Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (336) / 2017

Andrzej Juchniewicz,

ANDRZEJEWSKI BEZ CENZURY (ANNA SYNORADZKA-DEMADRE: 'JERZY ANDRZEJEWSKI. PRZYCZYNEK DO BIOGRAFII PRYWATNEJ')

A A A
Auto/bio/geo/grafia

Rozległy i imponujący rozmiarami projekt biograficzny autorstwa Anny Synoradzkiej-Demadre eksploruje te przestrzenie intymnej biografii Jerzego Andrzejewskiego, które do tej pory pozostawały w cieniu – dzięki przezorności pisarza (stosującego w swych powieściach szyfr zabezpieczający przed szybką i prostą deskrypcją dokonywaną przez czytelnika nieobeznanego z autorską biografią; np. w „Miazdze” pojawia się wątek będący transpozycją romansu z Markiem Kellerem: historia miłości między Adamem Nagórskim i Nike [s. 443]) lub z powodu braku możliwości dotarcia do archiwaliów, korespondencji i luźnych zapisków wciąż znajdujących się w rękach prywatnych właścicieli, w końcu: przez rozparcelowanie intymistycznej spuścizny zdeponowanej w zbiorach Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie lub przechowywanej przez córkę, Agnieszkę Andrzejewską. Najnowsza publikacja Synoradzkiej-Demadre stanowi suplement do wydanej w 1997 roku przez Wydawnictwo Literackie monografii „Andrzejewski”. Autorka w najnowszej pracy skrupulatnie sygnalizuje wątki, które pojawiły się w książce poprzedniej, jednak wymagają (z powodu wciąż przyrastających materiałów źródłowych) dopowiedzeń lub korekty. Wciąż więc podkreśla wagę pierwszej monografii o Andrzejewskim, w której skrystalizowały się wszystkie pomysły, tematy i analizy; druga zaś stanowi jej koncepcyjne przedłużenie i bogate pogłębienie, ponieważ to właśnie w najnowszej publikacji, dzięki wieloletnim kwerendom i kontaktom z osobami pozostającymi z pisarzem w zażyłych stosunkach (casus Kellera), autorka rozwinęła zalążki pomysłów niepodjęte podczas pracy nad pierwszą książką i tematy pominięte (z braku niewystarczających dowodów archiwalnych) lub skorygowała błędne (w świetle nowych źródeł) interpretacje. Synoradzka-Demadre w dyskretny sposób podkreśla brak autorytarnych rozstrzygnięć w procesie odtajniania biografii Andrzejewskiego, sam proces okazuje się żmudny, długotrwały i dynamiczny, stąd zmiany i wielopłaszczyznowość snutej przez autorkę narracji oraz szereg domysłów wiążących się m.in. z „Nocą” (1933) – pierwszym utworem Andrzejewskiego, którego rękopis zaginął – lub losami homospołeczności okresu PRL-u.

Podziw budzi przemyślana konstrukcja książki zawierającej kalendarium, bogatą bibliografię oraz dokumentację zdjęciową; kolejne rozdziały tworzą rodzaj pierścieni, ściśle ze sobą spojonych, zaś zachowanie układu chronologicznego (podyktowane regułami gatunku biografii) pozwala na klarowne śledzenie rodzącej się osobowości artystycznej Andrzejewskiego i wzajemnych zależności, antagonizmów oraz kolejnych, skomplikowanych relacji z mężczyznami i kobietami, zaś nakładająca się na ramę chronologiczną struktura tematyczna, której dominantą okazuje się reguła „składu osobowego”, często zaburza ciągłość narracji (retardacje) w celu wprowadzania kolejnych postaci, umożliwiających kreślenie konstelacji zależności (Jerzy Andrzejewski – Wilhelm Mach – Marek Hłasko) i symbioz oraz budowania związków przyczynowo-skutkowych.

Synoradzka-Demadre, porządkując dokumentację intymistyczną, osadza biografię pisarza w konkretnych miejscach, które okazują się kluczowe dla życia i twórczości Andrzejewskiego (willa przy ulicy Pogodnej 34 na Głębokiem, mieszkanie przy alei Świerczewskiego 53, dom pacy twórczej w Oborach); wyróżnia adresy krótkotrwałe (związane z licznymi podróżami wynikającymi z obowiązków pisarskich lub wiążące się z przymusem rekonwalescencji) oraz długoterminowe, które determinują specyficzny sposób wspominania konkretnych osób (Obory nieodmiennie będzie kojarzył pisarz z pierwszym spotkaniem z Kellerem, mimo że kochankowie ze sobą zerwali, a relacja uzyskiwała sinusoidalny kształt: od zachwytu do rezygnacji i zwątpienia w możliwość ustatkowania młodszego kochanka; mieszkanie w Warszawie, w którym pomieszkiwał Hłasko, stało się na starość więzieniem pisarza, o czym często wspominał w swojej korespondencji i diariuszach). Sporządzony przez autorkę rejestr miejsc i osób związanych z Andrzejewskim okazuje się niewyczerpanym źródłem wiedzy o jego biografii na poszczególnych etapach; Synoradzka-Demadre dba także o możliwie wierną rekonstrukcję życia seksualnego pisarza i śledzi biograficzne odpryski w twórczości prozatorskiej (jako suplement dodaje również skromną liczbę wierszy Baczyńskiego z dedykacją dla Andrzejewskiego, a na stronie 431 umieszcza sonet Jerzego adresowany do Kellera). Pojawienie się tej publikacji na rynku wydawniczym umożliwia panoramiczną rekonstrukcję życia homoseksualistów oraz prywatnych waśni i zatargów między mocnymi osobowościami okresu międzywojennego i powojennego. Jest to kolejna (po biografii Jarosława Iwaszkiewicza autorstwa Marka Radziwona i biografii Czesława Miłosza pióra Andrzeja Franaszka) biografia totalna, zaplanowana z mistrzowską precyzją i doskonale napisana, w której wątki prywatne i publiczne stają się częścią projektu emancypacyjnego, zakładającego istnienie trzeciej drogi, którą wybrał właśnie Andrzejewski. Ten nienormatywny wybór dotyczył „pragnienia trójkąta”, triady, w której znalazłoby się miejsce na kontemplację ciała młodszego kochanka i zaspokajanie potrzeb generowanych przez status literackiego autorytetu (podziwu, adoracji, admiracji), zapewniających także komfort psychofizyczny, oraz budowanie wspólnoty opartej na więzach rodzinnych i genetycznych, a więc opartych na wierze w moc prokreacji i ścieranie (nigdy pogodzenie) dwóch porządków: homoseksualnego i heteroseksualnego.

W biografii Andrzejewskiego osobne miejsce zajmują życie i pasje Marii, uosabiającej wszystkie konieczne przymioty żony pisarza, dostojnie spełniającej swe zadania i dbającej o komfort męża-pisarza. Synoradzka-Demadre ujawnia momenty przełomowe w małżeństwie Andrzejewskich (poronienie pierwszego dziecka [s. 199], narodziny syna Marcina i córki Agnieszki, wiadomość o śmierci teściowej w Ravensbrück, starcze przypadłości teścia oraz jego syndrom poobozowy, nawroty gruźlicy Marii oraz przeprowadzki do Zakopanego, Krakowa, Szczecina i Warszawy, w końcu liczne romanse i chroniczny alkoholizm męża). Głównym celem żony podczas długich wyjazdów Jerzego była organizacja życia rodzinnego (a nawet próba założenia własnego gospodarstwa w czasach niewystarczającej aprowizacji) i rozwijanie własnych zainteresowań oraz materialna emancypacja (o czym wspominała mężowi w korespondencji). Fakt poznania przyszłej żony zbiegł się z zawarciem jeszcze jednej, kluczowej w życiu Andrzejewskiego, znajomości – z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim (s. 177-179); oba spotkania datowane są przez Synoradzką-Demadre odpowiednio na: wiosnę 1941 roku (s. 177) i drugą połowę 1941 roku (s. 180). Maria stała się więc częścią skomplikowanego układu zależności, którego zwieńczeniem były dwie uroczystości: jej ślub z Andrzejewskim i ślub Baczyńskiego z Barbarą Drapczyńską.

Biografka wskazuje chwile, kiedy relacja Andrzejewskich oscylowała wokół wysokich temperatur, i wyznacza ten moment na poród pierwszego dziecka: „Gdy jej nie było, dom przestał być domem. Całe dnie spędzałem na mieście i z niechęcią wracałem do pustego mieszkania. Zdaje mi się, że to rozstanie i obecność Marcina do gruntu odnowiły, odświeżyły i pogłębiły mój cały stosunek do Marysi. Gdy słyszę ją ze swego pokoju, czule i pieszczotliwie przemawiającą do Marcina, wówczas wszystko, co nas łączy, staje się dla mnie tak żywe, iż wydaje mi się chwilami, że słyszeć jej głos, czuć bliską jej obecność, to jest właśnie szczęście” (s. 220). Andrzejewski doświadczał trudów ojcostwa, o czym informował na bieżąco Iwaszkiewicza. Rodzinnemu szczęściu prędko, bo już w 1945 roku, zaczął zagrażać wzmożony pociąg Jerzego do alkoholu (s. 279-280), a podział obowiązków w małżeństwie został rozdysponowany na niekorzyść żony; jednym z wiodących problemów okazało się to, że „część życia emocjonalnego Jerzego realizuje się poza rodziną” (s. 278). Prawdopodobnie to właśnie wtedy Maria zaczęła zdawać sobie sprawę z konieczności dzielenia się partnerem życiowym z kochankami i utrzymania takiego stanu dla równowagi twórczej męża (s. 278), jednak, jak przyznaje biografka w wywiadzie z Maciejem Kędziakiem, „Kiedy już Maria Andrzejewska przeżyła z mężem wystarczająco czasu, aby zdać sobie sprawę, że ani nie zrezygnuje on z bliskich relacji z mężczyznami, ani nie zdoła zwalczyć alkoholizmu (choć próbował), mogła odejść. Nawet jednak w najtrudniejszych okresach nie brała tego rozwiązania pod uwagę, w każdym razie ja, osobiście, nie znalazłam żadnego dowodu świadczącego, by o rozwodzie lub separacji myślała” (Kędziak 2017). Jej rola w biografii intymnej Andrzejewskiego nie sprowadza się więc do statystowania, bierności wobec żywiołu osobowości męża, cierpliwego oczekiwania na odpowiedni moment do interwencji; Synoradzka-Demadre świetnie wyważa proporcje i kreśli portret kobiety zdecydowanej na trudności małżeńskie oraz usłużnej, jednak nie zaślepionej, zdolnej i świetnie prosperującej w artystycznym towarzystwie. Biografia Andrzejewskiego to po części jej biografia, pomnik jej oddanej służby i troski o zapijaczonego męża, tracącego nad sobą kontrolę, wymykającego się w sensie fizycznym i emocjonalnym, stale rozedrganego, ambitnego, eksplozywnego, podążającego własną drogą, ale to właśnie momenty krzyżowania się ich ścieżek okazują się w tej biografii najciekawsze; momenty chwilowych zbliżeń, prostych gestów, wyzbyte masochistycznej pasji. Maria miała poważny wpływ na życie Jerzego, stąd jej frekwencyjnie wysoka i symbolicznie doniosła obecność na kartach biografii. Jej miejsca nie zdetronizował żaden kochanek Andrzejewskiego, czego dowodem jest specyficzny nawyk, który po śmierci Marii został zaabsorbowany przez Jerzego: „Wspomnienia Agnieszki Andrzejewskiej z tego okresu [żałoby po śmierci matki – dop. A.J.] naznaczył szczególnie fakt, że po śmierci jej matki ojciec z dnia na dzień, i już na zawsze, przejął jej typową dla ludzi z Kresów wymowę »h«, co miało stanowić niezbity dowód na to, jak silną traumą został dotknięty” (s. 500).

Maria Andrzejewska zawsze znajdowała się w pobliżu, poświęcona jej przez biografkę uwaga nie jest tylko prostym przełożeniem bilansu zasług i obowiązków, jakie bohaterka sprawowała w rodzinnym kręgu, oraz wydatkowanej ponad stan siły potrzebnej do okiełznania męża, lecz świadczy o potrzebie spojrzenia na małżeństwo Andrzejewskiego z dwóch perspektyw: męża i żony. Maria aktywnie walczyła o swoją przyszłość i wykazywała wiarę w niesłabnącą moc miłości, postulowała także inny układ obowiązków, pragnęła być częścią życia Jerzego, za cenę dzielenia go z młodymi mężczyznami. Jej fenomen (podobnie jak Iwaszkiewiczowej) polega na niezbywalności, która obligować będzie biografów do liczenia się z jej twórczą i aktywną obecnością w życiu męża: „Rzecz jasna »podwójne« życie Andrzejewskiego oraz Iwaszkiewicza nie byłoby możliwe, gdyby nie napotkali kobiet potrafiących zaakceptować dzielenie życia rodzinnego z gejami. Postaci takie jak Maria Andrzejewska i Anna Iwaszkiewiczowa zasługują na osobne monografie” (s. 540). Zdanie to ma tym większą wagę, ponieważ stanowi kodę biografii, ze względu na swą pozycje delimitacyjną, wyznacza nową, zasygnalizowaną tylko perspektywę badawczą. Maria okazała się w biografii Synoradzkiej-Demadre postacią kluczową, pełne docenienie jej roli to według biografki kwestia czasu.

Sygnatura Marii

Synoradzka-Demadre, poszukując odpowiedzi na nurtujące ją pytania, nie rości sobie prawa do ostatecznych rozstrzygnięć; zestawiając korespondencję Marii (de domo Abgarowicz, primo voto Czyścieckiej, secundo voto Andrzejewskiej) i jej męża – Jerzego, pozwala przemówić dokumentom, dzięki czemu uzyskujemy kilka dwugłosów z różnych etapów życia małżeństwa, kochanków Andrzejewskiego lub polifoniczne poświadczenie trudnej relacji (dla której faktem konfliktogennym okazała się decyzja o przyznaniu literackiej Nagrody Nobla i niefortunna wypowiedź Andrzejewskiego o konieczności przyznania mu jej ex aequo z autorem „Ziemi Ulro”) z Czesławem Miłoszem (zob. s. 516-517), której odrodzenie przypada na rok 1977, czyli okres nieszczęść w życiu tego ostatniego (starszy syn zapadł na schizofrenię a u żony poety – Janiny Miłoszowej zdiagnozowano stwardnienie zanikowe boczne, nieuleczalny paraliż mięśni motorycznych, będący następstwem guza na kręgosłupie [s. 513]). Autorka sprawnie segmentuje kolejne partie epistolograficzne, poszukuje listów pozostających ze sobą w dialogu, który rzucałby nowe światło na referowaną znajomość, minimalizując komentarz będący introdukcją dla dalszych losów poszczególnych przyjaźni i animozji. Synoradzka-Demadre świetnie oddaje dynamikę nastrojów Marii i Jerzego, często nie skraca dłuższych partii epistolograficznych (co w rozprawie naukowej mogłoby skutkować zarzutem o nieopanowaniu formy wywodu), dzięki czemu czytelnik może dostrzec różnice idiomów oraz wpływ emocji na zmianę stylu listów. Obfite cytowanie listów małżonków oraz m.in. listów Andrzejewskiego do Kellera ujawnia zaangażowanie interlokutorów, emocjonalną pasję i kulturę epistolograficzną, która w dzisiejszej epoce zanika, zaś w czasach nie tak odległych formowała charakter i stawała się częścią trybu życia cechującego nie tylko intelektualistów, akademików i pisarzy.

Relacja, którą zbudowali Andrzejewscy, okazała się unikatowa i partnerska dzięki uświadomieniu sobie przez Marię roli, jaką musiała zająć w związku z homoseksualistą. Imponującym zabiegiem, pozwalającym na całościową rekonstrukcję osobowości Andrzejewskiej, okazuje się dobór prywatnej korespondencji małżonków (w szczególności Marii) zawierającej problemy mieszkaniowe (interwencja żony na Głębokiem oraz relacje z etapu kwaterunkowego), życzenia galanteryjne (czarna elegancka torebka) oraz egzystencjalno-emocjonalne (strofowanie ukochanego, ostrzeganie przed skutkami choroby alkoholowej i wyrozumiałość wobec kolejnych przelotnych romansów z mężczyznami). Andrzejewska jawi się w tych odpryskach korespondencji jako kobieta silna, odpowiedzialna, zaradna i niezwykle utalentowana (co skutkuje zawiścią Iwaszkiewiczowej, której echa odnajdziemy w zapisach pochodzących z okresu jej wizytacji na Głębokiem), co wiązało się z potrzebą zapełnienia pustki po nieobecnym mężu, wypełniającym służbowe obowiązki, lub stworzenia mu sprzyjających warunków do pracy. Wybór męża ze skłonnościami homoseksualnymi nie może być, jak przekonuje Synoradzka-Demadre, interpretowany jako pułapka zastawiona przez Jerzego, skoro relacja Andrzejewskiej z mężem opierała się na regule jawności, a ich pożycie również okazało się udane (s. 539). Pisarz potrzebował opieki, troski, a przede wszystkim powierniczki wszystkich sekretów, stąd ich małżeństwa nie można lokować w obszarze relacji patologicznych, niesymetrycznych; obydwoje starali się stworzyć dzieciom dogodne warunki egzystencjalne, wychowali dzieci, które zaakceptowały słabości ojca (czego świadectwem okazują się ciepłe wspomnienia córki Agnieszki, która sprawowała nad ojcem opiekę aż do jego śmierci 19 kwietnia 1983 roku [s. 501]), wzajemnie się szanowali, zaś Andrzejewski głęboko przeżył śmierć Marii (s. 522).

Dokonując bilansu życia Andrzejewskich, należy porzucić kryteria odpowiednie dla par heteronormatywnych: ich relacja opierała się na akceptacji potrzeb i trudnym partnerstwie, którego miarą była troska i wyrozumiałość Marii w obliczu rozrzutności Andrzejewskiego w nowych, chwilowych związkach oraz jego próżności (kryzys związany ze zmianami starczymi [zob. Śmieja 2014: 122]) zaspokajanej romansami z coraz młodszymi chłopcami, wobec których przybierał „określoną pozycję przewodnika, determinującego przyszłą egzystencję partnera i zobowiązanego zadbać o jego przyszłość” (s. 540) (należy podkreślić, że inicjację seksualną przeżył Andrzejewski z Józefem Czapskim [rocznik 1896], Eugeniusz Biernacki i Tadeusz Żakiej to rówieśnicy pisarza, natomiast fascynujący go Baczyński był o dwanaście lat młodszy, Marek Hłasko o całe ćwierćwiecze, zaś ostatnia miłość – Keller – o trzydzieści siedem lat [tamże]). Należy także zdać sobie sprawę z faktu, że decyzja pisarza o pozostawaniu w związku heteronormatywnym nie była podyktowana próbą kamuflażu i obawą przed rozszyfrowaniem ze strony partyjnych dygnitarzy, ponieważ, jak przyznaje Synoradzka-Demadre, Andrzejewski sam narzucił sobie dyscyplinę i seksualną wstrzemięźliwość świadczące o próbie zostania „wzorowym komunistą” (s. 538), który funkcjonowałby według praw i schematów heteronormatywnych, aprobowanych przez partię. Okres stalinowski okazał się ostatnim etapem naznaczonym koniecznością narzucania sobie samoograniczeń w sferze seksualnej. Istotną cezurę dla życia seksualnego Andrzejewskiego stanowi 1954 rok – pisarz bowiem przyznał sobie prawo do nieukrywania relacji z mężczyznami, zaś od lat 60. całkowicie odrzucił możliwość dyskretnego przeżywania nowych seksualnych fascynacji młodszymi kochankami. Szczególnie w dojrzałym etapie życia, kiedy Andrzejewski podróżował bez żony po Europie, do kraju dochodziły informacje o jego ekscesach, podobnie jak w okresie po śmierci Marii, kiedy pasja miłosna sprzęgała się z nałogiem alkoholowym (s. 501-502, 524).

Modus vivendi przyjęty przez Andrzejewskich opierał się na trosce o wzajemne potrzeby, jednak Jerzy wyraźnie akcentował swój egocentryzm, m.in. przez długotrwałe unikanie obowiązku korespondencyjnego z żoną oraz wywieranie presji w kwestii komplementów i umacniania jego poczucia wartości. Osobny problem (który dostrzegł już Keller, analizując korespondencję otrzymywaną od kochanka) stanowił masochizm, który ujawniał się w listach do żony, ranienie Marii i odsuwanie od siebie. Biografia Andrzejewskiego staje się więc zapisem przeżyć związanych z pełnieniem obowiązków publicznych i domowych oraz posiadaniem dwóch oblicz: opozycjonisty (radykalnie sprzeciwiającego się wydarzeniom Marca 1968 roku i inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację [s. 481]) oraz zachłannego i śmiesznego erotomana, którego spełnienie warunkowała obecność młodych, nagich ciał (s. 524). Autodeprecjonujące terminy, którymi określał Andrzejewski swoją kondycję, licują z określeniami Zygmunta Mycielskiego: „Stan alkoholiczny i chyba erotomański u starzejących się pederastów jest straszny. Nie chciałbym tak wyglądać, nawet za cenę tak zwanej sztuki, choćby to miała być i wielka sztuka” (s. 470). Mycielski dotyka kwestii dręczącej Andrzejewskiego najbardziej – postępującej degradacji pięknej aparycji zestawianej z młodością ciał i twarzy kochanków, której wizualnym przykładem okazał się związek Edith Piaf („brzydka (…) zniedołężniała, ledwie trzymająca się na nogach, z dłońmi powykręcanymi reumatyzmem” [s. 427]) i Théo Sarapo („wysoki, wspaniale zbudowany, okaz zdrowia i młodości (…)” [tamże]), których pisarz obserwował podczas ich wspólnego recitalu w „Olimpii”. Nie uchronił się jednak przed uśmiechami politowania, jakie stały się także udziałem Piaf i Sarapo (zob. s. 468). Dla Andrzejewskiego starość była poważnym ograniczeniem nie tylko możliwości seksualnych i spadkiem kondycji, ale również wiązała się z utratą uroku osobistego (pisarz sporo przytył, zob. fotografię na s. 510), a orężem w walce o młodych kochanków pozostawała pozycja pierwszoligowego autora o sporym dorobku literackim.

Dwie sfery życia zostały w późniejszym czasie połączone; opozycjonista, artysta oraz mąż, ojciec, biseksualista zaczęli funkcjonować na tych samych zasadach, a każda z ról wiązała się z innym diapazonem uczuć, który odnajdziemy w korespondencji. Narracja Synoradzkiej-Demadre rozwija się linearnie: kolejne utraty (matki, która zmarła w Ravensbrück, Baczyńskiego poległego w powstaniu warszawskim) przeplatały się z osobistym szczęściem i dobrobytem, których poświadczeniem okazywały się ekskluzywne wille i przestronne mieszkanie w Warszawie, oraz emocjonalnymi zapaściami będącymi następstwem uczuciowych perturbacji (których prowodyrami byli Hłasko, Żakiej i Keller). Rewersem biografii Andrzejewskiego okazywało się życie rodzinne: piękna żona, obdarzona zmysłem organizacji, dwoje dzieci oraz ojciec, który przeżył Auschwitz. Ten obraz w książce okazuje się jednak dynamiczny, nieokrzepły; pisarz jawi się jako egotysta, który poszukiwał w spojrzeniu kochanka aprobaty i uwielbienia, stąd rozrzutny styl życia, wahliwość nastrojów i histeryczna dbałość o wygląd zewnętrzny. Maria egzystowała obok, jako towarzyszka, wobec której nie był zdolny wypełnić przysięgi małżeńskiej (s. 537). Synoradzka-Demadre wskazuje matkę pisarza (Eugenię z Glinojeckich Andrzejewską) jako prowodyrkę decyzji o założeniu rodziny; to właśnie jej sąd o konieczności pozostawienia potomków, będącej usankcjonowaniem określonego stylu życia, okazał się kluczowy dla wstąpienia w nowy obszar obowiązków, praw i przywilejów wiążących się z ojcostwem (zob. s. 215 i nast.). To właśnie żałobę po matce (oraz Baczyńskim i żonie) pisarz przeżył najmocniej, ponieważ po Eugenii nie pozostała żadna pamiątka, zaś jej życie naznaczone było, zdaniem Andrzejewskiego, pasmem nieszczęść, których źródłem miała być trudna osobowość męża (s. 37): „Jeszcze dzisiaj ściska mi serce żal, że gdy była po temu pora, nigdy nie rozmawiałem z matką o jej sprawach osobistych i nigdy się nie starałem dotrzeć do jej przeżyć oraz myśli. Cóż od wyrostka wymagać? Lecz gdy osiągnąłem dojrzałość i świadomy wielu spraw mogłem podobne rozmowy wszcząć, byłem zbyt sobą pochłonięty, aby wśród kłębowiska chciwych odmętów odczuwać potrzebę tego rodzaju rozmów. Zdaje się, iż najlepiej poznalibyśmy i zrozumieli nasze matki, gdy sami poza sobą mamy wiek dojrzały. Lecz wówczas naszych matek już nie ma” (s. 34). Trzy odejścia najważniejszych dla Andrzejewskiego osób wpłynęły mocno na jego osobowość i zaważyły na dalszym życiu, ponieważ to z nimi bezpośrednio wiązała się wstydliwa w pierwszych latach przypadłość, jaką odkrył w sobie młody Andrzejewski: matka gruntowała wzór stabilizacji rodzinnej, w Baczyńskim pociągała go młodzieńcza niezaradność, talent i determinacja w podjęciu decyzji o ofierze złożonej ze swego życia, to jego wyznaczył też Andrzejewski na ojca chrzestnego Marcina (na chrzcie nie pojawiła się Drapczyńska, nie tolerująca Andrzejewskiego z wzajemnością), Maria zaś stabilizowała jego emocjonalne rozchwianie, gwarantując mu życiowy balans i akceptując ekscesy, wpisane w twórczą biografię męża. Synoradzka-Demadre świetnie te zależności podkreśla i strukturyzuje, tworząc mapę towarzyskich i rodzinnych „czułych punktów” Andrzejewskiego.

(Anty)pomnikowa biografia

Biografia Andrzejewskiego imponuje zamysłem kompozycyjnym, Synoradzka-Demadre unika porządkowania materiału biograficznego przy pomocy systemu łatwych opozycji, które jednoznacznie sytuowałyby egzystencję pisarza w obszarze tonacji jasnych lub ciemnych, kategorii spełnienia lub niespełnienia, dobra lub zła (wyrządzonego i doświadczonego), w końcu bohatera lub aparatczyka. Niekwestionowanymi zaletami publikacji są emocjonalny chłód autorki i podjęcie decyzji o informowaniu czytelnika o braku źródeł poświadczających niektóre hipotezy, dzięki czemu wiele kwestii pozostaje nierozstrzygniętych, wiele też czeka na badaczy uzbrojonych w nowe metodologie, których użycie ujawniłoby nowe interpretacje bogatej twórczości Andrzejewskiego. Jego wizerunek wciąż ewoluował, podobnie jak relacje z żoną i stosunek do własnej orientacji seksualnej, dlatego autorka zestawia momenty wzniosłe (reakcje na szykany studentów i profesorów w Marcu 1968 roku), jak również kompromitujące pisarza (fatalny w skutkach komentarz w związku z przyznaniem Miłoszowi Nagrody Nobla lub telefonowanie pod wpływem alkoholu do Kisiela w sprawie podpisywania petycji o Polaków w Rosji, w wyniku którego Michnik został aresztowany, co Zygmunt Hertz określił jako „zwyczajne gówniarstwo” [s. 513]) oraz listy świadczące o autentycznym uczuciu żywionym do młodszych kochanków (np. Kellera) lub zapisy mające charakter autoanalizy, w których zdawał sobie sprawę z własnej śmieszności i chęci zaznania szybkiej przyjemności za cenę upokorzeń.

Synoradzka-Demadre nie wyjaskrawia, nie eskaluje emocji, pozostaje obiektywna, profesjonalna, daleka od skandalizującej perwersyjności polegającej na manipulacji komentarzem, który w biografii waży więcej niż źródła, bo te można przycinać, odpowiednio do prezentowanych tez. Ujawniając skłonności Jerzego oraz wprowadzając czytelnika w świat męskich fascynacji, nie opowiada się za skrzywdzoną Marią lub nie usprawiedliwia erotomańskich eskapad jej męża. Troski Andrzejewskich ujawnia w sposób wydestylowany z emocji, bo jej zadaniem jest odtworzyć relacje, jakie panowały między małżonkami, skorelować dokumenty, opisać rozwój uczucia obarczonego trudnościami. Biografia, której rzeczniczką staje się Synoradzka-Demadre, nie balansuje pomiędzy skrajnościami: nałogi i wybory Andrzejewskiego szokują nie mniej niż życie innych pisarzy (w szczególności homoseksualistów). Życie, o którym pisze biografka, obfituje nie tylko w spektakularne zwroty akcji, ale również momenty emocjonalnej i ekonomicznej stabilizacji, twórczego spełnienia, w większości jednak wypełnia je walka z chroniczną chorobą alkoholową. Biografia staje się zapisem zmagań z nałogiem, do którego predylekcję wykazywali w szczególności artyści. Historia miłosnego nienasycenia ma też swój rewers w postaci życia rodzinnego, oddanych dzieci i niepozorowanych relacji małżeńskich. Autorka, pisząc o troskach i przeżyciach Andrzejewskich, ujawnia kalejdoskop ich znajomych (sąsiedztwo Wirpszów, Gałczyńskich) oraz kreśli panoramę społeczną PRL-u. Uprzywilejowana pozycja Andrzejewskiego była nie tylko wynikiem współpracy z partią, lecz również świetnego odbioru jego pisarstwa za granicą (stąd częste wyjazdy i luksusowe towary, których nie można było dostać w kraju), zaś jego życie rodzinne Synoradzka-Demadre przedstawia jako burzliwe, trudne, naznaczone kompromisami i poświęceniem. Wartości rodzinne w konfrontacji w licznymi romansami Jerzego posiadały właściwości stabilizacyjne, sytuowały się w kręgu spraw pierwszorzędnych (opieka nad ojcem, opieka finansowa nad synem pomocy domowej), których pisarz nie zaniedbywał.

Monumentalna biografia Andrzejewskiego skupia się na odsłonieniu jego prywatnego oblicza i ten cel (który zaważył na kompozycji i stylu narracji) został osiągnięty, lecz kolejne rozdziały stają się coraz bardziej powściągliwe; autorka nie wybiega poza datę śmierci pisarza (wyjątek stanowią dwa zdjęcia z jego pogrzebu), co również okazuje się gestem znaczącym: o życiu prozaika świadczyć mają tylko jego zapiski, listy i diariusze, a dynamika pamięci o nim oraz rozliczenia i ocena dorobku pozostają dla biografki sprawą drugorzędną, dopełniającą skonstruowany z pietyzmem obraz Andrzejewskiego. Zatrzymanie się na dokumentach autobiograficznych i rekonstrukcja życia w oparciu o dostępny materiał z pominięciem relacji przyjaciół po śmierci pisarza świadczy o świetnym wyczuciu autorki, która nie feruje wyroków i opowiada się za opowieścią niezideologizowaną, solidnie podbudowaną źródłami archiwalnymi; jest bowiem świadoma, że ludzka pamięć bywa kapryśna i obarczona resentymentem, a prawda obiektywna wyłania się tylko ze spuścizny autobiograficznej (można ją także wydestylować z dostępnych zapisów i relacji przyjaciół i samej Marii, nigdy zatem nie będzie fałszowana przez wspomnienia ludzi sytuujących się poza kręgiem najbliższych przyjaciół i rodziny, zawistnym, nieżyczliwych i żądnych symbolicznej zemsty).

Ważnym ogniwem biografii okazuje się sfera somatyczna, kreowanie autowizerunku oraz kryzys, którego źródłem była świadomość upływającego czasu. To właśnie te trzy krzyżujące się tematy są stelażem, na którym wznosi się konstrukcja biografii. Zmianę zachowania Jerzego i stosunek do młodszych mężczyzn zauważa również jego przyjaciel – Zygmunt Mycielski, który w „Dzienniku 1960-1969” notował: „Pisze o sobie, oczywiście. Marysia [tj. żona Andrzejewskiego – dop. W.Ś] widzi w nim potwora, erotomana, alkoholika – to wszystko prawda. Jerzy w domu – to potwór. Co z takim robić? A on myśli tylko o wartości tego, co pisze, niepokoi się, czy to nie grafomania, pije, bełkocze i chwyta się nagich chłopaków, chce utrzymać, złapać młodość” (cyt. za Śmieja 2014: 121). Ta ciemna strona stosunków Jerzego i Marii nie została w pełni ujawniona; świetną metaforę militarną wybiera biografka jako tytuł dla rozdziału o tych sprawach: „Osiwiali w bojach” (która pochodzi z listu Marii z 1 października 1962 roku, zob. s. 475). Ich korespondencja z czasu wyjazdów Jerzego do Francji nie obfituje w załamania, Maria stara się aprobować wybory i poczynania męża (romans z Jeanem, o którym donosił listownie [s. 464]), wyraźnie boli ją brak stabilizacji finansowej męża i samodyscypliny, co również świadczy o jej zmyśle organizacji. Bez wątpienia faktem bolesnym pozostawała świadomość otwartości relacji pozamałżeńskich, jaką epatował mąż (wiedzieli o nich przyjaciele), co przyczyniało się do dewaluacji obrazu żony w oczach znajomych; możliwe, że bała się utraty fasadowego szczęścia (z którego braku zdawała sobie w późniejszym czasie sprawę) i kontroli nad pozostającym poza granicami kraju Jerzym.

Biograficzne śledztwo badaczki przynosi nowe, nieznane dotąd fakty z życia Andrzejewskiego, m.in. dzięki współpracy z córką pisarza oraz korespondencji z żyjącymi przyjaciółmi obcującymi intensywnie z autorem „Idzie skacząc po górach”. Dotychczasowe odczytania spuścizny literackiej Andrzejewskiego koncentrowały się na akcentowaniu światopoglądu katolickiego („Ład serca”), wydarzeń współczesnych, czasowo nieodległych w stosunku do daty wydania utworu, transponowanych literacko („Wielki tydzień”) lub – dzięki sylwicznej strukturze m.in. „Miazgi” lub „Zeszytu Marcina” oraz dziennika „Z dnia na dzień”, pierwotnie ukazującego się na łamach tygodnika „Literatura” w latach 1972-1979 – heterogenicznej wielogatunkowości zapisków, w których fikcja i prawda stanowiły jeden stop; zabieg ten pozwalał na częściowe szyfrowanie prywatnych doświadczeń, jednak sam Andrzejewski nie ukrywał swej orientacji, podawał do druku prywatne zapisy, a w „Notatkach do autobiografii (1909-1924)”, stanowiących nową wersję „Książki dla Marcina”, ujawniał wiele intymnych, nawet kompromitujących szczegółów z okresu adolescencji (które stanowią materiał analityczny artykułu Wojciecha Śmiei „Jerzy Andrzejewski: katastrofy ciała i odmowa sublimacji”). Synoradzka-Demadre udowadnia, że sztuką na miarę beletrystyki okazuje się napisanie biografii totalnej, która wiele wyjaśnia, lecz nikogo nie szkaluje, ponieważ daleko jej do formy donosu, zaś sam projekt sytuuje się w pobliżu słownika osobowego, personalnie zorientowanego przewodnika po życiu i twórczości Andrzejewskiego.

LITERATURA:

Śmieja W.: „Jerzy Andrzejewski: katastrofy ciała i odmowa sublimacji”. „Pamiętnik Literacki” 2014, nr 3.

Kędziak M.: „Anna Demadre-Synoradzka: małżeństwo nie było dla Andrzejewskiego formą kamuflażu” [WYWIAD]. https://kultura.onet.pl/wiadomosci/anna-demadre-synoradzka-malzenstwo-nie-bylo-dla-andrzejewskiego-forma-kamuflazu-wywiad/zk5ewfk.
Anna Synoradzka-Demadre: „Jerzy Andrzejewski. Przyczynek do biografii prywatnej”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2016 [seria biograficzna].