują napięcie rodzące się między kuzynką i jej nowym przyjacielem. To nie przypadek, że historia Molly i Kasima znajdzie swój finał właśnie w leśnej chacie – tam, gdzie może zaistnieć to, co niewypowiedziane, niedozwolone, budzące zastrzeżenia w „realnym” życiu. Co ciekawe, i tu przeszłość i teraźniejszość zbiegają się ze sobą – dawniej to Jill, przeżywająca kryzys babka Molly, Ivy i Arthura, pozwoliła sobie w leśnej chacie na czyn moralnie kontrowersyjny.

„Przeszłość” to przede wszystkim opowieść o próbie pogodzenia się z życiem, z tym, co było, i co jest obecnie (historie dotyczące rodzeństwa, a także Jill). Hadley pokazuje, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. To także książka o dojrzewaniu – tę płaszczyznę reprezentują Kasim, Molly, Ivy i Arthur. Ta czwórka podpatruje zachowania starszych, powiela schematy, próbuje oswoić rzeczywistość przez rytuały. Każde z nich tego lata zrozumie więcej. Jedną z najbardziej znaczących scen w książce jest ta, w której Fran pradawnym zwyczajem niemal brutalnie ścina piękne włosy swego synka. To świadectwo utraty niewinności („matkę uderzyło, że syn nie jest już tak niewinny jak kiedyś. W ogólnym nastroju złowieszczego oczekiwania postanowiła pogodzić się z prawdą, że wszystko, co dobre, musi się w końcu zepsuć, i oświadczyła, że obetnie mu włosy”). Arthur po strzyżeniu staje się bardziej męski, niepodobny do samego siebie.

Brytyjska pisarka w „Przeszłości” snuje powoli opowieść, skupia się na detalach, przedstawia kolejne czynności i przemyślenia bohaterów. To podkreśla „zawieszenie” w rzeczywistości, leniwie płynący czas. Chwilami ma się wrażenie, że fabuła stoi w miejscu. Nie jest to mankament – wszak w powieściach psychologicznych rzadko liczy się rozbudowana akcja. Niestety, przez takie ujęcie narracja miejscami staje się zwyczajnie monotonna. Poza tym bohaterowie w większości nie wzbudzają emocji, śledzi się ich perypetie bez zainteresowania. Rzecz nie w tym, że autorka „Bliżej siebie” pisze oszczędnie o ich życiu (wiele informacji można wyczytać między wierszami), bo takie rozwiązanie dobrze się sprawdza. Chodzi o to, że postaci stworzone przez Tessę Hadley są w większości jednowymiarowe, a przez to psychologicznie nieciekawe (Kasim, Molly, Roland). Niektóre zostały prawie pominięte (Fran praktycznie funkcjonuje w tle). Niekiedy mają w sobie potencjał, ale autorka „Bliżej siebie” go nie wykorzystuje (tak jest w przypadku Alice). Wnikliwie przedstawiona jest Harriet, a nieco perwersyjna historia jej zafascynowania bratową to być może najciekawszy wątek w powieści. Wyróżniają się także rozdziały poświęcone Jill Fellows Crane, kobiecie, która wraca do domu po rozstaniu z mężem i poszukuje pomysłu na nowe życie. Jej historia jest spójna, konkretna, poprowadzona z literackim wyczuciem.

Styl Tessy Hadley pozostawia sporo do życzenia, jeśli chodzi o opisy. Istnieje bardzo cienka granica, za którą plastyczny opis staje się pretensjonalny i kiczowaty – tutaj została wielokrotnie przekroczona (na przykład: „Harriet podążała za głębokim chichotem strumienia do miejsca, gdzie ten potykał się o kamień i spadał białą pianą do ciemnej zatoczki, uciekając przed słońcem pod gęstą zasłonę roślin. Przykucnęła i wyciągnęła rękę, by przerwać strumień wody, która odrywała się od kamiennej wargi idealnym szklanym łukiem, wyraziście zimna”). Za dużo tu przenośni, porównań – przez nadmiar zaczynają ze sobą konkurować i dzielą się na te pomysłowe, i te wtórne, nudne. Niektóre z metafor, epitetów, a zwłaszcza personifikacji są, łagodnie mówiąc, problematyczne. Oto przykłady: „światło wydało się Fran wyjątkowo bezczelne, odbijając się od okularów przeciwsłonecznych Alice”, „powiew dramatu uniósł się znad płynącej wartko wody”, „Kasim zadrżał i pierwszy raz poczuł moc krajobrazu, który teraz spoglądał na niego gniewnie”, „pełnym pogardy spojrzeniem obrzucił świerszczyki: szydziły z niego i obrażały widokiem obnażonego paskudnego białego ciała. (…) Czasami ogarniające go pożądanie było gorzkie, jego własne uniki naśmiewały się z niego”, „jej opuszczone, liliowe powieki wyglądały oskarżycielsko, karcąco”, „Mikey był gruby i biały, z płaskimi, szerokimi, smutnymi pośladkami i piegowatymi plecami” (chciałoby się złośliwie zapytać, jakie pośladki są smutne, a jakie wesołe). To wprowadza niezamierzony komizm w tekst.

Każdego roku ukazuje się wiele powieści poświęconych kondycji rodziny, traumom wyniesionym z dzieciństwa, trudnej przeszłości. To tematy będące świetną pożywką dla prozy psychologicznej i obyczajowej. „Przeszłość” również miała potencjał, ale nie został on wykorzystany – zbyt tu „płytko” jak na ten typ literatury. Problem z książką Tessy Hadley najlepiej odda ten cytat: „Był to dobry punkt obserwacyjny, ale w zasadzie nie było stąd wiele do obserwowania, bo nikt nie zapuszczał się aż tak daleko”. Cóż, z takiego materiału mogła powstać dużo lepsza powieść.
Tessa Hadley: „Przeszłość”. Przeł. Katarzyna Malita. Wydawnictwo W.A.B. Warszawa 2017.