Wydanie bieżące

15 lutego 4 (340) / 2018

Magdalena Piotrowska-Grot,

TRWANIE, CEL I SENS... (JOANNA ZACH: 'BIOLOGIA I TEODYCEA')

A A A
Na każdego śmiałka, który postanowi zmierzyć się ze stanem badań dotyczących twórczości Czesława Miłosza, czeka wyzwanie, które porównać można do jednoosobowej wyprawy w głąb Amazonii – zadanie to bowiem idealnie wręcz obrazuje właśnie metafora przedzierania się przez niezgłębioną puszczę. Nie chodzi bowiem jedynie o liczbę pozycji książkowych i artykułów naukowych, które składają się na ten zbiór. Przede wszystkim bowiem liczy się w tym zadaniu ogrom samego dzieła, mnogość wątków – poruszanych przez autora „Trzech zim”, a także, mniej lub bardziej trafnie, aplikowanych do owego działa przez rozlicznych literaturoznawców. Owszem, można wybrać jeden motyw, przedział czasowy, ale czytelnik w okamgnieniu zorientuje się, że wciąż brnie przez splątane korzenie idei, toposów, gatunków, tematów, systemów filozoficznych i religijnych.

Zapoznanie się z opracowaniami dotyczącymi twórczości Miłosza (oraz z samym dziełem pisarza) to jeden biegun wyzwania. Na przeciwległym staje kilku odważnych badaczy, którzy nie boją się podjąć ryzyka pogłębiania lektury owej „nieobjętej ziemi” literackiej – a to niebłahe zadanie. Choć sama popieram stanowisko, iż interpretacja nie jest nigdy dziełem do końca zamkniętym, a wszelkie doświadczenia czy współcześnie powstające „metodologie” otworzyć mogą liczne perspektywy czytelnicze, odczuwam sporą dozę niepewności, biorąc do ręki kolejny tekst opisujący twórczość Miłosza, Herberta czy Barańczaka. Z tyłu głowy bowiem natrętnie kołacze pytanie: „co nowego można jeszcze napisać?”. W każdym przypadku do powiedzenia zostało oczywiście jeszcze sporo, ale nie chodzi tylko o to, co powie badacz, ale także o sposób przedstawienia, który nie jest powieleniem znanych nam wzorców.

Idea

Książka Joanny Zach „Biologia i teodycea. Homo poeticus Czesława Miłosza” natrafia na wiele trudności, niemało także stawia ich przed samym czytelnikiem. Mariaż biologii – przede wszystkim w kontekście sensualizmu poezji Miłosza, ewolucji znaczenia ciała w tej twórczości na przestrzeni lat, zmagania się ze światem galopującego bez opamiętania rozwoju naukowo-technicznego – i religii (niejednoznacznie rozumianej, wykraczającej poza doktrynę jednego systemu, gnostyckiej) zdaje się w przypadku twórczości Noblisty oczywisty. Choć nie powstała wcześniej książka skupiająca poznawczą energię autora na tym konkretnym zagadnieniu, nie można stwierdzić, że to lekturowa perspektywa, której nie stosowali dotąd miłoszolodzy. Aleksander Fiut w referacie „Poetycka antropologia Czesława Miłosza”, wygłoszonym w roku 1984, stwierdza: „Definicja człowieczeństwa, powiada Miłosz, jest zawsze pochodną sposobu usytuowania jednostki w świecie oraz sfery odniesienia, która w danym momencie zostaje wzięta pod uwagę. Tymczasem człowiek, jak poucza doświadczenie, jest równocześnie – a nie wyłącznie! – istotą zwierzęcą, historyczną, społeczną i metafizyczną. Żaden zatem z tych wymiarów nie powinien być uprzywilejowany i do żadnego z nich nie wolno człowieka sprowadzać” (www.milosz.pl). Rozpoznania lekturowe, które umieszcza autorka w swojej książce, nie były więc w badaniach literackich nieobecne, nie zostały wcześniej jednak w ten sposób usystematyzowane. Oryginalny staje się więc w omawianej publikacji sposób rozłożenia akcentów.

Metoda

Z dwóch składników tytułu nie zdziwi nikogo, kto choć odrobinę zna dzieła Miłosza, teodycea. Teoretycznie dość oczywista, zwłaszcza w kontekście późnej twórczości (przede wszystkim tom „To”), zdaje się także biologia. Jednak literaturoznawcy zwyczajowo przedstawiają Noblistę w kontekście metafizyczności jego twórczości (rozpiętość ocen tego zjawiska sięga bieguna zachwytów, w opinii innych stając się jednocześnie powodem do odrzucenia owego modelu jako przestarzałego). Dwie tytułowe formuły jednak w żaden sposób się nie wykluczają, a już Jan Błoński ukazywał twórczość Czesława Miłosza w dualnej perspektywie – inicjacja zgłębienia złożonych idei i wartości rozpoczyna się wraz z procesem poznawania rzeczywistości człowiekowi najbliższej, nie przebiega w oderwaniu od niej: „Poezja – czyli język najlepiej użyty – »powtarza« rzeczywistość i tym samym umacnia świat w bycie. Poeta jest przede wszystkim zdolnością twórczego powtórzenia i w tej właśnie roli czy powołaniu jest najbardziej potrzebny. (…) Nie ma na świecie wielu poetów, którzy by tak zdecydowanie mówili światu »tak«. I zarazem uparcie ufali możliwościom naśladownictwa. Świat jest wart opisania – zdaje się mówić Miłosz – i świat pozwala się opisać. Więcej: musi być opisany, jeśli ma pozostać ludzki” (Błoński 1998: 83, 86). Autorka śledząca rozwój koncepcji homo poeticus kreowanego przez Miłosza zdecydowanie odważniej niż jej poprzednicy zderza dwa światy w tej twórczości wyraźnie się uzupełniające.

Zach wyraźnie stara się w swojej książce odświeżyć interpretację dzieła Miłosza, unowocześnić zarówno przekaz, jak i styl odbioru. Jednocześnie nie należy spodziewać się po omawianej publikacji wygodnego gestu zaszczepienia powierzchownie pojmowanej biopoetycznej metodologii do odczytania dzieł autora „Nieobjętej ziemi”. Mamy raczej do czynienia z próbą przedstawienia utworów Miłosza za pomocą perspektywy, którą otwiera biopoetyka rozumiana, niczym w rozważaniach Przemysława Czaplińskiego, jako projekt estetyczny. Zach stara się odtworzyć za Miłoszem sposób poszukiwania życia wzbogaconego o sens. Jak pisze Czapliński: „(…) sięgam do filozofii Giorgia Agambena po jego zasłużenie znaną i uznaną koncepcję, w myśl której maszyna antropologiczna zawsze pracuje na korzyść i w oparciu o zdefiniowanie biosBios to życie wartościowe, życie obdarzone sensem. Ale żeby mogło powstać bios, musi zostać wyodrębnione jakieś nagie życie, życie owego sensu pozbawione” (http://wakat.sdk.pl). Autorka książki „Biologia i teodycea” śledzi więc w badanej twórczości proces owego poszukiwania i nadawania sensu, wszak nic nie mówi w świecie literatury dosadniej o esse niż pisarstwo Miłosza. Sprawia to, że tak odczytany poeta nadal trwa w paradygmacie metafizycznym, choć inaczej nieco dookreślonym i sfunkcjonalizowanym. Miłosz sensualny, somatyczny to nadal myśliciel starający się odkryć Tajemnicę – podszewkę rzeczy, nadrzędną zasadę organizującą świat – i nie zmieni tego żadna metoda lektury. To właśnie jednak owej metodzie należy się wnikliwiej przyjrzeć.

Ważnymi wątkami poszczególnych analiz stają się fragmenty wskazujące nie tylko na, wyraźnie poromantyczne, współgranie istnienia człowieka w twórczości Noblisty z przyrodą, specyficzną wspólnotę z doświadczaną przez niego florą i fauną, komunię ludzi i zwierząt, pierwotną potrzebę przenikania się tych światów. Choć te elementy są w poszczególnych odczytaniach niezwykle istotne, to najbardziej nowatorskie zdają się analizy wątków erotycznych. Swoista próba odbrązowienia Miłosza, nie w sensie negatywnym, przeprowadzona wyraźnie w celu odzyskania tej twórczości dla współczesnego czytelnika, okazuje się zaskakującą wartością pomieszczonych w książce interpretacji. Istotny okazuje się, niewypowiedziany co prawda wprost, ale dość oczywisty, wniosek, iż część tej twórczości nie skupia się na epifanijnym doświadczeniu istoty świata, a na cielesnym, ludzkim doświadczeniu.

Należy przyznać, że nadanie nowej szaty ustaleniom dotyczącym twórczości autora „Ziemi Ulro” stanowi próbę nie do końca udaną. Nie chodzi o brak sprawności retorycznej badaczki, gdyż tego zawartym w książce szkicom zarzucić nie sposób. Jest to wynik specyfiki materiału badawczego. Nawet najbardziej skupiony na ciele, fizyczności, przyrodzie czy Darwinie Miłosz automatycznie sam kieruje swoje rozważania ku podszewce świata, wyższym wartościom. Metafizyczność tej twórczości zawsze będzie jej dominującą cechą, co tak doskonale widoczne staje się w utworze „Na moje 88 urodziny…”: „Dawno zostawiłem za sobą / Zwiedzanie katedr i wież warownych. / Jestem jak ten, kto widzi, a jednak sam nie przemija, / Duch lotny mimo siwizny i chorób starości. / Ocalony, bo z nim wieczne i boskie zdziwienie” (Miłosz 2000: 25).

Tak jak nie sposób uciec w przypadku twórczości Miłosza od duchowości, idei, swoistego poszukiwania Absolutu, tak równie trudno zastosować w procesie lektury metodę, która nie wywodziłaby się z hermeneutyki. Zach wyraźnie stara się ten badawczy wytrych przezwyciężyć, ostatecznie jednak udaje się to sporadycznie (pojawiają się analizy mikrologiczne, elementy otwartej formy eseju, osobista refleksja czytelnika).

Miłosz?

Autorka omawianej książki podejmuje wyzwanie z góry obarczone ogromnym ryzykiem, które wynika z próby holistycznego ujęcia prezentowanego zagadnienia – nie tylko w różnych rodzajach pisarstwa Miłosza (poezji, prozie, krytyce), ale także na przestrzeni bez mała siedemdziesięciu lat (wychodząc od roku 1934, kończąc na 2000). Nie da się nie dostrzec w sposobie budowania poszczególnych analiz dogłębnej znajomości tematu, swoistego wręcz przywiązania do analizowanego dzieła. Niczym archeolog, Zach nie tylko omawia to, co owa twórczość sobą reprezentuje, ale usilnie stara się dotrzeć do podstaw, fundamentów kształtujących wyobraźnię i ideologię autora. W wyniku owych poszukiwań, zwłaszcza w początkowych partiach książki, gubi się kluczowe zagadnienie, wyparte przez lekturę tekstów źródłowych ów fundament budujących. Więcej bowiem odnajdziemy tu odniesień i cytatów z dzieł Karola Darwina, Northropa Frye’a, Simone Weil niż Czesława Miłosza. Choć oczywiście wszystkie te nawiązania są uprawomocnione, to niepokoi wyraźnie nierówne rozplanowanie lekturowej przestrzeni. Zbyt mało bowiem Miłosza w pracy jemu poświęconej. Z drugiej strony, Zach sięga jednak po (kon)teksty do tej pory raczej marginalizowane – autointerpretacje, teksty krytyczne, opinie, eseje, wyraźnie skrupulatnie wyszukane, wykorzystane trafnie, ciekawie oświetlające proces twórczy.

Na szczególną uwagę zasługuje z pewnością bardzo interesująca i dogłębna interpretacja „Gucia zaczarowanego”, jednego z tych tekstów, przez które do tej pory badacze raczej się prześlizgiwali, starając się wyraźnie unikać pułapek ukrytych w tym niejednoznacznym (gatunkowo i tematycznie) tomie.

Pytanie o Miłosza to nie tylko próba ustalenia nowego modelu odczytania tej twórczości czy nowatorskiej mikroanalizy; to dziś, w obliczu tak rozległego stanu badań, przede wszystkim dążenie do pokazania pewnych elementów na nowo, z innej perspektywy. W wielu miejscach omawianej książki, siłą rzeczy, zderzymy się z powtórzeniem, odtworzeniem, ale nie zabraknie w niej także momentów odkrywczych, ciekawych, otwierających pole badawcze.

Nieodłączne w przypadku książki dotyczącej twórczości klasyka, tak szeroko komentowanej, staje się pytanie o sens, potrzebę, znaczenie publikacji. Nie może wystarczyć nam jedynie satysfakcja wynikająca z permanentnej interpretacji, kojąca lęki współczesnych badaczy literatury, czy zupełnie już subiektywna radość wynikająca z faktu, że ktoś jeszcze czyta Miłosza. Dziś rozprawa naukowa zawsze staje wobec imperatywu nowatorstwa, inicjacji zmian. Książka Joanny Zach chyba nie do końca tym wymogom sprostała. Ukazuje jednak niezwykle ważne oblicze twórcze polskiego Noblisty – nie dość do tej pory wyłuszczone, zaniedbane. Uruchamia silnie perspektywę antropologiczną, umiejscawia Miłosza bliżej ludzkiej egzystencji, wreszcie – odzyskuje tę twórczość dla dyskursu, który nie byłby zdominowany przez metafizykę.

LITERATURA:

Błoński J.: „Miłosz jak świat”. Kraków 1998.

Czapliński P.: „W imię innej taksonomii bytów… O literaturze i poszerzaniu republiki z Przemysławem Czaplińskim rozmawia Redakcja” http://wakat.sdk.pl/w-imie-innej-taksonomii-bytow-o-literaturze-i-poszerzaniu-republiki-z-przemyslawem-czaplinskim-rozmawia-redakcja/

Fiut A.: „Poetycka antropologia Czesława Miłosza”. http://www.milosz.pl/napisali-o-mojej-tworczosci/opracowania/aleksander-fiut-poetycka-antropologia-czeslawa-milosza

Miłosz C.: „To”. Kraków 2000.
Joanna Zach: „Biologia i teodycea. Homo poeticus Czesława Miłosza”. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków 2017.