Wydanie bieżące

1 lutego 3 (339) / 2018

Przemysław Pieniążek,

NOIROWY ŻYWOT SKOŃCZONEGO DRANIA (TORPEDO 1936. INTEGRAL/ TORPEDO 1972. TOM 1)

A A A
Luca „Torpedo” Torelli po dwakroć powraca – ukazujący się pod szyldem Non Stop Comics integral zbierający wszystkie epizody klasycznej dziś serii oraz tom otwierający nowy cykl to doskonała okazja, aby przypomnieć sobie/poznać jeden z najpoczytniejszych tytułów w historii hiszpańskiego komiksu. Ale zacznijmy od początku.

W roku 1980 scenarzysta Enrique Sánchez Abulí stworzył postać włoskiego imigranta, który w Nowym Jorku doby lat 30. minionego wieku doskonale realizuje się w etosie gangstera i płatnego mordercy. Cyniczny, posiadający własny kodeks, choć pozbawiony (praktycznie) wszelkich hamulców „cyngiel” oraz przyciągający kobiety macho (z łatwością zrzucający maskę szorstkiego uwodziciela skrywającą oblicze skorego do gwałtu damskiego boksera) nabrał komiksowych kształtów dzięki Alexowi Tothowi, rysującemu dwa pierwsze epizody z udziałem paskudnego (anty)bohatera. Amerykański artysta starał się jak mógł, aby złagodzić „niepoprawny” wydźwięk opowieści, która początkowo trafiła do szuflady hiszpańskiego redaktora i wydawcy Josepa Toutaina.



Niemniej w 1982 dwie nowelki zilustrowane przez Totha ponownie opublikowano na łamach magazynu „Creepy”, specjalizującego się w komiksowych narracjach spod znaku horroru i fantastyki. Wkrótce, wraz z premierą odcinka zatytułowanego „Z deszczu pod rynnę”, za oprawę graficzną cyklu zaczął odpowiadać Hiszpan Jordi Bernet, współtworząc opowieści, które weszły do kanonu serii, drukowanej także w „Comix Internacional” czy „Totem El Comix”, jak również ukazującej się w wersji albumowej – u nas „Torpedo” popularyzowała w tej formie oficyna Taurus Media.

Co zadecydowało o sukcesie tego noirowego, za nic mającego sobie tak zwaną polityczną poprawność cyklu? Obok ze wszech miar nietuzinkowego protagonisty i jego nieodłącznego „goryla” Rascala (trwającego przy surowym i okrutnym szefie niezależnie od tego, na ile poniżeń oraz zagrożeń zostaje przez niego wystawiony) atutem tych komiksowych nowelek jest kapitalnie uchwycony klimat wielkomiejskiej dżungli, gdzie echa wielkiego kryzysu i prohibicji splatają się z wielkimi namiętnościami i krwawymi porachunkami gangsterskimi (trup się ściele gęsto!), a skorumpowani gliniarze oraz kobiety fatalne stanowią stały element tego dekadenckiego krajobrazu, w jednym z epizodów zamienionego na kubańską scenerię. Kapitalne wolty fabularne plus często rozkładające na łopatki puenty poszczególnych epizodów to tylko niektóre z atutów scenariuszy Abulíego, z łatwością wywołujących u czytelnika szczery śmiech, dość szybko jednak tężejący w obliczu niektórych akcji podejmowanych przez Torpedo (którego burzliwe dzieciństwo i czupurna młodość stanowią źródło inspiracji dla kilku nowelek zawartych w recenzowanym integralu).

„Wpakowałem w niego sześć kul. Po dwie za każdego syna i dwie za żonę, żeby nie zaczęli gadać, że skąpiec ze mnie. Kiedy padł jak długi, skopałem go jeszcze po bebechach. Ciało wrzuciłem do wody w porcie, ale żeby było jasne: nie mam nic przeciwko rybom” (vide: „Stare, dobre czasy”, s. 68) – specyficzne gierki słowne, językowe lapsusy oraz ironiczne poczucie humoru cechujące (nie tylko) protagonistę rewelacyjnie wpływają na potoczystość narracji, garściami czerpiącej z literacko-filmowej tradycji czarnych kryminałów. Dodajmy do tego dowcipne tytuły poszczególnych odcinków serii („Zagraj z nią jeszcze raz, Sam”, „Dama Karmelkowa”, „Miami Bitch”, „West Sad Story”, „Sodoma i Camorra” czy – mój faworyt – „Żegnaj, Loleczku”) oraz przepyszną zabawę z konwencją (brutalny slapstick „Karty na grób”, gdzie rolę słownego komentarza pełnią jedynie okrzyki i onomatopeje), a otrzymamy trudną do zapomnienia lekturę. Oczywiście kultowość „Torpedo” jest także zasługą Jordiego Berneta, którego czarno-biała kreska prowadzi czytelnika mrocznymi ulicami metropolii, przez podejrzane speluny i czynszowe kamienice. Rewelacyjne kadrowanie, gry świateł i cieni, pikantna erotyka plus obowiązkowa porcja przemocy, strzelanin, pościgów i eksplozji: wszystko to odnajdziecie w liczącym ponad siedemset stron albumie, w którym poszczególne epizody (na nowo zeskanowane i wyretuszowane) ułożono w porządku chronologicznym.



Gdyby komuś było mało przygód charyzmatycznego zabijaki, warto sięgnąć po pierwszy tom serii „Torpedo 1972”, którą po siedemnastu latach przerwy Enrique Sánchez Abulí reaktywuje perypetie duetu Torelli/Rascal. Choć tytułowy jegomość jest już na emeryturze i nie może się pochwalić niegdysiejszą muskulaturą czy zręcznością ani też dawnym wzrokiem i zainteresowaniem ze strony przedstawicielek płci pięknej, wciąż jest podłym, jadowitym niczym grzechotnik okrutnikiem, który nie odpuszcza nikomu. Kiedy James Halliday, dziennikarz „Wall Street Journal”, postanawia napisać artykuł o pewnym nieżyjącym gangsterze z lat 30. (ponoć odprawionym do krainy wiecznych łowów przez samego Torpedo), rozpoczyna niebezpieczną grę, w której wszelkie wątpliwości rozstrzyga broń kaliber 45.

Debiutancki epizod spełnia pokładane w nim nadzieje: sugestywnie zarysowany klimat epoki, cięte dialogi, wyraziste relacje między bohaterami (Luca i Rascal są jak stare, złe małżeństwo), bezkompromisowość działań protagonisty oraz czarny humor sprawiają, że recenzowany tomik czyta się błyskawicznie. Eduardo Risso („100 naboi”) bezbłędne odnajduje się w klimacie utworu, balansującego między powagą a zgrywą, realizmem a celowym przerysowaniem. Przekonująco oddana sceneria zdarzeń, wyraziste oblicza postaci, świetna dynamika kadrów oraz stonowana kolorystyka to nie jedyny walor prac argentyńskiego artysty, który w „Torpedo 1972” znów staje na wysokości zadania. Zamknięty w twardej okładce album, podobnie jak rzeczony integral, jest nie lada gratką dla fanów komiksowego noiru w wariancie retro.
Enrique Sánchez Abulí, Jordi Bernet: „Torpedo 1936. Integral”. Tłumaczenie: Gerardo Beltrán-Cejudo, Jakub Jankowski. Wydawnictwo Non Stop Comics. Katowice 2017.

Enrique Sánchez Abulí, Eduardo Risso: „Torpedo 1972. Tom 1”. Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawnictwo Non Stop Comics. Katowice 2017.