Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (338) / 2018

Sabina Strózik,

OFELIA NIE(PO)CZYTA(L)NA (KATARZYNA CZECZOT: 'OFELIZM')

A A A
Z(a)nikanie

Ofelia nie istnieje. Rozmyła się w mnogości prerafaelickich przedstawień, które dopisywały jej co rusz to nowe oblicza i nowe wizje śmierci. Jej nieistnienie nie jest jednak wyłącznie winą artystów zawładniętych wizerunkiem tej postaci, jej niejasnym statusem, który wobec swej enigmatyczności tak łatwo (nad)interpretować, a także chęcią jej reinterpretacji zgodnie z duchem epoki, w której tworzyli. Sam Szekspir umiejętnie tę bohaterkę konstruuje i równocześnie doprowadza do jej rzeczywistego unicestwienia, jak i symbolicznego z(a)nikania.

Ofelia już w tragedii jest jedynie konstruktem, formą, którą wypełniają mężczyźni obecni w jej życiu. Dostosowuje się na przemian do próśb brata, z którym łączą ją niejasne relacje, i apodyktycznego ojca. Jest muzą, aktorką – odgrywa wszakże różnorakie role, pozuje, rezygnuje nawet ze szczerego wyznania miłości Hamletowi na rzecz sfałszowanego odtrącenia. Jej ostatnie wyznania przebrane zostają za szaleńcze piosenki, wyrażone niejasną i niemożliwą do całkowitego odczytania mową kwiatów. Nawet jej śmierć nie jest jej konaniem, nie jest jej przeżyciem, a jedynie zapośredniczonym przez Gertrudę opisem tragicznego wypadku. Nie zostajemy dopuszczeni do brzegu rzeki, nad którym Ofelia pogrąża się w odmętach szaleństwa i rozpaczy. Jej śmierć sprawozdajedruga kobietaw tym dramacie – królowa, która stara się przedstawić samobójstwo jako nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

Następuje także tragiczne odwrócenie. Choć Ofelia gra, jej gesty są podyktowane nakazem rodziny, to udawane szaleństwo Hamleta doprowadza ją do rzeczywistego postradania zmysłów i znów nie możemy Ofelii poznać, zrozumieć, odczytać jej przesłania. Młoda kobieta ucieka co prawda z formy, ale ucieka w szaleństwo, które odbiera jej głos i nie można rozstrzygnąć, czy pomieszanie zmysłów wreszcie przywraca jej możliwość wyrażenia siebie, czy wręcz przeciwnie – dodatkowo szyfruje i komplikuje przekaz.

Ofelia jest więc postacią trudną, niemożliwą do rozwikłania zagadką, a przez to pewnie staje się tak bardzo intersująca. Echa jej głosu wciąż powracają, wciąż w nowej postaci, czasem prawie niemożliwej do wychwycenia.

Z(a)gubiona

Jak więc odnaleźć Ofelię? Jak nadać jej prawdziwą tożsamość, skoro Szekspirowska bohaterka nie ma nawet, jak zauważa Zbigniew Mikołejko, twarzy?

„Ofelia Szekspira, choć konkretna, wyjątkowa w swej miłości i w swym szalonym Todestrieb, nie ma twarzy. Jeszcze jej nie ma. I otrzyma ją dopiero w późniejszych widzeniach i przywidzeniach, w późnej już, romantycznej i postromantycznej nowoczesności – zwłaszcza u prerafaelitów i malarzy wiktoriańskiej epoki” (www.tygodnikpowszechny.pl).

Książka Katarzyny Czeczot jest próbą odnalezienia Ofelii. Nie tropi jedynie oczywistych nawiązań tak licznych zarówno w poezji, jak i muzyce czy malarstwie, które ograniczają się do wyzyskania sensów ewokowanych poprzez przywołanie choćby imienia nieszczęsnej topielicy, ale sięga do rejestrów zdecydowanie głębszych.

Warto zwrócić uwagę na samą konstrukcję tomu i na ciekawe tytuły rozdziałów. Systematyzują one oczywiście wywód, ale także są zamkniętą w jednym słowie tezą dotyczącą ważnych aspektów omawianych w nich tematów – nagłośnienie, upozowanie, upłynnienie, przesilenie.

Wszystkie poruszane przez autorkę kwestie są ciekawe. Doskonale poparte stanem badań, zinterpretowane w nowatorski sposób, zgodnie z zapowiedzią podaną w tytule tomu. Mój podziw budzi zwłaszcza interpretacja Kraszewskiego i zupełne odwrócenie sposobu czytania „Ulany”.

Nie zawsze jednak potrafię dostrzec tytułowy ofelizm ukryty w omawianych przez Czeczot tekstach kultury. Szekspirowska Ofelia wymyka się czasem, a opisywane aspekty zdają się nie mieć wiele z nią wspólnego. Dywagacje idą tak daleko, że owszem, rozdziały stają się świetnymi analizami „Szklanego klosza”, „Ulany”, „Halki”, „Valentino”, „Historii Adèle H.”, „Cierpień młodego Wertera”, ale w wielu aspektach, pomimo przekonującej narracji, nie dostrzegam wystarczającej podbudowy do uznania, że patronuje im ofeliczny duch. A przynajmniej można by stwierdzić, że jest na tyle poboczny, że nie da się go uznać za wspólny punkt wszystkich przywołanych dzieł.

Choć autorka już w pierwszych słowach ubezpiecza się przed takim zarzutem: „Studia zawarte w tej książce nie traktują o przedstawieniach Ofelii. Tematem jest tu pewien wizualny kod (…) który z czasem powędrował w rejony niekiedy bardzo odległe od dramatu Szekspira” (s. 13), to deklaracja ta wydaje się niewystarczająca. Często w podejmowanych tematach dryfujemy z autorką bardzo daleko. W niektórych omawianych zagadnieniach można dostrzec ofeliczny ślad tylko dzięki temu, że doszukujemy się go ze względu na tematykę książki. Nie czyni to jednak wywodu mniej interesującym.

Zwraca także uwagę szata graficzna książki. Pozycja została doprawdy pięknie wydana, a materiał zdjęciowy imponuje. Oprócz znanych przedstawień szekspirowskiej bohaterki pojawia się wiele fotografii, na których widać powinowactwo z ofelicznym imaginarium. Dziwi jedynie fakt, że choć pojawia się w książce zdjęcie z „Melancholii” Larsa von Tiera, to autorka nie poświęca jej uwagi. Mam wrażenie, że to zaprzepaszczona szansa, bo grana przez Kirsten Dunst postać podlegałaby interpretacji zgodnej z duchem monografii. Jej postawa i jej przeżywanie depresji nie są tak bezwolne, jak można założyć przy pierwszym obejrzeniu filmu.

Brakuje mi także innej perspektywy spojrzenia na Julianę Snapper. Czeczot odnajduje w niej pogłos bohaterki Szekspira ze względu na śpiew dobywający się z toni, przyrównując artystkę równocześnie do syren i dokonując bardzo ciekawej interpretacji odyseuszowego mitu o syrenim śpiewie. Wydaje się jednak, że umyka tu inny przekaz Snapper. Performerka swym śpiewem przeciwstawia się śmierci. Choć ją ryzykuje (przerażające, gdy w udzielonym Telewizji Dramatycznej w czasie Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego „Migracje” wywiadzie [https://www.youtube.com/watch?v=nPbiF2LvhQg] artystka przyznaje, że ekipa, z która współpracuje, jest fearless, bo to ona przyjmuje cały ciężar ryzyka, w które wliczony jest nawet wybuch płuca), to jest to ryzyko będące częścią tak założonego scenicznego przekazu. Snapper nie śpiewa na pożegnanie – na wpół obłąkańczych piosenek Szekspirowskiej Ofelii sprowadzonych przez królową w dramacie do jednej ironicznej uwagi – ale śpiewa głosem silnym, który pokazuje, że woda nie ma mocy unicestwiającej i że śpiewaczka jest w stanie ją przezwyciężyć. Woda to dla Ofelii zupełnie inny żywioł. Jak pisze Mikołejko: „Zimny jest tu nie tylko »muł śmierci«. Zimny, sprawozdawczy jest i sam timbre narracji Królowej – nie tylko wolny od emocji, od współczucia czy nawet przejęcia, ale też znajdujący ujście w ironii, w szyderstwie niemal, z jakim mówi się tutaj o opadnięciu Ofelii »ze sfer melodyjnych« w ów właśnie muł. I niech nas nie zwiodą te ornamentalne wyrażenia – »biedne dziewczę«, »biedna ofiara«. Pewne jest bowiem, że oto jedna ludzka pałuba – wyzuta z uczuć Królowa – beznamiętnie opowiada o skonaniu, jakże jednak pięknym i obrzędowym, drugiej ludzkiej pałuby, ogołoconej z rozsądku przez nieszczęście, przez nieszczęście wydanej na łup zmysłów. I pozbawionej, jako się rzekło, twarzy” (www.tygodnikpowszechny.pl).

„Ofelizm” nie pomaga odnaleźć ukochanej Hamleta. Pokazuje, że jednej Ofelii już nie ma, że Szekspirowska postać, nomen omen, rozpłynęła się w mnogości przedstawień i że były to przedstawienia krzywdzące, a przynajmniej ograbiające ze złożoności znaczeń. Prawdziwych śladów Szekspirowskiej bohaterki należy szukać tam, gdzie kobiecy głos jest słyszalny – czy są to piosenki rozpaczy uwiedzionej chłopki, która jednak odmawia mężczyźnie prawa do decydowania o swoim losie, czy niemal syreni wabiący i niebezpieczny śpiew z głębi. Nie jest to jednak głos osoby niepoczytalnej. Niestety jednak bywa to głos wciąż nieczytelny.

LITERATURA:

Mikołejko Z.: „Lustro Ofelii”. https://www.tygodnikpowszechny.pl/lustro-ofelii-134719

Telewizja Dramatyczna – MFT WARSZAWA CENTRALNA 2010: „Migracje" / Odcinek 10. https://www.youtube.com/watch?v=nPbiF2LvhQg
Katarzyna Czeczot: „Ofelizm. Romantyczne zawłaszczenia, feministyczne interwencje”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2016. [seria: Lupa Obscura].