Wydanie bieżące

15 listopada 22 (334) / 2017

Kinga Rak,

MIÓD NA SERCE FILOLOGA (JEROME MCGANN: 'NOWA RESPUBLICA LITERARIA')

A A A
Pamięć, nauka i cyfryzacja – możemy mieć wrażenie, że te trzy pojęcia były ostatnimi laty odmieniane przez wszystkie przypadki w dyskursie naukowym i w trakcie niezobowiązujących rozmów akademików. Panuje moda na czytanie tekstów kategorią pamięci, dyskusje o przyszłości uniwersytetu i gorączkowe zastanawianie się nad skutkami przemian technologicznych na powyższe. I samą naukę.

Przyznam, że są to tematy mi bliskie. Poświęciwszy ostatnie cztery lata na badanie wpływu technologii na przemiany literatury, dałam się nieco zapędzić w kozi róg. Momentami miałam wrażenie, że sama technologia jest tu najistotniejsza, później zaś próbowałam przechylać szalę na stronę literaturoznawstwa i socjologii literatury. Wszystkim zagubionym akademikom, którzy próbują znaleźć swoją ścieżkę w tym tornadzie zmian i połączyć humanistykę cyfrową z filologicznym doświadczeniem, na odsiecz przychodzi zbiór esejów Jerome’a McGanna – literaturoznawcy i edytora, twórcy projektu cyfrowego „The Complete Writings and Pictures of Dante Gabriel Rosetti. A Hypermedia Research Archive”.

McGann rozpoczyna swoją książkę kojącym stwierdzeniem, że filologia (rozumiana jako badanie tekstów) jest podstawowym doświadczeniem, które ma pomóc nam w zrozumieniu skomplikowanych problemów cyfrowego literaturoznawstwa i archiwistyki. A tak rozumiana filologia to zarazem nauka o samym tekście, jak i społeczeństwie, w którym powstał. Jaki ma to jednak związek z cyfryzacją? Autor książki pisze tak: „Przeznaczeniem naszych czasów jest przystąpienie do tej przemiany [cyfryzacji – K.K.] i – jako uczeni – jesteśmy wezwani, aby pomagać ją nadzorować, monitorować i przede wszystkim – biorąc pod uwagę nasze powołanie – rozumieć. Nie wywiążemy się z tego dobrze, jeżeli nie spróbujemy wyobrazić sobie tego, czego nie wiemy: jaka / jak / dlaczego (nie jestem nawet pewien jak sformułować tę kwestię) literatura – taka, jaką znaliśmy – zostanie na nowo poznana” (s. 37).

McGann nie daje nam jednak gotowych odpowiedzi, jak taka filologiczna praca miałaby wyglądać. Jego książka nie jest też zbiorem metodologicznych rozwiązań, które pomogłyby nam zrozumieć zmieniające się życie literackie czy samą literaturę. W zbiorze przemyśleń, studiów przypadków (czasem powiązanych ze sobą tylko luźną myślą) daje filologom jednak coś innego – nadzieję. Nadzieję, że w tym nowym, zdigitalizowanym świecie archiwów nasze umiejętności będą przydatne, a nawet konieczne, żeby zrozumieć rzeczywistość. Daleki jest od gloryfikowania cyfryzacji i jego zaplecze stanowi raczej solidna nauka o literaturze i tradycja niż tak popularna w dzisiejszych czasach literacka technokracja. McGann wychodzi zawsze od tekstu, przez socjologię, po wnioski należne już do sfery humanistyki cyfrowej, sprawnie łącząc wszystkie rejestry. Jest w stanie wyprowadzić swoją wypowiedź od wartości, jaką jest filologia, przez wspólnotę interpretacyjną, wczesne teksty Lyotarda, po sygnalizację problemu gloryfikowania cyfrowych archiwów. Nawet jeśli jego wnioski nie są rewolucyjne, pozwalają czytelnikom (mam tu na myśli raczej filologów) uruchomić kontekst literaturoznawczy w rozpatrywaniu współczesnych problemów archiwów. Ich celu, naszych sposobów gromadzenia wiedzy w środowisku cyfrowym i ostatecznie jej wykorzystywania. Stąd już prosta droga, idąc tokiem McGanna, do rozmowy o instytucjach z archiwami powiązanych: uniwersytecie, wydawnictwach i środowisku naukowym.

Przemyślenia autora są dość gorzkie, ale w pełni zrozumiałe. Skostniałość, nieprzystawalność do rzeczywistości (szczególnie czasopism i wydawnictw naukowych, miotających się pomiędzy cyfryzacją a tradycją, próbami udostępniania zbiorów za darmo a komercjalizacją nauki), brak komunikacji, który niejako uniemożliwia zbudowanie jednego, totalnego archiwum, składającego się ze wszystkich zdigitalizowanych dzieł ludzkości. Totalna biblioteka jest na pewno marzeniem autora, według niego urzeczywistnionym w postaci sieci i powstających archiwów cyfrowych, co rodzi kolejny problem – naszej pamięci, tradycji i języków samych w sobie. Przyznam, że postawienie sprawy w ten sposób okazuje się mocno intrygujące, a zarazem wartościowe, szczególnie że badacze pamięci i cyfryzacji zdają się tworzyć dwa odrębne zbiory. Konkluzja McGanna może martwić, jednak sam autor jest dobrej myśli, wierząc w siłę krytycznego myślenia i odczytywania językowego obrazu świata – umiejętności kształtowanych właśnie przez filologię.

„Nowa republica litteraria” to ciekawa propozycja, z której zapewne będą korzystać z zapałem i humaniści cyfrowi, i badacze pamięci, i bibliotekoznawcy. Nie możemy jednak myśleć o książce jako propozycji nowych metod badawczych czy tytule, który odmieni nasze myślenie o powyższych problemach.

Jest to jednak bardzo przyjemna lektura, która sprawi wiele czytelniczej przyjemności każdemu absolwentowi filologii – McGann w brawurowy sposób wychodzi od analizy tekstów do stawiania opinii na temat cyfrowych archiwów, dokumentując w części trzeciej swoje przemyślenia konkretnymi przypadkami edytorskimi (Poe, Cooper). A ja, skoro zaczęłam ten tekst osobiście, osobiście go również zakończę. Ten tytuł pomógł mi zakopać dobrze znane na pewno wszystkim filologom lęki, że nasz czas niejako się kończy, a w zmieniającej się rzeczywistości nasze analizowanie i interpretowanie tekstu, stawianie socjologicznych diagnoz na podstawie wnikliwie przeczytanych książek przestanie być potrzebne, istotne i ważne. Że nasza wiedza, umiejętności i doświadczenie zostaną wyrzucone na śmietnik historii jak wszystkie zapomniane rękopisy. Bo według McGanna wnikliwe czytanie tekstów, a tym samym rzeczywistości, w szczególnym momencie przejścia do etapu cyfryzacji jest szczególnie ważne. I tego się trzymajmy.
Jerome McGann: „Nowa respublica literaria. Pamięć i nauka w wieku cyfryzacji”. Tłum. zbiorowe. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2016 [seria: Filologia XXI].