Wydanie bieżące

1 listopada 21 (333) / 2017

Emilia Konwerska,

SEKS, STAROŚĆ I TRUJĄCE GRZYBY (MICHAŁ WITKOWSKI: 'WYMAZANE')

A A A
Było kiedyś takie powiedzenie: „– Co słychać? – Stare kurwy nie chcą zdychać”. Nie chce zdychać również polska wieś, nie chcą zdychać drobni przedsiębiorcy, bezrobotni, brzydkie dziewczyny z długimi tipsami i pracownicy śmierdzących, nielegalnych ferm. O tym świecie, funkcjonującym na marginesie marginesów, świecie, który na przekór wszystkiemu nie chce zdychać, pisze Michał Witkowski w swojej najnowszej powieści pod tytułem „Wymazane”.

Wymazane to miejscowość w północno-wschodniej Polsce, daleko za Suwałkami, której nazwy nie znajdziemy w internecie (wyskakuje tylko „Wymazywanie” Thomasa Bernharda). Witkowski po raz kolejny umieszcza akcję swojej powieści w małej miejscowości, w świecie, o którym wszyscy zapomnieli. Nie traci formy, żongluje anegdotami i z fantazją maluje powieściową rzeczywistość – zakład pogrzebowy, bar, Tesco, zakład kosmetyczny, kościół. Na mapie Wymazanego umieszcza też stałe elementy swojego uniwersum – parking dla tirowców, bar, przystanek, agencję towarzyską. Mamy więc odwołania i do „Margot”, i „Fynf und cfancyś”. Podobnie jest z bohaterami, w Wymazanym spotykamy więc lujów (bo luje są wszędzie), rosyjskich bandytów o złotych sercach („Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna Szczakowej”) i przede wszystkim Alexis, która jest mieszanką legendarnej Alexis z „Lubiewa” z Barbarą i jeszcze kilkoma innymi postaciami. Witkowski nawiązuje do swoich poprzednich dzieł, sam się do siebie uśmiecha, uważny czytelnik zobaczy w „Wymazanym” cienie takich postaci jak Kapral z „Margot”, Roma Piekarzowa z „Lubiewa”, Mańka Badziewie i stare ciotki z „Barbary Radziwiłłówny”, czy sam Witkowski – pedał, pisarz, celebryta. Przekracza jednak kolejne granice i udowadnia, że ciągle potrafi pisać.

Damian Piękny, główny bohater i narrator powieści, jest dwudziestolatkiem o wielkich aspiracjach i nietypowych preferencjach seksualnych. Książka zaczyna się od wstydliwego wyznania: Damiana podniecają stare baby. Witkowski pisze samym sobą, jego język jest okrutny, nie ma litości dla ciał starszych kobiet, mamy więc cyce do kolan, wielkie gacie, dupy i owłosione pachy. Przepisuje ciotowskie ciała na ciała kobiece, odmalowuje na nich ohydę i starość, pławi się w tym, co powszechnie uważane za obrzydliwe i niesmaczne. Podobnie robi z pożądaniem, stare baby z „Wymazanego” niewiele się nie różnią od ciot z „Lubiewa”. Witkowski po raz kolejny buduje rzeczywistość swojej powieści na dychotomiach, zestawia doskonałość i piękno z brzydotą, starość z młodością, życie ze śmiercią, prowincję z miastem. W „Wymazanym” wszystko jest jednak bardziej jaskrawe – starość staje się trudniejsza do zniesienia, bo dotyczy kobiet, prowincja nie ma już nadziei, a śmierć zostaje rozpisana na wiele aktów i staje się najważniejszym tematem powieści.

Kontakt czytelnika z opisami starzejących się kobiecych ciał i ich pożądaniem jest papierkiem lakmusowym na naszą mentalność. W „Lubiewie” Witkowski przekraczał granice estetyki, a może już nawet etyki, opisując seksualne rozpasanie starych, nieatrakcyjnych mężczyzn. W nowej powieści powiększa kolekcję „wymazanych” zachowań seksualnych o potrzeby starszych kobiet. Te starsze panie, które same nazywają się "kurwami", są obrzydliwe, pozbawione sumienia i zboczone. Chcą pieniędzy, władzy i seksu. Całkiem jak mężczyźni. Okazuje się, że ta prosta literacka zamiana ról ciągle ma wymiar wywrotowy, szokuje i budzi niezgodę. Witkowski bowiem kontynuuje swój literacki performance, którego zadaniem jest pokazanie sfer życia budzących obrzydzenie, obszarów, od których odwracamy wzrok. Gdyby próbować jakoś tę strategię nazwać, można by użyć określenia: „czego nie widać”. Przypomina tu trochę Ulricha Seidla, który na chłodno, bez komentarza obrazuje wstydliwe wymiary naszej rzeczywistości.

Witkowski bohaterem czyni też samo miasto, w którym wszystko się skończyło i jedyna nadzieja to zbawiciel, który przyjdzie i coś otworzy, naprawi, uleczy. Zbawiciel będzie jednak bardziej podobny do Nicole Kidman w „Dogville”, ale o tym w miasteczku jeszcze nikt nie wie. Dobrze, że Wymazane nie nazywa się po prostu „Miasto”. „Nie jest niczym specjalnie wyrafinowanym, że przez Wymazane płynie rzeka Wymazana, mimo że przez Paryż nie płynie rzeka Paryż, a przez Warszawę – Warszawa. Jednak w naszym miasteczku energii było mniej i nie starczało jej już na wymyślanie specjalnie nowych nazw. Wspomniałem już o pewnej niechęci miejscowych do nazw poszczególnych, trujaki to trujaki, nie żadne strzępiaki ceglaste – trujak i tyle, i tak dobrze, że nie »grzyb«. Zakład fryzjerski mistrza Walentego (w którym kiedyś pracowała Jagoda) nazywał się »Fryzjer Tipsy«, sklep mięsny miał szyld »Sklep mięsny«, dyskoteka nazywała się »Dyskoteka« (choć niektórzy mówili na nią »biblioteka«), stacja benzynowa nazywała się »Orlen«, sklepy: »Lidl«, »Dino«i »Tesco«, sklep Mańki Badziewie to już był moim zdaniem top, bo w ogóle nie miał nazwy, chyba, że za nazwę przyjąć wywieszony czasem napis »PETARDY«, zaś mówiło się na niego, jak wiadomo, PPP, a rzeka nazywała się Wymazana, i tak dobrze, że nie »Rzeka«” (s. 69). Wymazane jest więc symbolem wszystkich miast, w których zamyka się biblioteki, żeby otworzyć dyskoteki, w których luje siedzą na przystanku (ulubiony motyw Witkowskiego), nikt nie ma pracy, a w sklepie na ścianie wisi zegar z napisem Tchibo. Pojawia się u Witkowskiego coś nowego, a mianowicie świat przyrody. Znajdziemy w „Wymazanym” opisy lasu, oczywiście z charakterystycznym dla autora skrętem w nowoczesność i kulturę popularną. Będą więc sarny, ale z ajfonami, dziki na instagramie, jeże-blogerzy i tak dalej. Witkowski w sposób, który opracował do perfekcji, łączy aktualny, bolesny realizm z surrealistycznym szaleństwem. Opisuje ludzi bez „tak zwanych perspektyw”, marazm, lewe interesy, niespełnione nadzieje. Ale rzeczywistość nie jest u Witkowskiego nigdy tak bardzo bolesna, wszystkie te ludzkie nieszczęścia podane są w cudzysłowie, bo każdy ma tutaj swoją fototapetę, świat fantazji, dużo bardziej prawdziwy, bo bliższy sercu.

Damian również jest bohaterem, jakich już u Witkowskiego spotykaliśmy, marzący o wielkich pieniądzach, wielkiej karierze, wielkiej sławie – ogólnie czymś wielkim i nieokreślonym. Damian jest piękny i okazuje się, że współcześnie „piękny człowiek” to również zawód i to całkiem opłacalny. Funkcjonuje rozdarty pomiędzy dwoma światami. Tu Witkowski doskonale zestawia ze sobą kulturę wysoką i niską, tę najpodlejszą. Dwie przyjaciółki Damiana – Sylwia i Jagoda, to dwie twarze kultury. Sylwia zawsze na czarno, z papierosem, wystawia monodramy, ogląda nocami TVP Kultura, surowa, ambitna i biedna. Jagoda to przaśna dziewczyna z tatuażem BĘDZIE GRUBO, dla której muzyka istnieje tylko kiedy można do niej tańczyć, to ona robi „karierę”, jedzie do Warszawy, występuje w telewizji, pierdzi w programach śniadaniowych. Zarabia pieniądze. Witkowski w opisach losów Jagody popada w narracyjne szaleństwo, nawiązuje do Williama Burroughsa, napawa się wulgaryzmami, przekracza język i wszelkie konwencje. Damian miał również babcię, której wspomnienia są ważnym wątkiem książki. Mamy więc Polskę przedwojenną, wojenną, PRL i 2017. Bardzo dużo tu tematów, historii, wątków. Opowiada babcia, opowiada Damian, opowiada Alexis. Sporo jest tu charakterystycznego dla Witkowskiego sentymentu, do komuny, przedwojnia, przeszłości w ogóle.

Witkowski nawiązywał w „Drwalu” do „Śmierci w Wenecji”, w jego najnowszej książce dostajemy śmierć na Malediwach, w egzotycznej scenerii, w której nieustannie coś się rodzi, coś innego umiera. Śmierć zostaje tu skontrastowana z życiem najmocniej jak można, pojawia się w tle błękitnego oceanu, palmy, kolorowych drinków, rafy koralowej. Śmierć w raju jest zapowiedziana, odłożona w czasie, ale w końcu przychodzi. Michał Witkowski zawsze potrafił oddać tragizm życia, jego skończoność i naturę umierania. Śmierć jest tu czymś wstydliwym, lubieżnym, śmierć jest passe, a skontrastowana z pięknem i młodością wydaje się czymś nienaturalnym, a nawet niewłaściwym. W momentach granicznych do bohaterów wracają ich wspomnienia i fantazje. Bo u Witkowskiego nigdy nie jesteśmy tam, gdzie aktualnie przebywa nasze ciało. Czy widziałeś kiedyś, jak biały jest piasek na Malediwach? Czy widziałeś kiedyś, jak biały jest śnieg w Davos?
Michał Witkowski: „Wymazane”. Znak. Kraków 2017.