Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (336) / 2017

Natalia Kaniak,

CONRAD DLA POCZĄTKUJĄCYCH (KONGO. JÓZEFA KONRADA TEODORA KORZENIOWSKIEGO PODRÓŻ PRZEZ CIEMNOŚCI)

A A A
„Jądro ciemności” to jedno z najbardziej inspirujących dzieł literackich. „Czas apokalipsy” Francisa Forda Coppoli, twórczość Jacka Dukaja, „Spec Ops: The Line” (sandboxowy TPS), niezliczone albumy muzyczne, stosy mrocznych fanartów, słuchowiska, wszystko, co ociera się o podgatunek doom, prędzej czy później mrugnie do odbiorcy, przywołując klimat lapidarnego przecież utworu Josepha Conrada. Ale to zasługa nie tyle kunsztu pisarskiego, co poruszenia w czytelnikach najczulszych strun. Efekt owej atmosfery, którą każdy z nas w emfazie użalania się nad codziennością lubi czasem poczuć. Ileż to razy użyliśmy stwierdzenia, jak to dusimy się w konkretnych sytuacjach, jacy osamotnieni jesteśmy, w jaki letarg i bezczynność zapadamy? I podczas gdy Conrad mógł bez skrupułów skoncentrować się na somatycznych reakcjach i aurze towarzyszącej jego podróży, postanowił duchotę, mozół i paraliż przenieść w obszar języka i metafory, a szaleństwo i tropikalną gorączkę (białego złota) potraktować jako start do rozważań nad humanizmem.

Christian Perrissin i Tom Tirabosco czerpią pełnymi garściami zarówno z klimatu utworu Conrada, jak i jego recepcji oraz (nieznośne, lecz przydatne słowo) z kultowości samego tekstu. Niestety, odarta ze wszelkich referencji historia pozostaje umiarkowanie angażująca, z kolei warstwa graficzna albumu zupełnie nie oddaje charakteru opowiadania i jego ciężaru emocjonalnego. Wszystko to, obleczone dodatkowo dosyć niefortunnym liternictwem (przynajmniej w wydaniu polskim), sprawia wrażenie szkolnego. Zaś jednym z głównych przekleństw „Jądra ciemności” jest umieszczenie go na liście lektur. Mało jaki gest potrafi tak szybko zniechęcić czytelników.

Perrissin, scenarzysta „Konga”, sięga do wielu pozostawionych przez pisarza dokumentów: dzienników, listów i rzecz jasna jego twórczości artystycznej. Mając tę niesamowitą bazę danych, skleja opowieść mocno zakorzenioną w ówczesnej mentalności, odwzorowując model tamtejszej męskości, światopoglądu czy metod komunikacji. Lektura komiksu, w którym ucieleśniona perspektywa głównego bohatera kształtuje się dla współczesnego czytelnika w tak anachroniczny sposób, dla jednych może być przezroczystym stylem i dowodem solidnej szkoły storytellingu, dla innych zaś pozostanie kawałkiem świetnego rzemiosła i dowodem uczciwie wykonanego researchu.

„Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemności” to dla pamiętających „Jądro ciemności” pewnego rodzaju making of. Każdy kolejny kadr i strona komiksu nie odsyła do nowej wyobrażonej sytuacji, lecz do jej wersji w uniwersum Conrada. To przekleństwo, na które autorzy komiksu musieli być przygotowani. To jednak wspaniała szansa dla czytelników nieznających utworu Conrada, dla których to pierwszy z tekstów bazujących na feralnej wyprawie. To, co bez wątpienia ujmuje w każdej adaptacji owych wydarzeń, to niezaskakująca, lecz wciąż działająca dramaturgia. Doskonale wiemy, jak może potoczyć się tego rodzaju narracja, jednak za każdym razem stopniowa redukcja człowieczeństwa, jaka następuje wraz z każdym kilometrem trasy Korzeniowskiego, jest równie dotkliwa. Początkowe ambicje i zew przygody ustępują kolejnym rozczarowaniom i tłumionym zdumieniom – tylko po to, by doprowadzić do nieuniknionej walki o przetrwanie.

Album Perrissina i Tirabosco to niewielka próbka tego, co można wydestylować z conradowskiego lore, jaki popkultura stworzyła na kanwie jego opowieści. To intrygujący trop, na którym absolutnie nie powinno się poprzestawać, jeśli chcielibyśmy poznać ten świat lepiej.
Christian Perrissin, Tom Tirabosco: „Kongo. Józefa Konrada Teodora Korzeniowskiego podróż przez ciemności”. Tłumaczenie: Krzysztof Umiński. Wydawnictwo Kultura Gniewu. Warszawa 2017.