ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 maja 9 (81) / 2007

Marta Lisok,

PRZYCZAJONE „UNHEIMLICH”

A A A
Czyli jak Olaf Breuning uwalnia wyobraźnię
Olaf Breuning znany szwajcarski fotograf zaatakował krakowski Bunkier Sztuki. Jego surrealistyczne zdjęcia, odsłaniające cyrkulacje obrazów w niepohamowanym żadnymi granicami, strumieniu zbiorowej wyobraźni, wylewającym się z kadrów, uruchamiają najgłębsze pokłady wyobraźni. Wyczuwalnie obecna chaotyczna ohyda Realnego podważa, wybrzusza i sączy się z pęknięć w skorupie tego, co przyjęte za normalne, racjonalne, logiczne. Bohaterowie prac Olafa to zrzeszeni w subkulturach i stowarzyszeniach ludzie monstra – kosmici – clowni, przypominający swoją anonimową złowrogością członków Ku-Kux-Klanu, występujących w unifikujących maskach współczesnej popkultury.

Tytuł wystawy„ Women and Dead” został zaczerpnięty z przygotowanej specjalnie na wystawę w Bunkrze rzeźby: ułożonej z pietyzmem ceramicznej mozaiki przedstawiającej kobietę i kościotrupa na huśtawce. Fakt, że kobieta przeważa Śmierć, nasuwa podejrzenia co do tego, czy wystawę można traktować serio. Artysta nie chce być poważny i grać fair, dlatego miksuje motywy z różnych kultur w homogeniczną papkę bazującą na zbiorowych lękach i obsesjach.

Transgresyjność i orgiastyczny aspekt tego, co nie do końca oswojone jest szczególnie widoczny w dwóch równoległych projekcjach, znajdujących się w ostatniej od wejścia sali. Aby do nich dotrzeć, zdezorientowany układem porozrzucanych w labiryntowym bezładzie skrzyń, widz musi przejść najpierw obok zdjęcia monumentalnych posągów z Wyspy Wielkanocnej z przyprawionymi przez artystę zajęczymi uszami, następnie zobaczyć serie psychodelicznych, wysmakowanych estetycznie, reprezentacyjnych portretów współczesnych bractw, przypominających, pod względem kanonu frontalnego ustawienia postaci, płótna Rembrandt czy Fransa Halsa. Wgłębiając się coraz dalej pomiędzy grodzące struktury, osaczony zostaje odwołującymi się do dziecięcych rysunków wyobrażeniami człekokształtnych, hybrydycznych postaci, by móc w końcu podziwiać filmy utrzymane w pulsującej stylistyce teledysków – oszałamiającą mieszankę popkulturowych kodów znanych z masowej produkcji filmowej, rozgrywającą się w rytm hipnotycznej, heavy-metalowej muzyki. Jedna z projekcji przedstawia porwaną narrację szaleńca snutą w pustych pokojach, która zderzona zostaje z pokazywanym równolegle, orgiastycznym korowodem ekscentrycznych postaci poruszających się w konwulsyjnym tańcu dziwności.
Narrator-szaman nosi przerażające szkła kontaktowe, które lunatycznie rozszerzają jego źrenice, co koresponduje z pełnioną przez niego funkcją wieszcza. Jest na pograniczu jawy i snu, przekraczania indywidualnych granic poznania. Wrażenie wirowania, przypominającego jazdę na rozpędzonej karuzeli obrazów, lokujących się w przestrzeni, gdzieś pomiędzy znanymi cytatami, a niepokojącym efektem deja vu, wywołane rytmem projekcji, składających się z niepowiązanych, narkotycznych wizji artysty zostaje doprowadzone do momentu, w którym widz może poczuć się aż do mdłości odurzony natłokiem znaków.

Dom jako pułapka w onirycznym wideo Olafa pt. „Home”, staje się potencjalnym polem objawiania się tego, co obce, odrażające, groźne. Zgodnie z freudowską teorią wyłożoną w eseju pt. „Unheimlich” w każdym z domów oprócz „oswojonego i znanego” istnieje to, co zakryte, nieznane, niepokojące, coś co czynni go niejako nawiedzonym. Z powrotu do dobrze znanej domowości Freud wywodzi właśnie pewien charakterystyczny rodzaj niepokoju. To co jest „heimlich”: swojskie, domowe, ojczyste, intymne familiarne, jest jednocześnie tym, co skryte, tajemnicze, podejrzane, demoniczne i obce. Prefiks „un” oznacza pewnie stłumienie, niedopuszczenie do głosu, obrazuje to, co powinno zostać w cieniu, a jednak objawia się, wynurza, wzbudzając poczucie dziwności, niesamowitości i niepokoju.

Unheimlich objawia się w twórczości szwajcarskiego artysty z obsesyjną częstotliwością. W kreowanym przez niego świecie wszystkie szaleństwa są na tyle możliwe, że aż nierealne.
Duchy, wszelkiego typu potwory i szaleńcy zaludniają kolejne kadry filmu Breuninga, będącego, według kuratorki Magdaleny Ujmy, alter ego dzieciaka, który naoglądał się za dużo telewizji, bowiem artysta zdaje się wędrować w swoich pracach przez chaotycznie rozbuchaną wyobraźnie nastolatków. Przerażająca diagnoza opętania telewizyjną dostępnością i multikulturalizmem kodów znajduje wyraz w scenie pojawienia się dziewczynki – monstrum o zasłoniętej długimi, czarnymi włosami twarzy, postaci przejętej z kultowego japońskiego horroru miejskiego Hideo Nakaty „Ring”, która to w oryginale wynurza się z powierzchni ekranu telewizora i zabija spojrzeniem.

Wystawa w Bunkrze Sztuki odbywa się w ramach rocznego cyklu „Transkultura” przynoszącego rozległą i wielopoziomową refleksję nad współczesnym nomadyzmem kulturowym, fuzją tradycji, kodów i znaczeń. Olaf genialnie wpasowuje się w jej założenia, wprowadzając postać konsumpcyjnie nastawionego kolekcjonera wrażeń, Baumanowskiego turysty. Artysta sięga równocześnie po figurę Obcego, w stosunku do którego można się samozdefiniować, zgrupować, sprzysiężyć i dookreślić, jak w scenie w której Inny zostaje rozebrany do naga i zakłada mu się maskę Eti, by stał się bardziej wyrazistym obiektem agresji-zabawy, mrocznej gry w ofiarę i napastników.

Znudzony nieposkromioną eksplozją własnych pomysłów Breuning, zapada się w sobie, zaczyna wyczuwać, że uwolniony żywioł dionizyjski zagraża temu, kto go wywołał.
Symptomatyczne dla całej wystawy zmęczenie eskalacją osaczających obrazów, doprowadzoną aż do przesytu objawia się w momencie, kiedy jeden z bohaterów filmu wychodzi z gorących źródeł na szczycie górskiego, zatłoczonego kurortu – raju i wymiotuje krwią na śniegu napis: „I exist”.
Olaf Breuning „Woman and Dead”. Bunkier Sztuki, Kraków. 26 kwietnia – 3 czerwca 2007.