Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (336) / 2017

Marek Bochniarz, Małgorzata Bochniarz-Różańska,

MAŁA WENECJA W WARSZAWSKIM KINIE LUNA (FESTIWAL KINA WŁOSKIEGO TERRA ITALIANA)

A A A
Druga edycja warszawskiego Festiwalu Kina Włoskiego Terra Italiana odbyła się pod koniec listopada w warszawskim kinie Luna. Repertuar obejmował nie tylko produkcje najnowsze, ale i małą retrospektywę nieznanego w Polsce Gianniego Ameliego. Publiczność miała okazję spotkać się z wieloma reżyserami i aktorami. Program był napięty, ale wciąż pozostawał elitarny, a dyskusje z twórcami okazały się długie i dynamiczne.

Apulia – przekleństwo biedy w otoczeniu pięknych krajobrazów

W pierwszy dzień festiwalu widzowie mieli okazję obejrzeć filmy „W Bożej łasce” („In Grazia di Dio”) i „Wspólne życie” („La vita in comue”) wyreżyserowane przez Edoardo Winspeare’a. W towarzystwie reżysera pojawiła się również Celeste Casciaro, jego żona i odtwórczyni głównych ról kobiecych w obydwu dziełach. Twórczość Winspeare’a charakteryzuje niewątpliwa miłość do Salento i ludzi, którzy tam mieszkają. Sam reżyser opowiada o swojej relacji z ziemią ojczystą jak o przyciągających się biegunach miłości i nienawiści. Ziemia, która wydaje wspaniałe plony, może niszczyć, a wręcz doprowadzić do całkowitego wycieńczenia. Kino Edoardo Winspeare’a balansuje na pograniczu dramatu i komedii. W codziennym życiu mieszkańców Salento chwile szczęścia przeplatają się z chwilami zwątpienia. Dla bystrych obserwatorów ciekawym pozostaje fakt przywiązania reżysera do wielu aktorów czy miejsc.

„W Bożej łasce” pojawiają się historie czterech kobiet, które po utracie majątku zmuszone są do odbudowania swojego życia na wsi. Jednoczy je praca przy gospodarstwie i ziemia, którą uprawiają. Doznają one wielu rozczarowań i nie są w stanie zbudować pozytywnych relacji z mężczyznami, którzy zostali ukazani w filmie jako nieudacznicy. To, co charakteryzuje je wszystkie, to nieugięta wola przetrwania.

Drugi film – „Wspólne życie” – kreśli historię przyjaźni grupy mężczyzn. Pati, Angiolino, Eufemia, Biagetto i Filippo poszukują sensu życia. Wspólne życie oznacza dla reżysera bycie razem, snucie marzeń i planów na przyszłość. W filmie ma to miejsce w scenerii niezwykle pięknej, acz bardzo biednej Apulii. Reżyser nie idealizuje przy tym swoich bohaterów, ukazując ich w pełnym wymiarze wad, wręcz bojaźliwych i zagubionych.

Współczesna adaptacja „Pięknej i Bestii” na przedmieściach Rzymu

Drugi dzień festiwalu przyniósł ze sobą wiele emocji, choć towarzyszył mu pokaz zaledwie jednego filmu: „Bez zmiłowania” („Senza nessuna pietà”). Po seansie odbyła się dyskusja z reżyserem Michele Alhaique i odtwórczynią głównej roli Gretą Scarano. Dla Alhaique to dopiero pełnometrażowy debiut reżyserski, ale ma za sobą już imponujące doświadczenie w biznesie, bo wcześniej pracował jako aktor przy wielu produkcjach, nie tylko włoskich (chociażby w „Nine – Dziewięć” Roba Marshalla).

Paradoksalnie, współczesne kino włoskie to opowieści z prowincji. Na tym tle „Bez zmiłowania”, którego akcja rozgrywa się w Rzymie, stanowi dziwny wyjątek. Alhaique podąża jednak za regułami nuovo cinema italiano, skupiając się na prezentowaniu nieestetycznego krajobrazu peryferii miasta, anonimowych blokowisk czy obskurnych dzielnic zamieszkałych przed biednych imigrantów z Afryki.

„Bez zmiłowania” to nowoczesne kino gangsterskie, które zdominowała masywna sylwetka charyzmatycznego, acz zdystansowanego i zamkniętego w sobie Pierfrancesco Favino wcielającego się w Mimmo, pracownika budowlanego i zbrojnej ręki niewielkiej rodziny przestępczej. Bohatera charakteryzuje brak zdolności do wyrażania własnego zdania, skrajny introwertyzm połączony z siłą, której skrycie boi się jego tchórzliwy i cwany wuj. Zwalisty Favino tego niezbyt inteligentnego czy asertywnego łobuza obdarza pewnego rodzaju honorem. I na styku granic, których Mimmo przekroczyć nie śmie, powstaje niespodziewany konflikt z wujem, szybko eskalujący i niosący z sobą nagle wybuchającą przemoc.

Zaskakująca siła oddziaływania „Bez zmiłowania” oparta jest na ekstensywnym zastosowaniu zbliżeń. Kamera w debiucie Alhaique znajduje się blisko aktorów i bez wytchnienia rejestruje odgrywane przez nich emocje. W starciu Favino – Scarano wygrywa ten pierwszy, ale głównie dlatego, że aktorce przeznaczono rolę stereotypowej kobiety podporządkowanej, niezdolnej do samodzielnego działania. Reżyser nie stroni też od brutalnych scen i nie boi się peregrynacji po ciemnej stronie ludzkiej duszy. Jak sam podkreśla – życie przestępcze coraz bardziej wplata się w naszą codzienność.

Sardynia: zawsze surowa, brutalnie piękna, na zawsze wspaniała

Salvatore Mereu to bardzo znany i ceniony włoski reżyser. Na festiwalu odbyły się pokazy dwóch jego filmów – mniej rozpoznawalnej „Sonetàuli” i dość powszechnie dystrybuowanych (również w Polsce!) „Pięknych motyli” („Bellas mariposas”). Inspiracje do nich zaczerpnął z żywiołu literatury. Jak sam twierdzi – nie ma sensu robić filmów, jeśli nie oprzemy się na czymś, co już znamy, co jest nam bliskie. Dlatego posiłkując się historiami nakreślonymi przez pisarzy, osadza je w ukochanym przez siebie zakątku Włoch – Sardynii znanej z w Polsce doskonale z filmów Davide Manulego „Beket” i „Legenda Kaspara Hausera”.

Nie bez znaczenia pozostaje również fakt dobierania przez Mereu aktorów-amatorów, których szuka bazując na doświadczeniu w obserwowaniu i odczytywaniu ludzkich charakterów. Nie wystarczy spojrzeć na CV, żeby poznać człowieka i zrozumieć, że to on powinien zagrać daną rolę w filmie – twierdzi reżyser. W ludzkich twarzach zapisana jest już historia, trzeba umieć ją tylko odczytać. Dlatego naturszczycy dość mocno potrafią obłaskawić w filmach Mereu publiczność na podobieństwo profesjonalistów. Rodzi się magia złudzenia, tyle że osiągniętego zupełnie innymi środkami.

Mereu to niewątpliwie wyjątkowy człowiek i reżyser. Pomimo nieoszlifowanej brutalności i nierzadko wstrząsającej surowości scen, które odnajdujemy w jego filmach, możemy skonfrontować się z kinem opartym na behawioralnej obserwacji ludzkich zachowań. Widz ma wrażenie, jakby poznawał świat bohaterów opowiedziany przez nich samych, i to w sposób skrajnie intymny. Mereu, przy zachowaniu kilku reguł, potrafi też zaskoczyć. Dotąd znaliśmy go raczej jako twórcę błyskotliwych i stworzonych w duchu realizmu społecznego „Pięknych motyli”, zawierających mozaikę barwnych postaci, które mieszkają w jednym bloku. Jednak „Sonetàula” nijak się ma to tego energetycznego, pełnego humoru kina. Jej pojedynczy, osamotniony bohater jest postacią tragiczną, a przy tym ukazaną w mało patetyczny sposób.

Kopciuszek w Neapolu, czyli nie taki królewicz piękny, jak go malują

„Kot Kopciuszek” („La gatta cenerentola”), animacja nakręcona przez Dario Sansone i Marino Guerrieri, spotkała się z dużym entuzjazmem ze strony widzów. Twórcy filmu oparli scenariusz na utworze literackim o tym samym tytule autorstwa Roberto di Simone. Opowieść zawieszona jest w kilku wymiarach, baśniowym i realistycznym, odpowiadającym współczesnemu Neapolowi. Historia zbudowana zostaje także na kontraście pomiędzy dwoma światami. Pierwszy z nich jest piękny i lśniący, a wszystkie marzenia znajdują się w nim na wyciągnięcie ręki. Drugi jest ponury, pełen żalu, goryczy, a może nawet rozpaczy.

W dyskusjach na temat kina neapolitańskiego na pierwszy plan wysuwa się zazwyczaj „Gomorra”. „Kot Kopciuszek” stanowi na tle arcydzieła Matteo Garrone odskocznię od tematyki związanej z życiem przestępczym, zbrodniami i mafią. To film pełen nadziei, choć nie pozbawiony lekkiej nostalgii, dostrzegalnej w tym, jaki obraz wyłania się z tego specyficznego portretu miasta. Twórcy szukali indywidualnego stylu, który odróżniłby ich projekt od animacji amerykańskiej i japońskiej. Na uwagę zasługuje przede wszystkim doskonała ścieżka dźwiękowa, która jest swoistym połączeniem różnych gatunków i stylów, dodatkowo podkreślających nastrój baśniowości.

„Czułość to taki gest, gdy potrafisz kogoś wziąć za rękę i nie oczekiwać niczego w zamian” – Gianni Amelio

Ostatni dzień został w całości zadedykowany twórczości Gianniego Ameliego. Reżyser nigdy nie stronił od trudnych tematów, które podejmował zawsze z tą samą świeżością. Przegląd jego twórczości obejmował filmy takie jak „Złodziej dzieci” („Il ladro di bambini”), „Lamerica” („Lamerica”), „Czułość” („La tenerezza”) i „Nieustraszony” („L’intrepido”). To, co wysuwa się na pierwszy plan w dziełach Ameliego, to niezwykła wrażliwość przejawiającą się nie tylko w budowaniu narracji, ale również w dbałości o najdrobniejszy szczegół. Oglądanie jego filmów można porównać do podziwiania pięknego obrazu, w którym każdy fragment jest tak samo istotny, a bez którego kompozycja nie miałaby zupełnie sensu. Sam reżyser okazuje się przy tym zadziwiająco skromnym człowiekiem, o niezwykle bystrym umyśle pomimo już dość zaawansowanego wieku.

Najbardziej wyczekiwanym filmem festiwalu była właśnie jego „Czułość” („La tenerezza”). To historia przyjaźni emerytowanego adwokata i młodej kobiety, która wprowadza się do mieszkania obok. W tle można podziwiać urokliwe zaułki Neapolu. Miasto zostało wybrane przez reżysera, ponieważ jest z nim szczególnie związany. W filmie podjęto temat uczuć, które mogą budować lub niszczyć człowieka. Według Ameliego współcześni ludzie coraz mniej czasu poświęcają na budowanie relacji, ba! – stają się wręcz niezdolni do ich utrzymania. Reżyser czynnie włącza się „Czułością” do debaty społecznej na temat kondycji człowieka w czasach zdominowanych przez rozwój technologii cyfrowych. Zdaje się pytać, dokąd zmierzamy, jeśli nie ku zagładzie takich emocji jak tytułowa czułość.
Festiwalu Kina Włoskiego Terra Italiana, Warszawa, 23-26 listopada 2017.