Wydanie bieżące

15 lutego 4 (340) / 2018

Przemysław Pieniążek,

SZARA EMINENCJA (JAKUB SOCHA: 'ŻEBROWSKI. HIPNOTYZER')

A A A
Scenarzysta, reżyser, okazjonalny aktor i pedagog: to tylko wybrane role, w których świetnie odnajdywał się Edward Żebrowski (1935-2014), bohater publikacji Jakuba Sochy. Rodzimy badacz w zwięzły, choć treściwy sposób rekonstruuje drzewo genealogiczne protagonisty – syna byłego członka Polskiej Organizacji Wojskowej i oficera AK Ludwika Bernsteina oraz pianistki Anny Żebrowskiej – ukazując przy tym relacje łączące przyszłego twórcę „Ocalenia” (1972) z jego rodzicami. Autor przywołuje także wspomnienie okresu studiów tytułowego absolwenta Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej i Filmowej w Łodzi, naświetlając przy tym okoliczności, w jakich jeden z filarów zespołu filmowego TOR trafił do więzienia (w 1966 roku Żebrowski został aresztowany w wyniku prowokacji SB wymierzonej w jego przyjaciela, Ireneusza Iredyńskiego).

Esencją „Hipnotyzera” jest jednak przede wszystkim wnikliwa analiza i interpretacja bardzo wszechstronnego dorobku artysty. Socha pochyla się nad poetyckimi próbami oraz młodzieńczymi opowiadaniami słynnego scenarzysty, którego skrypty (niepozbawione wątków autobiograficznych) miały więcej wspólnego z prozą niż stricte technicznym zapisem scen. W recenzowanym tomie czytelnik natrafi także na mnogość informacji dotyczących współpracy i przyjaźni Żebrowskiego z Krzysztofem Zanussim, z którym zrealizował między innymi etiudę „Zaliczenie” (1968) czy pełnometrażowe „Za ścianą” (1971). Sporo miejsca poświęcono również relacji łączącej tytułowego autora ze Stanisławem Różewiczem oraz Krzysztofem Kieślowskim, z którym współtworzył scenariusz „Trzech kolorów. Niebieskiego” (1993). Warto zaznaczyć, że przegląd niezrealizowanych projektów Żebrowskiego stanowi istotną część niniejszej publikacji.

„Nie był typowym człowiekiem kina i nigdy do końca nie uległ jego magii. Wychował się na literaturze, w mniejszym stopniu – na teatrze, w znikomym – na filmach” (s. 53) – rozważania nad zawodowym etosem autora „Szansy” (1970) idą w parze z omówieniem fabuł najważniejszych krótkich i dłuższych realizacji (współ)tworzonych przez charyzmatycznego autora. Odwołujące się do osobistych doświadczeń Żebrowskiego „Ocalenie” (1972), wywiedziony z powieści Stanisława Lema „Szpital przemienienia” (1978) czy inspirowany losami Stanisława Brzozowskiego „W biały dzień” (1980) to trzy kluczowe punkty na mapie filmoznawczej refleksji Sochy wyjaśniającego, dlaczego na początku lat 80. urodzony w Warszawie artysta podjął decyzję o zaprzestaniu kręcenia filmów, których recepcji poświęcono sporo miejsca w recenzowanej książce. „Hipnotyzer” przybliża także inne, równie ważne oblicze Żebrowskiego: inspirującego, choć szalenie wymagającego pedagoga, wykładającego onegdaj zarówno na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz w Szkole Wajdy, jak również zyskującego audytorium w zagranicznych uczelniach.

Nienaganna językowo, niepozbawiona reporterskiego i erudycyjnego sznytu, utkana z historycznych, społecznych, politycznych i kulturowych kontekstów oraz odwołująca się do różnorodnych materiałów źródłowych (ze szczególnym uwzględnieniem archiwalnych wywiadów z bohaterem tomu) książka Sochy przynosi wielowymiarowy portret nietuzinkowego twórcy. Portret, który w równym stopniu kreują wspomnienia bliskich, kolegów, przyjaciół, współpracowników i wychowanków Żebrowskiego (vide: Maja Komorowska, Wojciech Marczewski, Kazimierz Kutz, Michał Komar, Krzysztof Zanussi czy Janusz Zaorski).

Barczysty, budzący respekt brodacz, który żył intensywnie i trzymał rękę na pulsie współczesności. Zamknięty w sobie indywidualista i lojalny przyjaciel obdarzony zmysłem obserwacji, z lubością zachowujący szeroko rozumiany dystans. Szara eminencja Zespołu Filmowego TOR i bokser w skrajnych przypadkach potrafiący zrobić użytek z pięści. Onieśmielający profesor i poddający się intuicji filmowiec, w którego dziełach nie brakowało pierwiastka improwizacji oraz aury niedopowiedzenia. Miłośnik przyrody odnajdujący spokój na prowincji u boku żony Małgorzaty Jaworskiej. Last but not least, źródło inspiracji dla postaci docenta Szelestowskiego z „Barw ochronnych” (1976) Zanussiego oraz sędziego Kerna z „Trzech kolorów. Czerwonego” (1994) Kieślowskiego. Wyżej wymienione oblicza Żebrowskiego to tylko wyimek w długiej listy ról, w jakich sprawdzał się bohater książki.

Cierpiący na chorobę Bürgera reżyser trwał pomimo zmieniających się mód i trendów, zaś na przykładzie jego losów, jak przekonuje autor tomu, można było prześledzić zarówno „przemiany całej powojennej kultury polskiej”, jak i „skomplikowany los polskiego inteligenta” (s. 11). Żebrowski twierdził, że metaforą życia nie jest film, lecz sam proces jego tworzenia, podczas gdy zadaniem sztuki jest pomoc w odzyskaniu przez społeczeństwo własnej tożsamości. Jeśli chodzi o kino, autor „Ocalenia” widział w nim narzędzie do intymnego dialogu z widzem; dialogu „zaczynającego się przy zgaszonych światłach, kiedy jest się sam na sam z filmem, a jednocześnie pozostaje powiązanym cieniutką nicią z tymi, którzy siedzą obok na fotelach” (s. 14). Druga część owej rozmowy miała odbywać się w wyobraźni odbiorcy już po seansie. Wszak to wtedy dochodziło do „porządkowania wrażeń i konfrontacji historii zobaczonej na ekranie z własnym doświadczeniem, wrażliwością i sumieniem” (tamże).

Okraszona (także) kolorowym materiałem fotograficznym książka Jakuba Sochy to pasjonująca, pozbawiona wielkich słów, skrupulatnie przygotowana opowieść o artyście, który „nigdy się nie wypalił, nigdy nie rozmienił na drobne, nie pogubił, a mimo wszystko jego kariera filmowa nie wydaje się spełniona” (s. 13). Bowiem, jak trafnie zauważa autor woluminu, filmy Edwarda Żebrowskiego są znane i nieznane zarazem. Lektura „Hipnotyzera” powinna zachęcić zatem do pierwszego/ponownego spotkania z kameralnym (tak formalnie, jak i ilościowo) dorobkiem jednego z ciekawszych polskich twórców z kręgu X muzy.
Jakub Socha: „Żebrowski. Hipnotyzer”. Wydawnictwo Czarne. Wołowiec 2018.