Wydanie bieżące

15 lutego 4 (340) / 2018

Paulina Zięciak,

SUPERHERO BEZ LATEKSU (MAREK GŁOWACKI: 'S JAK ŚLĄSK')

A A A
„Rysunek odręczny jest i zawsze będzie podstawą wielu dziedzin artystycznych, uwzględnia syntezę i staje się zasadniczym środkiem wyrazu także ilustracji, niezależnie od narzędzia jakim się posługuje” – pisze we wstępie do publikacji „S jak Śląsk. Superbohaterowie po śląsku” jej autor – malarz, grafik, ilustrator, projektant, ale przede wszystkim artysta – Marek Głowacki. Rysunek jest według niego podstawą wszystkiego, bazą każdej z dziedzin sztuki. Natomiast fundamentem owej publikacji jest patriotyzm lokalny związanego ze Śląskiem autora. Związanego z tym obszarem nie tylko społecznie, edukacyjnie czy zawodowo, ale przede wszystkim emocjonalnie. Drugą, równie istotną podwaliną owego art-booka jest wychowanie Głowackiego na popkulturze superbohaterów, z której wyciąga artysta, przede wszystkim, pojęcie bohatera uniwersalnego, w rozumieniu kultywowania po czasy współczesne i zachowania ciągłości sposobu jego postrzegania, a także prefiguracji biblijnego oraz mitologicznego herosa.

Tych 17 zaprezentowanych w publikacji superherosów to ikony pracy. Głowacki odrzuca w ich prezentacji marvelowski kult mięsni i ich gloryfikację wywodzącą się od teorii nadczłowieka Friedricha Nietzschego, wyciągniętą już ze starożytnej rzeźby przedstawiającej mitologicznego bohatera Greków czy Rzymian, a funkcjonującą w całych dziejach sztuki, obecną również w dzisiejszej kulturze, przede wszystkim tej popularnej. Głowacki odrzuca również PRL-owski kult przodownika pracy, jego socrealistyczny wizerunek, będący często jedynym sposobem dotychczasowej prezentacji niektórych z obecnych tu postaci.

Superbohater Głowackiego nie jest Supermanem, ukrywającym się w świecie zwykłego człowieka pod postacią Clarka Kenta, ale przeciwnie, superbohaterem wychodzącym – często nieświadomie lub równie często po latach zapomnienia – z tłumu. Ta galeria portretów ludzi zwyczajnych, ale tym samym niezwykłych przez swoją zwyczajność, nadaje im innej siły.

Choć Głowacki koncentruje się na Śląsku, w dużej mierze Śląsku Cieszyńskim, wyznaczając tym samym granicę nie tylko geograficzną, ale również religijną i kulturowo-ludową, otwiera się na obszary różnorodności środowisk i różnorodności motywów do działania. Podobnie jak zestawienie obok siebie Batmana, Punishera oraz Deadpoola, ma się zestawienie przez Głowackiego lotnika, mechanika, elektryka i architekta.

Głowacki tworzy art-book, inspirując się komiksem, ale odrzucając ideę dymku i ciągu przyczynowo-skutkowego. Jest to galeria portretów okraszona krótkim komentarzem, odchodząca od współzależności słowa i obrazu, choć artysta powołuje się na intertekstualność tych dwóch dziedzin. Komentarz jest oczywiście konieczny dla poznania bohatera, jest natomiast zbędny, jeśli chodzi o artystyczną kontemplację książki, bogatej wizualnie, koncentrującej się na jednostronicowym przedstawieniu sylwetek postaci oraz wizualizacji ich życia – minimalizując je w formie ujęcia jako całokształt bądź syntetyzując przez wybranie konkretnego wątku – na rozkładówce lub nawet dwóch.

Głowacki posługuje się czernią i bielą, a tylko w pojedynczych ilustracjach wprowadza element koloru. Sam mówi, że barwa jest dodatkiem, a ważny jest dla niego przede wszystkim szczegół. Od razu w oczy rzuca się zamiłowanie do horror vacui, gdyż to właśnie ta ogromna ilość elementów, ich natłok, skrupulatność, mozolność pracy z detalem i szczegółem zatrzymuje oko na poszczególnych częściach prac. Chwytając je szybkim spojrzeniem, czytamy historię – obecną poprzez temat obrazu i treść życia bohatera – w dużej mierze społeczną oraz naukową. Następnie przechodzimy od ogółu do szczegółu, by skupić się na poszczególnych elementach, czerpiąc z nich przyjemność wizualną, ale również emocjonalną, bo właśnie w tych poszczególnych ogniwach bardzo często ukryte są inne znaczenia oraz kolejne historie z życia przedstawianych postaci.

Taka wędrówka bez końca, pozwalająca podczas ponownego oglądania zauważyć coś innego, jest punktem zaczepienia dla odbiorcy. Głowacki podkreśla, że rysowanie szczegółowe ma być impulsem i punktem wyjścia. Dzięki temu przed czytelnikiem-widzem otwierają się dwie drogi. To on decyduje, czy pójdzie swoją, podążając za własną wyobraźnią, czy będzie towarzyszył narracji snutej przez artystę, zgłębiając tym samym jego wizję.

W ten sposób – patrząc na Józefa Brożka, któremu łatwo można przypiąć ogólną łatkę konstruktora-mechanika i wynalazcy, albo Ryszarda Dziopaka, jednym słowem przemysłowca i ekonomistę – widzimy ciało człowieka i jego tkanki zbudowane z kół zębatych czy fabrykę samochodów niczym fabrykę robotów z dalekiej przyszłości, wyjętą z filmowego kadru produkcji science fiction w formacie 3D. Dzięki Głowackiemu, patrząc na życie „zwykłego superbohatera”, wchodzimy w świat ciała ludzkiego, kosmosu, robotyki, metafizyki… Ta, mimo wszystko, konieczna w kreacji herosa gloryfikacja wkłada w ręce architekta Carla Korna budynki, które niczym sam bóg lub może lepiej – nadczłowiek, układa na makiecie Śląska. Artysta ukazuje także bohatera niczym wziętego ze świętego obrazu – Łucję Marię Monne, wśród zwierząt, na modłę świętego Franciszka z Asyżu; Teofila Ociepkę w zbroi, na miarę świętego Jerzego pokonującego smoka; albo jeszcze dalej, przedstawiając Marię Kunic niczym zdjętą z barokowego krzyża pędzla Rubensa.

Oczywiście, nie byłoby książki o Śląsku bez prezentacji sylwetki górnika. Tu ukazanego jako grupa, bez indywidualizacji bohatera, bez wyróżnień. Górnika będącego nie jednostką, a całą armią herosów. Górnika, bez którego Śląsk, zmieniając swój industrialno-robotniczy charakter, nie byłby Śląskiem i bez którego, być może, owa publikacja nie powstałaby nigdy.

Część z postaci przedstawionych przez Głowackiego przepadła w odmętach ludzkiej pamięci, część z nich nigdy nie została z historii naszego kraju, ba nawet regionu, wyciągnięta. Większość tych nazwisk nie ma swojego hasła w Wikipedii, co w dzisiejszym świecie oznacza, że nie istnieją. Dzięki Głowackiemu zostaje oddana im, lub przyznana po raz pierwszy, ranga bohatera. Ba, autor w swojej publikacji prawo bytu daje, przede wszystkim, jej bohaterowi, którego obecność pod tytułem „superherosa” zaznacza wielokrotnie, natomiast swoje nazwisko – jako autora – spycha dopiero na drugą stronę tytułową.

To zestawienie wybitnych postaci jest oczywiście indywidualnym wyborem Głowackiego, podyktowanym patriotyzmem i własnymi, prywatnymi poszukiwaniami w historii lokalnej. Ale to dzięki takim indywidualnym wyborom w naszych głowach obok postaci Marii Skłodowskiej-Curie może znaleźć się inna, urodzona w Katowicach, wybitna noblistka z dziedziny fizyki – Maria Göppert-Mayer. Ona hasło w Wikipedii już ma, być może teraz kolej, by trafiła do podręczników szkolnych?
Marek Głowacki: „S jak Śląsk. Superbohaterowie po śląsku”. Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. Katowice 2017.