Wydanie bieżące

1 maja 9 (81) / 2007

Anna Katarzyna Dycha,

NOT

A A A
“Not”. 2-47 Records, 2007
Pojawiła się nowa płyta zespołu NOT złożonego z muzyków CKOD, Agressivy 69 i Hedone. Różnorodna stylistycznie, a zarazem spójna. Znakomite wydawnictwo.

Supergrupa NOT powstała przed ośmioma laty z inicjatywy Kuby Wandachowicza, Marcina Kowalskiego i Roberta Tuty (później skład uzupełnił perkusista Hedone – Łukasz Klaus). Ich pierwszą płytę „Bad Trip Boys” minimalnym sumptem wydała niemiecka wytwórnia, toteż niełatwo było jej posłuchać. Potem zespól zawiesił działalność z powodu zobowiązań w macierzystych formacjach. Wydany właśnie krążek można potraktować jako debiut NOT na krajowym rynku. Jego produkcją zajął się Agim Dżeljilji z Oszibarack, wprowadzający aranżacyjne ciekawostki: sample i loopy.

Muzycznie dzieje się tu dużo. Nowoczesne, zimnofalowe brzmienie, rozedrgane i przestrzenne gitary. W całość idealnie wpasowano elektronikę. Wiele utworów mogłoby spokojnie pretendować do miana piosenki tygodnia czy przeboju na playliście. Weźmy choćby „Ja dziękuję” czy „To taka gra” – inteligentne, melodyjne, popowe kompozycje. Kilka natomiast ma destrukcyjne zapędy korespondujące z twórczością Kulek, np. „Zmienię adres, zmienię imię” czy „Życie jest złe”. Na płycie znalazło się też miejsce na smaczki: operowe wokalizy („Spadasz na dno”), saksofon („Szalony Piotruś”), klarnet („Łódź”), fortepian („Masz to co chcesz”) czy akordeon, na którym przygrywa Tuta (m.in. „Sado-maso”). Jego wokal przypomina ten Lecha Janerki, ale akurat w tym zestawie nie jest to dowód wtórności. Sami muzycy tych porównań nie negują, a nawet się z nich cieszą.

Wandachowicz po raz kolejny daje popis swego tekściarskiego mistrzostwa. Czasem prześmiewczy, innym razem mroczny, ironiczny, ocierający się o poetykę snu, dotyka tematów samotności, miłości, sfrustrowania, fałszywych póz czy po prostu knajpianego życia. Używa potocznego, ulicznego słownictwa („kopnąć, rozpieprzyć i stłuc mocno”), nieszablonowych zestawień i sprawnie rymuje. Kilka przykładów: „chodź, pokaż, co tam masz, jaką rolę grasz, kto ci pisał ten skrypt i gdzie podłapałeś ten zestaw mądrych min” („To taka gra”), „a ja widzę jak znikamy, a ja widzę jak coraz nas mniej, z dnia na dzień ubywamy, a światu o to znikanie jest lżej” („Miasto świateł”), „ja jestem nic, ty jesteś nic, ale razem chcemy znaczyć trochę więcej” („Życie jest złe”). Pisze lekką ręką, a wymowne teksty doskonale zagęszcza. Całość, zarówno teksty, jak i muzyka, przesycone są smutkiem i dekadencją w najlepszym wydaniu. Dlatego nawet jeżeli na polskim rynku muzycznym dzieje się nienajlepiej, takie płyty jak ta każą jeszcze w niego wierzyć.