Wydanie bieżące

1 listopada 21 (333) / 2017

Przemysław Pieniążek,

BÓJ SIĘ CIEMNOŚCI (NAWIEDZICIEL MROKU)

A A A
„Nawiedziciel mroku” to trzeci – po „Ogarze i innych opowiadaniach” oraz „Kolorze z innego wszechświata” – graficzny tomik sygnowany nazwiskiem japońskiego artysty, z rozmachem, werwą i kapitalnym wyczuciem adaptującego prozę Samotnika z Providence. W recenzowanym albumie znalazły się dwie niezależne od siebie historie, których jednakże wspólnym mianownikiem jest temat kontaktu człowieka z przedwiecznym, wymykającym się racjonalnemu pojmowaniu bytem oraz konsekwencji (vide: szaleństwo i/lub śmierć) płynących z tego równie wzniosłego, co budzącego pierwotny lęk doświadczenia.

Zbiór otwiera nowelka „Dagon”: inspirowany opowiadaniem z 1917 roku epizod ukazujący perypetie bezimiennego narratora, nadzorcy ładunku na statku zaatakowanym przez niemiecki okręt. Mężczyźnie udaje się uciec z niewoli, choć jego sytuacja wcale nie ulega poprawie – bohater przez wiele dni dryfuje w szalupie po otwartym oceanie powoli tracąc nadzieję na powrót do domu. Pewnej nocy nawiedza go koszmarny sen, po którym budzi się na nieznanym brzegu pokrytym odrażającą breją oraz gnijącymi truchłami dziwnych stworzeń. A to zaledwie preludium wydarzeń, w obliczu których ludzka psychika może doznać poważnego uszczerbku.

W tej krótkiej historii Tanabe Gou buduje nastrój niesamowitości i nadnaturalnej grozy, wykorzystując zarówno dynamiczną zmianę planów (liczne zbliżenia i detale podkreślające narastające przerażenie bohatera, ale także szczególnie zapadające w pamięć, pozbawione słownego komentarza ujęcia panoramiczne), precyzyjną kompozycją przestrzeni oraz sugestywnością obrazów, które nie dość, że mogą wywołać gęsią skórkę, to także nieźle „działają” na zmysł powonienia. Czarno-biała tonacja utworu (jak i wszystkich dotychczasowych adaptacji dzieł Howarda Phillipsa Lovecrafta dokonanych przez Gou) wprowadza do opowieści nastrój bliski niemieckiemu ekspresjonizmowi filmowemu (polecam utrzymany w tej poetyce krótkometrażowy „Zew Cthulhu” w reżyserii Andrew Lemana), a pojawienie się tytułowej istoty robi naprawdę spore wrażenie.

Drugim utworem wchodzącym w skład omawianego tomiku jest „Nawiedziciel mroku” (vel „Duch ciemności” – jak brzmiał niegdysiejszy przekład tytułu tego opowiadania debiutującego na łamach „Weird Tales” w grudniu 1936). Bohaterem podzielonej na trzy rozdziały historii jest Robert Blake, pisarz, malarz oraz pasjonat mitów i legend w jednej osobie. Podziwiając panoramę Providence z okna swojej pracowni, mężczyzna zwraca uwagę na górujące nad miastem Federal Hill zwieńczone budynkiem gotyckiego kościoła. Od tej chwili Blake nie może przestać myśleć o zagadkowym przybytku i sekretach ukrytych w jego ciemnych zakamarkach. Kiedy jednak na własną rękę decyduje się odwiedzić opustoszałą świątynię, daje początek lawinie wydarzeń, od których włos bieleje (nie tylko) na skroniach.

Adaptacja ostatniego w karierze opowiadania Lovecrafta – historii inspirowanej „Pająkiem” Hansa Heinza Ewersa – pozwoliła Gou na pełną prezentację biegłości w posługiwaniu się realistyczną kreską, za pomocą której artysta kreśli profile postaci (w tym Roberta Blake’a, będącego porte parole Roberta Blocha, autora literackiego pierwowzoru „Psychozy” Alfreda Hitchcocka) oraz z gracją oddaje architektoniczno-urbanistyczne niuanse Providence. Warto wspomnieć, że rysując pracownię bohatera komiksu, Gou bazował na autentycznym wyglądzie gabinetu twórcy „W górach szaleństwa”, natomiast bryła nieistniejącego już kościoła katolickiego św. Jana przy Atwells Avenue posłużyła za źródło inspiracji dla zdesakralizowanego przybytku, którego przepastne wnętrza ilustrator ukazał z prawdziwą maestrią.

Przykuwająca uwagę retrospektywna narracja, sukcesywnie narastająca aura strachu i napięcia, a do tego umiejętnie wplatana poetyka snu, zabawa ze zmianami planów oraz perspektyw, nie mówiąc już o pełnym niedopowiedzeń wizerunku „Nawiedziciela mroku” – to zaledwie wybrane elementy przemawiające na korzyść niniejszego komiksu, skądinąd wydrukowanego na papierze o specyficznej fakturze sprawiającej, że przewracając kolejne strony możemy złapać się na myśli, iż rzeczywiście trzymamy w dłoniach skrzętnie ukrywany przed światem dziennik. Ale może to jedynie nadaktywna wyobraźnia recenzenta. Niemniej stali czytelnicy dzieł Tanabe Gou z pewnością nie będą zawiedzeni, podobnie jak osoby zainteresowane udanymi adaptacjami dorobku Samotnika z Providence.
Tanabe Gou: „Nawiedziciel mroku” („H.P. Lovecraft’s The Haunter of the Dark”). Tłumaczenie: Paulina Ślusarczyk-Bryła. Wydawnictwo Studio JG. Warszawa 2017.