Wydanie bieżące

1 lutego 3 (339) / 2018

Andrzej Juchniewicz,

ZABÓJSTWO, KTÓREGO NIE BYŁO (PAWEŁ BRYKCZYŃSKI: 'GOTOWI NA PRZEMOC')

A A A
Z Belwederu na Zamek, tętnicą Warszawy

(…)

Idzie kondukt żałobny, krepowy i krwawy:

Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem,

Jedzie Prezydent Martwy, a wielki stokrotnie.

Nie odwracajcie oczu! Stać i patrzeć, zbiry!

Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie!

(Tuwim 1986: 65)



Paweł Brykczyński w swojej najnowszej książce, „Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce”, której strukturę wyznaczają trzy wyszczególnione w tytule kategorie porządkujące narrację o kondycji międzywojennej polityki, ujawnia kulisy jednego z ważniejszych wydarzeń w najnowszej historii (będącego ogniwem tzw. „przygodnych zdarzeń” [s. 18], czyli fali zabójstw, m.in. hiszpańskiego premiera Eduardo Dato, czeskiego ministra finansów Aloisa Rašina, jugosłowiańskiego ministra spraw wewnętrznych Milorada Draškovicia lub Heikkego Ritavuoriego – kierującego tym samym ministerstwem w rządzie fińskim) – zabójstwa prezydenta II Rzeczpospolitej Gabriela Narutowicza. Jak podkreśla autor, do najbardziej niesławnej serii motywowanych politycznie zabójstw doszło w Republice Weimarskiej, gdzie w latach 1919-1924 w zamachach zginęło co najmniej dwunastu wybitnych liderów politycznych, a także wiele mniej eksponowanych postaci zaangażowanych w działalność publiczną. Zadaniem publikacji jest więc zwrócenie uwagi na destruktywny charakter anarchicznych przedsięwzięć pojedynczych obywateli i proceder czynienia z nich bohaterów, zdejmowania odium nienawiści i wynoszenia sprawców do rangi bojowników o „sprawę polską”. Brykczyński, rekonstruując zdarzenia, do których doszło po śmierci Narutowicza, podkreśla stan zbiorowej amnezji związany z przyczyną śmierci prezydenta, brak należytego uczczenia jego pamięci oraz brak ze strony ugrupowań lewicowych taktycznych posunięć mających na celu ograniczenie władzy Narodowej Demokracji. Osobny rozdział poświęca autor procesowi zabójcy – Eligiusza Niewiadomskiego, który wnioskował dla siebie o najwyższy wymiar kary (zob. s. 190), oraz jego mowie mającej na celu zdekonspirowanie powiązań Józefa Piłsudskiego (który pierwotnie miał stać się ofiarą zamachowca) z Żydami. Proces toczył się nie o wyrok prawa (ten był bowiem bezdyskusyjny), lecz o interpretację i znaczenie czynu sprawcy. Stanisław Kijeński – sympatyk Narodowej Demokracji i samego Niewiadomskiego – podjął się jego obrony i w trakcie postępowania sądowego akceptował tezę oskarżonego o transformacji kraju w Judeo-Polskę (zob. s. 199).

Publikacja Brykczyńskiego dotyczy więc problemu atawistycznej przemocy, która może zmienić polityczny ład, ale również trwale zniszczyć tożsamościową różnorodność państwa i doprowadzić do pierwszych szykan i pogromów, które staną się akceptowalne przez społeczeństwo. Z narracji badacza wyłania się jeszcze jeden wątek: społecznej odpowiedzialności i empatii, których sprawdzian nastąpi w latach 40. XX wieku. Fenomen „przygodnego zdarzenia” interesuje autora ze względu na reakcję łańcuchową, jaką wywołał; jej siła spowodowała dyskryminację ludności żydowskiej, zmianę modelu polityki państwowej i faworyzowanie mordercy. Polska wkraczała w fazę faszyzacji życia publicznego, akademickiego i politycznego, a jej ówczesna sytuacja porównywalna jest z przemianami dokonującymi się we Włoszech, co autor skrupulatnie podkreśla. Potencjał „przygodnego zdarzenia” okazuje się więc olbrzymi, podobnie jak skala jego skutków i nienawiść, która w wyniku planowanego zamachu i działalności propagandowej dotknęła mniejszość żydowską. Konflikt polskich zwolenników nacjonalizmów obywatelskiego i etnicznego na trwałe zmienił oblicze polskiej polityki i polskiego społeczeństwa względem Żydów. Najnowsza książka Brykczyńskiego sytuuje wybuch przemocy pogromowej na lata międzywojenne (choć niechlubna tradycja pogromów żydowskich sięga lat 90. XIX wieku, a także wieków wcześniejszych) oraz okazuje się zapowiedzią Zagłady ze względu na retorykę nienawiści oraz brak kompetentnego programu ochrony żydowskich obywateli.

Brykczyński śledzi zmianę opinii publicznej, która od razu po zamachu na Narutowicza wysunęła argument niepoczytalności Niewiadomskiego, co usprawiedliwiałoby zbrodnię w afekcie, jednak z biegiem czasu prasa prawicowa zmieniła taktykę, nazywając zabójcę „szlachetną duszą” (s. 202). Ten manewr zmiany określeń charakteryzujących Niewiadomskiego (od „szaleńca”, „fanatyka”, „niepoczytalnego” aż po apologię ze strony środowiska prawicowego, które w pierwszej chwili chciało się od niego odciąć, by po upływie trzech tygodni na łamach „Gazety Warszawskiej” uznać jego przemowę podczas procesu za część programu partii ) wiązał się z przeniesieniem odpowiedzialności za śmierć prezydenta na obywateli żydowskich, co dobitnie podkreślił Adolf Nowaczyński w artykule noszącym tytuł „Testament”: „Twarda dusza, bohaterska dusza! (…) Człowieka czystego jak łza, charakteru skroś bohaterskiego w naszych warunkach wprost niebywałego, wobec którego wspaniałej wielkości dusznej my wszyscy po lewicy czy po prawicy uderzając się w piersi powiedzmy sobie: jesteśmy [moralnie – dop. P.B.] karły. (…) I dziś (…) żal bierze nie tego co padł ofiarą przypadku, nie tego przechodnia-prezydenta, z którym uczuciowo Polska nie była właściwie niczem związana, nie tego, który stał się tylko jednym z symbolów tytanicznego zmagania się świata chrześcijańskiego z żydostwem, ale żal (…) Niewiadomskiego” (s. 203). Retoryka stosowana w podanym fragmencie świadczy o braku wyobraźni, empatii i politycznej odpowiedzialności, jednak głos Nowaczyńskiego nie był odosobniony, lecz rezonował w prawicowym środowisku.

Najważniejszym ogniwem książki Brykczyńskiego okazuje się więc „kwestia żydowska” (podejmowana już w pismach Elizy Orzeszkowej) oraz kwestia antysemityzmu, którego krzewienie wiązało się z próbą utworzenia państwa opartego na zasadach etniczności a nie obywatelskości. Rugowanie Żydów z przestrzeni politycznej wiązało się z propagowaną przez Romana Dmowskiego „obsesją zażydzenia Polski i Europy”; żydowski spisek okazał się fantazmatem na tyle niebezpiecznym i konsolidującym Polaków, że Maciej Rataj – nowy premier – w obliczu planu politycznego „Piasta” postulującego parcelację wielkich majątków opowiedział się za sojuszem z krzewicielami nienawiści etnicznej, odrzucając możliwość porozumienia z lewicą, które wiązało się z urzeczywistnieniem potencjalnie destabilizującej w swych skutkach radykalnej reformy rolnej. Brykczyński, rekonstruując ówczesną sytuację polityczną, powołuje się na koncept teoretyczny Davida Osta, według którego każdą politykę przenika i motywuje gniew. Politolog uważa, że polityczne narracje, które starają się wyjaśnić i skanalizować polityczny gniew, można podzielić na te, które skupiają się na ekonomicznych czy strukturalnych wyjaśnieniach tego, co staje się „kością niezgody”, oraz te, które bazują na tożsamości. Według Brykczyńskiego Rataj tak naprawdę podkreślił w rozmowie ze Stanisławem Głąbińskim wybór między tymi dwoma typami narracji jako podstawową kwestię polskiej polityki.

Kwestia żydowska okazała się tak drażniąca, ponieważ kierownictwo syjonistów reprezentujące Koło Żydowskie w Sejmie wysunęło nieosiągalne (z punku widzenia polskiej polityki) żądania w wielu kwestiach, zwłaszcza przy próbie przeforsowania traktatu o mniejszościach narodowych (tzw. mały traktat wersalski) z 1919 roku. Polskim politykom brakowało odwagi, by jednoznacznie i głośno potępić czyn Niewiadomskiego i stojące za nim motywacje. Kolejny prezydent wybrany w podobny sposób jak Narutowicz – Stanisław Wojciechowski – zdołał uniknąć demonstracji antyżydowskich i nieprzychylnych komentarzy dotyczących żydowskiego lobby, które utorowało mu drogę do stanowiska (zob. s. 221). Odczytanie braku oponentów i haseł antysemickich jako nauczki dla polityków pamiętających zamieszanie wokół wyboru Narutowicza okazuje się jednak, zdaniem Brykczyńskiego, powierzchowne. Zabójstwo i zamieszki z 11 grudnia 1922 roku wywarły olbrzymi wpływ na myślenie polityków polskiego centrum; po zabójstwie Narutowicza Rataj dał się przekonać, że tylko polska większość – taka, jak ją rozumieli narodowi demokraci – będzie zdolna rządzić krajem. Postulat uwzględniający tylko etnicznych Polaków mających prawo uczestniczyć w polityce został przyjęty również przez „Piasta”, a więc partię, która odegrała kluczową rolę przy wyborze Narutowicza. Po jego śmierci doszło do trwałej transformacji dyskursu, która okazała się w następstwie przeforsowania doktryny „polskiej większości” ważniejsza od bezpośrednich politycznych efektów (rezygnacja Piłsudskiego i jego odejście na emeryturę, dymisja Szymona Askenazego, który pełnił funkcję przedstawiciela RP przy Lidze Narodów).

Przywiązanie do doktryny „polskiej większości” określał również stosunek „Piasta” do upamiętnienia śmierci Narutowicza. Pierwotnie planowano budowę postumentu lub ośrodka kultury, niestety ze względu na brak poparcia wśród parlamentarzystów „Wyzwolenie” musiało ograniczyć się do propozycji wmurowania w Sejmie tablicy upamiętniającej. Nawet te plany stanęły pod znakiem zapytania, kiedy znaczna grupa posłów „Piasta” z Wincentym Witosem na czele odmówiła zagłosowania za przeznaczeniem na tablicę odpowiednich środków. Odsłonięcie tablicy nastąpiło 16 czerwca 1923 roku i w trakcie uroczystości obecni byli wszyscy przywódcy parlamentarni z całego spektrum politycznego. Zamiast wieńca PPS przekazała „na cele dobroczynne” milion marek polskich. Złożono zatem tylko dwie wiązanki: pierwsza została złożona przez „Wyzwolenie”, druga zaś przez rozłamową frakcję szesnastu posłów „Piasta”, która pod wodzą Jana Dąbskiego opuściła partię po jej wejściu do rządu polskiej większości. Partie prawicowe nie złożyły kwiatów, podobnie jak posłowie „Piasta”, którzy znacząco przyczynili się do wyboru Narutowicza na urząd prezydenta. Świadczy to o chęci zdystansowania się od zawstydzającej współpracy z „żydowskimi poplecznikami”.

Sam pomysł, by opowieść o mechanizmach przejmowania władzy, konstruowania „wspólnoty wyobrażonej” i promowania liderów politycznych osnuć wokół faktu zamachu, który w europejskiej polityce wiązał się z faszyzacją życia politycznego i załamywaniem się demokracji oraz wkraczaniem w „czas siewu nowoczesnego terroryzmu” (określenie Franklina L. Forda, zob. s. 36) okazuje się niezwykle interesujący, ponieważ autor wytycza trzy plany wydarzeń: poprzedzający zabójstwo (stanowiący wprowadzenie w kuluarowe rozgrywki międzypartyjne i w życie polityczne międzywojnia), sam moment zbrodni (a także reakcje prawicy i lewicy) oraz okres następstw i reperkusji (wśród których najważniejszymi okazały się proces Niewiadomskiego i pogrzeb Narutowicza) oraz wykorzystuje materiały archiwalne, a także intymistyczne, tworząc dynamiczny obraz i zręcznie rekonstruując personalne zatargi prowadzące do nowego podziału władzy. Zmiany w sposobie traktowania żydowskich obywateli wiążą się, według Brykczyńskiego, z podziałem terytorialnym II Rzeczpospolitej, która odzyskała niepodległość w 1919 roku, oraz nachalną propagandą. Otóż 1 kwietnia 1923 roku polski ksiądz katolicki Konstanty Budkiewicz został stracony za zdradę narodową w Związku Sowieckim na podstawie całkowicie fałszywych zarzutów. Egzekucję potępiły wszystkie partie i ugrupowania polityczne, ale szczególnie rozsierdziła ona narodowych demokratów, którzy 4 kwietnia zorganizowali masowy wiec na placu Teatralnym w Warszawie. Zgromadzenie rozproszyło się i, jak pisze Brykczyński, rekonstruując przebieg tych wydarzeń na podstawie artykułu „Po haniebnym mordzie Sowieckim” zamieszczonym w „Kurierze Porannym”, „wybuchła orgia antyżydowskiej przemocy przypominającej tę po wyborze Narutowicza, choć na nieco mniejszą skalę” (s. 225).

Żydzi nie mieli nic wspólnego z potępianą przez endeków egzekucją, jednak stali się ofiarami sztucznie skonsolidowanej, wytworzonej i odpowiednio ukierunkowanej nienawiści. Bilans zajść antysemickich objął czterdzieści osób, wobec których zarządzono dozór, i dwieście aresztowanych. Obywatelom żydowskim nie zagwarantowano ochrony, wykluczono ich z kręgu obywateli polskich. Tytułowa nagłosowa formuła publikacji („gotowi na przemoc”) okazuje się więc programem polskich polityków, którzy zgodzili się na faszyzację życia społecznego. Wybór Narutowicza dał szansę narodowym demokratom na udowodnienie rzeczywistego zagrożenia w postaci żydowskich polityków należących do wspólnego bloku mniejszości, którzy reprezentowali „władzę żydowską” i mieli na tyle silną pozycję, by dokonać niepomyślnego dla prawicy wyboru prezydenta. Brykczyński podkreśla, że na kryzys polityczny w dwudziestoleciu międzywojennym wpływ miało kilka czynników, m.in. sposób wybierania prezydenta (przez Zgromadzenie Narodowe zamiast w głosowaniu powszechnym), rozproszenie głosów lewicy oraz zasady wyborcze przyjęte w Konstytucji Marcowej (zob. s. 254). Wybór Narutowicza był w dużej mierze przypadkowy i złożyło się na niego wiele okoliczności, które w połączeniu z antysemityzmem doprowadziły do jego morderstwa. Należy jednak stanowczo podkreślić, że nowo wybrany prezydent nie był odpowiednio chroniony (ani podczas przejazdu przez miasto 11 grudnia 1922 roku, ani w Zachęcie) i nie otrzymał koniecznego wsparcia psychicznego od Piłsudskiego (o czym wspomina w jednym z rozdziałów Brykczyński). Powrót Narutowicza do Polski po długoletnim okresie emigracji zakończył się tragicznie; był też sprawdzianem dla polskich elit politycznych, które okazały się zaściankowe i nie doceniły potencjału nowego prezydenta wykazującego inicjatywę, posiadającego ogładę, zdobywającego uznanie Piłsudskiego (z którym był skoligacony). Jak podkreśla badacz: „Według wszelkiego prawdopodobieństwa wybór charyzmatycznego Piłsudskiego albo nawet dobrze rozpoznawalnego Wojciechowskiego nie wzburzyłby warszawiaków do tego stopnia, co elekcja kształconego w Szwajcarii, niemal nieznanego w Polsce światowca Narutowicza” (s. 255).

Świetnie skomponowana i z pasją napisana książka Brykczyńskiego, dzięki mikrologicznej perspektywie badawczej i autorskiej rekonstrukcji nastrojów społecznych na podstawie dzienników, wspomnień, artykułów prasowych i raportów policyjnych, pozwala na dostrzeżenie procesu narastającej atawistycznej przemocy, która swoje apogeum osiągnęła w momencie oddania strzału do prezydenta, otwierającego 16 grudnia 1922 roku doroczną wystawę sztuki w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta (zob. s. 94). Brykczyński udowadnia na podstawie analiz materiału źródłowego, że do zabójstwa Narutowicza (jako przedstawiciela Żydów) musiało dojść, ponieważ dyskurs polityczny podsycany przez hasła polaryzujące społeczeństwo na swoich i obcych wymierzony był w mniejszości narodowe i ich sprzymierzeńców. Polscy obywatele postulowali asymilację Żydów jako najlepsze rozwiązanie problemu, jednak wielopokoleniowe rodziny żydowskie również chciały czynnie uczestniczyć w życiu politycznym Polski i mieć swoich przedstawicieli w Sejmie. Problemy polskiej nietolerancji i skłonność do antysemityzmu zostaną „rozwiązane” (przy pomocy Ukraińców, Łotyszów i innych narodowości aktywnie i pasywnie wspierających nazistów po wdrożeniu „akcji Reinhard”. Spór o koncepcję „polskiej większości”, podobnie jak przyczyny zabójstwa Narutowicza, przestaną istnieć lub precyzyjniej: Żydzi i zamordowany prezydent staną się członkami wspólnoty hauntologicznej, która będzie nawiedzać polskich obywateli. Taką też kodę proponuje Brykczyński i wskazuje na niszczący potencjał amnezji, która wymusza powtarzanie pewnych wydarzeń, którym nie potrafiono sprostać. Politycy międzywojenni nie przepracowali morderstwa Narutowicza, podobnie jak ćwierć wieku później polscy sąsiedzi nie będą potrafili spojrzeć prawdzie w oczy, że stali się beneficjentami Zagłady. Podczas lektury książki Brykczyńskiego te paralele nasuwają się automatycznie i z ogromną siłą za sprawą rekonstrukcji przemocy pogromowej, której doświadczyli żydowscy mieszkańcy stolicy.

Tytułowa przemoc rozpatrywana jest przez badacza na trzech poziomach: werbalnym (hasła antyżydowskie), fizycznym (zajścia antyżydowskie) i retorycznym (siła haseł prasowych dotyczących wykluczenia Żydów z życia politycznego i „zhańbienia” narodu polskiego miała na tyle wielką moc sprawczą, że jedynym rozwiązaniem kwestii związanej z doktryną „polskiej większości” było zabójstwo żydowskiego protegowanego). Fascynującym apendyksem byłby rozdział poświęcony faszyzacji życia społecznego widzianej z perspektyw potencjalnych ofiar-literatów (casus Juliana Tuwima, który jest autorem wiersza „Pogrzeb prezydenta Narutowicza”). Książka Brykczyńskiego to dla takiego studium, które byłoby komplementarne wobec poczynań Pawła Maurycego Mochnackiego („Polscy pisarze wobec faszyzmu” [Łódź 2015]), świetna podstawa, pozwalająca uporządkować wiedzę historyczną i podążyć tropem pisarzy żydowskiego pochodzenia, którzy stali się personae non gratae. Brykczyński ujawnia, że stereotypy i uprzedzenia prowadzą do społecznych wykluczeń i zwiastują gettoizację w postaci akceptowalności reguły numerus clausus w środowisku akademickim, a następnie gett lokalizowanych w obrębie miast i miasteczek. Badacz udowadnia, jak wielką moc mają niewyjaśnione i „zapomniane” zaszłości i z jak wielką siłą wracają w kolejnych dziesięcioleciach, niszcząc wypracowane reguły współpracy i współżycia obywateli Rzeczpospolitej. Konformizm polskich dygnitarzy zaprowadził polską politykę w rejony, które dla Jerzego Ficowskiego sytuują się poza głównonurtową narracją stanowiącą swoistą terra incognita XX wieku: „Opowiem jeszcze ciepłą / od oświęcimskich pieców / opowiem jeszcze mroźną / od śniegów kołymy / historię brudnych rąk / historię rąk odciętych” (Ficowski 1982: 7).

LITERATURA:

Ficowski J.: „Gryps i errata. (Wiersze z lat 1968-1980)”. Kraków 1982.

Tuwim J.: „Wiersze wybrane”. Oprac. M. Głowiński. Wyd. IV, rozszerzone. Wrocław 1986.
Paweł Brykczyński: „Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce”. Tłum. Michał Sutowski. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2017 [seria: Seria Historyczna].