Wydanie bieżące

1 listopada 21 (333) / 2017

Mirella Siedlaczek-Mikoda,

OTELLO Z SZÓSTEJ KLASY (TRACY CHEVALIER: 'TEN NOWY')

A A A
W serii Projekt Szekspir ukazała się właśnie powieść Tracy Chevalier „Ten nowy”. Autorka szerszą popularność zdobyła dzięki „Dziewczynie z perłą”, chociaż ja daleko bardziej cenię „Płonął ogień twoich oczu” czy „Dziewczynę z muszlą”, która przeszła w naszym kraju bez echa. Chevalier wybierała zawsze jako bohatera postać fikcyjną, której istnienie jednak było prawdopodobne i której oczami patrzyliśmy na geniusza malarstwa. W „Dziewczynie z muszlą” – opowieści o młodych kobietach rodem z Jane Austen – byliśmy świadkami narodzin nowej dyscypliny naukowej. Chevalier przywraca głos tym, którzy z racji płci, niskiego urodzenia, nikłego wykształcenia nie mieliby możliwości zyskania odbiorcy w rzeczywistych warunkach. Cechami dystynktywnymi powieści amerykańskiej autorki są dla mnie również poetyckość i malarskość obrazowania. Niektóre sceny to zatrzymane w kadrze obrazy. Bohaterowie Chevalier mówią niewiele, ponieważ są służącymi i za tyrady prędzej spotkałyby ich razy i kuksańce, nikt (czytaj – mężczyźni ) nie traktuje ich pasji poważnie.

Seria Projekt Szekspir zakłada, że współcześni autorzy wybierają jedno z dzieł Stratfordczyka jako inspirację. Jestem po lekturze „Kupca weneckiego” Howarda Jacobsona, który w dużej mierze jest uwspółcześnieniem opowieści Szekspira z zachowaniem oryginalnych nazwisk. Chevalier kusi nawiązaniem do Otella, jednakże jeśli nasza pamięć o tej tragedii ogranicza się do sceny duszenia niewiernej żony przez Maura (w tym momencie włącza mi się wielokrotnie sparodiowana scena, w której aktor z uczernioną twarzą ucieleśnia nasze lęki przed Obcym), to przeżyć nam przyjdzie spore zaskoczenie. Zobaczymy tragedię zazdrości, tego zielonookiego potwora we współczesnych nam dekoracjach, jakże daleko od teatralnej szminki i pudru.

Po pierwsze zaznaczyć wypada wybór miejsca akcji – zamiast włoskiego państewka, waszyngtońska szkoła podstawowa w latach siedemdziesiątych. Tytułowy Otello, tutaj – Osei (czyli szlachetny) to syn dyplomaty z Ghany, który dołącza do grona białych uczniów szkoły miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego. Desdemona, a właściwie Daniela, w skrócie Dee, jest potomkinią włoskich imigrantów, najpopularniejszą dziewczynką w szkole. Po drugie – zapomnijcie o długich podchodach pod nakreślenie głównej intrygi, tutaj zostaniecie wrzuceni w sam środek akcji – pierwszy dzień w nowej szkole podzielony na czas przed lekcją, dużą przerwę, obiad, popołudniową przerwę, czas po szkole. I tyle – jeden dzień, widziany z różnych perspektyw, dzień zbudowany z błahych w istocie scen, takich jak zapomniany piórnik w truskawki, kartki na Dzień Matki. Po trzecie – jeśli bohaterowie historii miłosnych muszą być dojrzałymi, a przynajmniej dorosłymi ludźmi, to przypomnijcie sobie, ile lat mieli Romeo i Julia. Dramatu, który rozegrał się w gronie nastolatków, nie umniejszają ani miejsce, ani przedmiot, który tak jak w pierwowzorze posłużył do manipulacji głównymi postaciami. Chevalier w sposób znakomity pokazuje gęstą od niedomówień i uprzedzeń atmosferę i poruszającego się w niej Oseiego. Chłopak jako syn dyplomaty przywykł do zmiany miejsca zamieszkania, szkół, w których zawsze wyróżnia się kolorem skóry i w których, mimo pozyskanej sympatii, nie ma co liczyć na zaproszenie na urodzinowe przyjęcie. Nie buntuje się przeciwko swojemu losowi, postępuje zgodnie z przyjętą strategią, że próba wtopienia się w otoczenie jest z góry skazana na porażkę, podobnie jak nadzieja na zyskanie przyjaciół. „Wolał mieć pewną kontrolę nad wydarzeniami, a przynajmniej być w stanie przewidzieć wypadki. Skoro miał skończyć wśród wyrzutków, chciał mieć wpływ na swój los”. Początkowo dokonuje trafnych obserwacji dotyczących relacji w grupie szóstoklasistów, jednak potem instynkt podpowiadający, komu zaufać, zawodzi go. W starciu z Ianem, szkolnym prowokatorem i prześladowcą, pociągającym z ukrycia za sznurki, nie ma szans. Wprawdzie zdolności sportowe zapewniły mu szacunek innego silnego przedstawiciela grupy – Caspara, jednak kości zostały rzucone, a los Dee i Oseiego przesądzony w chwili, gdy Ian dojrzał zawiązującą się między nimi nić sympatii. Determinizm losów bohaterów jest dominantą tej książki, nie stanie się nic ponadto, co świat gotuje tym, co zdobywają się na odwagę przekroczenia niewidzialnych granic.

Ale zapomnijcie o „Clueless” i innych hollywoodzkich „Beverly Hills 90210” – Dee ma niewiele wspólnego ze snobistyczną dziewuchą, która podczas przerwy obiadowej ustala szkolną hierarchię ważności. Jest wrażliwą nastolatką dostrzegającą coraz mocniej zarysowującą się granicę między własnymi pragnieniami a realizacją wymagań innych. Dee jest pełną uroku dziewczyną, wystarczająco pewną siebie, żeby nadawać ton grupie koleżanek, inteligentną, która młodzieńczy bunt ma jeszcze przed sobą, lecz której już niekoniecznie zależy na etykietce pupilki nauczyciela. Zdaje sobie sprawę, że jej zainteresowanie czarnoskórym uczniem nie mieści się w kanonie akceptowalnych zachowań, wprawdzie nikt głośno nie wypowie obelgi pod jego adresem, ale nie będzie również ukrywał niechęci.

Zadajmy pytanie – co mówi nam Chevalier, czego wcześniej nie powiedziałby Szekspir? Być może niewiele, ale obnaża mechanizmy wymykania się spod kontroli hamowanych przez kulturę uczuć, jak niewiele trzeba, żeby wykrzyczeć, co naprawdę myślimy, jak niewiele trzeba, żeby splugawić to, co czyste. To, co wydaje się nowym „Zabić drozda”, nieoczekiwanie kończy się dramatycznym finałem, który niczym deus ex machina wgniata czytelnika w krzesło. Lektura tej niewielkich rozmiarów książki przynosi emocje porównywalne z powieścią sensacyjną. Tym, którzy myślą, że dzieci są tylko dziećmi i nie przeżywają dramatów, poleciłabym „Tego nowego” jako lekturę obowiązkową. Chociaż może zamiast syna dyplomaty bardziej odpowiedni byłby muzułmański imigrant.
Tracy Chevalier: „Ten nowy. Otello Szekspira opowiedziany na nowo”. Przeł. Urszula Gardner. Wydawnictwo Dolnośląskie. Wrocław 2017.