Wydanie bieżące

1 lutego 3 (339) / 2018

Adam Kaczanowski,

ZATŁOCZONY KORYTARZ MIŁOŚCI

A A A
Zatłoczony korytarz miłości, taki tytuł mógłby nosić badziewny film, królujący bez powodzenia w kinach, zarabiający tylko dzięki reklamom luksusowych parówek i przecenionych limuzyn, puszczanych przed seansem.



To o nas.



Ta miłość jest tania jak nigdy ale zapewne kiedyś słono za to zapłacimy. Ale czy opłaca się umierać ze śmiechu tylko dlatego, że reszta wydaje ostatnie tchnienie z miłości?



To o nas, córko. Ty masz na imię Alba, ja Adam i załóżmy na tę jedną chwilę, że  jesteśmy prawdziwi.



Zatłoczonym korytarzem miłości przebiegają zakochani w sobie ludzie bez pomysłu na siebie. Bo czy można tak mocno kochać własne auto i równocześnie nienawidzić samego siebie? To niemożliwe.



Czy można wierzyć tylko w koniec świata, nie wierząc w jego początek? Uwierzyć chociaż w bajkę o Matce Naturze, która wygania w końcu Boga Ojca z domu, tyle razy zdemolowanego przez niego po pijaku.



Można zakrzyknąć: zgotujmy Panu Bogu piekło na ziemi, on już dawno załatwił nas w ten sam sposób! Ale nie chce mi się już gadać o świętych obrazach i obrazkach. To nie ma nic wspólnego z nami.



Opowiem ci o naszym życiu, zanim kompletnie wyleci nam ono z pamięci, tak mogłaby brzmieć najbardziej żenująca kwestia wypowiadana przez gwiazdę filmu Zatłoczony korytarz miłości.



Ale to o nas.



Chyba lepszy byłby film o zapominaniu, niż o próbie nie odejścia w zapomnienie. Zapomniałem dziewięćdziesiąt dziewięć procent mojego życia. Fala wygładza falę, która wygładza kolejną falę.



Właściwie wystarczyłoby powiedzieć Kocham cię, ale w scenariuszu Zatłoczonego korytarza miłości ta kwestia pada siedem miliardów razy, jego autorzy mówią, że scenariusz pisał się sam a ja nie chciałbym dawać im powodów do satysfakcji.



Zakochałem się w twojej mamie, patrząc na nią śpiącą. Leżała w łóżku ze swoim chłopakiem, ja leżałem obok i przez ten jeden moment nie mogłem zasnąć. W sklepie, z miłości, rozbiłem butelkę wina, zapłaciłem za nią. Teraz, kiedy to piszę



znienawidzeni scenarzyści bylejakiego przeboju kinowego przyklaskują, sztuka oklasków została już zredukowana do przyklaskiwania samemu sobie. Jak zmylić trop i jednocześnie nie zgubić się w labiryncie?



Z bajek, które dotąd usłyszałaś, na razie zaskakująco dobrze zapamiętałaś Minotaura.



Urodziłaś się w epoce protestów. Wyszedłbym na ulicę z transparentem: Co to za drapieżnik, który musi odwiedzać dentystę? Albo krzyczałbym: Wiara w człowieka nie ma szczęścia do wiernych, ta religia sama sobie przynosi pecha! Ale to nie o nas.



Trudno jest pisać i nie chcieć się popisać czy chociaż podpisać. To zdanie jest tego najlepszym przykładem. Co za idiotyzm, operować językiem. Czy nie lepiej ratować życie gołymi rękami? Spróbuję.



Zanim obejrzałaś Krainę lodu, Mulan (tylko do połowy), Vaianę, Muno - Strażnika Księżyca,  Meridę i Trolle i zanim poszliśmy na Disney on Ice, nie było ciebie a my podróżowaliśmy trochę:



Odwiedziliśmy Tanger, Fez, Casablankę, Marakesz, New Delhi i Kalkutę. Szczerze? Nie gadaliśmy nawet o tobie. Nie dotarliśmy w końcu na Sri Lankę, chociaż były takie plany. Nic takiego, teraz cały świat podróżuje, ale



Fajnie było widzieć, że coś poza nami istnieje i czuć, że istniejemy tylko my. Brzmi jak reklama małżeństwa, ale to prawda, to przereklamowane uczucie istnieje. Nie pamiętam za dobrze Taj Mahal. Pamiętam doskonale materiał koszuli twojej mamy.



Albo wydaje mi się, że pamiętam. Historyjka o Minotaurze: labirynt to  najbezpieczniejsze miejsce na ziemi, jeśli czujesz się potworem. Labirynt to najniebezpieczniejsze miejsce na ziemi, jeśli chowasz się w nim z miłości.



Pamiętam, jak trudno przyjść na świat, pamiętam szybki oddech twojej mamy i alarm, twój brak oddechu. Jakieś dłonie cię uratowały. Jakieś dłonie podały mi ciebie, labirynt to najtrudniejsze miejsce na ziemi, gdy jego korytarze są zatłoczone z miłości.



Gdy miałaś dwa lata, co noc przebiegałaś w środku nocy cały labirynt naszego mieszkania, żeby wskoczyć do naszego łóżka. Biegłaś w absolutnej ciemności. Jak po nitce, przez przedpokój, obok kuchni, przez salon, wpadałaś do sypialni żeby obudzić w nas uczucie.



Kiedyś uderzyłem pięścią w ścianę bo gdy serce zaczyna bić w zatłoczonym korytarzu, poznajesz siebie lepiej, nie poznając samego siebie. Tak, dajemy sobie w kość. Pamiętam:



Pewnego dnia wróciłem z pracy i zastałem was płaczące, każdą w swoim pokoju. Gdy w labiryncie nie wiesz, w którą stronę iść, możesz co najwyżej polecieć na Kretę na wakacje.



Przyszłaś na świat w czasach, w których wojna to pojęcie względne. Minotaur, pogromca Minotaura. Tezeusz-słabeusz. Ariadna-nieładna. Mam jednak nadzieję, że zapamiętasz chociaż kilka naszych rozmów, które prowadziliśmy w twoim pokoju:



Pytałaś czy umrę. Zapewniałem, że nie w najbliższym czasie. Kiedy zasypiając powiedziałaś, że beze mnie byś zginęła, wszyscy naukowcy na ziemi pracowali nad rozwiązaniem zagadki nieśmiertelności.



Nasza przyszłość nie wygląda w naszej teraźniejszości najlepiej. Niewiele brakuje ludziom, by zaczęli rzucać się sobie do gardeł w autobusach, każdy kolejny meteoryt przelatuje o milimetry od naszego czułego punktu. Mieć czuły choć jeden punkt to już coś.



Wszyscy są źli.



Wszyscy są źli na siebie i wszyscy chcą wszystkiego nie mając nic do zaoferowania. Wyobrażam sobie, że jesteś cholernie dzielna, najdzielniejsza na świecie. Wyobrażam sobie, że Minotaur je z twojej ręki



I jeśli chce zginąć to tylko z twojej ręki. Ariadna dorasta do roli Tezeusza a Tezeusz zatrudnia się do roli Minotaura. Wyobrażam sobie, że gdy biegniesz, tak jak biegłaś jako dwulatka, każdy zakręt w tym labiryncie okazuje się prosty.



Tak, życzę nam wszystkim, byśmy z tego piekła, w którym żyjemy trafili do piekła, które nie istnieje, ale pisząc nam wszystkim nie mam na myśli ciebie. Bo przeciskam się razem z tobą zatłoczonym korytarzem miłości, trzymam cię za tę twoją drobną dłoń i mówię: kocham cię, serio.



Tymczasem fala wygładza falę, która wygładza kolejną falę.