1 grudnia 23 (335) / 2017

Anna Katarzyna Dycha,

ARTUR ROJEK WYDAŁ PIERWSZĄ KONCERTOWĄ PŁYTĘ

A A A
Nie jest to typowy dla Artura Rojka album. Materiał na nim zawarty został bowiem zarejestrowany podczas koncertu w ramach trasy promującej „Składam się z ciągłych powtórzeń”. Wybór padł na dysponującą świetną akustyką salę Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, a Rojek wystąpił z towarzyszeniem swojego zespołu i orkiestry właśnie. Nagrany 29 listopada 2015 roku koncert po blisko dwóch latach ukazał się w formie płyty. Rojek nie ukrywa, że ten właśnie występ uważa za jeden z kilku najbardziej wyjątkowych. I nie mówi wyłącznie o pięknej i dopracowanej w szczegółach sali, ale też o miasto. Nieprzypadkowo koncert został nagrany w Katowicach. „Niedaleko stąd urodziłem się i od zawsze mieszkam” – wyznaje Rojek, zapowiadając album.

Na płycie znalazł się różnorodny materiał. Są tu więc utwory z autorskiego repertuaru artysty, covery przygotowane specjalnie na ten koncert i utwory z repertuaru grup Lenny Valentino i Myslovitz, których Rojek był wokalistą i liderem.

Nie od dziś wiadomo, że śląski artysta lubi zaskakiwać. Nową płytę postanowił promować niespodziewaną kompozycją – coverem meksykańskiego utworu „Cucurrucucú Paloma”. Jak doszło do jego powstania? Rojek przyznaje, że „Cucurrucú” gdzieś w nim siedziało, ale w natłoku codziennych spraw zapominał o nim. Do utworu powrócił wraz z obejrzeniem filmu „Porozmawiaj z nią” Pedro Almodóvara, w którym piosenkę śpiewał Caetano Veloso. Słuchał jej często podczas nagrywania albumu „Składam się z ciągłych powtórzeń”. Wreszcie padł pomysł, by zrobić z tego utworu cover. To była świetna decyzja. Choć „Cucurrucú Paloma” to utwór wielokrotnie wykorzystywany w filmie i wykonywany przez wielu artystów, Rojek nie bał się podjąć tego wyzwania. Wiemy że przemyślanie wybiera covery. Przeszywający głos i dbałość o każdy szczegół. Przejmujące wykonanie ma wyjątkowy klimat i przestrzeń.

Krążek zdominował materiał z debiutanckiego solowego albumu Rojka „Składam się z ciągłych powtórzeń”, którym artysta uraczył słuchaczy w kwietniu 2014 roku. Nie ma jednak mowy o odgrywaniu płyty – kompozycje zachwycają rozmachem i ciekawymi aranżacjami.

Na początek „Pomysł 2” (zamykał „Składam się z ciągłych powtórzeń”) w minimalistycznym, balladowym charakterze. „Lato 76” to bardziej rozbudowana kompozycja, z mocnym „przejściem” w środku utworu. „To, co będzie” utrzymane jest w zaskakującym klimacie rockabilly, z pokrzykującym wokalem i uroczymi chórkami. W „Krótkich momentach skupienia” Rojek niezmiennie zachwyca wyśpiewanym falsetem refrenem. Wyróżnia się „Czas, który pozostał” z barokową aranżacją i mocno wykrzyczanym finałem. Uspokojenie przynosi „Kokon”. „Lekkość” – drugi singiel promujący płytę – zaskakuje smykami, podobnie „Kot i Pelikan”. „Syreny” mają orkiestrowy początek, ale wciąż taneczny potencjał.

Rojek sięgnął też po dwa utwory z repertuaru Myslovitz. To pamiętne „Długość dźwięku samotności” (z zaskakującym wstępem i fragmentem klawiszowym; gdy publika już zorientowała się o jaki utwór chodzi, odśpiewała go razem z artystą) i „Chciałbym umrzeć z miłości” (z wysuwającą się na plan pierwszy gitarą akustyczną). Wśród starszych utworów jest też osobista piosenka „Dla taty” z repertuaru grupy Lenny Valentino.

Na płycie jest też jeszcze jeden cover – „Easy” amerykańskiego trio Son Lux. W wersji koncertowej zabrzmiał jeszcze „wznioślej”. W finale pojawia się gitara i rozbudowane bębny.

Album zamyka utwór „Beksa”. Artysta zdecydował się wybrać drugą wersję piosenki, czyli ekspresyjne wykonanie na bis, podczas którego słychać nie tylko śpiew publiki, ale też oklaski.

Przy okazji premiery tej płyty Rojek często powtarzał, że chciałby skomponować album, pojechać z nim w trasę, a później dopiero go wydać. Często po koncertach utwory nabierają bowiem ostatecznego kształtu. Coś w tym rzeczywiście jest. Muzyką zawartą na płycie „Składam się z ciągłych powtórzeń” Rojek udowadnia, że koncerty to jego żywioł.
Artur Rojek: „Artur Rojek koncert w NOSPR” [Kayax Music, 2017].