Wydanie bieżące

1 stycznia 1 (337) / 2018

Barbara Orzeł,

LATA ŚWIETLNE (NOWYCH) MEDIÓW (MARSHALL MCLUHAN: 'GALAKTYKA GUTENBERGA')

A A A
Dla humanisty to ogromna radość i przyjemność „powitać” polski przekład „Galaktyki Gutenberga” Marshalla McLuhana, mogąc wcześniej posiłkować się jedynie jego wersją oryginalną (wydaną notabene po raz pierwszy pięćdziesiąt pięć lat temu) lub fragmentami opublikowanymi w „Wyborze tekstów” pod redakcją Erica McLuhana i Franka Zingrone (2001). Marshall McLuhan, którego bez wątpienia nazwać można enfant terrible medioznawstwa, zbudował fundamenty pod ówczesną i współczesną interdyscyplinarną refleksję o mediach. Dzieło podyktowane i spisane – według anegdoty – w dwa tygodnie zostało w polskim wydaniu (częściowo) „ujarzmione”, uzupełnione przypisami (których to zabrakło w pierwszym wydaniu oryginalnym z 1962 roku), dzięki czemu niewątpliwie upraszacza polskiemu czytelnikowi odbiór i tak niełatwej lektury. Autora „Galaktyki…” można kochać lub nienawidzić, jego myśl jest wciąż niezwykle żywa i płodna w naukach o mediach (warto w tym miejscu wspomnieć publikacje podejmujące „rzuconą przez niego rękawicę”: słynny „Spór z McLuhanem” Jonathana Millera [wydany w Polsce w 1974 roku] oraz wybitne prace polskich badaczy: „Dziedzictwo McLuhana – między nowoczesnością a ponowoczesnością” Krzysztofa Loski [wydane w 2001 roku], „Definiowanie McLuhana. Media a perspektywy rozwoju rzeczywistości wirtualnej” pod redakcją Marka Sokołowskiego [2006] i jedną z nowszych pozycji – „Między nauką a sztuką. Teoria i praktyka artystyczna w ujęciu Marshalla McLuhana” Kaliny Kukiełko-Rogozińskiej [2014] – redaktorki naukowej recenzowanej publikacji).

Jeśli „środek przekazu jest przekazem” to sama książka (samo „medium”) „Galaktyki Gutenberga” jest tego najlepszym przykładem i (prócz samego „tytułu” i nazwiska wybitnego autora) zaprasza czytelnika do lektury niezwykle estetycznym wydaniem: minimalistycznym, w szarości i błękicie, dopracowanym redakcyjnie, stanowiącym ucztę dla oka. Załączone fotografie badacza zostają zestawione z ilustracjami głównej „bohaterki” książki – czcionki drukarskiej. Tom otwierają wstępy redaktorów naukowych – Grzegorza Godlewskiego oraz Kaliny Kukiełko-Rogozińskiej. Mimo objętości 450 stron książka nie odstrasza, a zachęca do odbycia naukowej podróży do tytułowej „galaktyki”, ale i samego sposobu myślenia jej znakomitego autora.

„Galaktyka Gutenberga” stanowiła – jak podkreśla redaktor naukowa polskiego przekładu – niewątpliwe „wyzwanie translatorskie” (Kukiełko-Rogozińska 2017: 29) – bo jak oddać ducha tekstu tak otwartego, mozaikowego? Coś, co idealnie charakteryzuje zbiór esejów McLuhana, to również niewątpliwa płynność – prezentowanych koncepcji i odbioru tekstu przez czytelnika. Warto skupić się na tytułowej „galaktyce”. Sam autor we wprowadzeniu do książki zastanawia się, czy „być może warto by było zastąpić słowo »galaktyka« słowem »środowisko«” (s. 37). Mając w pamięci, że galaktyka to „grupa planet, gwiazd i materii międzygwiazdowej, obracająca się wokół centrum” (sjp.pwn.pl), i zwracając uwagę na bardzo ważny aspekt grawitacji („duży, grawitacyjnie związany układ gwiazd” [Wikipedia.pl]), uznać należy, że stanowi ona niemalże idealną ramę dla rozmyślań badacza. Wynalazek Gutenberga i jego późniejsze manifestacje, „przedłużenia” (będąc wierną terminologii mcluhanowskiej, zapożyczonej notabene od Edwarda T. Halla) są „generatorem” grawitacji, wokół którego krążą medialne wytwory i zachowania komunikacyjne ich użytkowników. Galaktyka może również się rozszerzać – mnożyć się zatem mogą kolejne koncepcje i możliwości interpretacji rzeczywistości. Ów kosmiczny twór jest również skupiskiem różnego typu astronomicznych zjawisk: wybuchów gwiazd, czarnych dziur, kosmicznych kolizji, narodzin nowej materii. W mojej opinii „środowisko” posiada mniejszy ciężar znaczeniowy, potencjał rozwoju – mimo iż może reprezentować różnorodność, jest bardziej „przyziemne”, w zestawieniu z „galaktyką” okazuje się mniej atrakcyjne, tajemnicze, łatwiejsze do eksplorowania. Słowo drukowane przebyło prawdziwe „lata świetlne”, przeróżne transformacje i perturbacje, zatem umieszczenie go w tej „kosmicznej” metaforze wydaje się mieć większy sens.

Gdyby nie ciągłe „prowokacje intelektualne” (Kukiełko-Rogozińska 2017: 30), książki McLuhana najpewniej nie odniosłyby tak ogromnego sukcesu. Podjęte przez badacza ryzyko zaprezentowania swoich tez, najczęściej bez uściślonej ramy interpretacyjnej, wiedzy przestawionej w sposób mozaikowy bezsprzecznie opłaciło się. Autor stworzył niemalże uniwersalną opowieść o kulturze, o języku, o ludzkich zmysłach. Godlewski we wstępie zwraca uwagę na swoiste „nachylenie tekstowe” rozważań zaprezentowanych w książce. „Środek przekazu sam jest przekazem” i niewątpliwie stanowi swego rodzaju „próżnię” dla „Galaktyki Gutenberga”. Medium (tekstu w tym przypadku) przenosi się na umysł człowieka: „Przechowuje ono i uruchamia w nowej epoce część podstawowych struktur umysłowych ukształtowanych pod wpływem i na podobieństwo typograficznie zorganizowanego pisma w szczególności przyjmującego postać tekstu” (Godlewski 2017: 22) i na zachowania komunikacyjne: „Przejście od kultury oralnej do kultury wizualnej musiało powodować nie tylko symultaniczność znaczeń, ale również maksymalne spłaszczenie wymowy i intonacji” (s. 380). Sposób percepcji tekstu, jej „silnik”, mechanizm zostaje przeniesiony na sposób percypowania i opisywania rzeczywistości. „Kosmiczny pierwiastek” zmienił (i wciąż zmienia) naszą codzienność.

Odcieni (nowo)medialnej kultury McLuhan poszukuje w tak klasycznych dziełach jak „Król Lear” Williama Szekspira, „Raju utraconym” Johna Miltona, „Don Kichota” Miguela de Cervantesa czy „Finnegans Wake” swojego ulubionego autora – Jamesa Joyce’a, zestawiając je przykładowo z myślą antropologiczną J.-C. Carothersa czy filozofią starożytnych Greków, a w innym miejscu – refleksją fizyka Wernera Heisenberga, co bezsprzecznie stanowi o interdyscyplinarnej atrakcyjności książki. Widać zatem bardzo wyraźnie, że w „Galaktyce…” odnaleźć się może zarówno literaturoznawca, medioznawca, komunikolog, użytkownik (nowych) mediów zainteresowany ich mechanizmami. Na „kosmos” McLuhana składają się wszystkie jego ulubione dziedziny wiedzy, ulubieni autorzy. Publikacja zbudowała podwaliny pod budowę myśli medioznawczej i jednocześnie zaprezentowała upodobania badacza (podczas lektury ma się silne uczucie jego obecności, prowadzenia za rękę czytelnika); to hybryda jego zainteresowań wśród których znajdują się: literatura, filozofia, historia, antropologia, fizyka, muzyka, sztuka, estetyka. Książka – omnibus, autor – erudyta, humanista kompletny, któremu – niczym u Terencjusza – „nic, co ludzkie, nie jest obce”.

McLuhan wchodzi – jak już wcześniej wspomniałam – w rolę przewodnika, kwieciście i z detalami opowiada o „przygodach” druku, wskazując na przeróżne odwołania, interpretacje. Spotykamy się zatem z kulturami oralnymi i piśmiennymi, ich perspektywami myślenia, swoistym „starciem tytanów”. Zostajemy wprowadzeni do „imperium zmysłów”: świat słuchu zestawiony zostaje ze światem wzroku, ale także z wymiarem taktylnym naszego poznawania świata. Do tego dochodzi najważniejszy czynnik – światło, które w tym uniwersum oświetla, ale także prześwietla aspekty prezentowanego dyskursu. Nie ulega wątpliwości: historia druku to najzwyczajniej również historia naszych zmysłów oraz nieustannej aktualizacji kultury, nieustannego przekraczania i dostosowywania się do kolejnej jej wersji. Jak zauważa McLuhan: „Gdy jeden z naszych zmysłów ulega przedłużeniu na skutek interioryzacji nowej technologii, szybko postępuje za tym nowa translacja kultury” (s. 100).

„Galaktyka Gutenberga” to ponadto opowieść o triadzie: słowa (mówionego) – druku – „wydruku” (obrazu). Język zostaje zwizualizowany, dostatecznie „doświetlony” przez „gwiazdę” wynalazku czcionki drukarskiej. To zaś zaprowadziło nas do dyskursów widzialności: „Aby zrozumieć »wzlot« wizualny, który miał nastąpić wraz z nadejściem technologii Gutenberga, trzeba zdać sobie sprawę, że ów »wzlot« nie byłby możliwy w czasach rękopisu, bowiem ówczesna kultura utrzymywała słuchowo-taktylną orientację ludzkiej zmysłowości na takim poziomie, który nie daje się pogodzić z abstrakcyjną wizualnością, z tłumaczeniem wszystkich zmysłów na język zunifikowanej ciągłej przestrzeni obrazowej” (s. 206). Druk otworzył oczy i otworzył możliwości. Był jedynie kolejnym wariantem technologii przygotowanej na nią kultury, której otworzył horyzonty, perspektywy, punkty widzenia (na kolejne medium, które z pewnością będzie jego inwariantem). Stał się „bezpośrednim przedłużeniem technologicznym osoby ludzkiej” (s. 243), bez którego z pewnością nie moglibyśmy być teraz uczestnikami tej erudycyjnej uczty, którą zgotował nam Marshall McLuhan w „Galaktyce Gutenberga”.

LITERATURA:

Godlewski G.: „Galaktyka Gutenberga, czyli kosmos Marshalla McLuhana”. W: M. McLuhan: „Galaktyka Gutenberga. Tworzenie człowieka druku”. Przeł. A. Wojtasik. Warszawa 2017.

Kukiełko-Rogozińka K.: „Nota redakcyjna”. W: M. McLuhan: „Galaktyka Gutenberga. Tworzenie człowieka druku”. Przeł. A. Wojtasik. Warszawa 2017.

Słownik Języka Polskiego PWN. https://sjp.pwn.pl/sjp/galaktyka;2558827.html.

Wikipedia.pl. https://pl.wikipedia.org/wiki/Galaktyka.
Marshall McLuhan: „Galaktyka Gutenberga. Tworzenie człowieka druku”. Przeł. Andrzej Wojtasik. Narodowe Centrum Kultury. Warszawa 2017 [seria: Myśl o kulturze].