Wydanie bieżące

15 stycznia 2 (338) / 2018

Katarzyna Warmuz,

ŁZY ZOSTAWIA SIĘ NA KONIEC (THE FLORIDA PROJECT)

A A A
Floryda to miejsce pełne blichtru i przepychu, którego nadrzędną funkcją jest rozrywka narzucona przez turystykę. Najprawdopodobniej większość ludzi kojarzy ten amerykański stan z jedną z największych fabryk marzeń, czyli Magicznym Królestwem Walta Disneya. To obiekt fantazji każdego dziecka – kolorowe, ociekające zabawą i wypełnione dobrze znanymi postaciami z bajek. Jednakże w przewodnikach turystycznych nikt nie znajdzie wzmianki o klasowych nierównościach i życiu polegającym na niewolniczym zarabianiu pieniędzy na kolejną noc w przydrożnym hotelu. Najnowszy film twórcy „Mandarynki” pokazuje Florydę jako miejsce transferu wielkiego kapitału, dzięki któremu miliony osób mogą jedynie pomarzyć o posmakowaniu przygód w Disneylandzie.

Sean Baker dwa lata temu zasłynął filmem, który w całości nakręcił iPhonem. „Mandarynka” była dziełem bezkompromisowym, ostrym jak pazurki bohaterek i jednocześnie czułym. Amerykański twórca przy produkcji „The Florida Project” postanowił podążyć w wyznaczonym przez siebie kierunku i nie iść na artystyczny kompromis. Baker zamienił telefon na sprzęt bardziej profesjonalny, ale tematykę filmu podporządkował historiom i osobom, które zawsze zostaną wyrugowane z tzw. mainstreamu. Śmiało można stwierdzić, że winnym całej sytuacji reżyser uznaje tzw. „amerykański sen” – liberalną wydmuszkę, która dużo obiecuje, ale w gruncie rzeczy więcej odbiera.

Moonee (w tej roli rewelacyjna Brooklynn Prince), sześcioletnia dziewczyna-rozrabiaka, całe dnie spędza ze swoimi przyjaciółmi, którzy, tak jak ona, mieszkają w motelowych pokojach. Dla tych małych łobuzów placem zabaw są parkingi, przaśne handlowe molochy i opuszczone osiedla. Mimo deficytów w zabawkach dzieciaki starają się wycisnąć z wakacji tyle, na ile mogą sobie pozwolić – wystarczy odrobina kpiny z motelowych gości, szczypta wyobraźni i mnóstwo sprytu. Moonee mieszka w motelu Magic Castle ze swoją mamą Halley (Bria Vinaite) – ucieleśnieniem koszmaru matek z klasy średniej, które perspektywa włóczącego się po parkingach dziecka przyprawia o zawał. Początkowe minuty „The Florida Project” to skrzętnie złożona z migawek życia codziennego pułapka na widza. Baker, jak na fana i niejako kontynuatora wrażliwości Kena Loacha przystało, gorzkie łzy do przełknięcia zostawił na koniec.

Podobno głównym motywem „The Florida Project” jest dziecięcość muśnięta fioletem i jej kruchość, brak wytrzymałości w obliczu tragedii. W moim przekonaniu Baker wędrówkami swoich małych bohaterów penetruje Stany Zjednoczone – przedstawia ten wielki kraj jako projekt, którego termin realizacji dawno się skończył. Podobno Ameryka miała dawać możliwości, pieniądze (ba, nawet je pomnażać) i zapewnić obywatelom godny byt. Podobno ten kraj nie miał być snem i miał być dla wszystkich, którzy się tylko trochę postarają. Takie były założenia, ale kapitalizm spełnia marzenia tylko nielicznych. Film Bakera to nie manifest lub pamflet – reżyser nie rozprawia się z systemem kapitalistycznym i nie daje recept na jego obalenie. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że dzieło filmowe w XXI wieku niespecjalnie spełnia rolę oręża o wyzwolenie. Zamiast ostrego starcia Baker po raz kolejny postawił akcent na prekarną codzienność – pokazał osoby, dla których marzeniem jest spłacenie długu hipotecznego, zapłacenie czynszu lub zjedzenie ciepłego posiłku, a które jednocześnie potrafią być w tym całym systemie nierówności szczęśliwe. Należy zaznaczyć, że reżyser nie podtrzymuje mitu o „radosnej biedocie”. Wykluczenie ekonomiczne (mieszkanie w motelu, sprzedawanie perfum na parkingach, przemoc) nie jest w „The Florida Project” gloryfikowane. Nawet użycie cukierkowego filtra niczego nie zmienia.

W wywiadach Baker zaznacza, że jego nowy film głównie dotyczy kryminalizacji prostytucji. Uważam, że „The Florida Project” raczej skupia się na wydarzeniach, które stawiają człowieka w obliczu przemocy ekonomicznej. Twórca delikatnie serwuje swoim widzom gorzki obrazek – gdy nie ma jakiejkolwiek pracy, pomoc społeczna nie jest w stanie niczego zmienić, a wyrzucenie z motelowego pokoju to kwestia chwili, to, niestety, trzeba stanąć przed desperackim wyborem. Anna Rywnik z seansu „The Florida Project” wysunęła wniosek że – parafrazuję – kombinując, oszukując i prostytuując się, bohaterka zagarnia zarazem „możliwie jak najwięcej wolności” (krytykapolityczna.pl). Dla recenzentki Halley jest uosobieniem kogoś posiadającego Świadomość III, czyli stan umysłu, który umożliwia całkowite oswobodzenie z więzów społecznej moralności. Co więcej, Rywnik uważa, że Halley (m.in. kradzieżami i prostytucją) sprytnie obchodzi system. Kapitalistyczny? Nie sądzę. Wolnorynkowe mechanizmy zawsze chwytają w swoje sidła – Halley jest najlepszą tego egzemplifikacją. Powoływanie się w dobie późnego kapitalizmu na kontrkulturowe postulaty o wolności do decydowania o swoim ciele uważam za siarczysty policzek wymierzony w prostytutki, które nie chcą, a MUSZĄ oddawać swoje ciało. Jeśli nie przedyskutujemy kwestii przemocy ekonomicznej, problematykę prostytucji oraz związków zawodowych sex workerów możemy przełożyć na czas nieokreślony.

Prostytucja to nie jedyna społeczno-polityczna kwestia, która została podjęta w filmie Bakera. Obok krytycznego spojrzenia na system prawny, karzący za wykorzystywanie ciała do celów zarobkowych, twórca „Mandarynki” uczula swoich widzów na warunki, w których przyszło mieszkać wykluczonym ekonomicznie Amerykanom. Po reportażu Matthewa Desmonda „Evicted: Poverty and Profit in the American City” nie można mieć żadnych złudzeń – do moteli trafią ludzie poszkodowani przez wielki kapitał. Rzecz w tym, że przywołana wcześniej Rywnik, twierdząc, że Baker odgrzebuje hipisowski sen, nadepnęła na minę dużego kalibru. Otóż Amerykanie mieszkający w motelach, którzy najprawdopodobniej przeżyli eksmisję, nie uważają, że trafili na żyłę złota w postaci hipisowskiej mądrości. Jasne, zgadzam się z recenzentką, że w motelach można mieszkać. Można, ale trzeba zadać pytanie, kto chciałby przeżyć eksmisje i kto docenia relokacje na życzenie? Baker jasno daje swoim widzom do zrozumienia, że motelowe pokoje i relacje międzyludzkie są tylko na chwilę, że zaraz trzeba spakować kilka toreb i znowu ruszyć w drogę. Symptomatyczne jest to, że w żadnej recenzji nie odnalazłam, nawet minimalnego, napomknięcia o kwestii mieszkalnictwa. To niepokojące przeoczenie. W czasie, kiedy w mediach jest głośno na temat eksmisji, krytycy traktują motelową egzystencję transparentnie i zupełnie nie dostrzegają, że Baker, już na poziomie ulokowania fabuły, podsuwa widzom kwestię polityczną.

Niestety, film „The Florida Project” można odczytać jako dzieło, które krytykuje instytucję państwa. Halley zostaje zmuszona do prostytucji, bo pomoc społeczna nie miała dla niej innego rozwiązania. W konsekwencji młoda matka musi pogodzić się z karą więzienia i pozbawieniem praw rodzicielskich. Wina obarcza się instytucję państwa, które przecież coraz bardziej ograbione jest przez prywatny kapitał. Problem tkwi w tym, że zawłaszczający charakter kapitału w żaden sposób nie zostaje przez reżysera wyartykułowany. Szkoda, że ciosy ponownie spadają na państwo jako takie, a nie na przyczynę, która tkwi bezpośrednio w wolnorynkowych mechanizmach. Jest to dosyć niebezpieczna konstatacja, która generuje przeświadczenie, że państwo przeszkadza i należy je całkowicie znieść. Rzecz w tym, że Stany Zjednoczone realizują liberalną politykę, która nie stoi po stronie uciśnionych, lecz gwarantuje pomnażanie zysku klasie średniej.

Film „The Florida Project”, choć wydaje się laurką na cześć błogiego dzieciństwa, dosyć precyzyjnie przestawia klasę nieuprzywilejowaną, która może jedynie popatrzeć przez szybę na bajkowy Disneyland. Pragnę zaznaczyć, że nowy film Bakera nie jest całkowicie przygnębiający – oprócz kapitalistycznej przemocy widzowie mają okazję zobaczyć, że w świecie nierówności zawsze istnieją ludzie gotowi pomóc w najgorszych momentach w życiu. Jeśli Baker dalej pójdzie w kierunku kina społecznie zaangażowanego i nadal będzie penetrował życie codzienne wykluczonych ekonomicznie Amerykanów, to faktycznie mamy do czynienia z następcą Kena Loacha.

LITERATURA:

Rywnik A.: „Na tyłach Disneylandu i wszystkiego”. http://krytykapolityczna.pl/kultura/film/na-tylach-disneylandu-i-wszystkiego.
„The Florida Project”. Reżyseria: Sean Baker. Scenariusz: Sean Baker, Chris Bergoch. Zdjęcia: Alexis Zabe. Obsada: Willem Dafoe, Brooklynn Prince, Valeria Cotto, Bria Vinaite i in. Produkcja: USA 2017, 115 min.