Wydanie bieżące

15 grudnia 24 (336) / 2017

Katarzyna Szkaradnik,

CZY MOŻLIWA JEST ANTOLOGIA ESEJU? ('POLSKI ESEJ LITERACKI. ANTOLOGIA')

A A A
W powyższym retorycznym pytaniu parafrazuję oczywiście tytuł szkicu Michała Pawła Markowskiego „Czy możliwa jest poetyka eseju?”. Właściwie oba pytania są nierozdzielnie związane na zasadzie implikacji: jeżeli nie sposób ustalić cech dystynktywnych gatunku, to problematyczne staje się stworzenie przekrojowego, reprezentatywnego wyboru jego realizacji. A że owa forma wydaje się wprost modelowym gatunkiem zmąconym, Jan Tomkowski – profesor IBL PAN, znany szerzej jako autor panoramicznych „Dziejów myśli”, „Literatury polskiej” i „Literatury powszechnej” – wszedł na grząski grunt, podejmując się opracowania antologii polskiego eseju literackiego w zasłużonej serii „Biblioteka Narodowa”.

Na imponujący, przeszło tysiącstronicowy tom złożyło się 40 tekstów różnych autorów, od Norwida po Rymkiewicza, co stawia recenzenta w sytuacji patowej. Musi on bowiem albo dokonać ostrej selekcji treści, albo poświęcić każdemu tytułowi po króciutkim zdaniu, jednak przeczyłoby to duchowi eseju – wywodu dygresyjnego i wnikliwego zarazem. By oddać mu sprawiedliwość, spróbuję pójść trzecią drogą, choć tylko częściowo będzie nią (najwierniejsze rzeczonemu duchowi) swobodne, eseistyczne potraktowanie interesującego nas materiału.

A interesujący jest już fakt, że owa edycja zbiegła się w czasie z przypadającym w 2017 roku stuleciem ogłoszenia polskiego przekładu „Prób” Michela de Montaigne’a. Nasuwa się tu bon mot: „Przypadek? Nie sądzę”, bo też francuski „wynalazca” eseju wyraźnie patronuje omawianej książce. Nie tylko jako inicjator jednego z głównych nurtów eseistyki (drugi, retoryczno-publicystyczny, rozwinął się na gruncie angielskim), ale również jako bohater antologii – tekstu Kazimierza Chłędowskiego oraz „prezentacji” „Prób” dokonaną przez Szymborską w cyklu „Lektury nadobowiązkowe” (inna kwestia, czy to esej). W audycji „Myślę, wątpię, piszę” na antenie radiowej „Dwójki” (link w bibliografii) Tomkowski nazwał de Montaigne’a „prawodawcą gatunku”, aczkolwiek to dosyć dyskusyjne określenie, skoro nie mamy do czynienia z rygorystyczną konstrukcją o ahistorycznych wyznacznikach, lecz ze zjawiskiem nieostrym, wewnętrznie sprzecznym, lub nawet swoistym antygatunkiem, genologicznym nierozstrzygalnikiem. Wpisane weń aporie sprytnie ominął Jan Kott (2000, s. 104), nawiązując do Gertrudy Stein: „Esej jest esejem jest esejem jest esejem”…

Chociaż więc esej stanowi formę płynną, otwartą i ekspansywną – wchłaniającą pamiętnik, traktat filozoficzny, felieton, artykuł krytycznoliteracki itp., itd. – teksty zamieszczone w antologii da się poklasyfikować według tzw. podobieństwa rodzinnego, opartego właśnie na kryterium tematyczno-gatunkowym. Bodaj najobszerniejszą grupę tworzą te pokrewne szkicowi biograficznemu; ma się rozumieć – impresyjne, rozwibrowane, drążące na pozór marginalne, w istocie zaś kluczowe epizody, a w realiach życia bohatera eksponujące analogie do współczesności autora. Można tu zaliczyć, oprócz wspomnianego tekstu o de Montaigne’u, eseje Wojciecha Karpińskiego o Nietzschem, Tuwima o Puszkinie, Mieczysława Brahmera o Leonardzie da Vinci, Berenta o Franciszku Karpińskim, Borowego o Kochanowskim, Gomulickiego o Franciszku Kostrzewskim, Mackiewicza o dzieciństwie Dostojewskiego, Herlinga-Grudzińskiego „Siedem śmierci Maksyma Gorkiego”, Micińskiego „Portret Kanta”, ponadto „Kilka szczegółów” Rymkiewicza (zasadniczo o Mickiewiczu), a nawet „Czarne kwiaty” Norwida. Napotkamy też interpretacje literackie bądź refleksje „człowieka książkowego”, w których do głosu dochodzi osobiste doświadczenie podmiotu lub wręcz dokonuje on – mówiąc za Derridą – kontrasygnaty na lekturze: „Abecadło Rimbauda” Ważyka, „Tragedię grecką i absurd” Kotta czy „Księgozbiór przemytników” Stempowskiego. Stąd niedaleko do esejów łączących przygodę czytelniczą i studium biograficzne, jak w tym Kuncewiczowej o Conradzie, albo poddających analizie recepcję czyichś dzieł, jak w słynnych Gombrowiczowskich dociekaniach nad fenomenem Sienkiewicza, albo autotematycznych, jak „Orfeusz w piekle XX wieku” Wittlina.

Odrębny dział – choć w znacznej mierze dotyczący kultury literackiej – można wyróżnić dla erudycyjnych, błyskotliwych kompendiów ciekawostek: esejów varsavianisty Ludwika Bohdana Grzeniewskiego o faktograficznych omyłkach pisarzy, Parandowskiego o okolicznościach ich pracy i psychologii twórczości (męki, upodobania, awersje…), Jana Lorentowicza o dedykacjach, Stanisława Wasylewskiego o bogdankach romantyków czy wreszcie dla okraszonej chyba największą dozą anegdot „Plotki o »Weselu« Wyspiańskiego” Boya, a wypada tu dodać opowieść Jana Bielatowicza o włoskich winach i trattoriach. Ta ostatnia tematycznie zbliża się do następnej wyrazistej części, którą stanowią eseje à la reportaże podróżnicze: „Lato na Lagunie Weneckiej” Józefa Dużyka, „Siena” Herberta, „Na drogach Francji” Bobkowskiego, Józefa Weyssenhoffa o Prusach i Berlinie czy Juliana Kaliszewskiego „Kartki nie-Kraszewskiego z podróży nie-Sterne’a”. Na osobną uwagę zasługują również eseje historyczne Pawła Jasienicy oraz Mariana Brandysa (szkoda tylko, że większość przytoczonego fragmentu „Końca świata szwoleżerów” to cytat z relacji świadka). I w końcu (last but not least) teksty pisarzy najbardziej kojarzonych z tzw. polską szkołą eseju, będącą efektem specyficznych zbiorowych przeżyć totalitaryzmów, wojny i emigracji. Teksty, w których felietonowa aktualność staje się punktem wyjścia rozważań polityczno-historiozoficznych, np. Czapskiego „Groby czy skarby” (poświęcone wyobrażeniom o Francji skonfrontowanym z jej sytuacją w połowie XX stulecia) albo Jeleńskiego „Apokalipsa i perspektywa”.

By ten bezmiar materii uporządkować, Tomkowski wykonał doprawdy benedyktyńską pracę. Oczywiście całość opatrzył nieodzownym indeksem osobowym i tradycyjnym wstępem – „tradycyjnym” w sensie: typowym dla serii BN, lecz owa synteza dziejów i kontekstów eseistyki co rusz porzuca rygory neutralności na rzecz optyki redaktora. Dziwiłoby jednak inne podejście u badacza, który sam jest nie tylko eseistą, ale też autorem „Mojej historii eseju” oraz takiego niestandardowego podręcznika jak „Mój pozytywizm”. Zabiera więc Tomkowski czytelników w meandryczną wędrówkę pośród nazwisk i utworów, dla których nie starczyło miejsca w antologii, a podobny charakter mają poprzedzające każdy esej notki biograficzne, zawierające także omówienie spuścizny danego autora i nieograniczone do suchych faktów. Niemniej przede wszystkim tytanicznego wysiłku wymagało sporządzenie przypisów do tekstów tak obfitych w odniesienia kulturowe. Ponieważ chodzi o wydanie popularnonaukowe, adresowane do szerokich kręgów, znajdziemy tutaj (również znamienne dla „beenek”) objaśnienia właściwie każdego momentu potencjalnie kłopotliwego – nie tylko postaci, miejsc i licznych wtrętów obcojęzycznych, ale nawet wyrazów w rodzaju „możebny” czy „mniemać”, które bądź co bądź nie wydają się niezrozumiałe. Jednak w tym ogromie i Homerowi-Tomkowskiemu zdarzyło się zdrzemnąć, nie uniknął bowiem przeoczeń; np. w relacji z wizyty Kaliszewskiego w Londynie sam urywek zdania: „(…) w Hyde Parku zwykła rejtszula, a św. Paweł okurza się i obmywa…” (s. 72) aż się prosi o trzy przypisy. Z kolei w przypadku stwierdzenia: „Kiedyś dla kogoś lilie polne były piękniejsze niż Salomon w całej swojej chwale (…)” (s. 115) informacja, że król Salomon zbudował w Jerozolimie świątynię, zburzoną później przez Rzymian, jest zdecydowanie mniej potrzebna niż (brakujące) rozpoznanie aluzji do słów Jezusa.

Ale nie dlatego Tomkowski podjął się mission impossible, że nie sposób wyposażyć tak gigantycznego materiału w perfekcyjny aparat naukowy. Po prostu żadna antologia nie sprosta oczekiwaniom wszystkich odbiorców, a tym bardziej antologia eseju, w przypadku którego trudno nawet o prototyp wyabstrahowany z determinant historyczno-kulturowych. Stąd np. Renata Lis w polemicznej recenzji „Esej i kwanty” w „Dwutygodniku” (2017, nr 224; link w bibliografii) zarzuca redaktorowi tomu, iż niektóre wybrane przez niego przykłady zbytnio grawitują w stronę m.in. szkiców biograficznych, podczas gdy o kwalifikacji tekstu nie powinny przesądzać jedynie pograniczność dyskursów, wirtuozeria stylistyczna, erudycyjność i niekonkluzywność. Lecz przecież sam Tomkowski podkreśla, że choć esej otwiera się na powieść, gawędę, poemat etc., nie jest hybrydą, tylko autonomiczną formą; i we wstępie usiłuje oddzielić go od felietonu, artykułu, dziennika, listu, wywodu naukowego, rozprawy krytycznoliterackiej. Zarazem jego zapatrywanie na istotę owego gatunku współbrzmi z charakterystyką zawartą w metaliterackim tekście Tadeusza Brezy: „[E]sej ma naturę dowolną, chętnie przeskakuje z tematu na temat, upodabniając się już to do gawędy, już to do prelekcji, którą by ktoś wygłosił o ciekawostkach, jakie mu się na język nawinęły, (…) [wszakże] istnieje coś, co trzyma esej w ryzach. (…) tym jest osobowość piszącego” (s. 359). A jeśli oznacza on „sposób manifestacji własnego »ja« i wybór życiowej drogi” (s. LXXXI), dotyczy to postawy zarówno autora, jak i teoretyka, krytyka czy historyka literatury – ale też czytelnika – wypowiadającego się o eseju, o którym wyobrażenie bywa wizją utopijnej formy idealnej.

Zatem mówi coś np. o Romie Sendyce jej książka „Nowoczesny esej. Studium historycznej świadomości gatunku”, mówią także o Lis jej obiekcje wobec antologii Tomkowskiego. Osobiście przyznaję jej rację, gdy wyszczególnia taką perełkę jak „Źródło Vaucluse’y” Pawła Hertza, niemożliwe do uznania za odmianę reportażu, stanowiące kunsztowny zapis doświadczenia egzystencjalnego zakotwiczonego w cudzym słowie (tradycji literackiej), zapis, który spaja indywidualne z uniwersalnym, namysł nad „tu i teraz” ze spojrzeniem sub specie aeternitatis. Do twierdzenia recenzentki z „Dwutygodnika”, że eseistyka opowiada o naszej powszechnej bezdomności, dodałabym, iż w minionym wieku stała się domeną tych, którzy wyjątkowo odczuwali zderzenie kultury z dewastującą mocą Historii i krach metafizycznych fundamentów. Pozwolę sobie przywołać dłuższy passus z Miłoszowskiej „Niedzieli w Brunnen”: „Ci, którym zazdroszczę, (…) przebywają wśród przedmiotów, które nie są, że tak się wyrazić, tylko eksplozją. Eksplozja to znaczy: było-jest-nie ma. Dozują umiejętnie swoją wyobraźnię czasową przy pomocy pór roku i związanych z nimi prac czy przy pomocy swojej wiedzy o granicach ludzkiego życia. (…) Nigdy człowiek nie był równie degradowany – jak dzisiaj – i nigdy nie był równie wywyższany (…). Przyczynia się do tego właśnie odkrycie jego zupełnej nędzy, niesłychanej wątłości tego mechanizmu poddanego wszelkim naciskom zewnętrznym, to jest czasowi. (…) Z tego, co jest słabością, zrobić napęd siły – oto sposób. I z ludźmi z Brunnen odnaleźć związek inny niż ten, jaki zdobyłoby się przez adaptację do nich (…). Spotęgować eksplozje – (…) tu, w tym góralu odkrywać nieskończoną możliwość, wszystko, czym mógłby być, przebierać go równocześnie w skóry, jakie nosili jego przodkowie, i w pączkujące formy Picassa, przemijaniem zwyciężyć przemijanie” (s. 598, 605). Pomimo wyostrzonego poczucia bezdomności, sceptycyzmu i dystansu wobec „wielkich narracji” eseistów generalnie cechuje wiara w ważkość kultury, acz kruchej niczym porcelana ze znanego wiersza Miłosza. Jak zauważa Jeleński: „[C]hociaż bolesna wydaje się nam myśl, że nasza cywilizacja może nie być wieczna i że na jej miejsce przyjdzie może nowa, (…) obraz Eneasza, który z płonącej Troi wynosił starego ojca, bardziej jest zgodny z wiarą w wartość i wagę człowieka niż obraz bramy z napisem: Lasciate ogni speranza… [‘porzućcie wszelką nadzieję’]” (s. 519). A w „puencie” eseju Herberta trafiamy na zdanie korespondujące z Miłoszowską wizją eksplozji: „Nad ziemią rosną wybuchy, ale być może zrobimy jeszcze kilka obrotów dookoła słońca z ocalałą katedrą, pałacem, obrazem” (s. 757).

Dopowiedziałabym: i z paroma cennymi książkami, typu antologia Tomkowskiego, bo wszak w problematyce i ewolucji esejów jak w soczewce skupiają się dzieje polskiego życia literackiego i politycznego XX stulecia. Jednak zwłaszcza w hipotetycznej sytuacji ocalenia tego tomu z katastrofy nabiera brzemienności fakt, że prestiżowa seria BN kreuje pewien kanon. Trzeba przeto wyliczyć wielkich nieobecnych: Renata Lis upomina się m.in. o Vincenza, Bieńczyka, Zagajewskiego, Wata i Bieńkowską, ale warto poszerzyć ów wykaz choćby o ks. Tischnera, Wykę, Flaszena, Kubiaka, Jastruna, Kijowskiego. Ich brak może zaskakiwać (szczególnie w zestawieniu z Dużykiem czy Kaliszewskim), niemniej argumentacja redaktora, pragnącego odkurzyć postacie według niego niesłusznie odesłane do lamusa, też przekonuje. Zresztą już przesunięcie cezury początkowej na połowę wieku XIX – żeby uwzględnić Świętochowskiego, Miriama, Brzozowskiego – siłą rzeczy pozostawia mniej miejsca innym. Bardziej razi jaskrawa dysproporcja ilościowa między mężczyznami a kobietami (symboliczna obecność Szymborskiej i Kuncewiczowej). Eseistki zmarginalizował Tomkowski także w przedmowie, a jako recenzentka „Esejów wybranych” Virginii Woolf w „artPAPIERZE” obiema rękami podpisuję się pod ironiczną uwagą Lis, że zupełne „pominięcie Virginii to wyczyn, na który nie zdobyłby się chyba nikt inny piszący dzisiaj o historii eseju na świecie”.

Odrębną sprawą jest odłożenie na bok angielskiego nurtu publicystyczno-naukowego – zgodnie z deklaracją redaktora, że interesuje go esej w sensie dzieła sztuki – co skutkuje wykluczeniem np. eseistyki filozoficznej Barbary Skargi czy Kołakowskiego. Ale i tak można by zakwestionować część antologii jako zbyt dydaktyczną oraz spytać, dlaczego zawiera ona niewiele rewelacji na kształt eseju Hertza, natomiast obszernie przytoczone zostały chociażby „Myśli o dawnej Polsce” Jasienicy, będące w znacznym stopniu popularnonaukową narracją historyczną. Naturalnie, rozmaitych zastrzeżeń Tomkowski jest dobrze świadom i niektóre uprzedza, a przy okazji strofuje „lekkomyślnych recenzentów”, którzy wybrzydzają na nietrafny dobór pisarzy lub wyimków z czyjejś twórczości, „nie mając nawet pojęcia, ile kosztuje autora syntezy czy wyboru tekstów decyzja o skreśleniu nazwiska tego czy innego autora” (s. CIII).

Pozostaje jeszcze problem jego światopoglądu, który przejawia się nie bezpośrednio, lecz poprzez selekcję treści i komentarze do niej. Pod tym względem zapatrywania Tomkowskiego sprawiają wrażenie konserwatywnych, a „modelowy” eseista zdaje się z jednej strony flâneurem wśród pamiątek cywilizacji europejskiej, z drugiej klerkiem zamkniętym w wieży z kości słoniowej (czytaj: Bibliotece). Wizję taką ewokuje nawet wypowiedź o pierwocinach eseju w dobie pozytywizmu: „W czasach, gdy poezję skazywano na niebyt, gdy zachwycano się przemysłem, techniką i handlem, sympatyczni outsiderzy dalej kochali sztukę, stare i nowe książki, podróże, wyprawy w przeszłość” (s. XXVII). Czy uprawianie eseistyki miałoby stanowić swoisty arystokratyczny snobizm, rozrywkę staroświeckich koneserów klasycyzmu? Bynajmniej – w końcu również sporo tekstów z antologii BN przypomina, że esej to symptomatyczny wytwór nowoczesności oscylujący „między klasycznym a nowym, aktualnym a anachronicznym” (Sendyka 2006, s. 34), zapis zarówno soliloquium autora, jak i dialogu z otoczeniem piszącego-obserwatora; że oznacza szukanie nowego języka, sferę eksperymentów, pytań bez prostych odpowiedzi.

Czy zatem możliwa jest antologia eseju? Mimo wszelkich wątpliwości teoretycznych ta z serii BN dowodzi, że owszem, aczkolwiek (jak zawsze w przypadku miscellaneów) otrzymujemy subiektywny korpus odzwierciedlający preferencje redaktora – poniekąd suplement „Mojej historii eseju”. Natomiast intryguje podkreślanie bezprecedensowości tej książki: np. zdaniem Lis mamy do czynienia z „pierwszą antologią polskiego eseju literackiego w historii”, z kolei Marek Zagańczyk, zastępca redaktora naczelnego „Zeszytów Literackich”, stwierdził we wspomnianej audycji, że oprócz omawianego tomu wybór rodzimej eseistyki zna zaledwie jeden, w dodatku po angielsku: „Four decades of Polish essays”, przygotowany przez Kotta. Tymczasem sama jestem posiadaczką nie tylko „Antologii polskiego eseju literackiego w opracowaniu szkolnym” (wyd. „Książnica”, Katowice 1998), ale też „Kosmopolityzmu i sarmatyzmu. Antologii powojennego eseju polskiego” pod redakcją Doroty Heck, opublikowanego w 2003 r. – uwaga! – także przez Ossolineum. Wprawdzie jest to wydanie popularne (bez przypisów), lecz znajdziemy w nim, poza klasykami z opracowania Tomkowskiego, wielu krytyków literackich i niemal komplet wzmiankowanych wyżej nieobecnych, a ponadto m.in. Brach-Czainę ze „Szczelinami istnienia”, odsłaniającymi głębię powszedniego (zwłaszcza kobiecego) krzątactwa. Dlaczego więc „Kosmopolityzm i sarmatyzm” jest książką widmem, której tytuł w wynikach z wyszukiwarki Google pada niespełna 60 razy, co dla Internetu mieści się poza istotnością statystyczną?

Tak czy owak, osobom mającym tutaj mniej szczęścia niż ja pozostaje nabyć antologię „Biblioteki Narodowej”, należy ona bowiem do tych pozycji, które warto mieć w zasięgu ręki, by sięgać po nie co pewien czas. Można ją czytać losowo niczym księgę cytatów, zarówno dla stylu, jak i dla treści. Jeśli zaś umieszczone w niej teksty inspirują do namysłu i prowokują do dyskusji, to chyba najlepiej wypełniają swoje zadanie; wszak lekturze esejów z założenia towarzyszy pierwiastek kreatywny. A zarazem lektura spycha na drugi plan dywagacje teoretyczno-krytyczne, wobec czego również niniejsza recenzja przypomina – zgodnie z metaforą zastosowaną przez Wittgensteina do własnego traktatu – drabinę, którą trzeba odrzucić, gdy się już po niej wspięło. Bo ostatecznie, jak zawyrokował Zagańczyk na antenie radiowej „Dwójki”: „Jedno jest pewne: lepiej czytać eseje, niż o nich rozprawiać”.

Literatura:

Kott Jan: „Uczeń eseju”. W: tegoż: „Lustro. O ludziach i teatrze”. Wydawnictwo „Czytelnik”. Warszawa 2000.

Lis Renata: „Esej i kwanty”. „Dwutygodnik” 2017, nr 224, http://www.dwutygodnik.com/artykul/7480-esej-i-kwanty.html

„Myślę, wątpię, piszę. Rzecz o naturze eseju” – audycja w Programie Drugim Polskiego Radia: https://www.polskieradio.pl/8/2382/Artykul/1924123,Mysle-watpie-pisze-Rzecz-o-naturze-eseju

Sendyka Roma: „Nowoczesny esej. Studium historycznej świadomości gatunku”. Universitas. Kraków 2006.
Polski esej literacki. Antologia”. Wybór, wstęp i opracowanie Jan Tomkowski. Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Wrocław 2017.