Wydanie bieżące

15 października 20 (332) / 2017

Michał Paweł Urbaniak,

IDEALNA NIANIA, IDEALNA RODZINA (LEILA SLIMANI: 'KOŁYSANKA')

A A A
„Młodsze dziecko nie żyje. Wystarczyło kilka sekund. Lekarz zapewniał, że nie cierpiało. Położono je w szarym pokrowcu i zasunięto zamek błyskawiczny nad bezwładnym ciałkiem, które spoczywało pośród zabawek. Natomiast dziewczynka jeszcze żyła, kiedy przyjechało pogotowie. Walczyła jak lew. Znaleziono ślady walki, kawałki skóry pod jej miękkimi paznokciami. W karetce, która wiozła ją do szpitala, była pobudzona, wstrząsały nią konwulsje. Wytrzeszczała oczy, jakby starała się złapać powietrze. Jej gardło wypełniła krew”. Tak rozpoczyna się „Kołysanka”, powieść Leïli Slimani uhonorowana Nagrodą Goncourtów w 2016 roku. Po lekturze pierwszego rozdziału – literacko wysmakowanego i emocjonalnie miażdżącego (być może najlepszego w całej książce) – czytelnik już wie, jak ta historia się skończy. Nie będzie niespodzianek, charakterystycznych dla thrillerów „twistów” – tak, Louise, niania, zabiła swoich małych podopiecznych. Marokańską pisarkę interesuje to, jak doszło do tej koszmarnej zbrodni.

Wszystko rozgrywa się w świecie jakby wyjętym z powieści Liane Moriarty, traktujących o pozornie idealnych matkach, szczęśliwych rodzinach, poukładanym życiu. Myriam Massé, dobrze zapowiadająca się prawniczka, tuż po studiach rodzi pierwsze dziecko. Świetnie sprawdza się jako matka, koncentruje wszystkie swoje działania na małej Mili. Jednak po przyjściu na świat Adama rodzicielstwo staje się więzieniem. Myriam nie chce się już ograniczać do bycia matką. Nieoczekiwanie dostaje szansę na powrót do pracy i rozwój kariery. Ona i Paul pomimo początkowych oporów decydują się na zatrudnienie opiekunki do dzieci. Kiedy trafiają na Louise, są przekonani, że znaleźli prawdziwą perłę. Nowa niania spędza u nich większość czasu, nie tylko zajmuje się Milą i Adamem (dla których stanowi wspaniały „ersatz matki”), ale też prowadzi dom, pilnuje komfortu życia całej czwórki, a tym samym „budzi i spełnia marzenia o idealnej rodzinie”. A jednak wkrótce wszyscy znajdą się w nierozerwalnej pajęczynie toksycznych zależności. Myriam i Paul coraz bardziej bezradni wobec „idealnej niani”, nie będą w stanie się jej pozbyć („Oczywiście wystarczyłoby położyć temu kres, zakończyć to. Ale Louise ma klucze do mieszkania, wszystko wie, wrosła w ich życie tak głęboko, że wyrzucenie jej z niego wydaje się niemożliwe. Odepchną ją, a ona wróci. Pożegnają się z nią, ona zapuka do drzwi, wejdzie mimo wszystko, będzie im grozić jak zraniony kochanek”).

Louise jest niewątpliwie ciekawą postacią. Wzbudza skrajne emocje – od współczucia, przez lęk, aż po nienawiść. Marokańska pisarka stopniowo odsłania okrucieństwo kryjące się za troską i oddaniem. Niania nie miała łatwego życia. Jej mąż-utracjusz dręczył ją psychicznie, a córka (zresztą sama skrzywdzona przez Louise, która zajmowała się cudzymi dziećmi, a najmniej uwagi miała dla własnego) nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Pracodawcy wykorzystywali Louise i poniżali, za to ona szczerze się do nich przywiązywała, Starała się zapewnić sobie miejsce w kolejnych domach i rodzinach jako perfekcyjna niania i pomoc domowa („Uwielbiała patrzeć na zachwycone twarze rodziców, którzy po powrocie stwierdzali, że oprócz baby-sitterki dostali darmową sprzątaczkę”). Można powiedzieć, że kieruje nią tęsknota za zrealizowanym poczuciem przynależności. Louise chce być niezbędna. Początkowo wydaje jej się, że to u państwa Massé znalazła swoje miejsce, realizację wyobrażenia o rodzinie idealnej, o silnej więzi. Uwielbia Paula i Myriam: „Myśli sobie, że mogłaby ich oglądać godzinami i nigdy by jej się to nie znudziło. Że wystarczyłoby, gdyby mogła patrzeć, jak żyją, a sama pozostać w cieniu, dbając, by wszystko funkcjonowało idealnie, by mechanizm nigdy się nie zaciął. Żywi teraz głębokie przekonanie, palące i bolesne, że jej szczęście jest w ich rękach. Że ona należy do nich, a oni do niej”. Louise widzi siebie jako kogoś dyskretnego, ale silnego i nieustępliwego. Jej działania są zdumiewająco zbliżone do stalkingu: „W miarę upływu czasu Louise doprowadza do perfekcji umiejętność bycia jednocześnie niewidoczną i niezbędną. (…) Niania jest jak te osoby, które w teatrze zmieniają w ciemności dekoracje na scenie. Podnoszą tapczan, przesuwają jedną ręką kolumnę z kartonu, kawałek ściany. Louise krząta się za kulisami, dyskretna i potężna. To ona trzyma niewidzialne nici, bez których magia nie zadziała. Jest Wisznu, zazdrosnym opiekuńczym bóstwem żywicielem. Jest wilczycą, z której wymion piją, niezawodnym źródłem ich rodzinnego szczęścia”. Tkwi ona w koszmarnych złudzeniach – być może z powodu postępującej choroby psychicznej – i te złudzenia stają się jej dramatem. Przebywając w domu państwa Massé, uzurpuje i wypracowuje sobie większą pozycję niż realnie może osiągnąć. Myriam dobrze to podsumowuje – Louise „Zawsze jest blisko, ale nie należy do bliskich”.

Panuje w tej powieści ogromne napięcie, jest klaustrofobicznie. Więcej zostaje opowiedziane niż pokazane. Narracja wydaje się po reportersku oszczędna – tak jakby Slimani tylko rejestrowała kolejne fakty, wnioski pozostawiając czytelnikom – ale zarazem ma w sobie pewną brutalność. „Kołysanka” to niewątpliwie wciągający, świetnie napisany thriller psychologiczny – a jednak najciekawsze w tej książce jest to, co wykracza poza ramy typowego dreszczowca. Marokańska pisarka zwraca uwagę na wiecznie żywe podziały społeczne i związane z tym okrucieństwo tkwiące za fasadą uprzejmości, pozornej tolerancji i dobrych manier. Myriam i Paul stoją najwyżej w nowej hierarchii ustanowionej wraz z przybyciem niani. Tak naprawdę nie liczą się z Louise, traktują ją jak swoją własność (choć udają, że jest inaczej, a ewentualne wyrzuty sumienia zagłuszają, ofiarowując pracownicy tanie prezenty). Kiedy niania nie przystaje do ich wymagań, okazują jej wrogość. Próby zbliżenia się tych dwóch odrębnych światów – zamożnych pracodawców i samotnej, biednej kobiety – zawsze skończą się fiaskiem. Państwo Massé nie widzą w Louise człowieka, kogoś, kto może mieć życie poza pracą. Znamienna jest myśl Myriam dotycząca niani: „Patrzy się na nią i nie widzi się jej”. Uprzedzenia, niesprawiedliwe oceny, bezrefleksyjność, prostactwo czy nieuzasadnione samozadowolenie bohaterów – Slimani pokazuje to wszystko bez nachalnej ostentacji. Czasem chodzi tu o jedno wymowne zdanie – tak jak w scenie, w której Myriam i Paul sprzątają starannie dom przed przyjściem kandydatek na nianie. Wówczas chcą się zaprezentować jako ludzie na wysokim poziomie – „by opiekunki (…) zrozumiały, kto tu rządzi” [podkr. – M. P. U.]. Niekiedy prawdziwy stosunek pracodawców do Louise obnażają myśli – takie, których nie wypada wypowiedzieć („Wie, że Louise jest im niezbędna, ale nie może jej już znieść. Jej uroda lalki, wkurzający wyraz twarzy, irytuje go i denerwuje”). W tym thrillerze to niania jest „czarnym charakterem” – a jednak również Myriam i Paul bywają okrutni i bezmyślni.

Wiele thrillerów psychologicznych bazuje na takiej fabule: jeden bohater stopniowo osacza drugiego (lub grupę bohaterów), groza wkrada się w zwyczajną, bezpieczną rzeczywistość, w utarte schematy, a w końcu ktoś skrzywdzony się mści. Jednak „Kołysanka” ma więcej do zaoferowania. Leïla Slimani wnikliwie, drapieżnie, ale z wyczuciem przedstawia społeczne zjawiska, które, zdawałoby się, powinny już odejść do przeszłości, ale pozostają boleśnie aktualne. Nie zmieni tego osłona z uprzejmych frazesów i pozornej otwartości. „Kołysankę” otwiera mocna scena – ale to, co doprowadziło do tragedii okazuje się niewiele mniej poruszające niż makabryczny finał.
Leïla Slimani: „Kołysanka”. Przeł. Agnieszka Rasińska-Bóbr. Wydawnictwo Sonia Draga. Katowice 2017.