Wydanie bieżące

15 listopada 22 (334) / 2017

Radosław Pisula,

ZWYCZAJNIE NIEZWYCZAJNI (CZARNY MŁOT. TOM 1: TAJNA GENEZA)

A A A
Jesteście zmęczeni naporem superbohaterskich komiksów, które zlewają się w ciąg wyeksploatowanych do cna fabuł? Scenarzystów, którzy „odpuszczają” już na starcie i wolą spokojnie inkasować czeki, wyrzucając z siebie historie w najlepszym wypadku będące po prostu „ok”? Chcecie, żeby ktoś trochę wstrząsnął podstawami gatunku, ale jednak zachował jego magię – jak wiele razy udało się to Alanowi Moore’owi, Warrenowi Ellisowi albo Grantowi Morrisonowi? W takim wypadku bierzcie w ciemno „Czarny Młot”, bo debiutująca na naszym rynku seria Jeffa Lemire’a jest jednym z najbardziej odświeżających trykociarskich projektów od lat.

Może to dziwić, bo nie ma tu szczególnie skomplikowanych kombinacji fabularnych i wymyślania koła na nowo. Lemire znany jest przede wszystkim ze swoich komiksów niezależnych: wyciszonych, skupiających się na postaciach outsiderów, osadzonych w małych, odizolowanych od reszty świata miasteczkach, gdzie każdy zna każdego, a nagromadzone przez lata brudy wpływają na wszystkich bohaterów. W„Czarnym Młocie” autor po prostu połączył słodko-gorzki mikroświat (gdzie przyziemne kłopoty protagonistów i rodzinne więzy mają zawsze pierwszeństwo) z wiwisekcją klasycznych motywów znanych z historii komiksu bohaterskiego. Całość sprawdziła się zadziwiająco dobrze.

W recenzowanym dziele odnajdziemy zatem grupę niezwykłych postaci, będących wariacją na temat wielu klasycznych herosów (m.in. Kapitana Ameryki, Mary Marvel czy Adama Strange’a), którzy po morderczym starciu z niejakim Anty-Bogiem zostają przeniesieni do innej rzeczywistości. Protagoniści utykają na farmie graniczącej z niewielkim amerykańskim miasteczkiem i z niewiadomego powodu nie mogą udać się poza jego granice, ponieważ taki czyn skończyłby się ich śmiercią. Bohaterów spotykamy w momencie, gdy już od dziesięciu lat żyją na uboczu mikrospołeczności, konflikty „rodzinne” coraz bardziej narastają, a wspomnienia o heroicznych czasach są tylko pieśnią przeszłości.

Lemire z wyczuciem oscyluje pomiędzy dramatem superpostaci uwięzionych w klatce normalności, niezwykłymi uwarunkowaniami ich problemów (pięćdziesięciolatka zamknięta w ciele dziecka, sfrustrowany robot poszukujący miłości, Marsjanin powoli „wychodzący z szafy”), wspomnieniami o ich heroicznych wyczynach i genezach – kapitalnie wystylizowanymi na klasyczne komiksy, z których scenarzysta czerpie inspirację – doprawiając to sennym klimatem jankeskich terenów, o których zapomniał świat. Całość jest niezwykle unikalnym połączeniem miłości do całego medium, nagromadzeniem tajemnic rodem z „Z Archiwum X” i atmosferą przywodzącą na myśl „Miasteczko Twin Peaks”. I taki komiksowy bigos pewnie skisłby w rękach mniej doświadczonego scenarzysty, ale Lemire znakomicie łączy swoje doświadczenie w pisaniu autorskich projektów z tym zdobytym podczas zabawy nad komiksami dla Marvela i DC. Przy tym klimat jest tutaj budowany w równym stopniu przez świetne rysunki Deana Ormstona – na pierwszy rzut oka nieprzystające do komiksu superbohaterskiego. Na twarzach postaci rysują się szczere emocje, a całość okazuje się osaczająco dziwna i niezwykle oryginalna.

Lemire chciał stworzyć coś świeżego: zaryzykował, gromadząc w jednym miejscu sporo różnorakich elementów, ale mimo kuriozalności całego projektu na pierwszym planie cały czas trzyma emocje bohaterów i wie, o czym chce opowiadać, dzięki czemu ów galimatias posiada niezwykle przejrzystą formę. Świat niezwykłości skotłowanych wokół małej farmy przyciąga jak magnes – dlatego polecam lekturę „Czarnego Młota”, ponieważ to bez dwóch zdań jeden z najciekawszych tytułów, jakie zawitały do nas w tym roku.
Jeff Lemire, Dean Ormston: „Czarny Młot. Tom 1: Tajna geneza” („Black Hammer Volume 1: Secret Origins”). Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.