Wydanie bieżące

1 grudnia 23 (335) / 2017

Kamila Czaja,

PEŁNE OPOWIEŚCI (ANNA KAŃTOCH: 'NIEPEŁNIA')

A A A
„Niepełnia” Anny Kańtoch zapowiadana jest na okładce jako „kryminał nieoczywisty”. O ile jednak autorka faktycznie podejmuje pewną grę z tym gatunkiem, przećwiczonym przez nią już na świetnych powieściach „Łaska” i „Wiara”, o tyle „Niepełni” bliżej chyba do „Czarnego” – książki, którą znacznie trudniej zakwalifikować. Z najnowszą publikacją Kańtoch jest podobnie: zarówno fabuła, jak i styl każą unikać szufladkowania.

Potęga szkatułki – szkatułka do potęgi

Język, jak zwykle u tej autorki, imponuje zniuansowaniem, które nie zakłóca jednak nadążania za akcją. W „Niepełni” zdarzają się wprawdzie pojedyncze fragmenty, w których należało może powściągnąć styl, żeby wyszło mniej pretensjonalnie („Na rozgwieżdżonym niebie wisiał księżyc, wielki i okrągły, niczym twarz Boga, a śnieg miał barwę połyskującej srebrem rybiej łuski” [s. 162]). Ale to wyjątki. A są tu i perełki w rodzaju: „Przepraszający uśmiech zawisł w dymnej szarości pokoju niczym uśmiech kota z Cheshire” (s. 11).

Szkatułkowość powieści udało się zrealizować na wysokim poziomie. Pisarka ze swobodą mnoży kolejne warstwy, a przy tym nie boi się pokazać, że wszystko jest zaledwie (w tym wypadku: aż) opowiedziane. Tytuły rozdziałów wręcz zawierają słowo „opowieść”. Przejścia między kolejnymi „światami” zostają wyraźnie zaznaczone podejmowaniem przez postaci czynności czytania i początkiem kolejnego rozdziału. A równocześnie Kańtoch zaciera granice pomiędzy poziomami fikcji – choćby przez to, że bohaterowie zyskują świadomość, iż czytają o ludziach, którzy czytają o nich samych. Niezwykłość tego faktu nie zostaje rozwinięta, ale w świecie „Niepełni” realność przeplata się z elementami nierealności na tyle subtelnie i naturalnie, a umowność poszczególnych historii okazuje się na tyle jawna, że czytelnik zamiast oczekiwać logicznych wyjaśnień, zgadza się na taki świat ze wszystkimi konsekwencjami.

Groza realności

Najbliższe były mi w tej opowieści wątki najbardziej codzienne. Kańtoch tworzy bohaterów przekonujących, zindywidualizowanych (to jej charakterystyczna cecha – nawet postacie na trzecim planie są w jakiś sposób wyraźne), a i bez dodawania fantastycznych elementów potrafi trzymać w napięciu. Wątek zniknięcia Marty i jej poszukiwania, trudności w licznych relacjach pomiędzy bohaterami, nieprzepracowane przeżycia z przeszłości – to według mnie „działa” w „Niepełni” najlepiej. Dużo tu celnych obserwacji społecznych i psychologicznych w rodzaju: „Nie martwił się, wtedy jeszcze nie. Był młody, wierzył w miłość do grobowej deski i wciąż sądził, że złe rzeczy zdarzają się tylko w ciemności, w niebezpiecznych dzielnicach, dzieciom albo naiwnym nastolatkom” (s. 20).

Nie znaczy to, że wątki z zaburzoną „realnością”, nawiązujące silnie do konwencji grozy, wypadają słabiej – to chyba tylko kwestia indywidualnych gatunkowych preferencji. Trudno bowiem zarzucić coś Kańtoch w kwestii wprowadzania zagadkowych, powracających w różnych odsłonach fraz, miejsc i rekwizytów. Żonglowanie datami i poszczególnymi opowieściami, zaciemnianie realiów czasowych po to, by potem powiązać bohaterów pochodzących z różnych dekad, też wypada przekonująco. Odnajdywanie się w różnych konwencjach po to, by – w zależności od potrzeb – wykorzystywać je do własnych celów lub rozbrajać czy zacierać, wyrasta na jedno z najważniejszych narzędzi w pisarskim warsztacie autorki „Niepełni”.

Ona i On

W kontekście zacierania granic i komplikowania interpretacji należy żałować, że na okładce – poza wspomnianą, „nieoczywistą” wprawdzie, gatunkową podpowiedzią – zamieszczono zachętę: „Tajemnicza i nastrojowa, szkatułkowa, pełna ukrytych znaczeń literacka podróż do tożsamości płci”. Niby wszystko się zgadza, ale czytelnik powinien móc samodzielnie dojść podczas lektury do genderowych sensów. Te są w powieści bardzo wyraźnie obecne, ale interesująco rozegrane, bez łatwych odpowiedzi. Odszyfrowywanie pewnych kodów byłoby ciekawsze bez wcześniejszej wiedzy, że to właśnie te kody należy rozszyfrować.

Niewiele tu deklaracji, nie ma wykładów i moralizowania. Temat trudności w zdefiniowaniu tego, co swoje i obce (nie tylko w płciowym kontekście), podjęto równocześnie konsekwentnie i nienachalnie. Można proponowane przez Kańtoch opowieści czytać z naciskiem przede wszystkim na przygody kolejnych bohaterów – a można w tych losach śledzić liczne lustrzane odbicia, wątki bliźniąt, zatarcia granic na linii żeńskie-męskie. Główny opowiadający i Agnieszka, Piotrek i Kaśka (niejako w miejsce zaginionej Marty), Marek i Aneta (wypierająca w pewien sposób żonę Marka), Jacek i Dżesika… Z faktu, że postacie występują w licznych duetach, i z tego, jak poszczególne postaci kończą, warto wyciągnąć wnioski dotyczące tożsamości płci – ale jeśli ktoś nie chce się zagłębiać w takie interpretacje, to i tak powieść go zafascynuje, niczym oglądanie serialu z parą detektywów. Wprawdzie klamra spinająca początek i koniec książki bardzo mocno akcentuje kwestie „tożsamości płci”, jakby na wszelki wypadek wyjaśniając, po co to wszystko było, ale Kańtoch udało się na tyle ciekawie napisać wszystko to, co „po drodze”, że ten teoretycznie najważniejszy wątek rozegrała prawie bezbłędnie naturalnie. Prawie bezbłędnie, bo – ważna dla całości, ale napisana w innym, bardziej przypowieściowym, mniej zniuansowanym stylu – „Opowieść o Słoneczku i bramach” na tle reszty wypada właśnie trochę zbyt przypowieściowo.

Nieżart

Oczywiście warto zająć się przy lekturze „Niepełni” interpretacją wątku płciowego i warto docenić ambitną szkatułkowość. Formalna sprawność pozwala tu przekonująco i oryginalnie przedstawić kwestię, w której stawka jest wysoka, związana z prawem bycia sobą i z samoświadomością. „Niepełnia” to dzięki temu więcej niż „piętrowy dziwaczny żart” („Sama nie wiedziała, czego właściwie się spodziewa. Że Piotrek odbierze i wyjaśni jej, że to wszystko jakiś piętrowy dziwaczny żart?” [s. 189]). A przy tym po prostu kawał wciągającej opowieści z pełnokrwistymi bohaterami, która ma szansę zainteresować różnych czytelników o różnych literackich zainteresowaniach. Właściwie pełnia szczęścia.
Anna Kańtoch: „Niepełnia”. Powergraph. Warszawa 2017 [seria: Kontrapunkty].