Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (337) / 2018

Andrzej Ciszewski,

Z WŁOSEM I POD WŁOS (WOLVERINE. JASON AARON. TOM 1/ WOLVERINE. TRZY MIESIĄCE DO ŚMIERCI. TOM 1-2/ WOLVERINE. ŚMIERĆ WOLVERINE'A)

A A A
Obdarzony zdolnością autoregeneracji mutant, wrażliwy twardziel, członek superbohaterskich formacji X-Men i Avengers. Niewysoki mięśniak z pazurami pokrytymi adamantium, które wysuwają się z dłoni przy wtórze charakterystycznej onomatopei „snikt!”. Wolverine (lub jak kto woli: Rosomak) od ponad czterdziestu lat pojawia się na kartach komiksów Marvela, zaś australijski aktor Hugh Jackman stał się jego doskonałym ekranowym awatarem. Pisanie opowieści z udziałem burkliwego protagonisty jest bez wątpienia nobilitacją, ale i sporym wyzwaniem, z którego zwycięsko wyszło niewielu scenarzystów. W gronie szczęśliwców znalazł się jednak Jason Aaron, rozpoczynający swoją karierę właśnie dzięki Loganowi.



W 2001 roku pochodzący z Jasper (Alabama) miłośnik kolorowych zeszytów postanowił spróbować swoich sił w konkursie dla młodych talentów zorganizowanym przez wydawnictwo Marvel. Uczestnik zobowiązany był do przygotowania jednostronicowego szkicu historii z wiadomym bohaterem w roli głównej, a następnie do pozostawienia rzeczonej próbki na stoisku oficyny podczas letniego konwentu. Przyszły twórca „Skalpu” napisał epizod, gdzie ścigany przez uzbrojonych rednecków Logan pomaga zmienić oponę czarnoskórej kobiecie, która utknęła na poboczu drogi przebiegającej przez las. Jakież było zdziwienie wówczas niespełna trzydziestoletniego Aarona, gdy kilka miesięcy później otrzymał telefon z uskrzydlającą wiadomością, inaugurującą do dziś trwającą przygodę autora „Bękartów z Południa” z komiksowym medium.

Ukazujący się pod szyldem Egmont Polska pierwszy z czterech tomów zbierających perypetie Rosomaka tworzone przez scenarzystę „Ludzi gniewu” to nie lada gratka dla miłośników tytułowego bohatera. W niespełna czterystustronicowym woluminie czytelnik odnajdzie historie powstające na przestrzeni lat oraz przybierające przeróżne formy (miniserie, regularne cykle, jednozeszytowe komiksy, krótkie opowiadania i tak zwane wypełniacze). Same opowieści prezentują w miarę równy poziom, choć bez wątpienia różni je klimat, konwencja czy sceneria wydarzeń.

Recenzowaną pozycję otwiera „Facet w dziurze”: zilustrowana przez Howarda Chaykina (wspieranego przez kolorystę Edgara Delgado) nowelka ukazująca nędzne życie narratora o imieniu Wendell, którego praca polega na cyklicznym ostrzeliwaniu z maszynowego działa tytułowej postaci, czyli cierpliwie znoszącego swoją udrękę Logana. Nienagannie zarysowane profile psychologiczne, dobrze rozegrany wątek traumy i egzystencjalnego rozczarowania, a do tego sugestywna kreacja Wolverine’a występującego tu w roli osobliwego spowiednika, ale i przewrotnego manipulatora. Mówiąc krótko: przykuwający uwagę początek, wyostrzający apetyt czytelnika.

Chwilę potem pazurzasty Kanadyjczyk wznosi gromki okrzyk „Dorwać Mistique!”, starając się raz na zawsze wyrównać rachunki z gładko zmieniającą swoją powierzchowność Raven. Segment, dynamicznie zilustrowany przez Rona Garneya i nastrojowo pokolorowany przez Jasona Keitha, zabiera czytelnika zarówno w krwawą podróż do Meksyku i Kansas City doby lat 20. minionego wieku, jak i w równie emocjonującą eskapadę po współczesnym Afganistanie. Przykuwająca uwagę narracja Rosomaka, dobre dialogi, wiarygodnie ukazane relacje między uczestnikami zdarzeń plus mnóstwo świetnie skomponowanych kadrów: bez wątpienia jedna z najlepszych historii w omawianym zbiorze, w dodatku nieźle nawiązująca do poetyki heist movies i filmów gangsterskich.

Miłośnicy kina kopanego, fani pierwszej części dyptyku „Kill Bill” (2003) Quentina Tarantino oraz „Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy” (1986) Johna Carpentera z radością zgłębią treść „Boskiego przeznaczenia” z werwą narysowanego przez duet Stephen Segovia/Paco Diaz Luque. Powrót po pięćdziesięciu latach do Chinatown okazuje się dla protagonisty wyjątkowo bolesny, zarówno na płaszczyźnie fizycznej (wycisk otrzymuje wprost nieziemski), ale także emocjonalnej. Wszak to właśnie w San Francisco Logan spotyka dawną ukochaną, aktualnie piastującą godność Czarnego Smoka: królowej triad i cesarzowej półświatka.

Przygotowany we współpracy z Adamem Kubertem epizod „Milę w moich mokasynach” jest dowcipną, aczkolwiek zaprawioną nutą goryczy reminiscencją z kilku wyjątkowo intensywnych dni w życiu Wolverine’a, odbywającego w jednym z pubów pogawędkę ze Spider-Manem. Widmo projektu Broń X oraz echa przeszłości protagonisty powracają w „Ludziach z adamantium”: energetycznym epizodzie rozgrywającym się (między innymi) w kolumbijskich sceneriach. Szpiegowsko-sensacyjna intryga, wartkie tempo akcji plus bezkompromisowy Kanadyjczyk udowadniający, że pazury mu nie rdzewieją – ot, neo-noirowa opowiastka ozdobiona schludnymi ilustracjami Rona Garneya. Album zamyka „Dobry człowiek”, czyli ukazujący się pod graficznym patronatem Udon Studios przywołany już konkursowy projekt Jasona Aarona.

Ciekawe scenariusze, bohaterowie, którym trudno zarzucić jednowymiarowość, niezłe dialogi, powaga równoważona dystansem i sarkastycznym poczuciem humoru: pierwsza zbiorówka z przygodami Rosomaka prezentuje się naprawdę dobrze, czego nie można już powiedzieć o innej serii promowanej przez Egmont Polska, czyli ukazującym się w ramach linii Marvel NOW! tryptyku dokumentującym kres doczesnej wędrówki Logana.



Paul Cornell, brytyjski pisarz SF, autor słuchowisk oraz scenariuszy seriali („Doktor Who”, „Elementary”) w dwuczęściowej serii zatytułowanej „Trzy miesiące do śmierci” przedstawił Wolverine’a jako pozbawionego zdolności autoregeneracji banitę, dołączającego do gangu Oferty – mafiosa pragnącego scalić swoją drużynę z ekipą dowodzoną przez Victora Creeda. Ale czy Sabretooth uwierzy w to, że Rosomak przeszedł na ciemną stronę mocy? Nielinearna narracja, nawiązania do sprawdzonych patentów sensacyjno-szpiegowskich i … wszystko na nic. Do bólu przewidywalna fabuła, kulejąca dramaturgia, wątpliwej jakości dialogi oraz wyjątkowo szpetna oprawa wizualna (za którą odpowiadają Ryan Stegman i Gerardo Sandoval) skutecznie zniechęcają do sięgnięcia po kolejny tom.

Na szczęście druga odsłona miniserii zapowiadającej Wielkie Wydarzenie prezentuje nieco wyższy poziom, niemniej wciąż mamy do czynienia z komiksowym salcesonem. Bo o ile dokończenie historii (silnie okraszonej wątkami melodramatycznymi) o bezkompromisowych walkach o magiczny artefakt przynosi rozczarowanie – choć w trawieniu tej pulpy nieco pomaga gościnny występ Iron Fista oraz Shang-Chi, jak i absurdalne przepychanki mistrza Rosomaka ze Śmiercią we własnej osobie – to pozostałe opowiastki zebrane w niniejszym albumie konsumuje się bez większego zgrzytu. Oczywiście mamy do czynienia z wypełniaczami, które wylatują z pamięci wraz z odłożeniem rzeczonego komiksu, ale wśród tych spulchniających objętość historyjek natrafimy na jedną szczególnie godną uwagi. Elliot Kalan (nowojorski komik, krytyk filmowy i scenarzysta komiksowy) napisał bowiem annual „Wilk i szczenię” ukazujący perypetie Logana, Jubilee oraz jej synka Shogo, którzy w leśnych ostępach natrafiają na niecodzienną parę biwakowiczów. Nastrojowa historia o więzach rodzinnych i odpowiedzialności urzeka swoim kameralnym klimatem, ale przede wszystkim wykonanymi malarską techniką ilustracjami Jonathana Marksa, w oczywisty sposób nawiązującego do poetyki klasycznego cyklu autorstwa Kazuo Koike’ego i Gōsekiego Kojimy.



Po lekturze dyptyku Paula Cornella czytelnik ze słusznym niepokojem może patrzyć na album „Śmierć Wolverine’a”, efekt współpracy nowojorskiego scenarzysty Charlesa Soule’a („Thunderbolts”, „Star Wars: Lando”) oraz kanadyjskiego rysownika Steve’a McNivena, znanego polskiemu czytelnikowi z oprawy plastycznej albumów „Wojna domowa” czy „Wolverine: Staruszek Logan” według skryptów Marka Millara. Zapewniam jednak, że zwieńczenie tryptyku – do pewnego stopnia, ale jednak – rekompensuje absmak pozostawiony przez wcześniejsze epizody. Wymykająca się chronologii narracja, kalejdoskopowo zmieniające się lokacje, solidny profil psychologiczny protagonisty, wartkie tempo akcji oraz kilka ciekawych twistów dobrze pracują na rzecz dramaturgicznego aspektu niniejszego komiksu.

Słowa uznania należą się bez wątpienia McNivenowi, którego realistyczna kreska doskonale ukazuje bohatera jako charyzmatycznego, lecz zmęczonego i podsumowującego swoje życie wojownika, niezamierzającego jednak poddać się wyrokom losu – ani tym bardziej legionom morderców pragnących wykorzystać „słabość” legendarnego X-Mena (jedynie okazjonalnie wysuwającego szpony w obawie przed ryzykiem zakażenia). Zapadające w pamięć kadry – szczególnie finałowa ilustracja – w asyście sprawnie napisanego scenariusza (w którym patos i elegijny ton serwowane są z godnym uwagi wyczuciem) sprawiają, że „Śmierć Wolverine’a” to przykład naprawdę zacnego czytadła. Lekturę warto wesprzeć seansem „Logana” (2017) Jamesa Mangolda ukazującego odmienną, choć w wymowie bardzo zbliżoną wizję ostatnich (?) dni tej legendarnej postaci.
Jason Aaron, Howard Chaykin, Ron Garney, Adam Kubert i inni: „Wolverine. Jason Aaron. Tom 1 („Wolverine. The Complete Collection, Vol. 1”). Tłumaczenie: Sebastian Smolarek. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.

Paul Cornel, Ryan Stegman, Gerardo Sandoval, Elliott Kalan, Kris Anka i inni: „Wolverine. Trzy miesiące do śmierci. Tom 1-2” („Wolverine: Three Months to Die Book 1-2”). Tłumaczenie: Sebastian Smolarek. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.

Charles Soule, Steve McNiven: „Śmierć Wolverine’a” („Death of Wolverine”). Tłumaczenie: Sebastian Smolarek. Wydawnictwo Egmont Polska. Warszawa 2017.